,        BooksCafe.Net: http://bookscafe.net

  : http://bookscafe.net/author/koontz_dean-29966.html

     : http://bookscafe.net/book/koontz_dean-zwiadowca_piekiel-239651.html

 !




Dean R. Koontz


Zwiadowca Piekie&#322;


Tytu&#322; oryginalny: The Haunted Earth



Cz&#281;&#347;&#263; I. CMENTARZYSKO



1

Wzni&#243;s&#322;szy toast za niezwyk&#322;&#261; wprost urod&#281; swej przyjaci&#243;&#322;ki, hrabia S&#322;awek wychyli&#322; duszkiem ca&#322;y kielich wina. A potem, u&#347;miechaj&#261;c si&#281; tak szeroko, &#380;e ods&#322;oni&#322; dwa ol&#347;niewaj&#261;co bia&#322;e, po&#322;yskuj&#261;ce k&#322;y, powiedzia&#322;:

Ju&#380; wkr&#243;tce, moja droga, b&#281;dziemy razem wznosi&#263; i inne toasty, cho&#263; ju&#380; nie winem.

Pani Renee Cuyler  odziana w pon&#281;tnie opi&#281;t&#261; sp&#243;dnic&#281; i bluzk&#281; rozci&#281;t&#261; niemal do p&#281;pka  u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; na t&#281; ledwie zawoalowan&#261; obietnic&#281; nieludzkich uniesie&#324; i poci&#261;gaj&#261;c &#322;yk swego wina, kt&#243;rego jako  osoba o lepszych manierach  nie wypi&#322;a poprzednio jednym haustem.

Hrabia odstawi&#322; sw&#243;j kieliszek i podszed&#322; do niej, powiewaj&#261;c po&#322;ami swej peleryny jak czarnymi skrzyd&#322;ami. Przesun&#261;&#322; delikatnie d&#322;oni&#261; wzd&#322;u&#380; jej kszta&#322;tnej szyi. Z ust obojga wyrwa&#322;o si&#281; ciche westchnienie.

Czysta szmira  szepn&#261;&#322; Jessie Blake.

Nie m&#243;g&#322; powiedzie&#263; tego g&#322;o&#347;no, poniewa&#380; siedzia&#322; zamkni&#281;ty w szafie, obserwuj&#261;c hrabiego i pani&#261; Cuyler przez ma&#322;y judasz, kt&#243;ry zainstalowa&#322; w drzwiach kilka godzin wcze&#347;niej. Ani hrabia, ani pani Cuyler nie zdawali sobie sprawy z jego obecno&#347;ci i byliby mocno zdenerwowani, gdyby dowiedzieli si&#281;, &#380;e ich obserwuje. Ca&#322;a sprawa polega&#322;a na tym, &#380;eby nie dowiedzieli si&#281; przed nadej&#347;ciem najwa&#380;niejszego, obci&#261;&#380;aj&#261;cego momentu. Dlatego w&#322;a&#347;nie, Jessie musia&#322; do siebie szepta&#263;.

Ma&#322;a &#322;ap&#243;wka sk&#322;oni&#322;a recepcjonist&#281; do wpuszczenia go do luksusowego B&#322;&#281;kitnego Apartamentu na trzy godziny przed pojawieniem si&#281; w nim hrabiego i pani Cuyler, pozbawiaj&#261;c tym samym ich spotkania cech ca&#322;kowitej prywatno&#347;ci. Za punkt obserwacyjny Jessie obra&#322; sobie sto&#322;ek w jednej szafie, kt&#243;rej drzwi wychodzi&#322;y na g&#322;&#243;wny salon apartamentu. Cho&#263; wiedzia&#322;, &#380;e akcja w b&#322;yskawicznym tempie przeniesie si&#281; do sypialni, to podejrzewa&#322;, &#380;e w podnieceniu hrabia S&#322;awek zdecyduje si&#281; nadgry&#378;&#263; szyj&#281; pani Cuyler ju&#380; tutaj, a dopiero potem przejdzie do innych, r&#243;wnie podniecaj&#261;cych, acz zdecydowanie bardziej doczesnych uciech zmys&#322;owych. Wampiry zawsze by&#322;y nadpobudliwe a co dopiero wtedy, jak w przypadku hrabiego, od wielu tygodni nie mia&#322;y na swym koncie &#380;adnego nadgryzienia.

Pani Cuyler odstawi&#322;a sw&#243;j kieliszek, czuj&#261;c wzmagaj&#261;c&#261; si&#281; natarczywo&#347;&#263; nacisku d&#322;oni hrabiego na swej szyi.

Teraz?  wyszepta&#322;a.

Tak  odpar&#322; hrabia chrapliwie.

Jessie Blake, detektyw prywatny, wsta&#322; ze swego taboretu i po&#322;o&#380;y&#322; r&#281;k&#281; na wewn&#281;trznej ga&#322;ce drzwi od szafy. Nadal pochylony, by nie straci&#263; nic z tego, co pokazywa&#322;a mu male&#324;ka soczewka, szykowa&#322; si&#281; do konfrontacji z hrabi&#261; na pierwszy znak niezgodnej z prawem aktywno&#347;ci jego k&#322;&#243;w.

Hrabia patrzy&#322; w oczy pani Renee Cuyler w spos&#243;b, kt&#243;ry mia&#322; jej przekaza&#263; znacznie wi&#281;cej ni&#380; zwyk&#322;e ziemskie po&#380;&#261;danie.

Dla Jessiego, kt&#243;remu zaczyna&#322;y ju&#380; cierpn&#261;&#263; plecy, wygl&#261;da&#322;o to tak, jakby hrabiemu nagle zebra&#322;o si&#281; na wymioty.

Kobieta wczepi&#322;a palce w rozci&#281;cie swej, i tak ju&#380; do&#347;&#263; odwa&#380;nej, bluzki i rozchyli&#322;a j&#261; szerzej, u&#322;atwiaj&#261;c dwie pe&#322;ne, kr&#261;g&#322;e piersi o ciemnobr&#261;zowych sutkach.

Wygl&#261;dasz niezwykle kusz&#261;co  zamrucza&#322; hrabia.

To si&#281; sku&#347;  szepn&#281;&#322;a nami&#281;tnie pani Cuyler.

Ale kicz! pomy&#347;la&#322; Jessie. W tym krytycznym momencie nie m&#243;g&#322; zaryzykowa&#263; nawet najcichszego szeptu.

Oczywi&#347;cie musimy przedtem dokona&#263; pewnych hmm formalno&#347;ci  powiedzia&#322; hrabia przepraszaj&#261;cym tonem.  Pewnych

Rozumiem  przerwa&#322;a mu kobieta.

Jestem zobowi&#261;zany aktem Ko&#322;czaka-Blissa  ci&#261;gn&#261;&#322; hrabia tonem nic nie trac&#261;cym ze swego g&#322;adkiego, ciep&#322;ego czaru  wydanym przez Izb&#281; Praw Mi&#281;dzynarodowych S&#261;du Najwy&#380;szego Narod&#243;w Zjednoczonych, poinformowa&#263; ci&#281; zar&#243;wno o twoich prawach jak i mo&#380;liwo&#347;ciach wyboru.

Rozumiem  przerwa&#322;a mu kobieta.

Hrabia przesun&#261;&#322; j&#281;zykiem po wargach. Nami&#281;tnie gard&#322;owym g&#322;osem, wyra&#378;nie zbyt podniecony, by traci&#263; du&#380;o wi&#281;cej czasu na formalno&#347;ci, powiedzia&#322;:

W tej chwili mo&#380;esz jeszcze nie wyrazi&#263; zgody na dope&#322;nienie naszej, nieskonsumowanej, znajomo&#347;ci i albo odej&#347;&#263;, albo za&#380;&#261;da&#263; porady licencjonowanego specjalisty od spraw duchowych.

Rozumiem odpar&#322;a pani Cuyler. Rozchyli&#322;a sw&#261; bluzk&#281; jeszcze szerzej, pozwalaj&#261;c hrabiemu lepiej zorientowa&#263; si&#281;, jakie to zwyk&#322;e przyjemno&#347;ci oczekiwa&#322;y go, kiedy ju&#380; minie pierwsza, niepor&#243;wnywalna z niczym, ekstaza nadgryzienia.

Czy chcesz odej&#347;&#263;?  spyta&#322;.

Nie.

Czy &#380;yczysz sobie porady specjalisty do spraw duchowych?

Nie, kochanie  powt&#243;rzy&#322;a pani Cuyler.

Przez chwil&#281; wydawa&#322;o si&#281;, &#380;e hrabia zapomnia&#322; o dalszym ci&#261;gu litanii narzuconej mu przez akt Ko&#322;czaka-Blissa, lecz zaraz zacz&#261;&#322; m&#243;wi&#263; dalej, szybko i mi&#281;kko, by nie popsu&#263; nastroju:

Czy znana ci jest natura propozycji, kt&#243;r&#261; ci z&#322;o&#380;y&#322;em?

Tak.

Czy rozumiesz, &#380;e moim zamiarem jest wprowadzenie ci&#281; do &#347;wiata nie&#347;miertel-nych?

Rozumiem.

Czy rozumiesz, &#380;e twoje nowe &#380;ycie w pot&#281;pieniu jest wieczne?

Tak, kochanie, tak  zawo&#322;a&#322;a pani Cuyler.  Chc&#281;, &#380;eby&#347; mnie ugryz&#322;. Zaraz!

Cierpliwo&#347;ci, kochanie  odpar&#322; hrabia S&#322;awek.  No wi&#281;c, czy zdajesz sobie spraw&#281;, &#380;e z tego &#347;wiata nie ma powrotu?

Zdaj&#281; sobie spraw&#281;, na rany Chrystusa!  j&#281;kn&#281;&#322;a pani Cuyler.

Wypluj to imi&#281;!  rykn&#261;&#322; hrabia.

Jessie Blake pokiwa&#322; g&#322;ow&#261; w swej szafie, zasmucony tym przedstawieniem. Je&#347;li tak dalej p&#243;jdzie, to pewnie nawet nie b&#281;dzie musia&#322; interweniowa&#263;. Nast&#281;pne kilka minut tych pyta&#324; i odpowiedzi zniszczy ca&#322;y element romantyzmu, kt&#243;ry hrabia z takim trudem stworzy&#322;. Prawa Narod&#243;w Zjednoczonych z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; nie pie&#347;ci&#322;y takich jak hrabia S&#322;awek.

Przepraszam  za&#347;wiergota&#322;a Renee Cuyler do swego niedosz&#322;ego kochanka i mistrza.

Hrabia uspokoi&#322; si&#281; i nadal nie zdejmuj&#261;c z kszta&#322;tnej szyi i gwa&#322;townie pulsuj&#261;cej t&#281;tnicy pani Cuyler, m&#243;wi&#322; dalej:

Rozumiesz, &#380;e moja rasa wyznaje pewien m&#281;ski szowinizm, kt&#243;remu musisz si&#281; podporz&#261;dkowa&#263;, traktuj&#261;c go jako sekretny warunek naszego kontraktu krwi?

Tak.

I nadal nie zamierzasz si&#281; wycofa&#263;?  Oczywi&#347;cie, &#380;e nie!

Jessie Blake zn&#243;w pokiwa&#322; g&#322;ow&#261;. Pan Cuyler b&#281;dzie mia&#322; kup&#281; roboty z upilnowaniem tej swojej &#380;ony, nawet je&#347;li tym razem Jessiemu uda si&#281; j&#261; z tego wyci&#261;gn&#261;&#263;. Najwyra&#378;niej mia&#322;a mani&#281; na punkcie wampir&#243;w, a tak&#380;e potrzeb&#281; podporz&#261;dkowania si&#281; czyjej&#347; dominacji, i to zar&#243;wno w sensie psychicznym jak i seksualnym.

Hrabia zawaha&#322; si&#281; przed rozpocz&#281;ciem drugiej, kr&#243;tszej litanii Ko&#322;czaka-Blissa, cz&#281;&#347;ci dotycz&#261;cej gwarantowanych kobiecie przez prawo alternatyw, a zawahawszy si&#281;, by&#322; ju&#380; zgubiony. Przechyli&#322; na bok pi&#281;kn&#261; g&#322;ow&#281; Renee, odgarniaj&#261;c do ty&#322;u jej d&#322;ugie, ciemne w&#322;osy. Ods&#322;aniaj&#261;c k&#322;y w u&#347;miechu zupe&#322;nie nie z tej ziemi, si&#281;gn&#261;&#322; w spos&#243;b pozbawiony wszelkiego wdzi&#281;ku  do jej t&#281;tnicy.

Zachwycony, &#380;e jego przewidywania co do hrabiego S&#322;awka okaza&#322;y si&#281; trafne, Jessie przekr&#281;ci&#322; ga&#322;k&#281;, otworzy&#322; gwa&#322;townie drzwi od szafy i wkroczy&#322; do pokoju z wi&#281;cej ni&#380; odrobin&#261; pewno&#347;ci siebie.

Na ten d&#378;wi&#281;k hrabia jak oparzony odskoczy&#322; od kobiety i sycz&#261;c przez swe szpiczaste z&#281;by, jak p&#281;kni&#281;ty kocio&#322; parowy, cofn&#261;&#322; si&#281; kilka krok&#243;w z ramionami rozpostartymi na bok i po&#322;ami peleryny upi&#281;tymi na nich jak gigantyczne skrzyd&#322;a gotowe do lotu.

Jessie b&#322;ysn&#261;&#322; swoj&#261; licencj&#261; i oznajmi&#322;:

Jessie Blake, prywatny detektyw. Pracuj&#281; dla pana Rogera Cuylera, kt&#243;ry zleci&#322; mi ochron&#281; swojej &#380;ony przed wp&#322;ywami pewnych za&#347;wiatowc&#243;w maj&#261;cych wyra&#378;ne zakusy na jej cia&#322;o i dusz&#281;.

Zakusy?  spyta&#322; hrabia S&#322;awek z niedowierzaniem w g&#322;osie.

Gdyby zechcia&#322;a pani zapi&#261;&#263; bluzk&#281;, pani Cuyler  powiedzia&#322; Jessie, zwracaj&#261;c si&#281; do kobiety  to mogliby&#347;my opu&#347;ci&#263; ten lokal i

Zakusy?  powt&#243;rzy&#322; natarczywie hrabia S&#322;awek, robi&#261;c krok do przodu.  Ta kobieta nie jest niewinn&#261; ofiar&#261;! To najbardziej napalona sztuka, jak&#261; zdarzy&#322;o mi si&#281; spotka&#263; na przestrzeni

Czy kwestionuje pan zasadno&#347;&#263; mojej interwencji?  zdziwi&#322; si&#281; Jessie

Mia&#322; sze&#347;&#263; st&#243;p wzrostu, wa&#380;y&#322; sto osiemdziesi&#261;t pi&#281;&#263; funt&#243;w, z czego niemal wszystko ulokowane by&#322;o w mi&#281;&#347;niach i ko&#347;ciach. I cho&#263; nie m&#243;g&#322; za&#347;wiatowcowi wyrz&#261;dzi&#263; &#380;adnej krzywdy, bez uciekania si&#281; do og&#243;lnie przyj&#281;tych czar&#243;w i zakl&#281;&#263;, srebrnych kul i osinowych ko&#322;k&#243;w, to nawet w rozgrywce z samym diab&#322;em by&#322; w stanie doprowadzi&#263; do pata, z kt&#243;rego nikomu nic by nie przysz&#322;o.

A mimo tu hrabia wrzasn&#261;&#322;:

Oczywi&#347;cie, &#380;e kwestionuj&#281;! Ukry&#322; si&#281; pan sposobem w prywatnym apartamencie hotelowym, wbrew wszelkim prawom jednostki

A pan  przerwa&#322; mu Jessie  by&#322; w&#322;a&#347;nie w trakcie k&#261;sania ofiary, kt&#243;rej nie wyrecytowa&#322; pan wszelkich istotnych informacji, jakie, zgodnie z aktem Ko&#322;czaka-Blissa, powinien pan jej przedstawi&#263; w &#322;atwo zrozumia&#322;ej formie.

Pani Cuyler zacz&#281;ta p&#322;aka&#263;.

Blake, zupe&#322;nie tym nie wzruszony, ci&#261;gn&#261;&#322; dalej:

Odczyt pami&#281;ci, kt&#243;remu musia&#322;by si&#281; pan podda&#263;, gdybym wni&#243;s&#322; przeciwko panu to oskar&#380;enie, potwierdzi&#322;by moje zarzuty i postawi&#322; pana w obliczu kilku do&#347;&#263; nieprzyjemnych kar.

Niech pana diabli porw&#261;!  warkn&#261;&#322; hrabia.

Tylko bez teatralnych sztuczek  ostrzeg&#322; go B1ake.

Hrabia zrobi&#322; niebezpieczny krok w kierunku detektywa.

Gdybym dokona&#322; tutaj d w &#243; c h nawr&#243;ce&#324;  sykn&#261;&#322;  to nie by&#322;oby nikogo, kto m&#243;g&#322;by na mnie donie&#347;&#263;, prawda? Jestem pewien, Renee pomog&#322;aby mi pana nawr&#243;ci&#263;.

U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281;, a oczy zajarzy&#322;y mu si&#281; upiornym blaskiem.

Blake wyci&#261;gn&#261;&#322; z kieszeni marynarki krucyfiks i uzbroi&#322; nim praw&#261; r&#281;k&#281; w miejsce rewolweru ze strza&#322;kami narkotycznymi, kt&#243;rego u&#380;y&#322;by, gdyby jego przeciwnikiem by&#322; cz&#322;owiek.

Nie przyszed&#322;em nieprzygotowany  stwierdzi&#322;.

S&#322;awek jakby si&#281; troch&#281; skurczy&#322; w sobie i z min&#261; winowajcy odwr&#243;ci&#322; spojrzenie od krzy&#380;a.

Zanim zosta&#322;em wampirem, by&#322;em &#379;ydem  zauwa&#380;y&#322;.  Nic widz&#281; powodu, dla kt&#243;rego ten przyrz&#261;d mia&#322;by stan&#261;&#263; mi na zawadzie.

A jednak skutecznie krzy&#380;uje on wam szyki  powiedzia&#322; Blake, u&#347;miechaj&#261;c si&#281; do Ukrzy&#380;owanego, wykonanego z czterech r&#243;&#380;nych odcieni fosforyzuj&#261;cego, pomara&#324;czowego plastiku. Pistolet strza&#322;kowy, kt&#243;rego u&#380;ywa&#322;, by&#322; najnowszym krzykiem techniki i stanowi&#322; bardzo kosztowny element wyposa&#380;enia. Ale bieganie z r&#281;cznie rze&#378;bionym krucyfiksem, kiedy byle rupie&#263; dzia&#322;a&#322; r&#243;wnie dobrze, uwa&#380;a&#322; Jessie za przesad&#281;.

Przeprowadzono badania  m&#243;wi&#322; dalej  kt&#243;rych wyniki dowiod&#322;y, &#380;e strach przed tym ma pod&#322;o&#380;e czysto psychologiczne. Z fizycznego punktu widzenia, nie wykazuje on &#380;adnego dzia&#322;ania, tym niemniej, poniewa&#380; ca&#322;a wasza moc p&#322;ynie z mit&#243;w i legend wampirystycznych, w kt&#243;rych krzy&#380; odgrywa tak pot&#281;&#380;n&#261; rol&#281;, to jego dotkni&#281;cie przyprawi&#322;oby ka&#380;dego z was o &#347;mier&#263;, je&#380;eli w odniesieniu do za&#347;wiatowca mo&#380;na w og&#243;le m&#243;wi&#263; o &#347;mierci.

W czasie przemowy detektywa hrabia ulega&#322; dziwnej przemianie. Peleryna zacz&#281;&#322;a cia&#347;niej otula&#263; jego cia&#322;o i powoli przeistacza&#322;a si&#281; w sztywno napi&#281;t&#261;, br&#261;zow&#261; b&#322;on&#281;. Rysy twarzy hrabiego tak&#380;e si&#281; zmieni&#322;y, staj&#261;c si&#281; coraz mroczniejsze i mniej ludzkie. Kiedy Jessie sko&#324;czy&#322;, hrabia zacz&#261;&#322; si&#281; kurczy&#263;, zmniejszaj&#261;c si&#281; w jaki&#347; cudowny spos&#243;b wraz ze sw&#261; odzie&#380;&#261;, kt&#243;ra powoli wtapia&#322;a si&#281; w jego cia&#322;o, przyjmuj&#261;ce najwyra&#378;niej posta&#263; nietoperza.

To si&#281; panu na nic nie zda  powstrzyma&#322; go Jessie.  Nawet, je&#380;eli umknie pan przez okno, wiemy kim pan jest. W ci&#261;gu dwudziestu czterech godzin otrzyma&#322;by pan nakaz stawiennictwa przed s&#261;dem. A poza tym Brutus potrafi pana wytropi&#263; wsz&#281;dzie, gdzie by pan si&#281; nie uda&#322;.

Hrabia zawaha&#322; si&#281; w swej metamorfozie.

Brutus?  spyta&#322; niepewnie.

Blake wskaza&#322; szaf&#281;, z kt&#243;rej wychodzi&#322;o w&#322;a&#347;nie pot&#281;&#380;ne psisko, mierz&#261;ce w k&#322;&#281;bie ponad cztery i p&#243;&#322; stopy. &#321;eb mia&#322; ogromny i masywny, szcz&#281;ki d&#322;ugie i naje&#380;one ostrymi, jak brzytwa, z&#281;bami. Oczy p&#322;on&#281;&#322;y mu nieustannie, zmieniaj&#261;cymi si&#281; odcieniami czerwieni, wiruj&#261;cej wok&#243;&#322; male&#324;kich, czarnych kropek &#378;renic.

Zwiadowca piekie&#322;?  upewni&#322; si&#281; S&#322;awek.

Jasne odpar&#322; Brutus.

G&#322;&#281;boki, m&#281;ski g&#322;os dobywaj&#261;cy si&#281; z paszczy brytana najwyra&#378;niej przyprawi&#322; pani&#261; Cuyler o g&#322;&#281;boki szok, ale ani hrabia, ani detektyw nie dostrzegli w tym nic dziwnego.

Brutus z &#322;atwo&#347;ci&#261; wytropi pana w ka&#380;dym zau&#322;ku za&#347;wiat&#243;w, w kt&#243;rym chcia&#322;by si&#281; pan ukry&#263;  oznajmi&#322; Blake.

Hrabia skin&#261;&#322; z oci&#261;ganiem si&#281; g&#322;ow&#261;, po czym odwr&#243;ci&#322; kierunek swej metamorfozy, staj&#261;c si&#281; zn&#243;w istot&#261; bardziej ludzk&#261;.

Pracujecie razem, cz&#322;owiek i duch?  dziwi&#322; si&#281;.

I to nad wyraz skutecznie  zapewni&#322; go Brutus

Wtuli&#322; sw&#243;j pot&#281;&#380;ny &#322;eb w ramiona, jakby gotowa&#322; si&#281; rzuci&#263; w po&#347;cig za hrabi&#261; na pierwszy ruch sugeruj&#261;cy pr&#243;b&#281; ucieczki.

Kombinacja nie do przebicia  S&#322;awek z uznaniem pokiwa&#322; g&#322;ow&#261;. Westchn&#261;&#322;, podszed&#322; do sofy, usiad&#322; na niej i za&#322;o&#380;ywszy nog&#281; na nog&#281; spyta&#322;:

Czego ode mnie chcecie?

Ma pan wys&#322;ucha&#263; ultimatum mojego klienta, potem mo&#380;e pan odej&#347;&#263;.

Zatem s&#322;ucham  sapn&#261;&#322; z niech&#281;ci&#261; S&#322;awek, zabieraj&#261;c si&#281; do polerowania paznokci r&#261;bkiem swojej peleryny.

Wyra&#378;nie oszo&#322;omiona pani Cuyler w dalszym ci&#261;gu sta&#322;a po&#347;rodku pokoju, p&#322;acz&#261;c i zaciskaj&#261;c swe ma&#322;e pi&#261;stki z tak&#261; si&#322;&#261;, jakby lada chwila potoki &#322;ez mia&#322;y ust&#261;pi&#263; miejsca eksplozji w&#347;ciek&#322;o&#347;ci.

Zosta&#322; pan przy&#322;apany na dokonywaniu niezgodnego z prawem nadgryzienia  stwierdzi&#322; Jessie  kt&#243;re to przest&#281;pstwo podlega &#347;ciganiu przez siedem lat od momentu jego pope&#322;nienia. Je&#347;li nie chce pan, by pan Cuyler  m&#243;j klient, a m&#261;&#380; tej oto damy  wszcz&#261;&#322; przeciwko panu post&#281;powanie, b&#281;dzie pan od tej chwili trzyma&#322; si&#281; jak najdalej od jego &#380;ony i wyrzeknie pr&#243;b utrzymywania z ni&#261; jakichkolwiek kontakt&#243;w czy to telefonicznych, czy wideofonicznych, czy te&#380; przez pos&#322;a&#324;ca. Nie b&#281;dzie si&#281; pan z ni&#261; r&#243;wnie&#380; komunikowa&#322; przy u&#380;yciu dost&#281;pnych panu metod metafizycznych.

S&#322;awek spojrza&#322; z wyra&#378;n&#261; t&#281;sknot&#261; na smuk&#322;onog&#261;, m&#322;od&#261; kobiet&#281; i z wyra&#378;nym smutkiem skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261;.

Przyjmuj&#281; te warunki.

Zatem mo&#380;e pan odej&#347;&#263;  zako&#324;czy&#322; rozmow&#281; Jessie.

U drzwi apartamentu Stawek odwr&#243;ci&#322; si&#281; jeszcze raz i rzek&#322; ze smutkiem:

Chyba by&#322;o znacznie lepiej, kiedy trzymali&#347;my si&#281; we w&#322;asnym gronie, a wy, ludzie, nie mieli&#347;cie nawet pewno&#347;ci, &#380;e w og&#243;le istniejemy.

C&#243;&#380;, post&#281;p  mrukn&#261;&#322; Blake, wzruszaj&#261;c ramionami.

Chc&#281; powiedzie&#263;  ci&#261;gn&#261;&#322; Stawek  &#380;e co prawda ryzyko zarobienia osinowego ko&#322;ka w serce jest dzi&#347;, kiedy rozumiemy si&#281; nawzajem znacznie mniejsze, ale przepad&#322; gdzie&#347; ca&#322;y romantyzm. Blake, oni zniszczyli ca&#322;y dreszczyk emocji!

Z&#322;&#243;&#380; pan za&#380;alenie w ratuszu  warkn&#261;&#322; Brutus. Nie by&#322; tego dnia w najlepszym humorze.

Mija siedem lat od czasu, kiedy owi pobratymcy zacz&#281;li na szersz&#261; skal&#281; kontaktowa&#263; si&#281; z wami i z ka&#380;dym dniem jest coraz gorzej. Nie przypuszczam, by&#347;my kiedykolwiek polubili istniej&#261;cy w tej chwili stan rzeczy.

S&#322;awek wyra&#378;nie uderza&#322; w chmurny i g&#243;rny ton, jak to zwykle, kiedy jaki&#347; &#347;rodkowoeuropejski krwiopijca popada&#322; w zadum&#281;.

Masenowie nauczyli si&#281; &#380;y&#263; ze swymi nadprzyrodzonymi bra&#263;mi  i vice versa przypomnia&#322; mu Jessie.

Oni s&#261; zupe&#322;nie inni  upiera&#322; si&#281; hrabia.  Przede wszystkim pochodz&#261; z innej planety, s&#261; obcy. Dla nich nawi&#261;zanie kontakt&#243;w z ich &#347;wiatem nadprzyrodzonym by&#322;o rzecz&#261; naturaln&#261;. Ale na Ziemi nawi&#261;zanie tych kontakt&#243;w zosta&#322;o nam narzucone; tutaj nic nast&#261;pi&#322;o to samorzutnie. Obawiam si&#281;, &#380;e to sprzeczne z nasz&#261; natur&#261;.

Mam nadzieje -westchn&#261;&#322; Blake.  Gdyby kontakty mi&#281;dzy &#347;wiatem doczesnym a &#347;wiatem nadprzyrodzonym by&#322;y tutaj, na Ziemi r&#243;wnie &#322;atwe i poprawne jak na ojczystej planecie masen&#243;w, zosta&#322;bym bez pracy.

&#379;eruje pan na k&#322;opotach innych  stwierdzi&#322; Stawek. -

Ja je rozwi&#261;zuj&#281;  poprawi&#322; go Blake.

Wykrzywiaj&#261;c twarz w wyrazie pe&#322;nego zdegustowania, hrabia Stawek opu&#347;ci&#322; apartament z szumem i &#322;opotem swej czarnej peleryny.

W tym samym momencie &#322;zy pani Cuyler ust&#261;pi&#322;y miejsca w&#347;ciek&#322;o&#347;ci, tak jak to Blake przewidzia&#322;. Kobieta rzuci&#322;a si&#281; na niego z przera&#378;liwym krzykiem, drapi&#261;c go doskonale utrzymanymi paznokciami, bij&#261;c pi&#281;&#347;ciami, kopi&#261;c, gryz&#261;c i szarpi&#261;c za ubranie.

Jessie odepchn&#261;&#322; j&#261; od siebie i uspokoi&#322; wystrzeleniem trzech narkotycznych igie&#322; w brzuch. Kobieta osun&#281;li si&#281; bezw&#322;adnie na puszysty dywan i natychmiast usn&#281;&#322;a. Po chwili zacz&#281;&#322;a chrapa&#263;.

Chryste panie, co za nuda!  ziewn&#261;&#322; przera&#378;liwie Brutus. Nie odczuwa&#322; &#380;adnych skrupu&#322;&#243;w wzywaj&#261;c imienia Pana, bez wzgl&#281;du na to czy nadaremno, czy nie, cho&#263; prawd&#281; m&#243;wi&#261;c, Blake nigdy nie s&#322;ysza&#322;, by robi&#322; to inaczej ni&#380; nadaremno. Powl&#243;k&#322; si&#281; &#322;apa za &#322;ap&#261; do sofy, wskoczy&#322; na ni&#261; i zwin&#261;&#322; si&#281; w k&#322;&#281;bek, k&#322;ad&#261;c wielki, w&#322;ochaty &#322;eb na jednej z poduszek.

W k&#243;&#322;ko to samo  powiedzia&#322; gderliwie.  U&#380;eranie si&#281; z niewiernymi &#380;onami.

Nudne, ale bezpieczne  odpar&#322; Blake. Podszed&#322; do wideofonu, wystuka&#322; numer swego biura i czeka&#322;, a&#380; Helena odbierze.

Agencja Detektywistyczna "Zwiadowca Piekie&#322;"  powiedzia&#322;a prawie ca&#322;e pi&#281;&#263; minut p&#243;&#378;niej.

Jeste&#347; dupa nie sekretarka  z przek&#261;sem stwierdzi&#322; Blake.

Ale za to niez&#322;a  mrukn&#281;&#322;a Helena, mru&#380;&#261;c swe b&#322;&#281;kitne oczy o d&#322;ugich rz&#281;sach i odgarniaj&#261;c z czo&#322;a pasmo miodowo-z&#322;otych w&#322;os&#243;w.

Trudno by&#322;o z tym dyskutowa&#263;, zw&#322;aszcza, &#380;e ekran wideofonu ukazywa&#322; szczodrze pe&#322;n&#261; kr&#261;g&#322;o&#347;&#263; jej wspania&#322;ych piersi.

Zgoda  przyzna&#322; Blake i usiad&#322; na sofie, z lekka przyt&#322;oczony cisn&#261;cymi si&#281; przed uczy wspomnieniami.  Mamy pani&#261; Cuyler ca&#322;&#261; i zdrow&#261;. Chcia&#322;bym, &#380;eby&#347; zadzwoni&#322;a do jej m&#281;&#380;a i kaza&#322;a mu tu przyjecha&#263;.  Poda&#322; jej adres hotelu i numer apartamentu.

Moje gratulacje  u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281;. Mia&#322;a pe&#322;ne, kszta&#322;tne wargi i niezwykle bia&#322;e z&#281;by. Powinna wyst&#281;powa&#263; w reklam&#243;wkach wynaturzonych kontakt&#243;w seksualnych, pomy&#347;la&#322; Blake.

Och, by&#322;abym zapomnia&#322;a  doda&#322;a Helena.  Mia&#322;e&#347; dzisiaj ju&#380; cztery telefony od potencjalnego klienta.

Od kogo?

Niejakiego Galictora Flisa.

Masena?

A czy jaki&#347; cz&#322;owiek mo&#380;e si&#281; tak nazywa&#263;?  zdziwi&#322;a si&#281;.

Czego chce?

Powie to dopiero osobi&#347;cie tobie.

Blake namy&#347;la&#322; si&#281; przez chwil&#281;.

Je&#347;li natychmiast dopadniesz Rogera Cuylera, b&#281;d&#281; w biurze za p&#243;&#322;torej godziny. Gdyby ten Galiotor m&#243;g&#322; tam si&#281; zjawi&#263;, to go przyjm&#281;.

Tak jest, szefie.

Jessie skrzywi&#322; si&#281;, ale nim zd&#261;&#380;y&#322; cokolwiek odpowiedzie&#263;, Helena wy&#322;&#261;czy&#322;a si&#281;, a jej pi&#281;kna twarz i jeszcze lepszy biust znikn&#281;&#322;y z ekranu.

Wygl&#261;da na to  powiedzia&#322; Blake do brytana  &#380;e twoje &#380;yczenie si&#281; spe&#322;ni&#322;o. Co&#347; si&#281; zaczyna dzia&#263;.

Czy ja dobrze s&#322;ysza&#322;em? Klient masen?  dopytywa&#322; si&#281; Brutus, zeskoczywszy z kanapy; po czym machn&#261;&#322; z niedowierzaniem &#322;bem, a&#380; uszy zaklaska&#322;y mu o czaszk&#281;.

S&#322;ysza&#322;e&#347; dobrze.

Pierwszy w historii  mrukn&#261;&#322; Brutus. C&#243;&#380; to za problem mo&#380;e mie&#263; jaki&#347; masen, kt&#243;rego nic potrafiliby rozwi&#261;za&#263; jego rodacy i do kt&#243;rego trzeba najmowa&#263; ludzkiego detektywa?

Dowiemy si&#281; za jak&#261;&#347; godzin&#281;  zapewni&#322; go Blake.  Wyci&#261;gajmy lepiej nasz sprz&#281;t z szafy, &#380;eby&#347;my byli gotowi do drogi natychmiast gdy tylko pojawi si&#281; tutaj pan Cuyler i zabierze t&#281; swoj&#261; &#380;on&#281;.



2

Masen popatrzy&#322; twardo na detektywa, a jego g&#322;&#281;boko osadzone oczy i bezwargie usta wyra&#380;a&#322;y jawn&#261; dezaprobat&#281;. Pukaj&#261;c w szklan&#261; szybk&#281; bateryjnego kalendarza Jessiego sze&#347;ciocalowym czujnikiem, grubo&#347;ci o&#322;&#243;wka. kt&#243;ry spe&#322;nia&#322; rol&#281; palca, powiedzia&#322;:

Pa&#324;ski kalendarz stan&#261;&#322; trzy dni temu. Dzi&#347; mamy nie trzeciego a sz&#243;stego pa&#378;dziernika 2000 roku.

Jeszcze tylko cztery dni do dziesi&#261;tej rocznicy pierwszego l&#261;dowania masen&#243;w na Ziemi  stwierdzi&#322; Blake, odchylaj&#261;c si&#281; w swym kszta&#322;tozmiennym fotelu i wpatruj&#261;c si&#281;, ponad biurkiem, na potencjalnego klienta.

Galiotor Fils mrukn&#261;&#322; z zaskoczenia oczami.

To prawda, prosz&#281; pana  przyzna&#322;  ale zupe&#322;nie nie rozumiem jaki to ma zwi&#261;zek z pa&#324;sk&#261; niedba&#322;o&#347;ci&#261;.

A ja zupe&#322;nie nie rozumiem jaki zwi&#261;zek ma m&#243;j kalendarz z pa&#324;sk&#261; u mnie wizyt&#261;, panie Galiotor  odpar&#322; Blake. Obserwuj&#261;c obcego potrafi&#322; niemal zrozumie&#263;, dlaczego Nieska&#380;eni Ziemianie byli tak zaciekle antymasenowscy. Galiotor Fils nie przedstawia&#322; sob&#261; najprzyjemniejszego widoku: wysoki prawie na siedem st&#243;p, jak wszyscy jego rodacy, odziany w bursztynowe szaty pod kolor oczu, wygl&#261;da&#322; jak niezbyt udany odlew z wosku  sk&#243;ra &#380;&#243;&#322;ta, leciutko po&#322;yskuj&#261;ca, cia&#322;o bry&#322;owate, cho&#263; nie pozbawione swoistego wdzi&#281;ku, kopulaste czo&#322;o, g&#322;&#281;boko osadzone &#380;&#243;&#322;te oczy, miazgowaty nos, pozbawiona warg szpara ust, a r&#281;ce zako&#324;czone tymi czu&#322;kami, zamiast palc&#243;w

Je&#347;li jest pan niedba&#322;y w bie&#380;&#261;cych sprawach swego biura  zauwa&#380;y&#322; Galiotor Fils  to istnieje pewne prawdopodobie&#324;stwo, &#380;e i jako detektyw pracuje pan niechlujnie.

Czy moje nazwisko wybra&#322; pan z ksi&#261;&#380;ki telefonicznej, czy te&#380; kto&#347; mnie panu poleci&#322;?  spyta&#322; Blake.

Och, oczywi&#347;cie, &#380;e mi pana polecono. Otrzyma&#322; pan bardzo pochlebne referencje.  M&#243;wi&#261;c to potakiwa&#322; energicznie g&#322;ow&#261; jakby na potwierdzenie swych s&#322;&#243;w, skutek tego by&#322; jednak taki, &#380;e zacz&#261;&#322; do znudzenia przypomina&#263; marionetk&#281; podskakuj&#261;c&#261; na sznurkach.

W takim razie proponuj&#281;, &#380;eby&#347;my od razu przeszli do rzeczy. Gdyby zechcia&#322; pan przedstawi&#263; nam swoje raporty i wyja&#347;ni&#263; nam jakich us&#322;ug od nas oczekuje, mogliby&#347;my

Przepraszam pana  przerwa&#322; Galiotor  ale czy to zwierz&#281; musi przebywa&#263; w tym pokoju?  Wskaza&#322; faluj&#261;cym czu&#322;kiem-palcem na Brutusa, kt&#243;ry zwin&#261;&#322; si&#281; na jedynym wolnym fotelu gabinetu, zaledwie kilka st&#243;p od Galiotora Filsa.

On?  zdziwi&#322; si&#281; Blake.  Oczywi&#347;cie, &#380;e musi. On jest moim wsp&#243;lnikiem w Agencji &#132;Zwiadowca Piekie&#322;&#148;. Prawd&#281; m&#243;wi&#261;c, to w&#322;a&#347;nie od niego pochodzi nasza nazwa.

Wi&#281;c to inteligentne stworzenie?  upewni&#322; si&#281; masen.

Pan si&#281; chyba prosisz o ch&#322;apni&#281;cie tuzinem pieskich k&#322;&#243;w za dup&#281;  odpar&#322; Brutus g&#322;osem &#380;wiru tr&#261;cego o arkusz blachy.

Rozumiem  powiedzia&#322; Galiotor Flis, poruszaj&#261;c si&#281; niespokojnie w fotelu.  Jeden z waszych za&#347;wiatowc&#243;w.

W&#322;a&#347;nie  skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261; Blake.

W waszych mitach wyst&#281;puj&#261; niezwykle osobliwe stworzenia  ci&#261;gn&#261;&#322; Galiotor.  Ze wszystkich cywilizacji, kt&#243;re napotkali&#347;my, ze wszystkich kt&#243;rym przedstawili&#347;my im ich nadprzyrodzonych braci, najbardziej barwn&#261; kolekcj&#281;

Sam pan jeste&#347; barwny  przerwa&#322; mu Brutus, podnosz&#261;c z &#322;ap sw&#243;j pot&#281;&#380;ny &#322;eb.  Prawd&#281; m&#243;wi&#261;c wr&#281;cz do obrzydliwo&#347;ci.

Masen wyda&#322; z siebie taki odg&#322;os jak kotka w marcu, co znaczy&#322;o, &#380;e odchrz&#261;kn&#261;&#322; w zak&#322;opotaniu.

Tak  powiedzia&#322; enigmatycznie.  No c&#243;&#380;, przypuszczam, &#380;e to kwestia punktu widzenia. Brutus ponownie opu&#347;ci&#322; &#322;eb i z&#322;o&#380;y&#322; go na skrzy&#380;owanych &#322;apach.

Zdaj&#261;c sobie spraw&#281; z tego, &#380;e masen w dalszym ci&#261;gu czuje si&#281; w obecno&#347;ci Brutusa do&#347;&#263; niepewnie, Jessie uzna&#322;, &#380;e kilka s&#322;&#243;w rozpraszaj&#261;cych w&#261;tpliwo&#347;ci teraz, zaoszcz&#281;dzi im wiele czasu p&#243;&#378;niej. Nie nabrawszy od pocz&#261;tku zaufania, Galiotor Fils m&#243;g&#322; si&#281; okaza&#263; bardzo trudnym klientem. Bardzo trudnym potencjalnym klientem, bowiem w chwili obecnej Jessie nie przypuszcza&#322;, by Agencja &#132;Ogar Piekie&#322;&#148; przyj&#281;&#322;a prowadzenie nowej sprawy. Obaj z Brutusem byli wystarczaj&#261;co zamo&#380;ni, by pozwoli&#263; sobie na wybredno&#347;&#263; i potrzebowali nie tyle zarobku, co czego&#347; emocjonuj&#261;cego, czego&#347; co przy&#347;pieszy&#322;oby bicie serca. Galiotor Fils nie sprawia&#322; wra&#380;enia osoby przynosz&#261;cej im odmian&#281; losu. Na wszelki jednak wypadek Jessie zdecydowa&#322; si&#281; nie wyrzuca&#263; go z miejsca za drzwi, lecz spr&#243;bowa&#263; go sobie zjedna&#263;  je&#347;li si&#281; da.

Panie Galiotor  powiedzia&#322;  zapewniam pana, &#380;e nie ma pan absolutnie &#380;adnych powod&#243;w do obawiania si&#281; mojego przyjaciela, Brutus.

Absolutnie &#380;adnych  wymamrota&#322; brytan.

Dwa tysi&#261;ce lat temu  ci&#261;gn&#261;&#322; Jessie  Brutus by&#322; cz&#322;owiekiem takim samym jak ja, cz&#322;owiekiem, kt&#243;ry ci&#281;&#380;ko zgrzeszy&#322; i po &#347;mierci poszed&#322; wprost do piek&#322;a. Tam zamienionym zosta&#322; w psa, kt&#243;rego pan widzi przed sob&#261; i obarczony pewnymi obowi&#261;zkami zwi&#261;zanymi ze stanowiskiem jakie mu przydzielono w &#347;wiecie podziemi.

Bardzo interesuj&#261;cymi obowi&#261;zkami  przeci&#261;gn&#261;&#322; si&#281; Brutus, szczerz&#261;c w u&#347;miechu wszystkie k&#322;y, niemal ociekaj&#261;c &#347;link&#261;.

Galiotor Flis poruszy&#322; si&#281; niespokojnie w fotelu.

Obowi&#261;zki Brutusa by&#322;y tak ciekawe, przynajmniej wed&#322;ug niego, &#380;e zdecydowa&#322; si&#281; je wype&#322;nia&#263; nawet wtedy, gdy sp&#281;dzi&#322; ju&#380; w piekle wystarczaj&#261;c&#261; ilo&#347;&#263; czasu, by odpokutowa&#263; za wszystkie swoje grzechy.

Pi&#281;&#263;set lat  wtr&#261;ci&#322; brytan.

Przy ko&#324;cu pi&#281;&#263;setletniego okresu, ods&#322;u&#380;ywszy sw&#261; kar&#281;, Brutus m&#243;g&#322; wybra&#263; mi&#281;dzy ca&#322;kowit&#261; &#347;mierci&#261; i reinkarnacj&#261;. Odrzuci&#322; jednak obie mo&#380;liwo&#347;ci i po prostu pozosta&#322; ogarem piekie&#322;.

By&#322;o bosko  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; Brutus przewrotnie.

Po up&#322;ywie nast&#281;pnych pi&#281;ciuset lat, w dziesi&#281;&#263; wiek&#243;w po swej &#347;mierci, Brutus zapomnia&#322; sw&#261; star&#261; osobowo&#347;&#263;. Nie m&#243;g&#322; sobie przypomnie&#263; kim by&#322;, kiedy by&#322; cz&#322;owiekiem, ani co takiego w&#322;a&#347;ciwie zrobi&#322;.

No i cze&#347;&#263;  mrukn&#261;&#322; ogar.

Po pi&#281;tnastu wiekach sp&#281;dzonych w piekle znu&#380;y&#322;y go jego obowi&#261;zki i rozpocz&#261;&#322; w&#322;&#243;cz&#281;g&#281; po Ziemi, poszukuj&#261;c wszystkiego co niepowtarzalne, co niesie dreszczyk emocji, Byle tylko nie ulec reinkarnacji, tak jak to by&#322;o mu pisane.

To koszmar zasta&#263; zn&#243;w cz&#322;owiekiem  stwierdzi&#322; Brutus. Galiotor Fils przenosi&#322; spojrzenie z m&#281;&#380;czyzny na psa, w t&#281; i z powrotem, jak kto&#347; obserwuj&#261;cy mecz tenisowy.

Dziewi&#281;&#263; lat temu  ci&#261;gn&#261;&#322; Jessie  rok po waszym pierwszym l&#261;dowaniu na Ziemi, zrezygnowa&#322;em z pracy w dziale do walki z narkotykami Interpolu i zamie&#347;ci&#322;em w gazetach og&#322;oszenie, &#380;e poszukuj&#281; za&#347;wiatowca na wsp&#243;lnika do agencji detektywistycznej. Brutus zg&#322;osi&#322; sw&#261; kandydatur&#281;.

I od tamtej pory mamy pe&#322;ne &#322;apy roboty  brytan wyda&#322; gard&#322;owy d&#378;wi&#281;k, maj&#261;cy oznacza&#263; chyba chichot.  Namieszali&#347;cie tak, &#380;e i tysi&#261;c detektyw&#243;w by nie nastarczy&#322;o.

Galiotor Fils poruszy&#322; si&#281; niepewnie w fotelu. spl&#243;t&#322; swoje dwana&#347;cie czu&#322;k&#243;w, rozpl&#243;t&#322; je, mrugn&#261;&#322; bursztynowymi oczami i powiedzia&#322;:

Mam nadziej&#281;, &#380;e hm nie jeste&#347;cie, panowie hm uprzedzeni do masen&#243;w. Zdaj&#281; sobie spraw&#281;, &#380;e niekt&#243;rzy z ludzi uwa&#380;aj&#261;, i&#380; powodzi&#322;oby im si&#281; znacznie lepiej, gdyby

Och, nie, nie  zapewni&#322; go Blake. &#377;le zrozumia&#322; pan mojego przyjaciela. My cieszymy si&#281; z waszego przybycia na Ziemi&#281;; my z chaosu kt&#243;ry wprowadzili&#347;cie, &#380;yjemy  i to nie&#378;le. Zwykli detektywi, podejmuj&#261;cy sprawy dotycz&#261;ce wy&#322;&#261;cznie ludzi, zarabiaj&#261; liche pieni&#261;dze, ale ci, kt&#243;rzy zajmuj&#261; si&#281; problemami z pogranicza &#347;wiata ludzi i istot nadprzyrodzonych, a tak&#380;e konfliktami mi&#281;dzy przedstawicielami naszych dw&#243;ch ras, radz&#261; sobie lepiej. Znacznie lepiej.

Rozumiem  stwierdzi&#322; masen.

Ale z pewno&#347;ci&#261; nie wszystko  odpar&#322; uprzejmie Jessie.  Panie Galiotor, moja rado&#347;&#263; z powodu waszego pojawienia si&#281; na Ziemi nie ma pod&#322;o&#380;a czysto finansowego. Widzi pan, do tamtej pory, jeszcze dziesi&#281;&#263; lat temu, by&#322;em dwudziestosiedmiolatkiem znudzonym do granic b&#243;lu niemal wszystkim: moj&#261; prac&#261; w Interpolu, jedzeniem, napojami, ksi&#261;&#380;kami, filmami, konieczno&#347;ci&#261; wstawania i k&#322;adzenia si&#281; spa&#263; Jedyne co mnie nie nudzi&#322;o, to marihuana i kobiety; t&#281; pierwsz&#261; pali&#322;em, te drugie bzyka&#322;em i by&#322;em zapalonym entuzjast&#261; obu. Tym niemniej by&#322;o to &#380;ycie p&#322;ytkie i powierzchowne. I wtedy w&#322;a&#347;nie zjawili&#347;cie si&#281; wy, masenowie i wszystko uleg&#322;o zmianie. Widzi pan, ju&#380; &#380;ycie z jednym garniturem obcych istot by&#322;oby zajmuj&#261;ce, a przecie&#380; wy przynie&#347;li&#347;cie ze sob&#261; dwa  was i waszych za&#347;wiatowc&#243;w. A do tego przedstawili&#347;cie nam tak&#380;e jeszcze trzeci rodzaj obcych dla nas do tej pory istot, naszych w&#322;asnych braci z za&#347;wiat&#243;w. W ci&#261;gu dziesi&#281;ciu lat, kt&#243;re up&#322;yn&#281;&#322;y od tamtej chwili, nie tylko zarobi&#322;em znaczne sumy pieni&#281;dzy, lecz tak&#380;e mia&#322;em niezwykle ma&#322;o czasu, &#380;eby si&#281; nudzi&#263;.

A&#380; do niedawna  wtr&#261;ci&#322; Brutus.

W&#322;a&#347;nie  potwierdzi&#322; Blake.  A&#380; do niedawna. Ostatnio bowiem wszystkie sprawy s&#261; jedna w drug&#261; dok&#322;adnie takie same: &#380;ona pr&#243;buj&#261;ca uciec z wampirem; m&#261;&#380; zaniedbuj&#261;cy swoj&#261; &#380;on&#281;, lecz podpisuj&#261;cy kontrakt z paskud&#261;-zalotnikiem; dziwo&#380;ony zamieszane w szwindle ze sprzeda&#380;&#261; nieruchomo&#347;ci, pr&#243;buj&#261;ce nieprzyzwoicie zani&#380;y&#263; cen&#281; jakiego&#347; budynku czy kawa&#322;ka ziemi; strzyga skora do rabowania grob&#243;w nie wyznaczonych do tego celu przez rz&#261;d Obaj z Brutusem potrzebujemy jakiej&#347; zmiany i szczerze m&#243;wi&#261;c, mamy nadziej&#281; &#380;e w&#322;a&#347;nie pan nam j&#261; przyniesie.

Ale to mo&#380;e by&#263; zwyk&#322;e g&#322;upstwo, prosz&#281; pana  zaniepokoi&#322; si&#281; masen.

Co by to nie by&#322;o  zauwa&#380;y&#322; Blake  jest to z pewno&#347;ci&#261; sprawa do&#347;&#263; niezwyk&#322;a. Z tego co wiem jest pan pierwszym masenem w historii, kt&#243;ry zwr&#243;ci&#322; si&#281; do ludzkiego detektywa o pomoc.

To bardzo prawdopodobne  przyzna&#322; Galiotor Fils. Popatrzy&#322; kolejno na cz&#322;owieka i psa, przebieraj&#261;c sze&#347;cioma ze swoich czu&#322;k&#243;w po bezwargich ustach. W ko&#324;cu upu&#347;ci&#322; r&#281;k&#281; na kolana i powiedzia&#322;:

Jestem w zupe&#322;nej rozpaczy, prosz&#281; pana. M&#243;j jajeczny brat umar&#322; i nie dope&#322;niono odpowiedniej ceremonii.

Blake i Brutus wymienili spojrzenia, po czym detektyw wsta&#322; z krzes&#322;a i zacz&#261;&#322; si&#281; przechadza&#263; za biurkiem.

Jajeczny brat?  spyta&#322;.  To znaczy inny masen, kt&#243;ry wyklu&#322; si&#281; w tej samej wyl&#281;gowej norce co pan, w tym samym rodzinnym b&#322;ocie waszej ojczystej planety?

Nawet wi&#281;cej  doda&#322; masen.  W tym przypadku Tesserax byt z tego samego wyl&#281;gu co ja, z tej samej partii jaj. Byli&#347;my dok&#322;adnie tego samego wieku, co do dnia wyklucia i bardzo sobie bliscy.  T&#322;uste, &#380;&#243;&#322;te &#322;zy zakr&#281;ci&#322;y si&#281; w oczach masena, dr&#380;&#261;c jak p&#322;ynne klejnoty, a k&#261;ciki jego bezwargich ust opad&#322;y ku do&#322;owi.

Tesserax? Czy tak si&#281; w&#322;a&#347;nie nazywa&#322;?

Galiotor Tesserax  potwierdzi&#322; masen, potakuj&#261;c g&#322;ow&#261;.

Wida&#263; by&#322;a &#380;e z najwi&#281;kszym trudem opanowuje sw&#243;j smutek, ale uda&#322;o mu si&#281; jako&#347; powstrzyma&#263; &#322;zy i przes&#322;oni&#263; &#380;a&#322;o&#347;&#263; maluj&#261;c&#261; si&#281; w linii ust uniesion&#261; d&#322;oni&#261; i sze&#347;cioma faluj&#261;cymi czu&#322;kami.

W jaki spos&#243;b umar&#322;?  dopytywa&#322; si&#281; Blake.

Pyta&#322;em o to najwi&#281;kszych rang&#261; pracownik&#243;w mase&#324;skiej misji dyplomatycznej  odpar&#322; Galiotor Fils  ale nie by&#322;em w stanie uzyska&#263; zadowalaj&#261;cej odpowiedzi. Wszyscy niezmiennie odpowiadali, &#380;e z &#132;przyczyn naturalnych&#148;, co nie m&#243;wi mi absolutnie nic. Wyra&#380;aj&#261; mi fa&#322;szywe wsp&#243;&#322;czucie, m&#243;wi&#261;c to, czego nie czuj&#261;, powtarzaj&#261;c, &#380;e dobrze go znali i &#380;e dla nich to te&#380; wielka strata, &#380;e sami tak&#380;e pogr&#261;&#380;eni s&#261; w ogromnym smutku K&#322;amstwa same k&#322;amstwa. Przejrza&#322;em ich na wylot.

A jaki&#380; mieliby pow&#243;d, &#380;eby k&#322;ama&#263;?  zastanawia&#322; si&#281; Jessie, przechadzaj&#261;c si&#281; za biurkiem, lecz nie patrz&#261;c na Galiotora Filsa; po prostu nie by&#322; w stanie znie&#347;&#263; widoku tych wielkich &#322;ez pob&#322;yskuj&#261;cych na tych grubych, sztywnych jak drut rz&#281;sach.

Odnosz&#281; wra&#380;enie, &#380;e oni mieli jaki&#347; zwi&#261;zek z t&#261; &#347;mierci&#261;  powiedzia&#322; masen, a smutek zacz&#261;&#322; w nim chyba ust&#281;powa&#263; miejsca zagniewaniu, bo w jego glosie zasz&#322;a pewna subtelna zmiana,

Masenowie z ambasady?

W&#322;a&#347;nie  potwierdzi&#322; Galiotor Fils.  Tesserax w niej pracowa&#322;; co wi&#281;cej, by&#322; nawet zast&#281;pc&#261; szefa plac&#243;wki, drugim pod wzgl&#281;dem rangi masenem na Ziemi. Posiada&#322; wysokie stanowisko, by&#322; masenem godnym i powszechnie szanowanym, mia&#322; przed sob&#261; wielk&#261; przysz&#322;o&#347;&#263;.

&#379;adnych powa&#380;nych schorze&#324;?

Nic powa&#380;niejszego ni&#380; przypadkowa infekcja czu&#322;ka  odpar&#322; masen, spogl&#261;daj&#261;c na swe r&#281;ce.  Widzi pan, on by&#322; do&#347;&#263; seksualnie nieopanowany i cz&#281;sto, ulegaj&#261;c impulsowi chwili, oddawa&#322; si&#281; wy powiedzieliby&#347;cie &#132;pieszczotom&#148;, zapominaj&#261;c o nasmarowaniu czu&#322;k&#243;w &#347;rodkiem zapobiegaj&#261;cym zapaleniom. A nasze czu&#322;ki s&#261; zdecydowanie najbardziej wra&#380;liwymi organami naszych cia&#322;.

Ile lat mia&#322; Tesserax?  Blake, przygl&#261;da&#322; si&#281; k&#261;tem oka dwunastu czu&#322;kom-palcom masena.

Osiemdziesi&#261;t sze&#347;&#263; lat ziemskich, ale poniewa&#380; my &#380;yjemy znacznie d&#322;u&#380;ej ni&#380; ludzie, m&#243;g&#322;by pan to sobie przet&#322;umaczy&#263; na no, &#380;e wkracza&#322; w wiek &#347;redni.

Czyli, &#380;e na pewno by&#322; za m&#322;ody, &#380;eby tak po prostu kojfn&#261;&#263;  stwierdzi&#322; Blake.

O wiele za m&#322;ody.

Ale przecie&#380; jego wsp&#243;&#322;pracownicy z ambasady musieli chyba by&#263; sam&#261; &#347;mietank&#261; waszego spo&#322;ecze&#324;stwa  zauwa&#380;y&#322; Blake.  Na waszych plac&#243;wkach dyplomatycznych nie pracuj&#261; chyba zbiry, bandyci, z&#322;odzieje i mordercy, prawda?

Och, sk&#261;d&#380;e znowu!  zaprotestowa&#322; Galiotor Fils. Jego woskowa twarz przybra&#322;a lekko zielonkawy odcie&#324;, sugeruj&#261;cy zak&#322;opotanie. By&#322; wyra&#378;nie wzburzony, &#380;e detektywowi mog&#322;o w og&#243;le co&#347; takiego przyj&#347;&#263; do g&#322;owy, zupe&#322;nie jakby przypuszczenie takie plami&#322;o honor nie tylko s&#322;u&#380;b dyplomatycznych, lecz ca&#322;ej rasy, w tym tak&#380;e samego Galiotora Filsa.

Mog&#281; pana zapewni&#263;, &#380;e to d&#380;entelmeni najlepszego b&#322;ota, wszyscy starannie badani pod k&#261;tem psychologicznych anomalii. Powierzono im w ko&#324;cu misj&#281; niezwykle delikatn&#261;  prezentowanie mase&#324;skiej cywilizacji, nawi&#261;zywanie stosunk&#243;w handlowych i filozoficznych kontakt&#243;w z przer&#243;&#380;nymi rasami galaktycznymi, stoj&#261;cymi na ni&#380;szym, r&#243;wnym i wy&#380;szym ni&#380; my stopniu rozwoju. Cechy osobowe ka&#380;dego z nich musz&#261; by&#263; absolutnie bez zarzutu. Jessie wr&#243;ci&#322; do swego biurka i zacisn&#261;&#322; obie d&#322;onie na oparciu kszta&#322;tozmiennego krzes&#322;a; oparcie wymodelowa&#322;o si&#281; stosownie do kszta&#322;tu jego d&#322;oni.

Jak&#380;e wi&#281;c mo&#380;e pan podejrzewa&#263; tych ludzi o morderstwo?  zdziwi&#322; si&#281;.

Powiedzia&#322;em &#380;e odnosz&#281; wra&#380;enie, &#380;e maj&#261; jaki&#347; zwi&#261;zek z t&#261; &#347;mierci&#261;, nie powiedzia&#322;em jednak, &#380;e oni mu j&#261; zadali.

Nazywaj pan rzeczy po imieniu  warkn&#261;&#322; Brutus.

S&#322;ucham?  Galiotor Fils spojrza&#322; pytaj&#261;co na psa.

Mo&#380;e zechce pan wyra&#380;a&#263; si&#281; ja&#347;niej  zaproponowa&#322; Jessie.

Dochodz&#281; do wniosku, &#380;e m&#243;j brat zmar&#322; w jaki&#347; nietypowy spos&#243;b i &#380;e ambasada pr&#243;buje zatuszowa&#263; ca&#322;&#261; spraw&#281;  wyja&#347;ni&#322; Galiotor Fils, poruszaj&#261;c si&#281; w fotelu.  Czy teraz lepiej? Blake zdecydowa&#322; &#380;e nie musi odpowiada&#263;, zamiast tego zacz&#261;&#322; si&#281; zn&#243;w przechadza&#263; po gabinecie. Po do&#347;&#263; d&#322;ugiej chwili milczenia rzek&#322;:

Z tego co pan powiedzia&#322; do tej pory nie mam &#380;adnych podstaw przypuszcza&#263;, &#380;e pracownicy ambasady rzeczywi&#347;cie k&#322;amali. Pan oczywi&#347;cie woli nie wierzy&#263;, &#380;e przyczyny &#347;mierci by&#322;y naturalne, ale jak na razie wydaje mi si&#281; to tylko przekonaniem nie opartym na &#380;adnych faktach. Panie Galiotor, kiedy tracimy ukochan&#261; osob&#281; &#380;al sprawia cz&#281;sto, &#380;e pogodzenie si&#281; z rzeczywisto&#347;ci&#261; staje si&#281; nie do zniesienia i st&#261;d wyobra&#378;nia podsuwa paranoid

Istnieje kilka powod&#243;w, dla kt&#243;rych podejrzewam, &#380;e nie powiedziano mi ca&#322;ej prawdy o &#347;mierci Tesseraxa  przerwa&#322; mu masen, wyprowadzony nieco z r&#243;wnowagi.

To wymie&#324; pan cho&#263; jeden  wtr&#261;ci&#322; Brutus.

Ja i kilkuset moich koleg&#243;w stacjonujemy na Ziemi w celu prowadzenia bada&#324; socjologicznych. W zamian za przywilej prowadzenia nieograniczonych studi&#243;w tu na Ziemi, na naszej ojczystej planecie przebywa taka sama grupa waszych naukowc&#243;w. Tesserax i ja widywali&#347;my si&#281; bardzo cz&#281;sto. Ka&#380;dy z pracownik&#243;w naszej ambasady w Los Angeles doskonale mnie zna, wie, &#380;e przebywam na Ziemi, orientuje si&#281; tak&#380;e jak silne uczucia &#322;&#261;czy&#322;y mnie z Tesseraxem. A mimo to, kiedy zmar&#322;, nikt mnie nie o tym nie powiadomi&#322;! O wszystkim dowiedzia&#322;em si&#281; dopiero trzy tygodnie po pogrzebie!

Biurokracja, niedopatrzenie, pomy&#322;ka, niekompetencja dzia&#322;ania- wylicza&#322; Blake tytu&#322;em wyja&#347;nienia.

Biurokracja to instytucja w&#322;a&#347;ciwa wy&#322;&#261;cznie waszej rasie  ostudzi&#322; go Galiotor Fils.  My nie mamy &#380;adnej &#132;biurokracji&#148;.

W takim razie zwyk&#322;e przeoczenie.

Nie uwierz&#281;, &#380;e zapomnia&#322;o o mnie wszystkich pi&#281;&#263;dziesi&#281;ciu wsp&#243;&#322;pracownik&#243;w Tesseraxa. Jeden, w porz&#261;dku, nawet dziesi&#281;ciu. Ale z pewno&#347;ci&#261; nie wszyscy, prosz&#281; pana.

I co jeszcze?  dopytywa&#322; si&#281; brytan.

Za ka&#380;dym razem, kiedy pr&#243;buj&#281; um&#243;wi&#263; si&#281; na spotkanie z lekarzem, kt&#243;ry podobno leczy&#322; Tesseraxa, spotyka mnie odmowa. Nieodmiennie zajmuje si&#281; w&#322;a&#347;nie jakim&#347; pacjentem, prowadzi zabieg, nie ma go w mie&#347;cie albo co&#347; w tym rodzaju.  Galiotor Flis przetar&#322; obiema d&#322;o&#324;mi oczy, a czu&#322;ki zafalowa&#322;y mu przy tym, jakby zdejmowa&#322;y mu z oczu znu&#380;enie.  Pr&#243;bowa&#322;em dowiedzie&#263; si&#281; czego&#347; od mase&#324;skich za&#347;wiatowc&#243;w, kt&#243;rzy bywaj&#261; w ambasadzie, ale z tym samym skutkiem. Karmili mnie t&#261; sam&#261; bajeczk&#261; co urz&#281;dnicy ambasady, zupe&#322;nie jakby wyuczyli si&#281; na pami&#281;&#263; tego samego scenariusza.

Jessie odsun&#261;&#322; swe kszta&#322;tozmienne krzes&#322;o i ponownie usiad&#322; za biurkiem, po czym, odczekawszy a&#380; przestanie gulgota&#263;, powiedzia&#322;:

Uwa&#380;a pan, &#380;e pracownicy ambasady i mase&#324;scy za&#347;wiatowcy wsp&#243;&#322;pracuj&#261; ze sob&#261;, pr&#243;buj&#261;c ukry&#263; co&#347; na temat &#347;mierci pana jajecznego brata?

W&#322;a&#347;nie. Zdaj&#281; sobie spraw&#281; z tego, jak dziwnie to brzmi. Cho&#263; duchy potrafi&#261; nauczy&#263; si&#281; harmonijnego wsp&#243;&#322;&#380;ycia z istotami z krwi i cia&#322;a  i vice versa  to przecie&#380; rzadko tworz&#261; tak monolityczny front w jakiej&#347; konkretnej sprawie.

Ciekawe  mrukn&#261;&#322; Jessie.  Co&#347; jakby konspiracja mi&#281;dzy &#347;wiatem doczesnym a zagrobowym.

Mam pytanie  warkn&#261;&#322; Brutus.

S&#322;ucham  Galiotor Fils sk&#322;oni&#322; g&#322;ow&#281;, spogl&#261;daj&#261;c na psa.

Nie bardzo znam si&#281; na mase&#324;skiej mitologii  stwierdzi&#322; brytan,  Kiedy kto&#347; z was umiera, co si&#281; dzieje z &#132;dusz&#261;&#148;?

Jedna z dwunastu r&#243;&#380;nych rzeczy  odpar&#322; Galiotor Fils.  Tesserax m&#243;g&#322; zosta&#263; za&#347;wiatowcem, mniej wi&#281;cej takim samym w jakie wierzycie wy, ludzie. Albo te&#380; m&#243;g&#322; zosta&#263; zamieniony w Wielkie Drzewo, by znosi&#263; przed powrotem do cyklu tortury czuj&#261;cego nieo&#380;ywionego och, by&#322;oby to do&#347;&#263; trudno wyja&#347;ni&#263; terminami zrozumia&#322;ymi dla ludzi.

W tej chwili nie ma to a&#380; tak wielkiego znaczenia  uspokoi&#322; go Jessie.  Wa&#380;ne jest tylko to, &#380;e Tesserax powr&#243;ci&#322;by w tej czy innej formie i pan musia&#322;by si&#281; o tym dowiedzie&#263;. Zgadza si&#281;?

Tak jest  potwierdzi&#322; masen.  Natychmiast po otrzymaniu wiadomo&#347;ci o jego &#347;mierci op&#322;aci&#322;em stale po&#322;&#261;czenie z central&#261; &#322;&#261;czno&#347;ciow&#261; Za&#347;wiat&#243;w, tak bym m&#243;g&#322; rozmawia&#263; z nim niemal w tym samym momencie, w kt&#243;rym si&#281; tam pojawi. Tesserax nie odezwa&#322; si&#281;. Zrobi&#322;by to na pewno, gdyby tylko m&#243;g&#322;. St&#261;d te&#380;

Mo&#380;e on nie umar&#322;!  zasugerowa&#322; Jessie.

W swym &#347;rodkowym sercu wierz&#281;, &#380;e tak w&#322;a&#347;nie jest  westchn&#261;&#322; Galiotor Fils, k&#322;ad&#261;c r&#281;k&#281; na dolnej partii brzucha, by wskaza&#263; gdzie znajduje si&#281; siedlisko jego uczu&#263;. Tym niemniej jednocze&#347;nie dr&#281;czy mnie obawa, &#380;e mog&#322;o go spotka&#263; co&#347; gorszego ni&#380; &#347;mier&#263;.

A niby co?  ziewn&#261;&#322; Brutus. Masen podni&#243;s&#322; si&#281; nagle z fotela, rozwijaj&#261;c si&#281; z niego jak harmonijka z papieru, a&#380; si&#281;gn&#261;&#322; g&#322;ow&#261; niemal sufitu. Pochyli&#322; si&#281; nad biurkiem Blake'a opar&#322; d&#322;onie na p&#322;ask na suszce, faluj&#261;c szale&#324;czo swymi dwunastoma czu&#322;kami i powiedzia&#322;:

Obawiam si&#281;, panie Blake, &#380;e Tesserax zosta&#322; pochowany bez nale&#380;ytej ceremonii i &#380;e jego dusza jego dusza  zosta&#322;a unicestwiona. Ostatnie s&#322;owo wypowiedzia&#322; ci&#281;&#380;kim, zduszonym szeptem. Wsp&#243;lnicy zachowali milczenie w obliczu tak ostentacyjnej manifestacji uczu&#263;, czekaj&#261;c a&#380; Galiotor Fils przyjdzie do siebie. Sk&#243;ra masena poblad&#322;a, a ca&#322;e cia&#322;o napr&#281;&#380;y&#322;o mu si&#281; jak graczowi w golfa przed decyduj&#261;cym uderzeniem.

W ko&#324;cu masen uspokoi&#322; si&#281;.

Prosz&#281; mi wybaczy&#263;, &#380;e tak bardzo da&#322;em si&#281; ponie&#347;&#263; emocjom.

Och, w porz&#261;dku  odpar&#322; Blake, niezdolny do spojrzenia w twarz swemu go&#347;ciowi.  Czy mo&#380;e pan ju&#380; m&#243;wi&#263; dalej? Czy mo&#380;e pan wyt&#322;umaczy&#263;, co takiego w&#322;a&#347;ciwie mia&#322; na my&#347;li, kiedy powiedzia&#322; pan, &#380;e dusza Tesseraxa mog&#322;a zosta&#263; unicestwiona? Galiotor Fils wykrzywi&#322; usta, a na tej niemal pozbawionej rys&#243;w twarzy byt to widok okropny.

Tak, oczywi&#347;cie  powiedzia&#322;.  widzi pan, mase&#324;ska mitologia utrzymuje, &#380;e je&#347;li nie dope&#322;ni si&#281; pewnych ceremonii pogrzebowych, dusza zmar&#322;ego po prostu przestanie istnie&#263;. Taki masen nigdy nie pojawi si&#281; w innej formie, nigdy nie pojawi si&#281; w za&#347;wiatach. B&#281;dzie po prostu i najdos&#322;owniej martwy. Poniewa&#380; wiara ta utrzymywa&#322;a si&#281; w&#347;r&#243;d masen&#243;w od tysi&#281;cy lat, od niepami&#281;tnych czas&#243;w, przeistoczy&#322;a si&#281; w prawd&#281;. Jak pan wie, za&#347;wiaty zdane s&#261; na &#322;ask&#281; &#347;wiata doczesnego, tak jak ludzko&#347;&#263; zdana jest na &#322;ask&#281; &#347;wiata duch&#243;w. To zamkni&#281;ty kr&#261;g. B&#243;g stworzy&#322; nas, a jednak to my stworzyli&#347;my Boga; co&#347; tak jak w waszej zagadce: &#132;co by&#322;o pierwsze: kura czy jajko?&#148;

Teoretycznie  odezwa&#322; si&#281; Brutus  doprowadzi&#322; pan do nast&#281;pnego martwego punktu. Galiotor Fils spojrza&#322; z g&#243;ry na psa i spyta&#322;:

Jak to?

Powiedzia&#322; pan, &#380;e pracownicy waszej ambasady nie s&#261; mordercami. A przecie&#380;, je&#380;eli z rozmys&#322;em odm&#243;wili Tasseraxowi odpowiedniej ceremonii pogrzebowej, to zabili jego dusz&#281;, nawet je&#380;eli nie przy&#322;o&#380;yli r&#281;ki do zabicia jego cia&#322;a.

Masen usiad&#322; ponownie, wciskaj&#261;c si&#281; w za ma&#322;y dla niego fotel, poprawiaj&#261;c swoje bursztynowe szaty i przecieraj&#261;c twarz dwiema d&#322;o&#324;mi.

Rozwa&#380;y&#322;em t&#281; oczywist&#261; sprzeczno&#347;&#263;  przyzna&#322;  zanim tu przyszed&#322;em.

I potrafi j&#261; pan wyt&#322;umaczy&#263;?  spyta&#322; Jessie. Galiotor Fils wyprostowa&#322; si&#281; sztywno, rezygnuj&#261;c z oparcia fotela.

Jedynym powodem usuni&#281;cia Tesseraxa, zar&#243;wno fizycznie jak i duchowo, mo&#380;e by&#263; ch&#281;&#263; powstrzymania go przed ujawnieniem jakiej&#347; tajemnicy, kt&#243;r&#261; m&#243;j rz&#261;d uwa&#380;a za gro&#378;n&#261;. Pozwalaj&#261;c, by jego dusza zosta&#322;a unicestwiona, uciszyli go tak&#380;e po &#347;mierci, kiedy to normalnie wr&#243;ci&#322;by, &#380;eby ich zdemaskowa&#263;. Gdyby tajemnica taka by&#322;a rzeczywi&#347;cie odpowiednio wa&#380;na i posiada&#322;a wyj&#261;tkowe znaczenie, pracownicy ambasady mogliby chyba zdecydowa&#263; si&#281; na pope&#322;nienie tak haniebnej zbrodni.

Nieco wcze&#347;niej powiedzia&#322; pan, &#380;e przechodzili odpowiednie badania pod k&#261;tem najdrobniejszych defekt&#243;w psychiki. Czy zdolno&#347;&#263; do pope&#322;nienia morderstwa nie zosta&#322;aby uznana za taki defekt? Galiotor Fils wbi&#322; wzrok w pod&#322;og&#281; i nie odezwa&#322; si&#281; przez d&#322;u&#380;sz&#261; chwil&#281;. Kiedy w ko&#324;cu zdecydowa&#322; si&#281; odpowiedzie&#263;, jego g&#322;os zabrzmia&#322; jak g&#322;os dziecka, cicho, mi&#281;kko i delikatnie:

Ja ju&#380; w og&#243;le nie wiem, co my&#347;le&#263;.

Gdzie pa&#324;ski jajeczny brat zosta&#322; pochowany?  spyta&#322; Brutus.

Galiotor Fils podni&#243;s&#322; wzrok.

Na cmentarzu mase&#324;skim pod Los Angeles  odpar&#322;.  Dlaczego pan pyta?

W czasie prowadzenia dochodzenia mo&#380;e si&#281; okaza&#263; konieczne odwiedzenie tego miejsca  mrukn&#261;&#322; brytan.

Wi&#281;c podejm&#261; si&#281; panowie tej sprawy?

Podejmiemy si&#281;  oznajmi&#322; Jessie.

Masen wsta&#322;, pobudzony tym razem wyra&#378;n&#261; ulg&#261;.

Jak&#380;e mog&#281; wyrazi&#263; panom sw&#261; wdzi&#281;czno&#347;&#263;?

Odpowiedni&#261; zaliczk&#261;  warkn&#261;&#322; Brutus.

Tak  popar&#322; go Jessie.  Od czego&#347; trzeba zacz&#261;&#263;.



3

Helena by&#322;a zupe&#322;nie naga, gdy si&#281;gn&#281;&#322;a r&#281;k&#261;, by odebra&#263; wideofon, a kiedy opad&#322;a z powrotem na &#322;&#243;&#380;ko, jej obfity biust musn&#261;&#322; nieznacznie obiektyw kamery. Spojrza&#322;a na os&#322;upia&#322;&#261; twarz na ekranie i nim rozm&#243;wca zdo&#322;a&#322; przyj&#347;&#263; do siebie, wr&#281;czy&#322;a s&#322;uchawk&#281; Jessiemu.

To do ciebie. Myer Hanlon oddzwania na pro&#347;b&#281;, kt&#243;r&#261; podyktowa&#322;e&#347; jego robosekretarce.

Jessie wygrzeba&#322; si&#281; z nie zas&#322;anego &#322;&#243;&#380;ka i w&#347;lizn&#261;&#322; si&#281; na swoje kszta&#322;tozmienne miejsce za biurkiem. By&#322; go&#322;y, wi&#281;c kiedy zimny plastyk przylgn&#261;&#322; mu szczelnie do cia&#322;a, wstrz&#261;sn&#261;&#322; si&#281; z obrzydzeniem.

Ju&#380; po p&#243;&#322;nocy, Myer  zauwa&#380;y&#322; kwa&#347;no  Kiedy zostawia&#322;em wiadomo&#347;&#263; twojej mechanicznej prawej r&#281;ce, nie przypuszcza&#322;em, &#380;e dotrze ona do ciebie tak szybko.

Myer prze&#322;kn&#261;&#322; z trudem &#347;lin&#281; i powiedzia&#322;:

Od kiedy przeszed&#322;em od zwyk&#322;ej roboty detektywistycznej, do spraw w kt&#243;re s&#261; zamieszane duchy, musz&#281; pracowa&#263; na nocn&#261; zmian&#281;, tak jak ty. Trzy czwarte z tych, z kt&#243;rymi mam teraz do czynienia, mo&#380;na z&#322;apa&#263; tylko w nocy.  Zawaha&#322; si&#281;, wyci&#261;gn&#261;&#322; szyj&#281;, jakby pr&#243;bowa&#322; spojrze&#263; Jessiemu przez rami&#281; i doda&#322;:  S&#322;uchaj no, Jess

Tak?

Czy to by&#322;a Helena?

By&#322;a

Bo wiesz, ja jej nigdy nie widzia&#322;em inaczej ni&#380; przez wideofon  i zawsze tylko sam&#261; twarz. Chc&#281; powiedzie&#263;, &#380;e nie wiedzia&#322;em, &#380;e ona jest takataka taka

Petarda  podpowiedzia&#322; mu Jessie

W&#322;a&#347;nie  rozpromieni&#322; si&#281; Myer.  czy ona jest zam&#281;&#380;na?

Ona nie uznaje ma&#322;&#380;e&#324;stwa  odpar&#322; Jessie

To cudownie! Nie wiesz, co ona robi w pi&#261;tek?

Myer, trzeba ci wiedzie&#263;, &#380;e Helena jest zatwardzia&#322;&#261; seksiar&#261;. Ona zdaje si&#281; by&#263; niezdolna do nawi&#261;zywania normalnych stosunk&#243;w z m&#281;&#380;czyzn&#261;, poniewa&#380; widzi w nas jedynie narz&#281;dzie s&#322;u&#380;&#261;ce zaspokajaniu potrzeb seksualnych i nic wi&#281;cej.

Cudownie, cudownie!  zawo&#322;a&#322; Myer.  No wi&#281;c jak z tym pi&#261;tkiem

Za plecami Jessiego rozleg&#322;o si&#281; wycie Brutusa, g&#322;&#281;bokie i przeci&#261;g&#322;e, a odpowiedzia&#322;o mu kilka okrzyk&#243;w Heleny, najwyra&#378;niej okrzyk&#243;w rozkoszy.

Brutus, na mi&#322;o&#347;&#263; bosk&#261;, opanuj si&#281;!  rzuci&#322; za siebie Jessie.  Przecie&#380; rozmawiam przez wifon.

Myer sprawia&#322; wra&#380;enie g&#322;&#281;boko zszokowanego.

Czy to znaczy &#380;e wy we tr&#243;jk&#281;  wyj&#261;ka&#322;. &#379;e ona pozwala Brutusowi To znaczy, &#380;e on j&#261;

Jak wiele nowoczesnych kobiet  wyja&#347;ni&#322; Jessie cierpliwie  Helena przejawia gusta katolickie. Ma upodobania do kochank&#243;w z krwi i ko&#347;ci, a tak&#380;e do kochank&#243;w nadprzyrodzonych.

Ale Brutus!

Myer, wr&#243;&#263;my do interes&#243;w  ostudzi&#322; go Jessie, drapi&#261;c si&#281; po go&#322;ej pozbawionej ow&#322;osienia klatce piersiowej.  Masz co&#347; dla mnie?

Hanlon spojrza&#322; na notatki le&#380;&#261;ce na blacie biurka.

Niewiele  mrukn&#261;&#322;. Jego my&#347;li najwyra&#378;niej zaprz&#261;ta&#322;a jeszcze ci&#261;gle Helena.

Dawaj co masz  ponagli&#322; go Jessie.

No wi&#281;c, chcia&#322;e&#347; wiedzie&#263;, czy zwraca&#322; si&#281; do mnie kto&#347; w sprawie zaginionego mase&#324;skiego dyplomaty nazwiskiem Galiotor Tesserax i powiedzia&#322;e&#347;, &#380;e zap&#322;acisz za t&#281; informacj&#281;. Zgadza si&#281;?

Dwadzie&#347;cia kredyt&#243;w  potwierdzi&#322; Jessie.

Mnie chodzi&#322;o po g&#322;owie co&#347; ko&#322;o czterdziestu  odpar&#322; Myer.

Niech ci chodzi dalej. Wiadomo&#347;&#263; nie jest warta wi&#281;cej ni&#380; dwadzie&#347;cia. Mog&#281; ci przekaza&#263; rachunek na dwadzie&#347;cia albo nic. No wi&#281;c jak?

Myer waha&#322; si&#281; tylko u&#322;amek sekundy.

Przekazuj dwadzie&#347;cia  zdecydowa&#322;.

Jessie podni&#243;s&#322; pokryw&#281; skomputeryzowanej klawiatury bankowej umieszczonej w blacie jego biurka i wystuka&#322; nazwisko Myera.

Jaki jest numer Twojego rachunku?  spyta&#322;.

88-88-34-34567.

Jessie wystuka&#322; numer, przela&#322; na konto Hanlona si&#322;&#281; nabywcz&#261; dwudziestu kredyt&#243;w, zatrzasn&#261;&#322; pokryw&#281; i ponownie spojrza&#322; na ekran wifonu.

No, wi&#281;c co tam masz?

Ot&#243;&#380;nikt si&#281; do mnie nie zwraca&#322; w sprawie tego Tesseraxa  oznajmi&#322; Hanlon.  zwr&#243;ci&#322; si&#281; do mnie natomiast pewien masen, niejaki Pelinorie Kones, z pro&#347;b&#261; o ustalenie miejsca pobytu jego jajecznej siostry, Pelinorie Mesa. Wi&#281;c wygl&#261;da na to, &#380;e tych zaginionych dyplomat&#243;w jest troch&#281;, wi&#281;cej.

Ta kobieta, ona te&#380; pracowa&#322;a w ambasadzie w Los Angeles?

Tak  odpar&#322; Myer. By&#322; niskim kr&#281;pym m&#281;&#380;czyzn&#261;, kt&#243;ry zwykle nieco si&#281; poci&#322;. Teraz, siedz&#261;c przed wifonem i nie przestaj&#261;c my&#347;le&#263; o Helenie, poci&#322; si&#281; na pot&#281;g&#281;, skutkiem czego zaparowa&#322;a kamera jego aparatu.

I do czego doszed&#322;e&#347; w swoich poszukiwaniach?

Mniej ni&#380; do niczego  westchn&#261;&#322; Hanlon.  Ka&#380;de potencjalne &#378;r&#243;d&#322;o informacji kompletnie wysycha kiedy zaczynam o ni&#261; pyta&#263;. Dwa razy zagro&#380;ono mi, &#380;e jak nie przestan&#281; miesza&#263; si&#281; w t&#281; spraw&#281;, to Sam wiesz.

I przestajesz?

Te gro&#378;by by&#322;y bardzo szczeg&#243;&#322;owe i r&#243;wnie nieprzyjemne  wzdrygn&#261;&#322; si&#281; Hanlon.

To znaczy &#380;e ju&#380; przesta&#322;e&#347;.

Powiedzmy &#380;e ju&#380; nie wk&#322;adam w t&#281; spraw&#281; ca&#322;ego serca.

Kiedy ten Pelinorie si&#281; z tob&#261; skontaktowa&#322;?

Tydzie&#324; temu.

Natychmiast po znikni&#281;ciu swej siostry?

Ona znikn&#281;&#322;a tydzie&#324; wcze&#347;niej, dwa tygodnie temu.

Co&#347; jeszcze Myer?

Ju&#380; nic wi&#281;cej nie przychodzi mi do g&#322;owy. S&#322;uchaj, Jess, czy ty pracujesz nad czym&#347; podobnym do sprawy tej Pelinorie?

Bardzo chcia&#322;by&#347; wiedzie&#263;?  spyta&#322; Jessie.

Owszem.

Przelej na m&#243;j rachunek czterdzie&#347;ci kredyt&#243;w, a powiem ci dok&#322;adnie nad czym pracuj&#281;.

Myer spojrza&#322; na Blake'a spode &#322;ba.

Nie chc&#281; tego wiedzie&#263; a&#380; tak bardzo, lecz mimo to dzi&#281;ki I Jess

Co tam jeszcze, Myer?

Zapytasz Helen&#281; co robi w pi&#261;tek wieczorem?

Przecie&#380; mo&#380;esz to zrobi&#263; osobi&#347;cie, Gienek.

Hanlon jeszcze raz spojrza&#322; na Jessiego spode &#322;ba, linie na policzkach pog&#322;&#281;bi&#322;y mu si&#281;, a usta zacisn&#281;&#322;y w w&#261;sk&#261; kresk&#281;.

Gienek?  spyta&#322;.  Jaki znowu Gienek?

Mniejsza o to,? Myer. Chcia&#322;em tylko powiedzie&#263;, &#380;e b&#281;dziesz musia&#322; pom&#243;wi&#263; o tym z Helen&#261; osobi&#347;cie. To twarda sztuka i nie przepada za niewyra&#378;nymi aluzjami.

No to zadzwoni&#281; do niej jutro  postanowi&#322; Myer.

Jessie skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261; i odwiesi&#322; s&#322;uchawk&#281;.

Kiedy okr&#281;ci&#322; si&#281; w swoim krze&#347;le, ujrza&#322; Helen&#281; le&#380;&#261;ca w po&#347;rodku &#322;&#243;&#380;ka z szerokim u&#347;miechem na twarzy i w&#322;osami w kompletnym nie&#322;adzie. Brutus le&#380;a&#322; zwini&#281;ty w jednym z foteli, z wielkim &#322;bem opartym ci&#281;&#380;ko na skrzy&#380;owanych &#322;apach.

Zdaje sio, &#380;e mamy trop  powiedzia&#322; do brytana i wyja&#347;ni&#322; mu pokr&#243;tce czego dowiedzia&#322; si&#281; od Hanlona.  Gdyby chodzi&#322;o o jeden odosobniony przypadek, ci&#281;&#380;ko by to by&#322;o rozgry&#378;&#263;. Ale je&#380;eli poza Tesseraxem znikn&#281;li tak&#380;e inni maseni, to szansa na przeciek z ambasady jest du&#380;o wi&#281;ksza.

Im wi&#281;ksza tajemnica, tym trudniej utrzyma&#263; j&#261; w tajemnicy  zgodzi&#322; si&#281; Brutus, parskaj&#261;c jak ko&#324;, by oczy&#347;ci&#263; swe czarne nozdrza z bia&#322;ego oparu, kt&#243;ry unosi&#322; si&#281; nad nim i k&#322;ad&#322; smugami w powietrzu jak g&#281;sty dym.  Nadmiar ektoplazmy  wyja&#347;ni&#322;.

Helena unios&#322;a si&#281; na &#322;&#243;&#380;ko i powiedzia&#322;a:

Skoro ju&#380; mowa o nadmiarze ektoplazmy, to chcia&#322;abym, &#380;eby&#347; poprzycina&#322; te swoje pazury.

Brutus przyjrza&#322; si&#281; swoim &#322;apom rozjarzonymi na czerwono &#347;lepiami.

S&#261; mi potrzebne.

Nieprawda, wcale ich nie potrzebujesz  upiera&#322;a si&#281; Helena.  Rosn&#261; ci i znikaj&#261; wtedy, kiedy masz na to ochot&#281;, wi&#281;c nie wciskaj mi takich ciemnot. Po prostu jeste&#347; zwyk&#322;ym sadyst&#261;, Brutusie, ale ja nie jestem masochistk&#261;.

Brytan wyszczerzy&#322; wszystkie k&#322;y w satanicznym u&#347;miechu.

Co&#347; takiego!  warkn&#261;&#322;.  Polemizowa&#322;bym z tym. Wydaje mi si&#281;, &#380;e jest w tobie  Przede wszystkim jest pierwsza trzydzie&#347;ci rano  przerwa&#322; mu Jessie.  Je&#347;li zabierzemy si&#281; ostro do roboty, to uda nam si&#281; chyba wycisn&#261;&#263; to i owo z tych kilku godzin, kt&#243;re zosta&#322;y do fajrantu.

My&#347;l&#281;, &#380;e nad t&#261; spraw&#261; mo&#380;emy pracowa&#263; tak&#380;e po nastaniu &#347;witu  stwierdzi&#322; pies.  Poza elementem nadprzyrodzonym mamy tutaj bardzo du&#380;y udzia&#322; element&#243;w z krwi i ko&#347;ci.

Masz racj&#281;  przyzna&#322; Jessie.

Odwiedzimy tego Pelinorie Konesa  spyta&#322; pies.

Mam przeczucie, &#380;e to &#347;lepy zau&#322;ek  mrukn&#261;&#322; Jessie  By&#322;by to tylko jeszcze jeden klient do obs&#322;u&#380;enia.

W takim razie  odezwa&#322;a si&#281; Helena  nie musicie chyba rusza&#263; si&#281; ju&#380; w tej chwili.

Wyskrobiecie chyba kilka minut na ma&#322;&#261; &#322;&#243;&#380;kow&#261; wprawk&#281;, co?  U&#347;miecha&#322;a si&#281; bardziej grzesznie ni&#380; Brutus u szczytu formy.

Chyba wyskrobi&#281;  zgodzi&#322; si&#281; Jessie.

Ja sobie popatrz&#281;  warkn&#281;&#322;a lubie&#380;nie piekielna bestia.

A &#380;eby&#347; wiedzia&#322;  stwierdzi&#322;a z przek&#261;sem Helena,  W ka&#380;dym razie dop&#243;ki nie zrobisz czego&#347; z tymi swoimi pazurami.



4

Kiedy Jessie i Brutus wysiedli w pobli&#380;u Kawiarni Czterech &#346;wiat&#243;w tu&#380; przed trzeci&#261; rano, ulic&#261; przechodzi&#322;a Grupa Nieska&#380;onych Ziemian, najwyra&#378;niej w marszu protestuj&#261;cym. Nie by&#322;o w tym nic niezwyk&#322;ego  Nieska&#380;eni Ziemianie nieustannie demonstrowali w okolicach Czterech &#346;wiat&#243;w. Stali si&#281; ju&#380; tak samo nieod&#322;&#261;cznym elementem Kawiarni jak jej fronton, wykonany z t&#281;czowego kamienia masen&#243;w, i czterech wielkich palm rosn&#261;cych na jej dachu. Kawiarnia by&#322;a miejscem spotka&#324; za&#347;wiatowc&#243;w i rzeczywistych mieszka&#324;c&#243;w dw&#243;ch planet, kt&#243;rzy przychodzili tutaj porozmawia&#263;, poasymilowa&#263; si&#281; ze sob&#261; i nawi&#261;za&#263; kontakty wszelkich mo&#380;liwych rodzaj&#243;w. W ca&#322;ym Los Angeles &#380;aden lokal nie m&#243;g&#322; rywalizowa&#263; r&#243;&#380;norodno&#347;ci&#261; klienteli z mieszanin&#261; typ&#243;w sta&#322;ych bywalc&#243;w Czterech &#346;wiat&#243;w. Spotykali si&#281; tutaj mase&#324;scy m&#281;&#380;czy&#378;ni i kobiety, m&#281;&#380;czy&#378;ni i kobiety rodzaju ludzkiego, a tak&#380;e wampiry, wilko&#322;aki, duchy, upiory, golemy, wied&#378;my, strzygi i przedstawiciele wszystkich mase&#324;skich istot nadprzyrodzonych. St&#261;d te&#380; oczywi&#347;cie, przer&#243;&#380;ni krzy&#380;owcy i fanatycy tacy jak Nieska&#380;eni Ziemianie &#347;ci&#261;gali z wszystkich stron do Czterech &#346;wiat&#243;w jak chciwi adwokaci do katastrofy lotniczej.

Chyba nie ma pan zamiaru tam wej&#347;&#263;?  spyta&#322; kto&#347; Jessiego, chwytaj&#261;c go za rami&#281;.

Blake spojrza&#322; w d&#243;&#322; i ujrza&#322; urocz&#261;, male&#324;k&#261;, siwow&#322;os&#261; staruszk&#281; w jedwabnej sukience w s&#322;oneczniki. &#379;ywcem z jakiego&#347; spokojnego miasteczka, z ubieg&#322;ego stulecia, U&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; i powiedzia&#322;:

Owszem, prosz&#281; pani.

Och, ale to takie straszne miejsce  zawo&#322;a&#322;a staruszka.

Sk&#261;d pani wie?  spyta&#322;, nie mog&#261;c oprze&#263; si&#281; pokusie wys&#322;uchania jej do ko&#324;ca,  By&#322;a tam pani kiedy&#347;?

Wola&#322;abym skona&#263;!

Tak naprawd&#281;, to bardzo porz&#261;dny lokal.  Ale chodz&#261; do niego ci cudzoziemcy.

Masenowie?  Oni i ci inni.

Jessie zdj&#261;&#322; z ramienia jej r&#281;k&#281;  co nie by&#322;o wcale takie &#322;atwe, bo wpi&#322;a si&#281; w niego jak kleszcz  i poklepa&#322; j&#261; uspakajaj&#261;co.

Daj&#281; s&#322;owo, mamusiu  powiedzia&#322;  &#380;e chodz&#261; tam tak&#380;e najlepsi z najlepszych. Kt&#243;rej&#347; nocy przez p&#243;&#322; godziny rozmawia&#322;em tam z bogiem; siedzia&#322; przy nast&#281;pnym stoliku  ojciec i syn 

Wiem, wiem  j&#281;kn&#281;&#322;a kobieta, wyra&#378;nie zrozpaczona, czepiaj&#261;c si&#281; r&#281;ki detektywa z tak&#261; sam&#261; determinacj&#261; jak przedtem jego r&#281;kawa. Widzia&#322;am zdj&#281;cia w gazetach i w kronice towarzyskiej. Patrz&#281; i oto On, wielki, &#380;e daj Bo&#380;e, z jak&#261;&#347; ladaco pod r&#281;k&#281;, pije wino i obserwuje ten skandaliczny, spro&#347;ny wyst&#281;p Gdzie si&#281; dzisiaj podziewa moralno&#347;&#263;? Je&#380;eli nawet b&#243;g jest zepsuty, to na c&#243;&#380; mo&#380;emy mie&#263; nadziej&#281;?

B&#243;g nie zosta&#322; zepsuty  wyja&#347;ni&#322; Jessie.  Nie czyta&#322;a pani mase&#324;skich ksi&#261;&#380;ek ani nie przesz&#322;a hipno-kursu na temat relacji cz&#322;owiek  mit? B&#243;g jest w takim samym stopniu naszym tworem jak my jego. Jest tak&#261; sam&#261; ofiar&#261; splotu wydarze&#324; jak my.

Ka&#380; babsku spada&#263;  wtr&#261;ci&#322; si&#281; Brutus, zniecierpliwiony przed&#322;u&#380;aj&#261;cym si&#281; czekaniem na detektywa.

Staruszka przenios&#322;a spojrzenie z Jessiego na Brutusa i wstrz&#261;sn&#281;&#322;a si&#281; z odraz&#261;.

Bestia z piekie&#322;  pisn&#281;&#322;a.

Ni mniej ni wi&#281;cej  odpar&#322; Brutus, pokazuj&#261;c wi&#281;kszo&#347;&#263; swoich z&#281;b&#243;w.

Widz&#281;, &#380;e rozmowa z panem na nic si&#281; nie zda  zwr&#243;ci&#322;a si&#281; staruszka do Jessiego. W cz&#322;owieku musi pozosta&#263; cho&#263; iskierka prawo&#347;ci, by m&#243;g&#322; wys&#322;ucha&#263; i poj&#261;&#263; prawd&#281;.

Odwr&#243;ci&#322;a si&#281; do niego ty&#322;em skrzypi&#261;c gumowymi podeszwami na plastykowym cho-dniku i dogoni&#322;a reszt&#281; Nieska&#380;onych Ziemian, kt&#243;rzy domaszerowali ju&#380; do ko&#324;ca budynku i zawracali z powrotem w kierunku wej&#347;cia do Czterech &#346;wiat&#243;w.

Co ciebie tak ci&#261;gnie do tych gadek ze &#347;wirami  spyta&#322; z rozdra&#380;nieniem Brutus. Jeszcze si&#281; nie zdarzy&#322;o, &#380;eby&#347; spokojnie przeszed&#322; ko&#322;o jakiej&#347; zgrai Nieska&#380;onych; zawsze musisz si&#281; zatrzyma&#263; i wdawa&#263; w durne rozmowy.

Oni mnie fascynuj&#261;  odpar&#322; Jessie.

Czasami odnosz&#281; wra&#380;enie, &#380;e jak by ci&#281; lekko popchn&#261;&#263;, to sta&#322;by&#347; si&#281; jednym z nich  zauwa&#380;y&#322; pogardliwie.

Jessie zignorowa&#322; t&#281; szydercz&#261; uwag&#281;. Po pi&#281;tnastu wiekach sp&#281;dzonych w piekle, Brutus nie przepuszcza&#322; &#380;adnej okazji do szyderstwa albo protekcjonalnego podkre&#347;lania swojej wy&#380;szo&#347;ci; te wszystkie lata pot&#281;pienia odcisn&#281;&#322;y na nim wyra&#378;ne pi&#281;tno.

Nieska&#380;eni, Ziemianie, to graniczni wstrz&#261;sowcy; gdyby l&#261;dowanie masen&#243;w wzburzy&#322;o ich cho&#263; odrobin&#281; bardziej, wyl&#261;dowaliby w specjalnych zak&#322;adach zamkni&#281;tych. Nigdy nie mia&#322;em okazji ogl&#261;da&#263; prawdziwych wstrz&#261;sowc&#243;w, ale patrz&#261;c na Nieska&#380;onych mog&#281; ich sobie wyobrazi&#263;.

A co ci&#281; zn&#243;w interesuj&#261; wstrz&#261;sowcy?  dziwi&#322; si&#281; Brutus.

Przecie&#380; dobrze wiesz. Moi rodzice s&#261; wstrz&#261;sowcami.

A tak  mrukn&#261;&#322; Brutus.  Zapomnia&#322;em.  Ale tak naprawd&#281; wcale nie zapomnia&#322;. Szuka&#322; tylko nast&#281;pnej okazji do szyderstw.  Dostali &#347;wira, kiedy masenowie wyl&#261;dowali na Ziemi; para os&#322;upia&#322;ych p&#322;aks.

Jessie popatrzy&#322; na zbli&#380;aj&#261;cych si&#281; ponownie Nieska&#380;onych Ziemian.

Zgadza si&#281;, niestety  stwierdzi&#322;.

Pierwsze mi&#281;dzygwiezdne statki masen&#243;w wyl&#261;dowa&#322;y przed dziesi&#281;ciu laty, w drugiej dekadzie pa&#378;dziernika 1990 roku. W ci&#261;gu roku wszyscy mieszka&#324;cy Ziemi  bez wzgl&#281;du na narodowo&#347;&#263;, ras&#281;, przynale&#380;no&#347;&#263; etniczn&#261; czy wykszta&#322;cenie  podzielili si&#281; z grubsza na trzy grupy, w zale&#380;no&#347;ci od swej reakcji na to wydarzenie. Pierwsz&#261; grup&#281; stanowili ci, kt&#243;rych przyprawi&#322;o ono co prawda o powa&#380;ny szok, lecz kt&#243;rzy potrafili si&#281; z niego otrz&#261;sn&#261;&#263; dostosowuj&#261;c odpowiednio styl &#380;ycia i granice percepcji wszech&#347;wiata. Stanowili oni oko&#322;o 45% ludno&#347;ci Ziemi. Nast&#281;pne 45 procent po prostu nie by&#322;o w stanie si&#281; przystosowa&#263;.

To w&#322;a&#347;nie byli wstrz&#261;sowcy. Ulegli szokowi, widz&#261;c na w&#322;asne oczy, &#380;e ludzko&#347;&#263; nie jest najbardziej rozwini&#281;tym cywilizacyjnie gatunkiem wszech&#347;wiata, bo cho&#263; naukowcy wysuwali takie twierdzenie ju&#380; od dawna, to zawsze do tej pory mo&#380;na je by&#322;o uzna&#263; za brednie, bzdury, paplanin&#281;, idiotyzm, absurd, niedorzeczno&#347;&#263;, nonsens, herezj&#281;, czy szale&#324;stwo. Obecno&#347;&#263; masen&#243;w nie mo&#380;na jednak skwitowa&#263; w ten sam spos&#243;b. Nast&#281;pnym szokiem by&#322;o dla tej grupy odkrycie  dzi&#281;ki masenom  &#380;e &#347;wiat nadprzyrodzony istnieje naprawd&#281;, &#380;e stwory z nocnych koszmar&#243;w &#380;yj&#261; tak&#380;e na jawie. A zupe&#322;nym ciosem okaza&#322;o si&#281; stwierdzenie, &#380;e B&#243;g  Jahwe, Chrystus, Budda, Szatan, Mahomet, kt&#243;ry chcecie  jest niezupe&#322;nie tak&#261; istot&#261;, jak to sobie wyobra&#380;ano. W gruzy rozsypa&#322;y si&#281; nie tylko przekonania patriotyczne i rasowe, lecz tak&#380;e fundamenty wiary

Wstrz&#261;sowcy reagowali w jeden z trzech sposob&#243;w: ulegali niekontrolowanej w&#347;ciek&#322;o&#347;ci, kt&#243;ra doprowadza&#322;a do mord&#243;w, zamach&#243;w bombowych, gwa&#322;t&#243;w i wybuch&#243;w nieukierunkowanej przemocy, zachowywali si&#281; dok&#322;adnie tak samo jak przedtem, nie przyjmuj&#261;c do wiadomo&#347;ci istnienia masen&#243;w i zmian jakie nast&#261;pi&#322;y na &#347;wiecie, bez wzgl&#281;du na to jak bardzo ten zmieniony &#347;wiat kolidowa&#322; z ich fantazjami, lub te&#380; po prostu popadali w katatoni&#281;, umykaj&#261;c w sw&#243;j w&#322;asny &#347;wiat, niezdolni do przyjmowania pokarm&#243;w, niezdolni do m&#243;wienia, niezdolni do kontrolowania swoich &#380;yciowych czynno&#347;ci fizjologicznych. Cywilizacyjny szok, pot&#281;&#380;ny, straszny. Naukowcy zwi&#261;zani z programami bada&#324; kosmicznych od dawna teoretyzowali na temat zasi&#281;gu i stopnia nasilenia takiego zjawiska, przewiduj&#261;c jego wyst&#261;pienie po ewentualnym odkryciu jakiej&#347; obcej cywilizacji, lecz &#380;aden z nich nie zdawa&#322; sobie sprawy, jak katastrofalne rozmiary ono przyjmie.

I co, masz zamiar rozpacza&#263; nad nimi do &#347;mierci?  spyta&#322; Brutus.

Nie s&#322;ysza&#322;e&#347; nigdy o doborze naturalnym? O tym, &#380;e przetrwa&#263; mo&#380;e tylko najsilniejszy? Czy cz&#322;owiek kromanio&#324;ski p&#322;aka&#322; po neandertalczyku?

To jednak byli moi rodzice  powiedzia&#322; Blake,  Moja matka i ojciec. Gdyby tylko mogli cho&#263;by zaakceptowa&#263; zmiany, cho&#263; troszeczk&#281;

To staliby si&#281; Nieska&#380;onymi Ziemianami. By&#322;by&#347; szcz&#281;&#347;liwszy?

Chyba nie.

Nieska&#380;eni Ziemianie nie mieli na pocz&#261;tku &#380;adnej nazwy, ani nie stanowili zwartej organizacji, na to trzeba by&#322;o ca&#322;ych pi&#281;ciu lat. Ale byli do siebie podobni i potrafili funkcjonowa&#263; w zespole, Liga Nieska&#380;onych Ziemian by&#322;a nieuniknionym efektem l&#261;dowania masen&#243;w. Ci obywatele kt&#243;rzy nie dostali pomieszania zmys&#322;&#243;w, lecz tak&#380;e nie potrafili si&#281; zaadoptowa&#263; do zaistnia&#322;ej sytuacji  oko&#322;o dziesi&#281;ciu procent ludno&#347;ci Ziemi  zacz&#281;li agitowa&#263; za zerwaniem kontakt&#243;w ludzko-mase&#324;skich i powrotem do prostszego &#380;ycia. Oczywi&#347;cie skazani byli na wymarcie. Ich dzieci, bardziej nawyk&#322;e do ogl&#261;dania na ulicach masen&#243;w i za&#347;wiatowc&#243;w odst&#281;powali rodzic&#243;w; kolejne pokolenia mia&#322;y dostarcza&#263; coraz mniej bojownik&#243;w o Spraw&#281;.

Chod&#378;&#380;e wreszcie!  warkn&#261;&#322; ponaglaj&#261;co brytan, dopadaj&#261;c jednym, wielkim susem obrotowych drzwi Czterech &#346;wiat&#243;w.  Zaraz b&#281;d&#261; tutaj znowu.

Jessie spojrza&#322; na nadci&#261;gaj&#261;c&#261; ha&#322;astr&#281; Nieska&#380;onych Ziemian, dostrzeg&#322; staruszk&#281; w s&#322;oneczniki drepcz&#261;c&#261; z zaci&#281;ciem na czele pochodu, westchn&#261;&#322; ci&#281;&#380;ko i wszed&#322; za Brutusem do kawiarni.

Aktualn&#261; hostess&#261; w Czterech &#346;wiatach by&#322;a chwieja-pe&#322;znica  jeden z mase&#324;skich za&#347;wiatowc&#243;w. Ona w&#322;a&#347;nie przywita&#322;a Jessiego i Brutusa, kiedy znale&#378;li si&#281; w bogato zdobionym foyer. Pe&#322;zn&#261;c chwiejnie ku nim, przybieraj&#261;c nieustannie coraz to nowe, pulsuj&#261;ce, bezkszta&#322;tne formy, powiedzia&#322;a:

Witajcie panowie w Czterech &#346;wiatach. Czy mog&#281; odda&#263; do szatni pa&#324;sk&#261; kurtk&#281;?

Nie b&#281;d&#281; jej zdejmowa&#322;, dzi&#281;kuj&#281;  sk&#322;oni&#322; si&#281; Jessie, nie chc&#261;c rozstawa&#263; si&#281; ze sw&#261;, szyt&#261; na miar&#281;, sk&#243;rzan&#261; marynark&#261;.  Pani jest tu nowa, prawda?

Owszem, prosz&#281; pana  odpar&#322;a chwieja-pe&#322;znica.  Mam na imi&#281; Mabel

No, nie naprawd&#281; Mabel  przyzna&#322;a chwieja.  Ale moja prawdziwa mase&#324;ska nazwa ma osiemdziesi&#261;t sze&#347;&#263; znak&#243;w graficznych i zupe&#322;nie nie nadaje si&#281; do u&#380;ywania w rozmowach z lud&#378;mi.

Mog&#281; sobie wyobrazi&#263;  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; Jessie, obserwuj&#261;c, zmieniaj&#261;c&#261; bezustannie sw&#243;j kszta&#322;t, twarz chwiei-pe&#322;znicy, c&#281;tkowan&#261; mas&#281; brunatno-czarnego, zgni&#322;ego budyniu bez oczu, nosa i ust, pokryt&#261; jedynie niezliczon&#261; ilo&#347;ci&#261; znikaj&#261;cych i pojawiaj&#261;cych si&#281;, nabrzmiewaj&#261;cych i kurcz&#261;cych si&#281; gruze&#322;k&#243;w.

Czy mog&#281; odprowadzi&#263; pan&#243;w do stolika?  spyta&#322;a Mabel.

Jeste&#347;my tu um&#243;wieni z panem Kanastorousem  powiedzia&#322; Jessie.

Ach tak, z tym czaruj&#261;cym, ma&#322;ym demonkiem  Mabel sk&#322;oni&#322;a si&#281; lekko w pasie", a trzysta funt&#243;w jej nadprzyrodzonej wagi zadr&#380;a&#322;o subtelnie, jak kupa galarety poszukuj&#261;ca kszta&#322;tu pozostaj&#261;cego w mniejszej sprzeczno&#347;ci z si&#322;&#261; przyci&#261;gania Ziemi.

Zgadza si&#281;  potwierdzi&#322; Jessie.

Prosz&#281; t&#281;dy  rzek&#322;a Mabel i pope&#322;z&#322;a chwiejnie przez wy&#322;o&#380;one lustrami foyer, stanowi&#261;c niezwyk&#322;y kontrast z elegancj&#261; kandelabr&#243;w z t&#281;czowego kamienia, osadzonych w wielkich donicach palm, nieskazitelnie wypolerowanej pod&#322;ogi i r&#281;cznie rze&#378;bionych mase&#324;skich pilastr&#243;w. Doprowadzi&#322;a Jessiego i Brutusa do wej&#347;cia do g&#322;&#243;wnej sali klubowej i przystan&#281;&#322;a w swoim k&#261;ciku napiwkowym, czekaj&#261;c, by Jessie okaza&#322; si&#281; hojny.

Blake wystuka&#322; na klawiaturze ko&#324;c&#243;wki komputera bankowego s&#322;owo MABEL i spyta&#322;:

Jaki jest numer twego rachunku bankowego, Mabel?

Chwieja wyda&#322;a si&#281; mocno zak&#322;opotana t&#261; finansow&#261; transakcj&#261; i odpowiedzia&#322;a z niemal przesadn&#261; skromno&#347;ci&#261;:

MAS-55-46-29835, prosz&#281; pana i dzi&#281;kuj&#281; panu bardzo za pa&#324;sk&#261; hojno&#347;&#263;.

Jessie wypisa&#322; podany numer, przela&#322; na konto pi&#281;&#263; kredyt&#243;w, a potem przy&#322;o&#380;y&#322; odcisk kciuka na tabliczce wziernika, by sfinalizowa&#263; udzielenie napiwku. Kiedy dokona&#322; ju&#380; tego wszystkiego, powiedzia&#322;:

Czy mog&#281; ci zada&#263; pytanie natury osobistej?

Mabel zadygota&#322;a leciutko, jej cia&#322;o uleg&#322;o nast&#281;pnej serii amorficznych transformacji, po czym spyta&#322;a:

A o co chodzi, prosz&#281; pana?

Na co wydaje swoje kredyty chwieja-pe&#322;znica? Co takiego kupuje?

Mabel odpr&#281;&#380;y&#322;a si&#281;, zupe&#322;nie jakby oczekiwa&#322;a pytania znacznie bardziej osobistej natury i z ulg&#261; powita&#322;a to, kt&#243;re zada&#322; jej Jessie.

Zgodnie z mase&#324;skim podaniem  wyja&#347;ni&#322;a  chwieja-pe&#322;znica jest zjaw&#261; nocn&#261;, kt&#243;ra straszy dzieci. Je&#347;1i kt&#243;re&#347; z nich by&#322;o niegrzeczne w ci&#261;gu dnia, chwieja j&#281;czy i wyje noc&#261; pod oknem jego sypialni.  Tu Mabe1 przerwa&#322;a, zgi&#281;&#322;a si&#281; w pasie we dwoje i wyda&#322;a z siebie przera&#378;liwy j&#281;k.

Rozumiem  stwierdzi&#322; Jessie.

Albo pr&#243;buje sforsowa&#263; drzwi do jego sypialni. Ukrywa si&#281; w szafach i kiedy takie dziecko otworzy szaf&#281;, rzuca si&#281; na nie. Je&#347;li po zapadni&#281;ciu zmroku dzieci zostaj&#261; poza domem albo w jakim&#347; miejscu, gdzie by&#263; nie powinny, chwieja gna je do domu, wyj&#261;c straszliwie w ciemno&#347;ci  Pochyli&#322;a si&#281; nisko jeszcze raz i zawy&#322;a straszliwie.

Brutus zawy&#322; jej do wt&#243;ru.

Mabel wyprostowa&#322;a si&#281; i westchn&#281;&#322;a.

Tym niemniej od kiedy my, za&#347;wiatowcy, i masenowie z krwi i ko&#347;ci nawi&#261;zali&#347;my normalne kontakty  setki lat temu  prawo nie zezwala ju&#380; straszy&#263; wszystkich niegrzecznych dzieci, na kt&#243;re si&#281; natkniemy. Musieli&#347;my si&#281; podporz&#261;dkowa&#263; systemowi odp&#322;atnych us&#322;ug, tak jak realni obywatele. Musimy zamieszcza&#263; og&#322;oszenia w poszukiwaniu rodzic&#243;w, kt&#243;rzy nie mieliby nic przeciwko temu, &#380;eby ich dzieci zosta&#322;y od czasu do czasu nieco postraszone, i to my musimy imp&#322;aci&#263; za prawo j&#281;czenia pod oknami ich pociech, &#347;ciganie ich mrocznymi ulicami lub chowania si&#281; w ich szafach, by wyskoczy&#263; na nie znienacka.

I nie jeste&#347;cie w stanie da&#263; sobie z tym spokoju  z tym straszeniem maluch&#243;w? zdziwi&#322; si&#281; Jessie.

Wie pan jak to jest  odpar&#322;a Mabel, wzruszaj&#261;c g&#243;rn&#261; cz&#281;&#347;ci&#261; swej bezkszta&#322;tnej masy. Mit chwiei-pe&#322;znicy rz&#261;dzi jej rzeczywisto&#347;ci&#261;. Mity twierdz&#261;, &#380;e nie jeste&#347;my w stanie oprze&#263; si&#281; pokusie straszenia dzieci, wi&#281;c w rzeczywisto&#347;ci faktycznie nie jeste&#347;my w stanie oprze&#263; si&#281; tej pokusie. St&#261;d musimy dzisiaj podejmowa&#263; si&#281; r&#243;&#380;nych zaj&#281;&#263;, &#380;eby zarabia&#263; kredyty na zaspokojenie naszej nami&#281;tno&#347;ci.

Przypominaj&#261;c sobie to, co powiedzia&#322; mu hrabia S&#322;awek, Jessie spyta&#322;:

Czy uwa&#380;asz, &#380;e by&#322;o lepiej przedtem, zanim &#347;wiat doczesny nawi&#261;za&#322; kontakty ze &#347;wiatem nadprzyrodzonym, zanim wasze istnienie uleg&#322;o tak wielkiej reorganizacji?

Ale&#380; sk&#261;d!  zaprzeczy&#322;a stanowczo Mabel,  Och, pewnie, &#380;e mam teraz mn&#243;stwo problem&#243;w, ale przedtem mia&#322;am ich wcale nie mniej, i to znacznie powa&#380;niejszych. Widzi pan, mog&#322;am co prawda swobodnie wybra&#263; sobie dzieci do straszenia, ale je&#380;eli kt&#243;re&#347; z nich mia&#322;o hopla na punkcie opowie&#347;ci o duchach, to mog&#322;o zna&#263; odpowiednie zakl&#281;cie albo modlitw&#281; i mnie unicestwi&#263;. Kilkoma s&#322;owami po&#322;o&#380;y&#263; kres memu istnieniu i to na zawsze; tak m&#243;wi&#322;y mity, wi&#281;c taka by&#322;a prawda. Natomiast teraz, od czasu nawi&#261;zania przyjaznych kontakt&#243;w mi&#281;dzy istotami realnymi i nadprzyrodzonymi, ustanowiono prawa strzeg&#261;ce, by tak mordercze teksty nie wpad&#322;y w r&#281;ce dzieci. Dzi&#347; ju&#380; tylko bardzo niewiele dzieci zna te zakl&#281;cia. I zanim zap&#322;ac&#281; rodzicom za prawo straszenia ich pociech, mog&#281; za&#380;&#261;da&#263; i otrzyma&#263; gwarancj&#281;, w formie pisemnego kontraktu lub nawet zastawu, &#380;e berbe&#263; nie zna &#380;adnych modlitw mog&#261;cych mi wyrz&#261;dzi&#263; jak&#261;&#347; krzywd&#281;. Och, oczywi&#347;cie, &#380;e los chwiei-pe&#322;znicy sta&#322; si&#281; dzisiaj bardziej doczesny ni&#380; to by&#322;o niegdy&#347;, lecz niesie ze sob&#261; tak&#380;e znacznie mniej nieprzyjemnych niespodzianek.

Rozumiem  stwierdzi&#322; Jessie.

Czy teraz mog&#281; pana odprowadzi&#263; do stolika pana Kanastorousa?- spyta&#322;a Mabel.

Je&#347;li jeste&#347; taka mi&#322;a.

Prosz&#281; t&#281;dy  powiedzia&#322;a chwieja, pe&#322;zn&#261;c przez lustrzane drzwi do w&#322;a&#347;ciwego klubu.

Jessie i Brutus weszli do wielkiego, okr&#261;g&#322;ego nocnego lokalu, jak zwykle przeszli obok owalnego podwy&#380;szenia po&#347;rodku sali, gdzie osobliwa zbieranina ludzkich i mase&#324;skich za&#347;wiatowc&#243;w wykonywa&#322;a biplanetarne utwory muzyczne, min&#281;li kilka stolik&#243;w zastawionych barwnymi daniami i skierowali si&#281; ku czarnej kabinie, w kt&#243;rej oczekiwa&#322; ich pan Kanastorous.

M&#243;j stary druh, detektyw prywatny!  zawo&#322;a&#322; Kanastorous, staj&#261;c na swoim krze&#347;le i wyci&#261;gaj&#261;c do Jessiego r&#281;k&#281; ponad sto&#322;em kabiny.

Jak si&#281; masz, Zeke?  spyta&#322; Blake, ujmuj&#261;c czteropalczast&#261;, pokryt&#261; &#322;usk&#261; &#322;ap&#281; i energicznie ni&#261; potrz&#261;saj&#261;c.

Nigdy nie mia&#322;em si&#281; lepiej!  odpar&#322; Zeke z u&#347;miechem zadowolenia na swych zrogowacia&#322;ych ustach, kt&#243;re rozchyliwszy si&#281; ukaza&#322;y, setk&#281; male&#324;kich, ostrych jak brzytwa, z&#281;b&#243;w i d&#322;ugi zielony, niespokojny, j&#281;zyk:  Handlarze grzechu zawsze cieszyli si&#281; popularno&#347;ci&#261; i bogactwem. Teraz, kiedy grzeszy&#263; mo&#380;na zupe&#322;nie legalnie, stali&#347;my si&#281; nawet jeszcze bardziej popularni i bogaci,  Spojrza&#322; na Brutusa, kt&#243;ry uk&#322;ada&#322; si&#281; obok Jessiego na biegn&#261;cej wok&#243;&#322; kabiny &#322;awce i doda&#322;:  A jak&#380;e si&#281; miewa m&#243;j przyjaciel, bestia piekielna?

Pi&#263; mi si&#281; chce  warkn&#261;&#322; Brutus,  Czy w tej spelunie nie prowadz&#261; &#380;adnych napoj&#243;w?

Ale&#380; oczywi&#347;cie, &#380;e prowadz&#261;  zawo&#322;a&#322; Kanastorous. Wcisn&#261;&#322; klawisz interkomu na &#347;cianie kabiny i zam&#243;wi&#322; drinka,  Ja stawiam  powiedzia&#322;, wystukuj&#261;c sum&#281; na klawiaturze pod interkomem i k&#322;ad&#261;c odcisk &#322;apy na p&#322;ytce wziernika.

Dzi&#281;ki, Zeke  odezwa&#322; si&#281; Jessie.

Sta&#263; go na to  stwierdzi&#322; Brutus.

Demon odwr&#243;ci&#322; si&#281; do psa i u&#347;miechn&#261;&#322; szeroko.

Takie samo stare bydl&#281; z ciebie jak zawsze, co Brutus?  powiedzia&#322;.  Jeste&#347; chyba najbardziej swarliwym brytanem z piek&#322;a rodem z jakim kiedykolwiek mia&#322;em co&#347; do czynienia.

Byli&#347;cie razem w piekle?  zdziwi&#322; si&#281; Jessie.

Jasne  odpar&#322; Kanastorous,  Nie wiedzia&#322;e&#347; o tym?

Nie, nie wiedzia&#322;em.

Pracowali&#347;my razem przez  chyba przez pi&#281;&#263;dziesi&#261;t lat, prawda, Brutusie?

Ca&#322;&#261; wieczno&#347;&#263;  warkn&#261;&#322; ogar.

Pi&#281;&#263;dziesi&#261;t lat  powt&#243;rzy&#322; Kanastorous, potakuj&#261;c sw&#261; ma&#322;a, kr&#261;g&#322;&#261;, pokryt&#261; &#322;uskami g&#322;ow&#261; na potwierdzenie samemu sobie,  O ile sobie przypominam chodzi&#322;o o ten program deprawacji nastoletnich dziewcz&#261;t.

Program badawczy  doda&#322; wyja&#347;niaj&#261;co Brutus,  Studium grupowe.

Bardzo ciekawa praca  ci&#261;gn&#261;&#322; Kanastorous.  Co&#347; w rodzaju burzy m&#243;zg&#243;w po&#322;&#261;czonej ze spor&#261; ilo&#347;ci&#261; pracy w terenie.

Pobudzaj&#261;ca  zgodzi&#322; si&#281; Brutus.

W tym momencie zjawi&#322;y si&#281; ich drinki wniesione przez tybeta&#324;sk&#261; wilko&#322;aczk&#281;. Mia&#322;a niemal sze&#347;&#263; st&#243;p wzrostu, chocia&#380; chodzi&#322;a nieco pochylona z uwagi na anatomiczn&#261; budow&#281; jej bioder i po&#347;ladk&#243;w. Odziana jedynie w swe srebrzyste futro przedstawia&#322;a uroczy widok, zw&#322;aszcza w dolnych partiach gdzie r&#243;&#380;owi&#322;o si&#281; delikatnie jej osiem nagich cycuszk&#243;w.

Zacz&#281;li s&#261;czy&#263; napoje i obserwowali wilko&#322;aczk&#281; dop&#243;ki nie znikn&#281;&#322;a im z oczu mi&#281;dzy stolikami.

No tak  odezwa&#322; si&#281; po chwili Kanastorous, pierwszy otrz&#261;saj&#261;c si&#281; z pot&#281;&#380;nego uroku jaki zupe&#322;nie bezwiednie rzuci&#322;a na nich wilko&#322;aczka,  Sprawa, nad kt&#243;r&#261; teraz pracujecie, musi by&#263; doprawdy niezwyk&#322;a.

Owszem, jest do&#347;&#263; niezwyk&#322;a  przyzna&#322; Jessie.

Nie chcia&#322;by&#347; mi o niej opowiedzie&#263;?

Nie.

Mo&#380;e ty opowiedzia&#322;by&#347; nam co&#347; o tej ognistej ma&#322;ej, kt&#243;ra jedzie tutaj, &#380;eby z nami porozmawia&#263;?  zaproponowa&#322; Brutus, podnosz&#261;c pysk znad swej miski i spogl&#261;daj&#261;c ponad sto&#322;em na demona. Kropelki napoju zako&#322;ysa&#322;y si&#281; na nastroszonej, szarej szczecinie jego brody i zal&#347;ni&#322;y jak rosa.

Kanstorous si&#281;gn&#261;&#322; po precel, kt&#243;rych ca&#322;a waza sta&#322;a po&#347;rodku sto&#322;u, podni&#243;s&#322; go i natychmiast upu&#347;ci&#322;.

To okropne nie mie&#263; kciuka  powiedzia&#322; przepraszaj&#261;co,  Tak bym chcia&#322; w jaki&#347; spos&#243;b go zdoby&#263;, ale mity opowiadaj&#261;, &#380;e demon ma cztery palce. Te d&#322;ugie szpony tak&#380;e nie s&#261; zbyt pomocne, gdy chodzi o koordynacj&#281; ruch&#243;w.

O dziewczynie  przypomnia&#322; Brutus.

Kanastorous skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261;, podni&#243;s&#322; precelek, odgryz&#322; spory kawa&#322;ek i po&#322;kn&#261;&#322; go bez gryzienia.

Kiedy kilka godzin temu zadzwonili&#347;cie do mnie ze swego biura  powiedzia&#322; wiedzia&#322;em, &#380;e jedna z moich dziewcz&#261;t na pewno mo&#380;e wam pom&#243;c, oczywi&#347;cie za godziw&#261; zap&#322;at&#261;, lecz nie by&#322;em pewien kt&#243;ra.  Kanastorous prowadzi&#322; oko&#322;o pi&#281;&#263;dziesi&#281;ciu paskud zalotnic, kt&#243;re wynajmowa&#322; niewy&#380;ytym seksualnie m&#281;&#380;czyznom i kobietom.  Ale potem przypomnia&#322;em sobie Rozpustk&#281;.

&#321;adne imi&#281;  zauwa&#380;y&#322; Jessie

To wspania&#322;a dziewczyna  stwierdzi&#322; Kanastorous. Jest paskud&#261; wy&#322;&#261;cznie w jedn&#261; stron&#281;.

W jedn&#261; stron&#281;?  zdziwi&#322; si&#281; Jessie.

Nie orientujesz si&#281; w zwyczajach paskud?  spyta&#322; Kanastorous, dojadaj&#261;c sw&#243;j precel i si&#281;gaj&#261;c po nast&#281;pny. Wyj&#261;&#322; go z wazy i natychmiast upu&#347;ci&#322;.

Nigdy nie korzysta&#322;em z ich us&#322;ug  odpar&#322; Jessie.

No wi&#281;c, paskuda-zalotnik w jedn&#261; stron&#281; mo&#380;e by&#263; wy&#322;&#261;cznie kobiet&#261; lub m&#281;&#380;czyzn&#261;. Jak pewnie s&#322;ysza&#322;e&#347; wi&#281;kszo&#347;&#263; paskud mo&#380;e przybiera&#263; posta&#263; lubie&#380;nej kobiety, gdy znajduje si&#281; w &#322;&#243;&#380;ku z m&#281;&#380;czyzn&#261;, lub jurnego m&#281;&#380;czyzny, gdy towarzyszy kobiecie. Poniewa&#380; jednak mity tego wymagaj&#261;, od czasu do czasu zdarza si&#281; paskuda, kt&#243;ra nie potrafi zmienia&#263; formy i mo&#380;e by&#263; wy&#322;&#261;cznie jednej p&#322;ci. Taka w&#322;a&#347;nie jest Rozpustka, mo&#380;e by&#263; wy&#322;&#261;cznie kobiet&#261;.

Czy to ma z naszego punktu widzenia jakie&#347; specjalne znaczenie?  spyta&#322; Jessie.

Owszem  potwierdzi&#322; Kanastorous  Kiedy zadzwoni&#322;e&#347; do mnie, powiedzia&#322;e&#347;, &#380;e potrzebujesz kogo&#347; nadprzyrodzonego, kto mia&#322;by dost&#281;p do ambasady masen&#243;w, &#380;e potrzebujesz informatora, kt&#243;ry potrafi&#322;by uzyska&#263; pewne tajne informacje, nie takie, do kt&#243;rych dost&#281;p ogranicza prawo, lecz z rodzaju strze&#380;onych przez zbiurokratyzowanych urz&#281;dnik&#243;w.

Dok&#322;adnie tak  przytakn&#261;&#322; Jessie.

Ot&#243;&#380; Rozpustka ma podpisany kontrakt z Willardem Aimesem, ludzkim attache przy ambasadzie masen&#243;w w Los Angeles. Sypia z nim niemal, co noc. A poniewa&#380; jest tylko w jedn&#261; stron&#281;, to ma w sobie do&#347;&#263; perwersji, by go zdradzi&#263;. Widzisz, z jakiego&#347; dziwnego powodu  mo&#380;e dlatego, &#380;e maj&#261; kompleks ni&#380;szo&#347;ci albo nieadekwatno&#347;ci  paskudy w jedn&#261; stron&#281; s&#261; znacznie bardziej perwersyjne ni&#380; ich obustronni bracia. Czy te&#380; siostry. Czy kt&#243;ra ich tam jest.

Dok&#322;adnie w momencie, w kt&#243;rym Kanastorous sko&#324;czy&#322;, do kabiny wesz&#322;a osza&#322;amiaj&#261;co pi&#281;kna, nad wiek rozwini&#281;ta nastolatka i powiedzia&#322;a:

Cze&#347;&#263;, Zeke!

Poklepa&#322;a demona po pokrytej &#322;usk&#261; g&#322;owie i w&#347;lizn&#281;&#322;a si&#281; za st&#243;&#322;, tu&#380; obok niego, dok&#322;adnie naprzeciwko Brutusa i Jessiego. Mia&#322;a mo&#380;e pi&#281;&#263; st&#243;p i dwa cale wzrostu i wa&#380;y&#322;a pewnie oko&#322;o stu funt&#243;w. Rude w&#322;osy zaplot&#322;a w dwa warkoczyki, kt&#243;re zwiesza&#322;y si&#281; do po&#322;owy plec&#243;w. Jej twarz cherubinka by&#322;a dziecinna a jednocze&#347;nie ogromnie zmys&#322;owa: pe&#322;ne usta, ale blaszki korekcyjne na z&#281;bach, kr&#261;g&#322;e policzki, wielkie b&#322;&#281;kitne oczy i g&#281;ste rz&#281;sy, ale &#380;adnego makija&#380;u, kilka male&#324;kich pieg&#243;w na idealnie g&#322;adkiej, brzoskwiniowej sk&#243;rze Ubrana by&#322;a w par&#281; obcis&#322;ych, &#380;&#243;&#322;tych szort&#243;w, z jej imieniem wyhaftowanym na obu tylnych kieszeniach, i cienk&#261; bia&#322;&#261; podkoszulk&#281;, na kt&#243;r&#261; wyzywaj&#261;co napiera&#322;y jej p&#261;czkuj&#261;ce piersi. Jej sutki by&#322;y jak dwa ma&#322;e, twarde, wabi&#261;ce guziczki, poruszaj&#261;ce si&#281; z ka&#380;dym skr&#281;tem i przeci&#261;gni&#281;ciem cia&#322;a.

Mniam, mniam  westchn&#261;&#322; Brutus, szczerz&#261;c si&#281; w u&#347;miechu.

Rozpustka zachichota&#322;a i powiedzia&#322;a:  Jeste&#347; mi&#322;y.

Mniam, mniam  powt&#243;rzy&#322; Brutus.

Kanastorous dokona&#322; prezentacji, dopi&#322; swojego drinka jednym haustem, upu&#347;ci&#322; plastykowy kieliszek, zacz&#261;&#322; si&#281; t&#322;umaczy&#263;, przekl&#261;&#322; soczy&#347;cie brak kciuk&#243;w i zam&#243;wi&#322; now&#261; kolejk&#281; dla wszystkich  dla Rozpustki koktajl mleczny.

Napoje przynios&#322;a ta sama tybeta&#324;ska wilko&#322;aczka, ale tym razem nikt nie zwr&#243;ci&#322; na ni&#261; &#380;adnej uwagi.

Czy wy dwaj macie zamiar podpisa&#263; ze mn&#261; kontrakt?  spyta&#322;a paskuda, u&#347;miechaj&#261;c si&#281; tak szeroko, &#380;e zamigota&#322;y wszystkie blaszki jej dentystycznego aparatu korekcyjnego.

Mo&#380;e i tak  powiedzia&#322; Brutus

A mo&#380;e i nie  powiedzia&#322; Jessie  Przede wszystkim interesuj&#261; nas pewne informacje. Rozpustka podnios&#322;a sw&#243;j koktajl mleczny i poci&#261;gn&#281;&#322;a spory &#322;yk ch&#322;odnego napoju.

Kiedy odstawi&#322;a szklank&#281;, wok&#243;&#322; jej ust pojawi&#322;a si&#281; okr&#261;g&#322;a, bia&#322;a obw&#243;dka z g&#281;stej &#347;mietany, by&#322; to najbardziej spro&#347;ny obrazek, jaki Jessie widzia&#322; w ca&#322;ym swoim &#380;yciu.

Powiada pan informacje?  powt&#243;rzy&#322;a, nie zwracaj&#261;c uwagi na &#347;mietankow&#261; obw&#243;dk&#281;.

Ma pani kontakty z niejakim Aimesem  wyja&#347;ni&#322; detektyw.  Attache przy mase&#324;skiej ambasadzie w Los Angeles.

Z Willardem!  zachichota&#322;a.  Och, Willard to prawdziwy &#347;wintuszek.

Detektyw szybko poci&#261;gn&#261;&#322; ze swego kieliszka.

Mniam, mniam  mrukn&#261;&#322; Brutus, szczerz&#261;c si&#281; w u&#347;miechu.

Rozpustka zn&#243;w zachichota&#322;a.

Czy Willard rozmawia z pani&#261;, to znaczy o swojej pracy?  spyta&#322; Jessie.

Ojejku, pewnie  powiedzia&#322;a paskuda.  Co noc k&#322;adzie sw&#261; k&#281;dzierzaw&#261; g&#322;&#243;wk&#281;, o tutaj, i wylewa wszystkie swoje k&#322;opoty przed swoj&#261; starsz&#261; siostr&#261;, Rozpustk&#261;. Poklepa&#322;a si&#281; po ma&#322;ych kr&#261;g&#322;ych piersiach.

&#346;wietnie, &#347;wietnie  ucieszy&#322; si&#281; Jessie.  A czy nie przypomina pani sobie, by kiedykolwiek wspomina&#322; masena nazwiskiem Tesserax? Powiedzmy w ci&#261;gu ostatnich dw&#243;ch tygodni?

Tesserax?  zaduma&#322;a si&#281;, sk&#322;adaj&#261;c usta w ciup.

Tesserax  powt&#243;rzy&#322; Jessie.

To nazwisko nic mi nie m&#243;wi.

Obaj pracuj&#261; w ambasadzie  Aimes i ten masen  wyja&#347;ni&#322; Jessie.  Ostatnio z tym Tesseraxem by&#322;y jakie&#347; k&#322;opoty. Jest pani pewna, &#380;e Willard o nim nie wspomina&#322;?

W zamy&#347;leniu podnios&#322;a palec do ust, odkry&#322;a &#347;mietankow&#261; obw&#243;dk&#281;, wytar&#322;a j&#261; r&#281;k&#261;, kt&#243;r&#261; nast&#281;pnie wyliza&#322;a do czysta.

Jestem pewna, &#380;e nie m&#243;wi&#322; ani s&#322;owa o &#380;adnym masenie nazwiskiem Tesserax odrzek&#322;a w ko&#324;cu.

A czy mog&#322;aby pani mie&#263; uszy otwarte na wypadek gdyby o nim co&#347; wspomnia&#322; zaproponowa&#322; Jessie,  Prawd&#281; m&#243;wi&#261;c, czy mog&#322;aby go pani leciutko poci&#261;gn&#261;&#263; za j&#281;zyk, ale jak najdelikatniej, a potem opisa&#263; mi jego reakcj&#281;?

Rozpustka odwr&#243;ci&#322;a szybko g&#322;ow&#281; i spojrza&#322;a na demona Kanastorousa, a jej warkoczyki zamigota&#322;y na czerwono.

Czy mog&#281; to zrobi&#263;, Zeke?  spyta&#322;a.

Je&#347;li podpiszesz na to kontrakt i je&#347;li masz na to ochot&#281;  odpar&#322; Zeke,

Och, mam straszn&#261; ochot&#281;  powiedzia&#322;a paskuda. Spojrza&#322;a na detektywa i u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; ujmuj&#261;co.  To by&#322;oby cudowne, szpiegowa&#263; w ambasadzie, kapowa&#263; starego Willarda. Bardzo mnie to poci&#261;ga. Ja chyba naprawd&#281; jestem jaka&#347; perwersyjna.

S&#322;ysza&#322;em  mrukn&#261;&#322; Jessie.

Ile macie zamiar zap&#322;aci&#263;?  zainteresowa&#322; si&#281; Zeke.

To zalety jak szybko ona mo&#380;e przynie&#347;&#263; mi wiadomo&#347;ci o reakcji Aimesa  odpar&#322; Jessie.

Mam si&#281; z nim nied&#322;ugo spotka&#263;  oznajmi&#322;a Rozpustka.  Mog&#281; go o to zapyta&#263; jeszcze dzisiaj, oczywi&#347;cie, je&#380;eli b&#281;dzie w odpowiednim nastroju, i skontaktowa&#263; si&#281; z wami przed &#347;witem albo zaraz po.  Paskudy-zalotniki mog&#322;y operowa&#263; zar&#243;wno noc&#261; jak i w ci&#261;gu dnia.

To &#347;wietnie  ucieszy&#322; si&#281; Jessie.

Ile?  ponowi&#322; pytanie Kanastorous.

Sto kredyt&#243;w?

Nie wchodzi w gr&#281;. Minimum pi&#281;&#263;set.

Detektyw spojrza&#322; na brytana i spyta&#322;:

Co o tym s&#261;dzisz?

Ju&#380; ja dobrze znam tego ma&#322;ego, pazernego czorta  zawarcza&#322; Brutus.  Prze&#380;yli&#347;my razem p&#243;&#322; wieku, deprawuj&#261;c dziewice. Zgodzi si&#281; i na sto, ale si&#281; nabzdyczy. Daj mu sto pi&#281;&#263;dziesi&#261;t, &#380;eby go ug&#322;aska&#263;.

Sto pi&#281;&#263;dziesi&#261;t  powiedzia&#322; Jessie demonowi.

Kanastorous westchn&#261;&#322;, si&#281;gn&#261;&#322; po sw&#243;j kieliszek, przewr&#243;ci&#322; go, a pr&#243;buj&#261;c go w ostatniej chwili z&#322;apa&#263;, wyla&#322; tak&#380;e koktajl mleczny Rozpustki. Nim dziewczyna przesta&#322;a chichota&#263;, a Kanastorous przeklina&#263; brak kciuk&#243;w  kelnerka posprz&#261;ta&#322;a ba&#322;agan i przynios&#322;a nowe drinki, ostrzegaj&#261;c przy tym demona, by do podnoszenia kieliszka u&#380;ywa&#322; obu &#322;ap.

O czym to m&#243;wili&#347;my?  spyta&#322; Kanastorous, podnosz&#261;c ostro&#380;nie sw&#243;j kieliszek, &#380;eby poci&#261;gn&#261;&#263; &#322;yk martini.

O stu pi&#281;&#263;dziesi&#281;ciu kredytach  przypomnia&#322; Jessie.

Pi&#281;ciuset  upiera&#322; si&#281; demon.

S&#322;ysza&#322;e&#347;, co powiedzia&#322; Brutus

Kanastorous spojrza&#322; na ogara i wykrzywi&#322; twarz w straszliwym grymasie, zagryzaj&#261;c ostrymi z&#281;bami zrogowacia&#322;e wargi, z kt&#243;rych nie pociek&#322;a ani kropelka krwi.

Za&#322;atwianie interes&#243;w ze starymi przyjaci&#243;&#322;mi to zwyk&#322;y koszmar  stwierdzi&#322;.

Sto pi&#281;&#263;dziesi&#261;t  wyszczerzy&#322; si&#281; Brutus.

Kiedy pobior&#281; swoj&#261; prowizj&#281;, dziewczynie zostanie tylko sto pi&#281;&#263;, a mnie tylko czterdzie&#347;ci pi&#281;&#263;.

Sto pi&#281;&#263;dziesi&#261;t  powt&#243;rzy&#322; spokojnie Brutus.

Jestem pewien, &#380;e Rozpustka zupe&#322;nie dobrze zarabia u Aimesa  rzuci&#322; Jessie.  A bez w&#261;tpienia tak&#380;e i u innych kontrahent&#243;w.

W tej chwili realizuje osiem kontrakt&#243;w  przyzna&#322; Zeke Kanastorous tonem ojca chlubi&#261;cego si&#281; sw&#261; pociech&#261;.

Paskuda zachichota&#322;a i wypi&#322;a nast&#281;pny &#322;yk mlecznego koktajlu.

Wi&#281;c uzgodnili&#347;my, &#380;e sto pi&#281;&#263;dziesi&#261;t?

Zgoda  westchn&#261;&#322; demon,  Dla ciebie, m&#243;j licencjonowany panie w&#347;cibski, specjalna cena. Ale ca&#322;e sto pi&#281;&#263;dziesi&#261;t stukasz ju&#380; teraz, z g&#243;ry.

Jessie wystuka&#322; na klawiaturze kabinowego komputera numer otwartego miejskiego kana&#322;u i dokona&#322; transakcji.

No c&#243;&#380;, lepiej pognam ju&#380; na spotkanie z Willardem  powiedzia&#322;a Rozpustka, dopijaj&#261;c sw&#243;j nowy koktajl, wycieraj&#261;c usta i wstaj&#261;c zza sto&#322;u. Dygn&#281;&#322;a wdzi&#281;cznie, wprawiaj&#261;c w niepokoj&#261;ce dr&#380;enie swoje ma&#322;e piersi, i doda&#322;a:

Do zobaczenia o &#347;wicie, panie Blake.

Odwr&#243;ci&#322;a si&#281; na pi&#281;cie i odesz&#322;a, kr&#281;c&#261;c swoj&#261; ma&#322;&#261; pupk&#261; i potrz&#261;saj&#261;c rudymi warkoczykami.

Ona nie ma nic wsp&#243;lnego z tym, co mam na my&#347;li, kiedy my&#347;l&#281; o paskudzie-zalotniku  stwierdzi&#322; Jessie.

No c&#243;&#380;, wi&#281;kszo&#347;&#263; moich dziewcz&#261;t jest do&#347;&#263; zmys&#322;owa  zgodzi&#322; si&#281; Kanastorous. Ale nie wszyscy moi klienci maj&#261; takie same gusta.

Mniam, mniam  k&#322;apn&#261;&#322; szcz&#281;k&#261; Brutus.



5

Kiedy wr&#243;cili do mieszkania Jessiego w wie&#380;owcu na przedmie&#347;ciach Los Angeles, by&#322;a niemal pi&#261;ta rano, mniej ni&#380; p&#243;&#322; godziny do wschodu s&#322;o&#324;ca i ledwie godzina czy dwie do pojawienia si&#281; Rozpustki z wiadomo&#347;ciami uzyskanymi od Willarda Aimesa. Jessie zrobi&#322; &#347;niadanie, sp&#322;uka&#322; je jedn&#261; Krwaw&#261; Mary" i zdecydowa&#322; si&#281; nie k&#322;a&#347;&#263; dop&#243;ki nie porozmawia z paskud&#261;.

Nadesz&#322;a i min&#281;&#322;a si&#243;dma.

Si&#243;dma trzydzie&#347;ci.

&#211;sma.

Gdzie ona si&#281; podziewa?  spyta&#322; w ko&#324;cu Brutus, kt&#243;ry zwin&#261;&#322; si&#281; w k&#322;&#281;bek przed kominkiem.

Je&#380;eli ten Aimes nie jest w ciemi&#281; bity  mrukn&#261;&#322; Brutus  to w jego &#322;&#243;&#380;ku.

Zrobi&#322;a si&#281; dziewi&#261;ta.

Do tej pory powinna si&#281; ju&#380; tutaj zjawi&#263;  denerwowa&#322; si&#281; Jessie.

To zale&#380;y ile ten Aimes ma pary  odpar&#322; brytan.

P&#243;&#322; godziny p&#243;&#378;niej nie mogli si&#281; ju&#380; jednak d&#322;u&#380;ej &#322;udzi&#263;, &#380;e Rozpustka lada chwila nadejdzie. Najwyra&#378;niej albo co&#347; si&#281; sta&#322;o, albo Kanastorous prowadzi&#322; jak&#261;&#347; oszuka&#324;cz&#261; gierk&#281;.

Dzwo&#324; do tej pazernej, ma&#322;ej zarazy i dowiedz si&#281; co i jak  ziewn&#261;&#322; Brutus.

Jessie podni&#243;s&#322; s&#322;uchawk&#281; aparatu pod&#322;&#261;czonego do sieci telefonicznej Za&#347;wiat&#243;w i wystuka&#322; numer domowy Kanostorousa. Po d&#322;u&#380;szym zawodzeniu sygna&#322;u z drugiej strony eterycznej linii w s&#322;uchawce odezwa&#322; si&#281; g&#322;os demona.

Gdzie jest Rozpustka?  spyta&#322; Jessie.

Ze &#378;le skrywanym zak&#322;opotaniem Kanostorous odpar&#322;:

W&#322;a&#347;nie mia&#322;em do ciebie w tej sprawie zadzwoni&#263;.

Czy pr&#243;bujesz si&#281; wycofa&#263; rakiem z naszego kontraktu?  zaatakowa&#322; Jessie.

Ale&#380; sk&#261;d&#380;e!  zawo&#322;a&#322; demon,  To o wiele bardziej skomplikowane, m&#243;j szybkostrzelny przyjacielu.

O ile bardziej?

Nie mog&#281; tego powiedzie&#263; w tej chwili.

Kiedy b&#281;dziesz m&#243;g&#322;?

Mo&#380;e zjedliby&#347;my razem obiad?  zaproponowa&#322; demon,  Cztery &#346;wiaty, ta sama kabina, o sz&#243;stej.

Chcia&#322;bym wiedzie&#263; o co tutaj chodzi. I chcia&#322;bym to wiedzie&#263; teraz!

A co ci przyjdzie z tego, &#380;e dowiesz si&#281; teraz a nie p&#243;&#378;niej?  spyta&#322; demon,  Przecie&#380; i tak na reszt&#281; dnia idziesz do &#322;&#243;&#380;ka. Zgadza si&#281;?

Tak, ale

A poza tym ta linia nie gwarantuje dyskrecji.

Z ogromn&#261; niech&#281;ci&#261; Jessie zgodzi&#322; si&#281;.

No dobrze, wieczorem o sz&#243;stej w Czterech &#346;wiatach.

Kiedy odwiesi&#322; s&#322;uchawk&#281; i odwr&#243;ci&#322; si&#281;, zobaczy&#322;, &#380;e Brutus stoi w drzwiach gro&#378;nie naje&#380;ony.

Czuj&#281; ogromne si&#322;y dzia&#322;aj&#261;ce za kulisami  warkn&#261;&#322; brytan.  Kto&#347; zmusi&#322; Kanostorousa do zamkni&#281;cia buzi, a to wcale nie tak &#322;atwo zrobi&#263;.

Dowiemy si&#281; wszystkiego wieczorem  oznajmi&#322; Jessie.

Dowiemy si&#281; tego, co Kanastorous zechce nam powiedzie&#263;  rzuci&#322; piekielnik i potruchta&#322; do salonu.

Po siedmiu godzinach twardego snu Jessie i Brutus (kt&#243;ry w og&#243;le nie spa&#322; i wcale tego nie potrzebowa&#322;) wr&#243;cili do Czterech &#346;wiat&#243;w, gdzie grupa Nieska&#380;onych Ziemian rozpoczyna&#322;a w&#322;a&#347;nie siedz&#261;c&#261; demonstracj&#281; tu&#380; przed wielkimi, obrotowymi drzwiami kawiarni. By&#322;o ich oko&#322;o trzydziestu, mocno trzymaj&#261;cych si&#281; za r&#281;ce, a w&#347;r&#243;d nich Jessie rozpozna&#322; staruszk&#281;, z kt&#243;r&#261; rozmawia&#322; poprzedniej nocy. Siedzia&#322;a na samym ko&#324;cu, jedn&#261; r&#281;k&#261; uczepiona swego towarzysz, drug&#261;  hydrantu przeciwpo&#380;arowego.

Chyba powinienem si&#281; z ni&#261; przywita&#263;  zastanawia&#322; si&#281; Jessie

Je&#347;li to zrobisz, po&#380;r&#281; ten hydrant, kt&#243;rego ona si&#281; trzyma  warkn&#261;&#322; Brutus.

Nie zrobi&#322;by&#347; tego  b&#261;kn&#261;&#322; Jessie zaszokowany.  Nawet nie m&#243;g&#322;by&#347; tego zrobi&#263;. Mity powiadaj&#261;, &#380;e piekielne psy mog&#261; po&#380;re&#263; wszystko cokolwiek zechc&#261;, ale nie ma w nich s&#322;owa na temat wydalania.

By&#322;by to gest czysto symboliczny  odrzek&#322; Brutus:  Wypu&#347;ci&#322;bym z siebie strumie&#324; ektoplazmy.

Chyba lepiej dajmy sobie z tym spok&#243;j  zdecydowa&#322; Jessie i da&#322; krok ponad &#322;a&#324;cuchem r&#261;k, po czym znikn&#261;&#322;. w obrotowych drzwiach nocnego lokalu.

W lustrzanym foyer podszed&#322; do nich z&#322;ocistow&#322;osy ch&#322;opiec z aureol&#261; zawadiacko przekrzywion&#261; na bok i poruszaj&#261;c lekko ogromnymi skrzyd&#322;ami, powiedzia&#322;:

Dobry wiecz&#243;r panom. Nazywam si&#281; Robert i jestem tu dzisiaj gospodarzem.

Mia&#322; na sobie d&#322;ug&#261;, bia&#322;&#261; tunik&#281; i sk&#243;rzane sanda&#322;y; by&#322; niezwykle ujmuj&#261;cym anio&#322;em.  Co si&#281; sta&#322;o z Mabel?  spyta&#322; Jessie.

Z chwiej&#261;?

Aha.

Mabel zaczyna prac&#281; po zmroku i ko&#324;czy przed &#347;witem, wie pan, ona jest upiorem nocnym.

Zdaje mi si&#281;, &#380;e o tym wiedzia&#322;em, ale musia&#322;em zapomnie&#263;  zgodzi&#322; si&#281; Jessie, wystukuj&#261;c napiwek na klawiaturze stolika anio&#322;a i przyk&#322;adaj&#261;c do wziernika sw&#243;j kciuk. Kiedy ona ma czas straszy&#263; dzieci, je&#347;li ca&#322;ymi nocami pracuje, a w ci&#261;gu dnia przebywa w ukryciu?

Ma wolne w weekendy  przypomnia&#322; s&#322;odko anio&#322;,  Straszy w nocy z soboty na niedziel&#281; i z niedzieli na poniedzia&#322;ek.

Rozumiem  mrukn&#261;&#322; Jessie.

Czy mog&#281; zaj&#261;&#263; si&#281; pana okryciem?

Nie b&#281;d&#281; si&#281; rozbiera&#322;, dzi&#281;kuj&#281;. Prosz&#281; nas tylko zaprowadzi&#263; do pana Kanostorousa, powinien ju&#380; tu by&#263;.

Tak, oczywi&#347;cie  powiedzia&#322; anio&#322;. Taki okr&#261;g&#322;og&#322;owy, ma&#322;y

Demon  sko&#324;czy&#322; za niego Brutus.

Dzi&#281;kuj&#281;  sk&#322;oni&#322; si&#281; anio&#322;.  Nie mam nic przeciwko panu Kanostorousowi, czy takim jak on  panowie rozumiej&#261;. Tylko po prostu trudno mi wym&#243;wi&#263; to s&#322;owo i inne w tym rodzaju.  Otworzy&#322; wewn&#281;trzne drzwi, poprowadzi&#322; ich do g&#322;&#243;wnej sali.

Poniewa&#380; na zewn&#261;trz by&#322;o jeszcze zupe&#322;nie widno, wi&#281;kszo&#347;&#263; co bardziej egzotycznych bywalc&#243;w klubu, takich jak Mabel, wampiry i inne nocne upiory, nie opu&#347;ci&#322;a jeszcze swych trumien, by pojawi&#263; si&#281; w Czterech &#346;wiatach. St&#261;d sala wype&#322;niona by&#322;a zaledwie w po&#322;owie, g&#322;&#243;wnie lud&#378;mi, masenami i co bardziej powszednimi za&#347;wiatowcami. Jessie i Brutus przeszli obok stolika zajmowanego przez czterech wielkich Murzyn&#243;w, ubranych w jednocz&#281;&#347;ciowe kombinezony i zajadaj&#261;cych ogromne porcje arbuz&#243;w. Wszyscy czterej &#347;miali si&#281; ochryple i u&#380;ywali zwrot&#243;w takich jak w dech&#281;", byczo", Jak rany!" i zupe&#322;nie niekiepskie te arbuziaki".

Ju&#380; na pierwszy rzut oka wida&#263; by&#322;o, &#380;e nie cierpi&#261; przekl&#281;tego arbuza, ale nie mog&#261; si&#281; powstrzyma&#263; przed jego poch&#322;anianiem. Ka&#380;dy z nich musia&#322; wr&#261;ba&#263; przynajmniej jeden pot&#281;&#380;ny kawa&#322;ek, zanim mogli przej&#347;&#263; do zam&#243;wienia tego, na co naprawd&#281; mieli ochot&#281;, a do tego jeszcze musieli zaplu&#263; pestkami przynajmniej po&#322;ow&#281; pod&#322;ogi sali. Przecie&#380; tak w&#322;a&#347;nie w ko&#324;cu powinien si&#281; zachowywa&#263; czarnuch" z mit&#243;w ukutych przez bia&#322;ych.

Przy innym stoliku podobny problem mia&#322;a grupa W&#322;och&#243;w zrodzonych z proroczych wyobra&#380;e&#324;. Trzej m&#281;&#380;czy&#378;ni (ubrani w workowate garnitury, kamizelki i &#378;le zawi&#261;zane krawaty) i trzy kobiety (w workowatych, kwiaciastych sukienkach, spod kt&#243;rych wychodzi&#322;y im halki, z rozczochranymi, t&#322;ustymi w&#322;osami, i wszystkie z r&#243;&#380;a&#324;cami na szyi) mozoli&#322;y si&#281; nad talerzami spaghetti, ocieraj&#261;c r&#281;kawami sp&#322;ywaj&#261;cy im po brodach sos pomidorowy, zarykuj&#261;c si&#281; ze &#347;miechu i wymawiaj&#261;c po angielsku z silnym w&#322;oskim akcentem zwroty takie jak: czo &#380;a pyszna spaget", smakujesz ta sosa", czy per ciebie za molto ona tomatna?", mamma mia" oraz jak ty mandziarujesz, Vito, bambino!".

Kiedy si&#281; ju&#380; jest za&#347;wiatowcem, pomy&#347;la&#322; Jessie, to ju&#380; lepiej by&#263; upiorem, demonem, wampirem, wilko&#322;akiem, strzyg&#261;  czymkolwiek byle nie makaroniarzem czy czarnuchem obiegowych s&#261;d&#243;w. Te biedne skurwysyny mia&#322;y &#380;ycie zupe&#322;nie przesrane.

Ach, m&#243;j przyjaciel niuchacz!  zawo&#322;a&#322; Kanastorous, kiedy anio&#322; doprowadzi&#322; ich w ko&#324;cu do stolika w ciemnej kabinie.

Cze&#347;&#263;, Zeke.

Siadajcie, siadajcie! Zam&#243;wimy najpierw drinka i obiad, a potem sobie pogaw&#281;dzimy. Drinki przyni&#243;s&#322; im oci&#281;&#380;a&#322;y zombie, kt&#243;rego oczy by&#322;y ca&#322;kowicie bia&#322;e, pozbawione t&#281;cz&#243;wek i &#378;renic. Swoim grobowym g&#322;osem powiedzia&#322;:

Obiad zostanie podany za pi&#281;tna&#347;cie minut.

Po czym powl&#243;k&#322; si&#281; z powrotem, sun&#261;c zygzakiem mi&#281;dzy stolikami.

Musz&#261; cierpie&#263; na zupe&#322;ny brak r&#261;k do pracy  stwierdzi&#322; demon, mlaskaj&#261;c swym d&#322;ugim, zielonym j&#281;zykiem z wyra&#378;nym niesmakiem.

Tak  mrukn&#261;&#322; Jessie.  No wi&#281;c co z t&#261; paskud&#261;?

I nie pr&#243;buj kr&#281;ci&#263;  ostrzeg&#322; Brutus.

Kanastorous zatar&#322; nerwowo &#322;apy i wyja&#347;ni&#322;:

Sp&#281;dzi&#322;a z tym Aimesem kilka godzin i kiedy wprowadzi&#322;a go w odpowiedni nastr&#243;j, spr&#243;bowa&#322;a skierowa&#263; rozmow&#281; na tego masena, kt&#243;ry tak was interesuje, na tego Tesseraxa. Zareagowa&#322; natychmiast i bardzo nieprzyja&#378;nie. Wyjawi&#322;, &#380;e udzielono mu specjalnych, nadzwyczajnych pe&#322;nomocnictw do aresztowania obywateli zar&#243;wno tego jak i tamtego &#347;wiata, nakaza&#322; jej pozosta&#263; w &#322;&#243;&#380;ku, nigdzie nie odchodzi&#263; i nie dematerializowa&#263; si&#281;, po czym wywo&#322;a&#322; central&#281; &#322;&#261;czno&#347;ciow&#261; za&#347;wiat&#243;w i do kogo&#347; zadzwoni&#322;.

Do kogo?

Nie jeste&#347;my tego pewni. Ale musia&#322; to by&#263; kto&#347; wysoko postawiony w hierarchii Szatana, kto&#347; mog&#261;cy wydawa&#263; rozkazy demonom takim jak ja i paskudom jak Rozpustka. Ju&#380; w minut&#281; p&#243;&#378;niej w sypialni Aimesa, w odpowiedzi na jego telefon, zmaterializowa&#322; si&#281; Moloch.

Moloch? Sekretarz stanu Szatana?

Ten sam  potwierdzi&#322; Kanastorous.  Nakaza&#322; Rozpustce zerwa&#263; kontrakt ze mn&#261; i z innymi klientami i zg&#322;osi&#263; si&#281; do pracy w charakterze specjalnego wys&#322;annika Szatana w Japonii.

Znaczy, &#380;e usun&#281;li j&#261; ze sceny mimo, &#380;e nic si&#281; nie dowiedzia&#322;a- zastanawia&#322; si&#281; Brutus.

Mo&#380;e obawiali si&#281;, &#380;e jednak wiedzia&#322;a to i owo, co&#347; co w czasie ich d&#322;ugiej znajomo&#347;ci Aimes jej powiedzia&#322;, a znaczenia czego nawet sobie nie u&#347;wiadomi&#322;a  stwierdzi&#322; demon.

Bez wzgl&#281;du na to, z jakiego powodu uciszyli Rozpustk&#281;  odezwa&#322; si&#281; Jessie  udowodnili, &#380;e za znikni&#281;ciem Tesseraxa kryje si&#281; co&#347; naprawd&#281; niezwyk&#322;ego.

Mo&#380;e nawet co&#347; zbyt niezwyk&#322;ego, &#380;eby&#347; sobie z tym poradzi&#322;  ostrzeg&#322; demon.

Mo&#380;e  mrukn&#261;&#322; Blake.

I co w tej sytuacji masz zamiar zrobi&#263;?

B&#281;d&#281; si&#281; musia&#322; powa&#380;nie zastanowi&#263;  odpar&#322; Jessie.

Chyba nie oczekujesz, &#380;e oddam ci moje honorarium, co staruszku?- zaniepokoi&#322; si&#281; demon pochylaj&#261;c si&#281; nad sto&#322;em i przytrzymuj&#261;c dla pewno&#347;ci sw&#243;j kieliszek martini drug&#261; &#322;ap&#261;.

Mo&#380;esz je sobie zatrzyma&#263;  powiedzia&#322; Jessie  Co prawda nie dowiedzia&#322;em si&#281; tego, co chcia&#322;em, ale ten incydent dostarczy&#322; mi wielu innych cennych informacji.

Przyniesiono obiad razem z butelk&#261; wina, za kt&#243;r&#261; p&#322;aci&#322; Kanastorous, i nie wspominano ju&#380; ani s&#322;owem o Tesseraxie, Rozpustce, ani o przedziwnej sprawie, kt&#243;rej prowadzenia podj&#281;&#322;a si&#281; Agencja Detektywistyczna Zwiadowca Piekie&#322;". Zamiast tego wypili drug&#261; butelk&#281; wina, tym razem postawion&#261; przez Jessiego, i pogaw&#281;dzili o wsp&#243;lnych znajomych.

Tu&#380; przed zako&#324;czeniem deseru Jessie powiedzia&#322;:

B&#281;d&#281; was musia&#322;, niestety, przeprosi&#263; na ma&#322;&#261; chwilk&#281;. P&#281;cherz daje mi si&#281; we znak, z czym wy, panowie, na szcz&#281;&#347;cie dla was, nigdy nie musicie si&#281; boryka&#263;.

Ale&#380; oczywi&#347;cie, p&#281;d&#378; gdzie musisz  rzek&#322; Kanastorous, puszczaj&#261;c kieliszek jedn&#261; &#322;ap&#261;, &#380;eby machn&#261;&#263; niedbale w kierunku m&#281;skiej toalety, wilgotny kieliszek wy&#347;lizgn&#261;&#322; mu si&#281; w drugiej &#322;apie i ca&#322;e wino wyl&#261;dowa&#322;o na podbrzuszu Brutusa.

Ty niezdarna, ma&#322;a poczwaro  warkn&#261;&#322; Brutus.

No, no  zmitygowa&#322; go Jessie.  Zanim wr&#243;c&#281; nie b&#281;dzie po tym &#347;ladu. Zeke nic nie mo&#380;e poradzi&#263; na to, &#380;e ma tylko cztery palce.

Ty nie masz nawet czterech  Zeke odwr&#243;ci&#322; si&#281; do Brutusa z irytacj&#261;.

Odchodz&#261;c od stolika, Jessie natkn&#261;&#322; si&#281; na zombie wlok&#261;cego si&#281; na miejsce wypadku z przerzucon&#261; przez rami&#281; &#347;cierk&#261;.

Niech pan nie b&#281;dzie dla niego za surowy  rzek&#322; Jessie do bia&#322;ookiego potwora,  To nie jego wina, &#380;e nie ma kciuk&#243;w.

Mo&#380;e pi&#263; z miski tak jak ten pa&#324;ski przyjaciel  odpar&#322; zombie.  Nie p&#322;ac&#261; mi tu za nia&#324;czenie nieobrobionych klient&#243;w.

Ale za to facet daje niez&#322;e napiwki  wspomnia&#322; Jessie.

Wyraz twarzy monstrum pozosta&#322; tak samo ponury jak przedtem, jego g&#322;os r&#243;wnie monotonny i grobowy, ale podej&#347;cie do sprawy zmieni&#322;o si&#281; diametralnie.

No c&#243;&#380;, ka&#380;demu mo&#380;e si&#281; czasem przydarzy&#263; jaki&#347; wypadek.

Odszed&#322; ci&#281;&#380;ko pow&#322;&#243;cz&#261;c nogami w kierunku stolika, przy kt&#243;rym Brutus ujada&#322; na demona.

W drzwiach do toalety Jessie min&#261;&#322; si&#281; z dwoma mitycznymi W&#322;ochami.

Czo za pi&#281;kny toalet  powiedzia&#322; jeden z nich.

Czysty. Czysty jak pupcia bambino  doda&#322; drugi.

Przepraszam  wtr&#261;ci&#322; si&#281; Jessie, prze&#347;lizguj&#261;c si&#281; obok nich.

Ale&#380;, prosz&#281;, prosz&#281;  odparli jak na komend&#281;. Obaj mieli poplamione sosem pomidorowym koszule i kawa&#322;ki spaghetti na klapach marynarek.

Biedne skurwysyny.

Toaleta okaza&#322;a si&#281; rzeczywi&#347;cie tak czysta jak to m&#243;wili W&#322;osi, sama bia&#322;a porcelana, plastyk i szk&#322;o. Po jednej stronie znajdowa&#322;o si&#281; sze&#347;&#263; kabin, po drugiej osiem pisuar&#243;w i kilka umywalek. Jessie podszed&#322; do jednego z pisuar&#243;w i ju&#380; mia&#322; zrobi&#263; z niego u&#380;ytek, kiedy drzwi jednej z kabin za jego plecami otworzy&#322;y si&#281; i kto&#347; powiedzia&#322;:

Pan Blake?

Tak?  Jessie odwr&#243;ci&#322; si&#281;.

Za jego plecami sta&#322;a Meduza, w d&#322;ugiej todze, ze wzrokiem wbitym w oczy Jessiego, z w&#322;osami, kt&#243;re zupe&#322;nie nie by&#322;y w&#322;osami tylko k&#322;&#281;bowiskiem sycz&#261;cych &#380;mij.

Och  wyj&#261;ka&#322; Jessie.

Nic si&#281; nie martw, kochanie, to tylko na jaki&#347; czas, dop&#243;ki nie znajdziemy sposobu usuni&#281;cia ci&#281; ze sceny.

Zamieniaj&#261;c si&#281; w kamie&#324; pod straszliwym spojrzeniem Meduzy, Jessie m&#243;g&#322; my&#347;le&#263; tylko o dw&#243;ch rzeczach: po pierwsze, gdyby nie s&#322;ysza&#322; nigdy mitu o Meduzie, nie zna&#322; dobrze tej legendy, nigdy nie mog&#322;aby wywrze&#263; na niego takiego wp&#322;ywu, bo moc Meduzy do zamieniania w kamie&#324; ogranicza&#322;a si&#281; tylko do tych, kt&#243;rzy znali jej histori&#281;, i po drugie, co u licha robi&#322;a kobieta w m&#281;skiej toalecie?



6

W biurze Agencji Detektywistycznej Zwiadowca Piekie&#322; Brutus i Helena stali po&#347;rodku gabinetu Jessiego i przygl&#261;dali si&#281; nale&#380;&#261;cemu do firmy robotowi, kt&#243;ry przesuwa&#322; wszystkie meble pod &#347;ciany. Biurko, fotele, dzienne &#322;&#243;&#380;ko  wszystko zosta&#322;o bezd&#378;wi&#281;cznie uniesione w g&#243;r&#281; i ustawione w najdalszych k&#261;tach pokoju, po czym robot stan&#261;&#322; pos&#322;usznie przed brytanem oczekuj&#261;c na dalsze instrukcje.

My&#347;lisz, &#380;e to si&#281; uda?  zastanowi&#322;a si&#281; Helena.

Jasne  odpar&#322; Brutus. A do robota doda&#322;:  To na razie wszystko. Teraz odejd&#378; do poczekalni, tak daleko, by twoje receptory s&#322;uchowe nie mog&#322;y nas odbiera&#263;.

Robot wytelepa&#322; si&#281; z chrz&#281;stem z pokoju, zamykaj&#261;c za sob&#261; drzwi.

Nie ufasz mu?  zdziwi&#322;a si&#281; Helena.

Wszystko co robot s&#322;yszy  odpar&#322; Brutus  zapisywane jest w jego pami&#281;ci. M&#243;g&#322;by na przyk&#322;ad zosta&#263; wezwany na przes&#322;uchanie w s&#261;dzie, a to by&#322;aby prawdziwa katastrofa.

Czy to co robimy jest sprzeczne z prawem?  dopytywa&#322;a si&#281; Helena.

Mo&#380;e by&#263;, to zale&#380;y jak si&#281; sprawa rozwinie  stwierdzi&#322; pies, po czym podni&#243;s&#322; wzrok na twarz Heleny i spyta&#322;:

Chcesz te&#380; odej&#347;&#263;?

Och, nie!  zawo&#322;a&#322;a Helena,  Zrobi&#322;abym wszystko, &#380;eby pom&#243;c wr&#243;ci&#263; Blejkusiowi!

Brytan przekrzywi&#322; lekko &#322;eb.

Blejkusiowi?  powt&#243;rzy&#322; pytaj&#261;co.

Helena u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281;.

Nazywam go tak czasami  wyja&#347;ni&#322;a  kiedy jeste&#347;my sami. Tylko we dwoje.

Chryste Panie!  mrukn&#261;&#322; Brutus.

Nie wiedzia&#322;am, &#380;e u&#380;ywasz takich s&#322;&#243;w.

Mnie one nie ra&#380;&#261;  stwierdzi&#322; Brutus.

Helena klasn&#281;&#322;a w r&#281;ce, jakby dawa&#322;a sygna&#322; do startu, i powiedzia&#322;a:

Od czego zaczynamy?

Brutus podszed&#322; do krytej czarn&#261; emali&#261; tacy zastawionej przyrz&#261;dami.  Najpierw musisz umocowa&#263; kred&#281; w tym sznurkowym cyrklu i narysowa&#263; wielkie ko&#322;o na &#347;rodku pokoju.

Jak wielkie?  spyta&#322;a Helena, bior&#261;c z tacy cyrkiel i kred&#281; i zagryzaj&#261;c &#347;licznie swoje pe&#322;ne wargi przy pr&#243;bie wsuni&#281;cia kredy w odpowiedni otw&#243;r.

Takie o promieniu trzech st&#243;p powinno wystarczy&#263;.

Helena opad&#322;a na czworaki i pe&#322;zn&#261;c dooko&#322;a pokoju, zacz&#281;&#322;a wykre&#347;la&#263; okr&#261;g, a sp&#243;dniczka podjecha&#322;a jej mocno do g&#243;ry.

No ju&#380;!  zawo&#322;a&#322;a, gdy sko&#324;czy&#322;a, ciesz&#261;c si&#281; tak promiennie jakby w&#322;a&#347;nie stworzy&#322;a dzie&#322;o sztuki.

Teraz narysuj mniejsze ko&#322;o  nakaza&#322; Brutus  o &#347;rednicy p&#243;&#322;torej stopy, dok&#322;adnie na p&#243;&#322;noc od du&#380;ego.

Zupe&#322;nie nie rozumiem jak to mo&#380;e nam przywr&#243;ci&#263; Jessiego  zastanawia&#322;a si&#281; Helena.

Zrozumiesz  mrukn&#261;&#322; Brutus.

Dziewczyna narysowa&#322;a drugi kr&#261;g.

Wiesz co to jest pentagram?

Jasne.

No to narysuj pentagramy wewn&#261;trz ka&#380;dego ko&#322;a, tak by dotyka&#322;y go wierzcho&#322;kami.

Zaj&#281;&#322;o jej to kilka minut, ale po sko&#324;czeniu roboty pentagramy tkwi&#322;y zgrabnie wewn&#261;trz okr&#281;g&#243;w, nie przecinaj&#261;c ich w &#380;adnym punkcie, co do czego Brutus dok&#322;adnie si&#281; upewni&#322;.

A teraz  zwr&#243;ci&#322; si&#281; do dziewczyny  zapal siedem czarnych &#347;wiec i siedem bia&#322;ych.

Helena wykona&#322;a jego polecenie, umieszczaj&#261;c ka&#380;d&#261; z gromnic dok&#322;adnie w miejscu wskazanym przez psa. Nast&#281;pnie w samym &#347;rodku wi&#281;kszego z k&#243;&#322; umie&#347;ci&#322;a oprawion&#261; w sk&#243;r&#281; Bibli&#281; i posz&#322;a zgasi&#263; &#347;wiat&#322;a, tak jak jej kaza&#322; Brutus.

I co teraz?  spyta&#322;a, kiedy migotliwe, pomara&#324;czowe &#347;wiat&#322;o &#347;wiec rzuci&#322;o na &#347;ciany i sufit pokoju pl&#261;tanin&#281; cieni.

Oczy Brutusa jarzy&#322;y si&#281; znacznie intensywniejsz&#261; czerwieni&#261; ni&#380; zwykle, wzmocnion&#261; zar&#243;wno ciemno&#347;ci&#261; jak i migotaniem p&#322;omieni.

Chod&#378; tutaj, sta&#324; obok mnie w wi&#281;kszym z kr&#281;g&#243;w i nie wychod&#378; z niego dop&#243;ki Ci nie powiem.

Co ty, u diab&#322;a, Brutalku wyprawiasz?  zdziwi&#322;a si&#281; znalaz&#322;szy si&#281; tu&#380; przy nim. To przezwisko nie podoba&#322;o mu si&#281; wcale bardziej ni&#380; Blejku&#347; dla Blake'a, ale nic nie powiedzia&#322;. Gdyby si&#281; rozz&#322;o&#347;ci&#322;a i zostawi&#322;a go samego, musia&#322;by we wszystkim, do czego potrzebne s&#261; r&#281;ce, polega&#263; na robocie, a prawdopodobie&#324;stwo, &#380;e Helena b&#281;dzie siedzia&#322;a cicho w s&#261;dzie by&#322;o znacznie wi&#281;ksze; te mechaniczne przyg&#322;upy bywa&#322;y bardzo gadatliwe.

Wywo&#322;ujemy ducha  oznajmi&#322;.

Przy pomocy magii?

Zgadza si&#281;.

Zakl&#281;&#263; i czar&#243;w?

Do tego si&#281; to sprowadza, kochanie.

Helena zmarszczy&#322;a si&#281;.

A dlaczego nie u&#380;yjemy po prostu telefonu?

Poniewa&#380; to jest zgodne z prawem  odpar&#322; Brutus  i nie daje &#380;adnej kontroli nad duchami; pozwala ci tylko z nim porozmawia&#263;.

Kogo wywo&#322;ujemy?

Zeke Kanastorousa.

To koszmarne ma&#322;e paskudztwo?

W&#322;a&#347;nie jego. On mo&#380;e wiedzie&#263;, gdzie zabrali Jessiego.

A ty chcesz go mie&#263; w swojej mocy, &#380;eby go zmusi&#263; do gadania. Tak?  upewni&#322;a si&#281;.

Heleno, jeste&#347; genialna.

Helena pochyli&#322;a si&#281; i zwichrzy&#322;a d&#322;ug&#261; sier&#347;&#263; psa wtulaj&#261;c jego ch&#322;odny nos mi&#281;dzy swoje obfite piersi.

Ciebie te&#380; lubi&#281;, Brutalku  wyszepta&#322;a pieszczotliwie.  No dobra, bierzmy si&#281; do roboty.

Odsun&#281;&#322;a si&#281; od niego i usiad&#322;a ze skrzy&#380;owanymi nogami jak w&#243;dz india&#324;ski.

Chyba z przyjemno&#347;ci&#261; sobie popatrz&#281; na cierpienia tej ma&#322;ej paskudy  doda&#322;a.

Ja te&#380;  mrukn&#261;&#322; Brutus.

Przez jaki&#347; czas oboje siedzieli w zupe&#322;nej ciszy, pozwalaj&#261;c, by noc zadomowi&#322;a si&#281; w pokoju, powietrze znieruchomia&#322;o i usta&#322;y eteryczne wibracje.

W miar&#281; tego jak pogr&#261;&#380;ali si&#281; w medytacji, &#347;ciany pokoju zacz&#281;&#322;y si&#281; jakby przybli&#380;a&#263; do siebie, a ciemno&#347;&#263;, pomi&#281;dzy czternastoma punktami migotliwych p&#322;omieni &#347;wiec sta&#322;a si&#281; g&#281;sta jak smo&#322;a.

Sied&#378; zupe&#322;nie bez ruchu  szepn&#261;&#322; Brutus.

Helena nawet nie kiwn&#281;&#322;a g&#322;ow&#261; w odpowiedzi.

Zni&#380;ywszy &#322;eb, przymkn&#261;wszy swe rozjarzone &#347;lepia, brytan zacz&#261;&#322; zawodzi&#263; nisko i monotonnie, recytuj&#261;c list&#281; miejsc, w kt&#243;rych, jak powiadano, dusze ludzkie oczekuj&#261; dnia S&#261;du Ostatecznego: Piek&#322;o, Hades, Przedsionek Szatana, Otch&#322;a&#324;, Czelu&#347;cie, Czy&#347;ciec, Gehenna, Czarna Grota i setki innych, nast&#281;pnie wyliczy&#322; setk&#281; najpot&#281;&#380;niejszych diab&#322;&#243;w w hierarchii Szatana, po czym przeszed&#322; na &#322;acin&#281; i wypowiedzia&#322; jakie&#347; surowo brzmi&#261;ce zakl&#281;cie.

Helena zauwa&#380;y&#322;a, &#380;e w pokoju zrobi&#322;o si&#281; wyra&#378;nie zimniej, wi&#281;c skuli&#322;a si&#281; w sobie, bezwiednie przesuwaj&#261;c si&#281; bli&#380;ej do psa.

Kanastorous! Ezekiel Kanastorous, przybywaj!  G&#322;os brytana zadudni&#322; jak grzmot, gdy po sko&#324;czeniu zakl&#281;cia podni&#243;s&#322; &#322;eb w g&#243;r&#281; niczym wyj&#261;cy wilk.

W tej samej chwili, zanim echo jego wo&#322;ania zd&#261;&#380;y&#322;o przebrzmie&#263;, powietrze w mniejszym kole, zadrga&#322;o lekko i zacz&#281;&#322;o tajemniczo fosforyzowa&#263;.

Dzia&#322;a!  zawo&#322;a&#322;a Helena, wal&#261;c Brutusa otwart&#261; d&#322;oni&#261; w kark.

Oczywi&#347;cie, &#380;e dzia&#322;a  mrukn&#261;&#322; Brutus.

I ju&#380; w mniejszym kole sta&#322; Kanastorous: wysoki na cztery stopy, ca&#322;y pokryty &#322;usk&#261;, lekko zielonkawy, trzepocz&#261;cy swym d&#322;ugim j&#281;zykiem koloru likieru chartreuse i rozgl&#261;daj&#261;cy si&#281; wok&#243;&#322; w zupe&#322;nym oszo&#322;omieniu. Dostrzeg&#322; Brutusa i Helen&#281; poprzez oddzielaj&#261;ce go p&#322;omienie &#347;wiec i zapyta&#322;:

Co tu jest grane?

Odrobina zwyk&#322;ej, czarnej magii  odpar&#322; kpi&#261;c Brutus

Ta odpowied&#378; najpierw jakby zmiesza&#322;a Kanastorousa, a potem rozz&#322;o&#347;ci&#322;a. Ruszy&#322; do przodu, lecz kiedy dotar&#322; do kredowej linii, wyrysowanej przez Helen&#281;, zatrzyma&#322; si&#281; nagle, jakby zderzy&#322; si&#281; z murem z cegie&#322;. Spojrza&#322; pod nogi i spyta&#322;:

Pentagram?

A co&#347; my&#347;la&#322;?  warkn&#261;&#322; Brutus.

Ale to przecie&#380; nielegalne!

Mo&#380;e i nielegalne, ale za to skuteczne.

Ju&#380; ja dopilnuj&#281;, &#380;eby ci za to dali wieczne odpoczywanie!  zgrzytn&#261;&#322; z&#281;bami demon, zieleniej&#261;c jeszcze bardziej.

Gdybym sta&#322; tam gdzie ty, da&#322;bym sobie spok&#243;j z gro&#378;bami  rzek&#322; Brutus.  Sta&#322;bym cichutko jak trusia i odpowiada&#322; tylko na zadane pytania.

Chyba zupe&#322;nie zg&#322;upia&#322;e&#347;, piekielny kundlu  wrzasn&#261;&#322; demon.  Ja znam swoje prawa i wiem co mog&#281;

Brytan potruchta&#322; bezszelestnie do kraw&#281;dzi wi&#281;kszego ko&#322;a, kt&#243;re chroni&#322;o jego i Helen&#281;, i zdmuchn&#261;&#322; jedn&#261; z siedmiu czarnych &#347;wiec, zostawiaj&#261;c tylko sze&#347;&#263; czarnych i siedem bia&#322;ych, co wyra&#378;nie zak&#322;&#243;ci&#322;o delikatn&#261; r&#243;wnowag&#281; mi&#281;dzy sferami magicznych wp&#322;yw&#243;w.

Kanastorous podskoczy&#322;, jakby smagni&#281;to go batem, zatoczy&#322; si&#281; do ty&#322;u, a&#380; jego zako&#324;czone koguci&#261; ostrog&#261; &#322;apy natkn&#281;&#322;y si&#281; na przeciwleg&#322;&#261; kraw&#281;d&#378; magicznego kr&#281;gu, po czym pochyli&#322; si&#281; ci&#281;&#380;ko do przodu, chwiej&#261;c na boki w zamroczeniu.

Czy to go boli?  spyta&#322;a Helena.

Troch&#281;  przyzna&#322; Brutus.

To dobrze  ucieszy&#322;a si&#281; Helena.  Je&#380;eli wyrz&#261;dzi&#322; Blejkusiowi jak&#261;&#347; krzywd&#281;, to w pe&#322;ni sobie na to zas&#322;u&#380;y&#322;.

Ja w tym wszystkim jestem niewinnym pionkiem  j&#281;kn&#261;&#322; Zeke Kanastorous, wpatruj&#261;c si&#281; nad pozosta&#322;ymi &#347;wiecami w piekielnego psa.

Och, wi&#281;c przyszed&#322;e&#347; ju&#380; do siebie na tyle, &#380;eby m&#243;wi&#263;  zdziwi&#322; si&#281; Brutus.

Nie mo&#380;ecie wy&#322;adowywa&#263; swojej z&#322;o&#347;ci na mnie  ci&#261;gn&#261;&#322; demon.  Co mia&#322;em zrobi&#263;? Jak ich mia&#322;em powstrzyma&#263;?

Kogo ich? spyta&#322; Brutus.  Kto porwa&#322; Jessiego Blake'a?

On nie zosta&#322; porwany  stwierdzi&#322; Kanastorous. Ca&#322;y czas trzyma&#322; si&#281; za sw&#243;j okr&#261;g&#322;y zielony brzuch jakby go bola&#322;.

Chcesz powiedzie&#263;; &#380;e zosta&#322; zabity, a jego cia&#322;o usuni&#281;te'?  wycedzi&#322;a Helena, prostuj&#261;c si&#281; gwa&#322;townie i zaciskaj&#261;c z&#281;by z si&#322;&#261;, kt&#243;ra nie wr&#243;&#380;y&#322;a nic dobrego.

Nie, nie!  zawo&#322;a&#322; szybko Kanastorous.  On zosta&#322; chwilowo odstawiony na bok.

Dlaczego?

&#379;eby nie m&#243;g&#322; si&#281; zajmowa&#263; spraw&#261; Tesseraxa.

A co to w&#322;a&#347;ciwie jest ta sprawa Tesseraxa?  dopytywa&#322; si&#281; Brutus.

Och, a sk&#261;d mia&#322;bym wiedzie&#263;?  zawo&#322;a&#322; Kanastorous, ci&#261;gle zgi&#281;ty w p&#243;&#322; trzymaj&#261;c si&#281; za brzuch,  Czy nie mogliby&#347;cie zapali&#263; tej &#347;wiecy?

Zapa&#322;ki mi wysz&#322;y  warkn&#261;&#322; Brutus.

K&#322;amiesz.

Brutus nie uzna&#322; za wskazane odpowiedzie&#263;.

Dasz za to ten sw&#243;j nadprzyrodzony &#322;eb?  rykn&#261;&#322; demon, a j&#281;zyk zamigota&#322; mu w&#347;ciekle na wszystkie strony, zupe&#322;nie jakby w jego ustach mieszka&#322; wielki w&#261;&#380;.

W&#261;tpi&#281;. Wr&#243;&#263;my jednak do tematu. Pr&#243;bowa&#322;e&#347; nas przekona&#263;, &#380;e nie wiesz absolutnie nic na temat tego Tesseraxa.

Ale ja naprawd&#281; nic nie wiem!  za&#322;ka&#322; demon. -To jest prawda, m&#243;j stary czworono&#380;ny przyjacielu, po prostu gorzka prawda. Zosta&#322;em poproszony o pomoc w unieszkodliwieniu Blake'a przez pan&#243;w Willarda Aimsa i Holagosta Mura, szefa mase&#324;skiej ambasady w Los Angeles.

I nie powiedzieli ci dlaczego to chc&#261; zrobi&#263;?

Nie, nie powiedzieli. Po tym co si&#281; sta&#322;o z paskud&#261; wywnioskowa&#322;em, &#380;e ma to jaki&#347; zwi&#261;zek ze spraw&#261; Tesseraxa.

To Rozpustk&#281; naprawd&#281; przeniesiono do Japonii?

Tak.

Brutus zamy&#347;li&#322; si&#281; na chwil&#281;, po czym powiedzia&#322;:

W porz&#261;dku, wierz&#281; ci. W&#261;tpi&#281;, by w sprawie Tesseraxa ci cokolwiek powiedzieli. Ale musisz wiedzie&#263; co zrobili z Jessiem, bo przecie&#380; sam pomog&#322;e&#347; to zaaran&#380;owa&#263;.

Do mnie nale&#380;a&#322;o tylko sprowadzenie go do &#322;azienki  zastrzeg&#322; si&#281; demon. Za&#322;atwi&#322;em to przez postawienie do obiadu butelki wina, kt&#243;re najpierw zaprawi&#322;em &#347;rodkiem moczop&#281;dnym.

Kto czeka&#322; na niego w toalecie?  spyta&#322; Brutus.

Kanastorous zawaha&#322; si&#281; ledwie zauwa&#380;alnie, po czym szybko powiedzia&#322;:

Nie wiem, Brutusie. Tego mi nie powiedzieli, kazali mi tylko dopilnowa&#263;, &#380;eby Jessie tam poszed&#322;.

K&#322;amiesz.

Przysi&#281;gam, &#380;e nie!

S&#322;owo demona?

Ja mia&#322;em tylko poda&#263; mu zaprawione wino, kt&#243;re nie podzia&#322;a&#322;oby na mnie ani na ciebie, ale Jessiego zmusi&#322;o do szukania pisuaru.

Brytan ponownie przemierzy&#322; wi&#281;ksze z k&#243;&#322; i zdmuchn&#261;&#322; drug&#261; &#347;wiec&#281;, obserwuj&#261;c jak demon miota si&#281; w b&#243;lu na wszystkie strony, chwytaj&#261;c za g&#322;ow&#281;, piersi, brzuch

Ciesz&#281; si&#281;, &#380;e to zrobi&#322;e&#347;  stwierdzi&#322;a Helena.  Ju&#380; sama chcia&#322;am podj&#261;&#263; t&#281; inicjatyw&#281;.

Kanastorous opad&#322; wewn&#261;trz mniejszego kr&#281;gu na kolana i dopiero po kilku minutach przyszed&#322; do siebie na tyle, &#380;eby m&#243;c m&#243;wi&#263;, cho&#263; nie na tyle, &#380;eby ponownie wsta&#263;.

To nikczemne  sykn&#261;&#322;.  Najwi&#281;ksze barbarzy&#324;stwo jakie mog&#281; sobie wyobrazi&#263;.

Och, da&#322;by&#347; spok&#243;j, Zeke  ziewn&#261;&#322; Brutus.  Zapomnia&#322;e&#347; ju&#380;, &#380;e pracowali&#347;my razem w piekle przez pi&#281;&#263;dziesi&#261;t lat? Widzia&#322;em tysi&#261;ce razy jak pope&#322;nia&#322;e&#347; znacznie bardziej barbarzy&#324;skie czyny, i to zwykle na bezbronnych dziewicach.

To by&#322;o przed wprowadzeniem praw!  wyst&#281;ka&#322; demon.

Pi&#281;&#263; czarnych &#347;wiec i siedem bia&#322;ych  przypomnia&#322; Brutus.  Je&#380;eli nie powiesz mi tego, co chc&#281; wiedzie&#263; w ci&#261;gu nast&#281;pnej minuty, zdmuchn&#281; trzeci&#261; czarn&#261; gromnic&#281;. Zawiesi&#322; g&#322;os dla uzyskania dramatycznego efektu, po czym zagrzmia&#322;:  Kto czeka&#322; na Jessiego w tym cholernym sraczu?!

Meduza  b&#261;kn&#261;&#322; Kanastorous.

Jeszcze ci ma&#322;o?!  krzykn&#261;&#322; Brutus.

Kobieta, kt&#243;ra zamiast w&#322;os&#243;w ma na g&#322;owie w&#281;&#380;e, ta co to spojrzeniem potrafi zamienia&#263; cz&#322;owieka w kamie&#324;. Mieszka teraz w Los Angeles. Nigdy o niej nie s&#322;ysza&#322;e&#347;?

Wiem!  zawo&#322;a&#322;a Helena.  To ta, co si&#281; tak fatalnie ubiera! I zawsze nosi lustrzane okulary, &#380;eby nie pozamienia&#263; wszystkich przyjaci&#243;&#322; w kamienie.

W&#322;a&#347;nie ta  potwierdzi&#322; demon.

Zawsze jest na jakim&#347; wernisa&#380;u albo galowym koncercie  ci&#261;gn&#281;&#322;a Helena. Widzia&#322;am jej zdj&#281;cia w gazetach i w telewizji, zwykle uwieszonej na ramieniu jakiej&#347; grubej ryby z mase&#324;skiej ambasady.

W&#322;a&#347;nie, w&#322;a&#347;nie  mrukn&#261;&#322; Kanastorous, za wszelk&#261; cen&#261; chc&#261;c ich zadowoli&#263;. Masen&#243;w fascynuj&#261; te w&#281;&#380;e, kt&#243;re ona ma zamiast w&#322;os&#243;w. Pewnie dlatego, &#380;e tak bardzo przypominaj&#261; ich w&#322;asne czu&#322;ki.

Wi&#281;c w toalecie kawiarni Czterech &#346;wiat&#243;w czeka&#322;a na Jessiego ta Meduza?  upewni&#322; si&#281; Brutus.

Tak, tak, w&#322;a&#347;nie ona.

I zamieni&#322;a go w kamie&#324;?

Tak.

Czy to nie r&#243;wna si&#281; jego zabiciu?

To by&#322;a tylko przemiana czasowa  zapewni&#322; Kanastorous.  Z tego co zrozumia&#322;em, istniej&#261; sposoby, &#380;eby go przywr&#243;ci&#263; do &#380;ycia.

Kiedy poszed&#322;em za Jessiem do tamtego sracza, nie by&#322;o w nim &#380;adnego pos&#261;gu, kt&#243;ry by go przypomina&#322;. Gdzie go zabrali, do cholery?

Kanastorous spojrza&#322;, na niego b&#322;agalnie, bardzo w tym podobny do modl&#261;cego si&#281; chrze&#347;cijanina wypatruj&#261;cego na kolanach boskiego zmi&#322;owania.

Musicie mi uwierzy&#263;, &#380;e mi tego nie powiedzieli. Brutus pokr&#281;ci&#322; wolno swym ci&#281;&#380;kim &#322;bem.

Nie, nie mam zamiaru wierzy&#263; w &#380;adne tego rodzaju bzdury.

Ale oni naprawd&#281; nie powiedzieli.

Bestia podnios&#322;a si&#281; z zadu i podesz&#322;a powoli do rz&#281;du &#347;wiec.

Jak ci tam b&#281;dzie, Zeke, je&#347;li zdmuchn&#281; jeszcze jedn&#261;, czarn&#261; &#347;wiec&#281;?

Nie zrobisz mi przecie&#380; tego, m&#243;j w&#322;ochatopyski przyjacielu  b&#322;aga&#322; demon, u&#347;miechaj&#261;c si&#281; przyprawiaj&#261;cym o md&#322;o&#347;ci, &#380;ebrz&#261;cym u&#347;miechem.

Brutus westchn&#261;&#322;, pochyli&#322; si&#281; nad najbli&#380;szym p&#322;omieniem i wci&#261;gn&#261;&#322; g&#322;&#281;boki oddech.

Powiem, powiem  krzykn&#261;&#322; przera&#378;liwie demon.

Tylko bez sztuczek,

Bez sztuczek  zgodzi&#322; si&#281; Kanastorous.

Gdzie zabrali Jessiego?

Do Miasta Tysi&#261;clecia  wyrzuci&#322; z siebie chrapliwie Zeke.

Do tego nowego centrum handlowego w zachodnim Los Angeles?  upewnia&#322;a si&#281; Helena, podnosz&#261;c si&#281; z pod&#322;ogi.

W&#322;a&#347;nie  potwierdzi&#322; Kanastorous.

Brutus chrz&#261;kn&#261;&#322; nieprzyja&#378;nie.

A po co mieliby go tam zabiera&#263;?  spyta&#322;.

Bo to idealne miejsce, by go ukry&#263;  oznajmi&#322; demon.

Ale te sklepy s&#261; otwarte dwadzie&#347;cia cztery godziny na dob&#281;  zaprotestowa&#322;a Helena.  Obs&#322;ug&#281; stanowi&#261; same roboty; o ka&#380;dej godzinie pe&#322;no tam klient&#243;w. Zupe&#322;nie nie widz&#281; jak mogliby przetransportowa&#263; tam Jessiego i go ukry&#263;.

Miasto Tysi&#261;clecia to niezwykle miejsce  m&#243;wi&#322; demon, ci&#261;gle jeszcze na kolanach, z kroplami czarnego potu sp&#322;ywaj&#261;cymi mu po pokrytym &#322;usk&#261; czole.  Jest tam muzeum sztuki, prawdziwy teatr, ca&#322;y system fontann i ogr&#243;d rze&#378;by, s&#322;u&#380;&#261;cy o&#347;wiecaniu sta&#322;ej klienteli.

No to co?  zdziwi&#322; si&#281; Brutus.

Wstawili Jessiego do ogrodu rze&#378;by, mi&#281;dzy inne pos&#261;gi. Maj&#261; zamiar trzyma&#263; go tam dop&#243;ki afera tego Tesseraxa  cokolwiek si&#281; za tym kryje  nie ucichnie.



7

Miasto Tysi&#261;clecia by&#322;o dwustupi&#281;trowym centrum handlowym, kt&#243;rego wi&#281;kszo&#347;&#263; znajdowa&#322;a si&#281; pod jednym dachem. W jego sk&#322;ad wchodzi&#322;y ogromne oran&#380;erie i parki na otwartym powietrzu, fontanny, ruchome chodniki dla pieszych, sale kongresowe, hotele, zn&#243;w fontanny, centra rozrywki, teatry i muzea  wst&#281;p do jednych i drugich by&#322; wolny roboty-hostessy, bez kt&#243;rych trudno by&#322;oby si&#281; nie zagubi&#263; i wiele innych rzeczy. Ca&#322;e to cudo warto&#347;ci trzystu milion&#243;w kredyt&#243;w uko&#324;czono zaledwie rok wcze&#347;niej. Obs&#322;ugiwane wy&#322;&#261;cznie przez roboty, zarz&#261;dzane sprawniej ni&#380; jakikolwiek inny zesp&#243;&#322; sklepowy, przynosi&#322;o ogromne zyski.

Jeszcze dziesi&#281;&#263; lat wcze&#347;niej nie mog&#322;oby zosta&#263; wybudowane, i to nie tylko dlatego, &#380;e potrzebna by&#322;a do tego technologia masen&#243;w. Dziesi&#281;&#263; lat wcze&#347;niej miasto Los Angeles po prostu nie mia&#322;o miejsca, by pozwoli&#263; sobie na wybudowanie, w samym sercu swojej zachodniej cz&#281;&#347;ci, tak rozrzutnie zaprojektowanego, trzystuakrowego kompleksu. W tamtych czasach mia&#322;o za du&#380;o mieszka&#324;c&#243;w, by&#322;o zbyt zat&#322;oczone. Teraz, w dziesi&#281;&#263; lat po pierwszym l&#261;dowaniu masen&#243;w na Ziemi, ludno&#347;&#263; miasta zmniejszy&#322;a si&#281; o po&#322;ow&#281;. Czterdzie&#347;ci pi&#281;&#263; procent mieszka&#324;c&#243;w dosta&#322;o pomieszania zmys&#322;&#243;w, znalaz&#322;o si&#281; w domach dla wstrz&#261;sowc&#243;w i w ci&#261;gu tych lat wi&#281;kszo&#347;&#263; z nich albo odebra&#322;a sobie &#380;ycie, albo umar&#322;a od zbyt d&#322;ugiego przebywania w transie katatonicznym. Wstrz&#261;sowcami w znacznej cz&#281;&#347;ci byli ci, kt&#243;rzy i tak nie mogli si&#281; pogodzi&#263; ze swoimi czasami  na przyk&#322;ad tacy, kt&#243;rzy, ignoruj&#261;c ostrze&#380;enia ekolog&#243;w, w dalszym ci&#261;gu zak&#322;adali liczne rodziny, zanieczyszczaj&#261;c Ziemi&#281; nadmiarem cia&#322;a. Wy&#322;&#261;czeni z cyklu rozrodczego, przestali si&#281; przyczynia&#263; do eksplozji demograficznej. Wszyscy, kt&#243;rzy przyzwyczaili si&#281; do masen&#243;w i innych zmian, wykazywali tendencj&#281; do nie zak&#322;adania rodzin w og&#243;le, lub tylko minimalnych. Wraz z wymarciem wstrz&#261;sowc&#243;w ludno&#347;&#263; zmniejszy&#322;a si&#281; i pojawi&#322;y si&#281; nadwy&#380;ki teren&#243;w. Po zlikwidowaniu niemal wszystkich nadwy&#380;ek si&#322;y roboczej i sta&#322;ym, wysokim zapotrzebowaniu na dobrych pracownik&#243;w ze strony sektora us&#322;ug nieodzownych dla funkcjonowania spo&#322;ecze&#324;stwa, ka&#380;dy mia&#322; zn&#243;w prac&#281; i wszystkim powodzi&#322;o si&#281; lepiej ni&#380; kiedykolwiek w dotychczasowej historii narodu. Znalaz&#322;o si&#281; wi&#281;c nie tylko miejsce na Miasto Tysi&#261;clecia, ale tak&#380;e kredyty, by je tam wydawa&#263;. Zburzono stare biura i dziesi&#261;tki rz&#281;d&#243;w odrapanych dom&#243;w, w kt&#243;rych nikt ju&#380; nie mieszka&#322;. Zr&#243;wnano z ziemi&#261; fabryki niegdy&#347; produkuj&#261;ce bezu&#380;yteczne gad&#380;ety i l&#347;ni&#261;ce b&#322;yskotki, na kt&#243;re nie by&#322;o ju&#380; popytu; spo&#322;ecze&#324;stwo u&#347;wiadomi&#322;o sobie sw&#261; pot&#281;g&#281; i prawdziw&#261; warto&#347;&#263; swego osobistego maj&#261;tku. Miasto Tysi&#261;clecia dostarczy&#322;o nie tylko produkt&#243;w i us&#322;ug, lecz sta&#322;o si&#281; tak&#380;e miejscem wypoczynku, by&#322;o nie tylko centrum handlowym, lecz tak&#380;e ogromn&#261; firm&#261; przemys&#322;ow&#261; i komunalnym miejscem spotka&#324; ludno&#347;ci.

Na po&#322;udniowym kra&#324;cu kompleksu Miasta Tysi&#261;clecia znajdowa&#322; si&#281; ogr&#243;d rze&#378;by, prezentuj&#261;cy na powierzchni dw&#243;ch akr&#243;w abstrakcyjne i realistyczne prace z metalu i kamienia ze wszystkich cz&#281;&#347;ci &#347;wiata, a tak&#380;e z ojczystej planety masen&#243;w. To w&#322;a&#347;nie tutaj kwadrans przed p&#243;&#322;noc&#261; zjawili si&#281; Helena i Brutus.

Ile tu jest pos&#261;g&#243;w  zastanawia&#322;a si&#281; Helena.

Jakie&#347; czterysta czy pi&#281;&#263;set  odpar&#322; Brutus.  To znaczy je&#380;eli odliczymy te abstrakcyjne, po kt&#243;rych na pierwszy rzut oka wida&#263;, &#380;e nie s&#261; Jessiem.

Min&#281;&#322;a ich jaka&#347; m&#322;oda para, trzymaj&#261;c si&#281; za r&#281;ce; ch&#322;opiec, by&#322; normaln&#261; istot&#261; ludzk&#261;. natomiast dziewczyna  le&#347;n&#261; nimf&#261; maj&#261;c&#261; nie wi&#281;cej ni&#380; cztery i p&#243;&#322; stopy wzrostu.

Helena i Brytan przeszli powoli g&#322;&#243;wn&#261; alej&#261;, nim zapu&#347;cili si&#281; w pl&#261;tanin&#281; bocznych &#347;cie&#380;ek. Min&#281;li pos&#261;gi mase&#324;skich w&#322;adc&#243;w, ameryka&#324;skich prezydent&#243;w, pisarzy, konnego kawalerzyst&#281;, czarnego ameryka&#324;skiego wyzwoliciela z koktajlem Mo&#322;otowa w kamiennej d&#322;oni

B&#281;dziemy musieli zabra&#263; si&#281; za mniejsze alejki  stwierdzi&#322; Brutus.

Min&#281;li pomnik Artemiza Fricka, pierwszego cz&#322;owieka, kt&#243;ry zmar&#322; na Marsie; popiersie prezydenta Agnew, pierwszego ameryka&#324;skiego prezydenta  cho&#263; nie ostatniego  kt&#243;ry z&#322;o&#380;y&#322; sw&#243;j urz&#261;d po &#380;enuj&#261;cym incydencie jaki mia&#322; miejsce w czasie telewizyjnego show Robota Pritcharda

Jessie!  zawo&#322;a&#322;a Helena, zatrzymuj&#261;c si&#281; tak gwa&#322;townie, &#380;e Brutus patrz&#261;cy w&#322;a&#347;nie na stoj&#261;cy po przeciwnej stronie pomnik agenta FBI, omal na ni&#261; nie wpad&#322;.

Gdzie?

Kobieta wskaza&#322;a na nast&#281;pny pos&#261;g, dok&#322;adnie na wprost agenta.

To on, prawda?

Brutus podbieg&#322; bli&#380;ej, zgrzytaj&#261;c pazurami po &#380;wirze alejki.

W granicie wygl&#261;da troch&#281; inaczej  zauwa&#380;y&#322;  ale jestem absolutnie pewien, &#380;e to on.

Helena zacz&#281;&#322;a si&#281; uwa&#380;niej przygl&#261;da&#263; kamiennej figurze naturalnej wielko&#347;ci, kt&#243;ra ustawiona na marmurowym piedestale znacznie g&#243;rowa&#322;a nad nimi.

O m&#243;j Bo&#380;e  sapn&#281;&#322;a  czy ty widzisz w jakiej on stoi pozie?

Brutus zakrztusi&#322; si&#281; ze &#347;miechu.

No c&#243;&#380;  powiedzia&#322;  w ko&#324;cu kiedy Meduza go zaskoczy&#322;a sta&#322; przodem do pisuaru.

Helena podesz&#322;a do Jessiego i popuka&#322;a palcem w jego biodro.

Rzeczywi&#347;cie, prawdziwy kamie&#324;  stwierdzi&#322;a.

Tak ka&#380;e legenda  odpar&#322; Brutus.

Helena przyjrza&#322;a si&#281; Jessiemu en face, zagl&#261;daj&#261;c w nie widz&#261;ce, granitowe oczy.

Czy my&#347;lisz, &#380;e on zdaje sobie spraw&#281; z tego co si&#281; z nim dzieje? My&#347;lisz, &#380;e wie gdzie jest i &#380;e my tu jeste&#347;my?

Trzeba go b&#281;dzie zapyta&#263;, kiedy wr&#243;ci do normalnej postaci  mrukn&#261;&#322; Brutus, staj&#261;c obok niej.

Helena mia&#322;a ze sob&#261; ksi&#261;&#380;k&#281; na temat mit&#243;w, jeden z tom&#243;w edycji Narod&#243;w Zjednoczonych, wypuszczonej jako przewodnik po pocz&#261;tkowym chaosie, jaki masenowie sprowadzili na Ziemi&#281;. Teraz otworzy&#322;a go, znalaz&#322;a has&#322;o MEDUZA i przeczyta&#322;a:

Meduza jest og&#243;lnie znan&#261; postaci&#261; mityczn&#261;. Zgodnie z r&#243;&#380;nymi wersjami mitu, istnieje osiemna&#347;cie sposob&#243;w odwr&#243;cenia szk&#243;d wywo&#322;anych jej wzrokiem.

Czytaj po kolei  poleci&#322; ogar, przygl&#261;daj&#261;c si&#281; Jessiemu.

Detektyw patrzy&#322; w przestrze&#324; ponad ogrodem rze&#378;by i ze sw&#261; wysoko uniesion&#261; g&#322;ow&#261; wygl&#261;da&#322; do&#347;&#263; szlachetnie pomimo swej pozy.

Helena czyta&#322;a przez chwil&#281; po cichu, po czym powiedzia&#322;a:

No wi&#281;c po pierwsze mo&#380;emy go zanurzy&#263; w wodach Gangesu.

Nawet gdyby nam si&#281; uda&#322;o wynie&#347;&#263; go st&#261;d i unikn&#261;&#263; aresztowania pod zarzutem kradzie&#380;y cennej rze&#378;by  oceni&#322; Brutus  to przetransportowanie go nad Ganges zaj&#281;&#322;oby zbyt wiele czasu. Czytaj dalej.

Mo&#380;emy go pomalowa&#263; krwi&#261; noworodk&#243;w  rzek&#322;a Helena, wzdrygaj&#261;c si&#281; nerwowo.

Echchch  warkn&#261;&#322; Brutus.  Co nast&#281;pne?

Poca&#322;unek dziewicy z&#322;o&#380;ony na jego kamiennych ustach  przeczyta&#322;a Helena. U&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281;.  Czy to nie romantyczne?

Brutus obrzuci&#322; j&#261; przeci&#261;g&#322;ym spojrzeniem, od st&#243;p do g&#322;owy i z powrotem.

Poca&#322;unek d z i e w i c y? Chyba lepiej przeczytaj numer cztery.

Ogr&#243;d rze&#378;by w Mie&#347;cie Tysi&#261;clecia by&#322; jednym z kilku tutejszych park&#243;w na &#347;wie&#380;ym powietrzu i w tym momencie niebo nad nimi p&#281;k&#322;o rozdarte na dwoje zygzakiem b&#322;yskawicy, kt&#243;remu towarzyszy&#322;o niskie dudnienie grzmotu. Oboje podnie&#347;li wzrok w oczekiwaniu na pierwsze krople deszczu. Kiedy okaza&#322;o si&#281;, &#380;e jednak nie spad&#322;y, Helena zajrza&#322;a z powrotem do ksi&#261;&#380;ki i powiedzia&#322;a:

Numer cztery  ofiara Meduzy mo&#380;e odzyska&#263; sw&#261; cielesn&#261; posta&#263;, je&#347;li dotknie jej kto&#347;, kto darzy j&#261; prawdziw&#261; mi&#322;o&#347;ci&#261;.

No to mamy  odetchn&#261;&#322; Brutus, kiwaj&#261;c z ulg&#261; swym masywnym &#322;bem.

Och?

Dotknij go jeszcze raz  poleci&#322;.

Ja?

Nie kochasz go?

Och, kocham go troszeczk&#281;, pewnie, &#380;e tak. To znaczy, on jest taki mi&#322;y i taki przystojny. Lubi&#281; z nim sypia&#263;, lubi&#281; z nim pracowa&#263; Ale nie mog&#322;abym z r&#281;k&#261; na sercu powiedzie&#263;, &#380;e go naprawd&#281; kocham. Bezgranicznie, na zawsze i tak dalej. Gdyby role si&#281; zmieni&#322;y i to ja wyl&#261;dowa&#322;abym na tym piedestale, Jessie te&#380; pewnie nie pr&#243;bowa&#322;by udawa&#263;, &#380;e darzy mnie takim uczuciem.

Hm  mrukn&#261;&#322; pies.  Wiesz, nigdy nic nie wiadomo. Mo&#380;e akurat kochasz go na tyle, &#380;eby go odczarowa&#263;.

Ja ju&#380; go dotkn&#281;&#322;am  zauwa&#380;y&#322;a Helena  i nic si&#281; nie sta&#322;o.  Z&#322;ociste w&#322;osy opad&#322;y jej na czo&#322;o, wi&#281;c odsun&#281;&#322;a je za uszy lew&#261; r&#281;k&#261;.

Ty go nie tyle dotkn&#281;&#322;a&#347;  poprawi&#322; j&#261; Brutus  co opuka&#322;a&#347;.

To na jedno wychodzi.

Pukni&#281;cie to nie to samo co dotkni&#281;cie  upiera&#322; si&#281; brytan.  No wi&#281;c, mo&#380;e jednak spr&#243;bowa&#322;by&#347; go dotkn&#261;&#263;. Przecie&#380;, na mi&#322;o&#347;&#263; bosk&#261;, nie mamy nic do stracenia!

Helena popatrzy&#322;a na kamiennego Jessiego, potem przenios&#322;a wzrok z powrotem na psa i powiedzia&#322;a niepewnie:

No c&#243;&#380;, chyba rzeczywi&#347;cie nic mu to nie mo&#380;e zaszkodzi&#263;

Jasne, &#380;e nie mo&#380;e.

Po prostu go dotkn&#281;.

No to dotykaj, do cholery  ponagli&#322; j&#261; Brutus.

Helena wspi&#281;&#322;a si&#281; ostro&#380;nie na palce i po&#322;o&#380;y&#322;a r&#281;k&#281; na udzie pos&#261;gu.

Nic si&#281; nie sta&#322;o.

Dotknij go obiema r&#281;kami  podpowiedzia&#322; Brutus.

Dlaczego?

S&#322;uchaj no, Modrooka, mo&#380;e je&#347;li nie kochasz go do&#347;&#263;, by przywr&#243;ci&#263; do &#380;ycia jedn&#261; r&#281;k&#261;, to kochasz go do&#347;&#263;, &#380;eby o&#380;ywi&#263; dwiema r&#281;kami. Kapujesz?

Dziewczyna po&#322;o&#380;y&#322;a na nodze pos&#261;gu drug&#261; r&#281;k&#281;. Jessie nie odzyska&#322; swej cielesnej postaci.

No dobra, co tam masz dalej w tej swojej ksi&#261;&#380;ce?  spyta&#322; Brutus z rezygnacj&#261;.

Czekaj, chwileczk&#281;!  zawo&#322;a&#322;a Helena, a jej oczy zab&#322;ys&#322;y jak zwykle kiedy wpad&#322;a na jeden z jej sprytnych pomys&#322;&#243;w.

O co chodzi?

A dlaczego nie mia&#322;by&#347; go dotkn&#261;&#263; ty, Brutusie?

Ja?

Tak, ty.

Ja mia&#322;bym go darzy&#263; Prawdziw&#261; mi&#322;o&#347;ci&#261;?

No, ale przecie&#380; kochasz go troszeczk&#281;, prawda?  dopytywa&#322;a si&#281; kl&#281;kaj&#261;c przed nim i bior&#261;c w obie d&#322;onie jego masywny &#322;eb.

On jest m&#281;&#380;czyzn&#261; i ja te&#380; by&#322;em kiedy&#347; m&#281;&#380;czyzn&#261;  mrukn&#261;&#322; Brutus.  Albo przynajmniej wydaje mi si&#281;, &#380;e by&#322;em m&#281;&#380;czyzn&#261;.

A co to ma do rzeczy?  upiera&#322;a si&#281; Helena.

Now ksi&#261;&#380;ce napisano prawdziwa mi&#322;o&#347;&#263;. Tak&#261; mi&#322;o&#347;ci&#261; mo&#380;e darzy&#263; m&#281;&#380;czyzn&#281; tylko kobieta.

A czy ojciec nie kocha prawdziw&#261; mi&#322;o&#347;ci&#261; syna, a syn ojca?

Brutus spu&#347;ci&#322; wzrok i po chwili zorientowa&#322; si&#281;, &#380;e patrzy wprost w rowek mi&#281;dzy jej piersiami, rozkosznie eksponowany w g&#322;&#281;bokim dekolcie swetra. Ale nie to mu teraz by&#322;o w g&#322;owie. Spojrza&#322; jej ponownie w oczy i powiedzia&#322;:

Ale przecie&#380; ja nie jestem jego ojcem, ani synem, nie?

W g&#243;rze, ponad ich g&#322;owami nast&#281;pna b&#322;yskawica, bia&#322;a na tle atramentowej czerni nieba, rozdar&#322;a ciemno&#347;ci nocy i trafi&#322;a w swoj&#261; beczk&#281; prochu, rozbrzmiewaj&#261;c w Mie&#347;cie tysi&#261;clecia przeci&#261;g&#322;ym, g&#322;&#281;bokim dudnieniem niby echem salwy staro&#380;ytnych dzia&#322;, oddanej w bitwie toczonej przez chmury.

Zaraz zacznie pada&#263;  stwierdzi&#322;a Helena.  Przesta&#324;my wreszcie marnowa&#263; czas, Brutusie. Nie gadaj tylko wskakuj na ten piedesta&#322; i go dotykaj; zobaczymy co z tego wyniknie.

Ale to przecie&#380; g&#322;upie.

Znasz go siedem lat d&#322;u&#380;ej ni&#380; ja  zauwa&#380;y&#322;a Helena.  Po takim czasie musisz do niego podchodzi&#263; bardziej emocjonalnie ni&#380; ja.

Ksi&#261;&#380;ka m&#243;wi, &#380;e to ma by&#263; prawdziwa mi&#322;o&#347;&#263;

Dziewczyna wsta&#322;a i tupn&#281;&#322;a nog&#261;, co sprawi&#322;o, &#380;e jej nie skr&#281;powane niczym piersi rozhu&#347;ta&#322;y si&#281; gwa&#322;townie w g&#243;r&#281; i w d&#243;&#322;.

Brutusie, je&#380;eli nie zrobisz co do ciebie nale&#380;y, je&#380;eli nie wskoczysz natychmiast na ten piedesta&#322; i nie dotkniesz Jessiego, mo&#380;esz sobie wybi&#263; z g&#322;owy moj&#261; pomoc, a tak&#380;e dzisiejsze poranne &#322;&#243;&#380;ko  bez wzgl&#281;du na to czy obetniesz te swoje pazury czy nie!

Ale

&#379;adnych ale. Ta decyzja jest nieodwo&#322;alna.

Nast&#281;pny grzmot, nast&#281;pne b&#322;yskawice i pierwsza nabrzmia&#322;a kropla deszczu

Niech ci b&#281;dzie  zgodzi&#322; si&#281; wreszcie piekielny pies.

No, dobry z ciebie ch&#322;opak  u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; Helena.

Brutus zebra&#322; si&#281; w sobie, skoczy&#322;, wdrapa&#322; na piedesta&#322; i stan&#261;&#322; tu&#380; obok granitowego Jessiego Blake'a.

Jak mam go dotkn&#261;&#263;? &#321;ap&#261;?

Spr&#243;buj &#322;ap&#261;.

Brutus podni&#243;s&#322; przedni&#261; &#322;ap&#281; i musn&#261;&#322; ni&#261; z zak&#322;opotaniem nog&#281; pos&#261;gu, po czym cofn&#261;&#322; j&#261; jak oparzony  pos&#261;g jakby drgn&#261;&#322;.

Dzia&#322;a, Brutusie! Dzia&#322;a!

Faktycznie  b&#261;kn&#261;&#322; Brutus w zupe&#322;nym oszo&#322;omieniu.

Spr&#243;buj jeszcze raz!

Ogar dotkn&#261;&#322; pos&#261;gu ponownie, tr&#261;c &#322;ap&#261; po jego nodze w t&#281; i z powrotem. Jak za dotkni&#281;ciem r&#243;&#380;d&#380;ki szary kamie&#324; zacz&#261;&#322; powoli rozp&#322;ywa&#263; si&#281; i znika&#263;, przybieraj&#261;c stopniowo kolor i faktur&#281; wyprawionej sk&#243;ry, materia&#322;u, cia&#322;a i w&#322;os&#243;w, dop&#243;ki nie stan&#261;&#322; przed nimi &#380;ywyJessie Blake, dok&#322;adnie taki sam jak kilka godzin wcze&#347;niej nim Meduza obdarzy&#322;a go swoim spojrzeniem.

Jakby dla podkre&#347;lenia dramatyzmu, w tym samym momencie niebo rozdar&#322;a b&#322;yskawica ja&#347;niejsza ni&#380; wszystkie do tej pory, a towarzysz&#261;cy jej huk grzmotu by&#322; tak pot&#281;&#380;ny jakby kto&#347; z ca&#322;ych si&#322; uderza&#322; w tysi&#261;ce kot&#322;&#243;w.

Jessie!  zawo&#322;a&#322;a Helena,  Nic ci nie jest?

Detektyw poruszy&#322; ustami, jakby zaskoczony tym, &#380;e zn&#243;w mo&#380;e je otworzy&#263; i zamkn&#261;&#263; i powiedzia&#322;:

Nie, wszystko w porz&#261;dku, ale

Zejd&#378; na d&#243;&#322;, kochanie  poleci&#322;a Helena wyci&#261;gaj&#261;c r&#281;k&#281;, by mu, pom&#243;c.

Jessie zignorowa&#322; ten gest i sam zeskoczy&#322; na ziemi&#281;, a tu&#380; za nim jak cie&#324; zeskoczy&#322; Brutus.

Jak si&#281; czujesz?  dopytywa&#322;a si&#281; Helena.

Mam potworny b&#243;l g&#322;owy  stwierdzi&#322; Jessie, pocieraj&#261;c mocno zesztywnia&#322;y kark. W tym momencie przypomnia&#322; sobie o Brutusie, odwr&#243;ci&#322; si&#281; do niego, pochyli&#322; i drapi&#261;c psa za uszami mrukn&#261;&#322;:  Dzi&#281;ki, wsp&#243;lniku.

Brutus opu&#347;ci&#322; wstydliwie wzrok ku ziemi.

Drobiazg  burkn&#261;&#322;.  Mamy przecie&#380; na warsztacie spraw&#281;, wi&#281;c

Jessie, to co ci zrobili by&#322;o po prostu straszne  zawo&#322;a&#322;a Helena.

Wiem, co mi zrobili  zapewni&#322; j&#261; ponuro detektyw.  Ca&#322;y czas by&#322;em zupe&#322;nie &#347;wiadom, co si&#281; ze mn&#261; dzieje, mimo, &#380;e by&#322;em zamieniony w kamie&#324;, i umieram z ciekawo&#347;ci jak &#380;e&#347;cie mnie znale&#378;li! To znaczy, bardzo chcia&#322;bym o tym us&#322;ysze&#263;, ale najpierw musz&#281; znale&#378;&#263; jak&#261;&#347; toalet&#281;. Z tamtej w Czterech &#346;wiatach nie zd&#261;&#380;y&#322;em skorzysta&#263;.



8

Kiedy tu&#380; po pierwszej rano ca&#322;a tr&#243;jka wr&#243;ci&#322;a z Miasta Tysi&#261;clecia do gabinetu Jessiego, Zeke Kanastorous wci&#261;&#380; jeszcze tkwi&#322; w pu&#322;apce mniejszego z kredowych k&#243;&#322;. Brutus ponownie zapali&#322; obie zgaszone wcze&#347;niej &#347;wiece, by uwolni&#263; rozz&#322;oszczonego demona z najgorszych m&#281;czarni, ale Kanastorous daleki by&#322; od zadowolenia. Zacz&#261;&#322; gniewnie chodzi&#263; dooko&#322;a ma&#322;ego kr&#281;gu, do kt&#243;rego obej&#347;cia wystarcza&#322;y cztery kroki, rzucaj&#261;c od czasu do czasu, nie wr&#243;&#380;&#261;ce nic dobrego, spojrzenia na przyby&#322;ych do pokoju Jessiego, Brutusa i Helen&#281;. Ca&#322;e jego cia&#322;o pokrywa&#322;y krople jakiej&#347; czarnej wydzieliny, zapewne skroplonej ektoplazmy, a za&#322;o&#380;one do ty&#322;u czteropalczaste d&#322;onie zaciska&#322;y mu si&#281; w pi&#281;&#347;ci.

Jak samopoczucie, Zeke?  zapyta&#322; Jessie.

Zap&#322;acicie mi za to  ostrzeg&#322; demon. Przerwa&#322; sw&#243;j obch&#243;d i stan&#261;&#322; naprzeciwko detektywa, wlepiaj&#261;c w niego rozpalone w&#347;ciek&#322;o&#347;ci&#261; spojrzenie.

A c&#243;&#380; ja takiego zrobi&#322;em?  spyta&#322; Jessie.

Istnieje prawo przeciwko bestialstwom czarnej magii. Dzi&#347; nie ma ju&#380; tak, &#380;eby ka&#380;dy cwaniaczek magik m&#243;g&#322; sobie przyzywa&#263; duchy, kiedy tylko przyjdzie mu na to ochota. Dzi&#347; za takie rzeczy si&#281; karze!

A porywaczy si&#281; nie karze!

Co to ma znaczy&#263;?  warkn&#261;&#322; demon.

Zosta&#322;em porwany  oznajmi&#322; Jessie.  A ty walnie si&#281; przyczyni&#322;e&#347; do wp&#281;dzenia mnie w pu&#322;apk&#281;.

To tylko zwyk&#322;a b&#322;&#281;dna interpretacja fakt&#243;w  stwierdzi&#322; demon prostuj&#261;c si&#281; na ca&#322;&#261;, cho&#263; niewielk&#261; wysoko&#347;&#263;, &#347;ci&#261;gaj&#261;c w ty&#322; pokryte chitynowym pancerzem ramiona i wypinaj&#261;c ko&#347;cist&#261; pier&#347;.

Ach tak?

Ach tak, m&#243;j przem&#261;drza&#322;y przyjacielu. Widzisz, ja dzia&#322;a&#322;em zgodnie z instrukcj&#261; rz&#261;du i samego Regenta Stan&#243;w Zachodnich.  Wym&#243;wi&#322; ten tytu&#322; z tak&#261; sam&#261; groz&#261; i szacunkiem z jakim niekt&#243;rzy ludzie wymawiali niegdy&#347; imi&#281; Boga, zanim nie zjawili si&#281; maseni i ukazali Boga takim jakim by&#322; naprawd&#281;.

Jessie uni&#243;s&#322; ze zdziwieniem brwi i powiedzia&#322;:

Co&#347; takiego To sam rz&#261;d jest zainteresowany utrzymaniem sprawy Galiotora Tesseraxa w tajemnicy.

A &#380;eby&#347; wiedzia&#322;, m&#243;j w&#347;cibski przyjacielu  potwierdzi&#322; Kanastorous.  Ju&#380; wyja&#347;ni&#322;em obecnemu tutaj twojemu brytanowi, &#380;e na temat sprawy Tesseraxa nic nie wiem; nie powiedziano mi o tym ani s&#322;owa. Ale to, &#380;e rz&#261;d robi co mo&#380;e, &#380;eby wszystko zatuszowa&#263;, wiem na pewno. Dlatego te&#380;, nawet je&#380;eli z&#322;ama&#322;em jakie&#347; prawa  jak to insynuujesz  to mam zapewnion&#261; pe&#322;n&#261; nietykalno&#347;&#263; i uzna j&#261; ka&#380;dy s&#261;d za&#347;wiat&#243;w.

S&#261;d za&#347;wiat&#243;w mo&#380;e i tak  mrukn&#261;&#322; Jessie.

Nie rozumiem, co chcesz przez to powiedzie&#263;.

Ot&#243;&#380; chc&#281; powiedzie&#263;, &#380;e ja nie mam zamiaru uznawa&#263; &#380;adnych tego typu immunitet&#243;w  wyja&#347;ni&#322; Jessie podchodz&#261;c do kraw&#281;dzi wi&#281;kszego z kr&#281;g&#243;w i wysuwaj&#261;c palec w kierunku p&#281;katego nosa demona  Kiedy wypuszcz&#281; ci&#281; st&#261;d dzisiaj mo&#380;esz zachowa&#263; si&#281; na dwa sposoby. Po pierwsze: pobiec natychmiast do swoich w&#322;adz i opowiedzie&#263; jak to zosta&#322;e&#347; przywo&#322;any staro&#380;ytnymi metodami i jak to twoje obywatelskie prawa zosta&#322;y powa&#380;nie pogwa&#322;cone; mo&#380;esz donie&#347;&#263;, &#380;e zosta&#322;em uratowany przez moich przyjaci&#243;&#322; i &#380;e zn&#243;w mam pe&#322;n&#261; swobod&#281; dzia&#322;ania. I po drugie: mo&#380;esz po prostu zapomnie&#263; o wszystkim, co si&#281; tutaj sta&#322;o; wymaza&#263; to z pami&#281;ci; mo&#380;esz zachowa&#263; g&#322;ow&#281; i pozwoli&#263;, by sprawy potoczy&#322;y si&#281; swoim biegiem. Je&#380;eli wybierasz pierwsz&#261; drog&#281;

Wezm&#281; ci&#281; za fraki w ci&#261;gu godziny  wszed&#322; mu w s&#322;owo demon.

A ty b&#281;dziesz gorzko p&#322;aka&#322;  odci&#261;&#322; si&#281; Jessie.

A niby dlaczego mia&#322;bym p&#322;aka&#263;?  spyta&#322; ironicznie Kanastorous, ale jednocze&#347;nie utkwi&#322; w detektywie badawcze spojrzenie swoich bezrz&#281;sych oczu.

Nawet je&#380;eli nakaz aresztowania zostanie wydany bezzw&#322;ocznie, i to na ca&#322;&#261; nasz&#261; tr&#243;jk&#281;  Brutusa, Helen&#281; i mnie, to i tak policja nie schwyta nas wszystkich naraz i zajmie jej to sporo czasu. Przynajmniej jedno z nas b&#281;dzie w stanie powt&#243;rzy&#263; ca&#322;&#261; procedur&#281; i wywo&#322;a&#263; ci&#281; jeszcze raz. I tym razem, Kanastorousie, zdmuchniemy wszystkie siedem czarnych &#347;wiec i zapewnimy ci wieczne odpoczywanie; nigdy ju&#380; nie przemknie przez tw&#261; g&#322;ow&#281; &#347;wiadoma my&#347;l, przez ca&#322;&#261; wieczno&#347;&#263; b&#281;dziesz jednym, ma&#322;ym NIC, dryfuj&#261;cym w pr&#243;&#380;ni.

To niegodziwe!  zaskowycza&#322; demon.

Ale tak w&#322;a&#347;nie b&#281;dzie.

Prymityw!  krzykn&#261;&#322; demon, spluwaj&#261;c na pod&#322;og&#281;.

Chyba nie masz w&#261;tpliwo&#347;ci, &#380;e spe&#322;nimy sw&#261; gro&#378;b&#281;?  wycedzi&#322; Jessie.

Wy?  wrzasn&#261;&#322; demon.  Oczywi&#347;cie, &#380;e nie mam. Nawet cienia. Wy jeste&#347;cie band&#261; dzikich barbarzy&#324;c&#243;w.

Ufam zatem, &#380;e b&#281;dziesz wiedzia&#322;, jak masz si&#281; zachowywa&#263;, kiedy ci&#281; wypu&#347;cimy.

Zajm&#281; si&#281; wy&#322;&#261;cznie w&#322;asnymi sprawami  stwierdzi&#322; Kanastorous.  Jakie mam inne wyj&#347;cie?

Dla twego w&#322;asnego dobra radz&#281; ci o tym nie zapomnie&#263;  podkre&#347;li&#322; detektyw, po czym odwr&#243;ci&#322; si&#281;, podni&#243;s&#322; Bibli&#281; i zacz&#261;&#322; wymawia&#263; zakl&#281;cia. Po kilku minutach, cho&#263; kredowe &#347;lady jeszcze znaczy&#322;y pod&#322;og&#281; gabinetu Jessiego, Kanastorous zosta&#322; odes&#322;any z powrotem.

Kiedy Brutus zdmuchiwa&#322; wszystkie czterna&#347;cie &#347;wiec, zar&#243;wno bia&#322;e jak i czarne, robi&#261;c to na przemian tak jak nakazywa&#322; rytua&#322;, Jessie przeszed&#322; na drug&#261; stron&#281; pokoju i w&#322;&#261;czy&#322; g&#243;rne &#347;wiat&#322;o, kt&#243;re przez chwil&#281; mocno razi&#322;o jego i Helen&#281;. Brutus nie zwr&#243;ci&#322; na nie uwagi. Jakby na znak dany przez w&#322;&#261;czanie &#347;wiate&#322;, w sekretariacie zadzwoni&#322; wideofon.

Zobacz&#281; kto to  odezwa&#322;a si&#281; Helena.

Jessie podszed&#322; do swego biurka; kt&#243;re sta&#322;o wci&#347;ni&#281;te pod &#347;cian&#261; tam gdzie zostawi&#322; je robot i z g&#243;rnej szuflady wyj&#261;c narkotyczny pistolet strza&#322;kowy. Sprawdzi&#322; magazynek, wsun&#261;&#322; pistolet do sk&#243;rzanej kabury i umocowa&#322; j&#261; na paskach pod lewym ramieniem, po czym zapi&#261;&#322; marynark&#281;. Z tej samej szuflady wyj&#261;&#322; tak&#380;e plastykowy krucyfiks i butelk&#281; &#380;&#243;&#322;tawego oleju czosnkowego, kt&#243;re wrzuci&#322; do kieszeni na piersi.

Brutus doko&#324;czy&#322; zdmuchiwanie &#347;wiec, podszed&#322; do Jessiego i spyta&#322;

Co si&#281; dzieje? Co robimy teraz?

Zanim Jessie zd&#261;&#380;y&#322; odpowiedzie&#263;, do gabinetu wr&#243;ci&#322;a Helena i powiedzia&#322;a:

To Galiotor Fils, tw&#243;j ulubiony klient.

Detektyw rozejrza&#322; si&#281; po pokoju w poszukiwaniu swego wewn&#281;trznego wideofonu, zrezygnowa&#322; z domy&#347;lania si&#281; gdzie robot m&#243;g&#322; go wepchn&#261;&#263;, kiedy przesuwa&#322; wszystkie meble, i wyszed&#322; do sekretariatu, &#380;eby porozmawia&#263; przez aparat Heleny. Usiad&#322; na brzegu jej biurka, podni&#243;s&#322; s&#322;uchawk&#281; i spojrza&#322; na wype&#322;niaj&#261;c&#261; ekran twarz Galiotora Filsa.

S&#322;ucham pana  powiedzia&#322;.

Masen odwzajemni&#322; mu si&#281; spojrzeniem smutnych, bursztynowych oczu, a k&#261;ciki jego bezwargich ust skierowane by&#322;y wyra&#378;nie ku do&#322;owi, kiedy w s&#322;uchawce rozleg&#322;o si&#281; bezbarwne:

Chcia&#322;em si&#281; tylko dowiedzie&#263;, czy odni&#243;s&#322; pan jakie&#347; sukcesy w sprawie odkrycia co sta&#322;o si&#281; z moim bratem.

Ca&#322;y czas nad tym pracujemy, panie Galiotor  odpar&#322; Jessie.

Prawd&#281; m&#243;wi&#261;c, mamy ju&#380; nawet pewien, do&#347;&#263; wyra&#378;ny, trop.

Naprawd&#281;?  zawo&#322;a&#322; masen z nag&#322;ym o&#380;ywieniem; kreska jego ust sta&#322;a si&#281; bardziej pozioma, a oczy zal&#347;ni&#322;y mu iskierk&#261; &#380;ycia; marszcz&#261;c si&#281; delikatnie w k&#261;cikach.

Nawet bardzo wyra&#378;ny  potwierdzi&#322; Jessie.  I my&#347;l&#281;, &#380;e by&#322; pan bardzo bliski prawdy w tym co mi pan powiedzia&#322;, kiedy widzieli&#347;my si&#281; po raz pierwszy. Dochodz&#281; do wniosku, &#380;e pracownicy waszej ambasady, tu w Los Angeles, rzeczywi&#347;cie s&#261; zamieszani w t&#281; spraw&#281;, przynajmniej w takim sensie, &#380;e usilnie pr&#243;buj&#261; j&#261; zatuszowa&#263;.

Wiedzia&#322;em!  zawo&#322;a&#322; Galiotor Fils.

Pr&#243;bowali powstrzyma&#263; mnie od zadawania pyta&#324; na temat Tesseraxa i posun&#281;li si&#281; nawet do u&#380;ycia przemocy, byleby tylko usun&#261;&#263; mnie ze sceny.

Wielkie nieba!  wykrztusi&#322; z przera&#380;eniem Galiotor Fils. Przemoc zupe&#322;nie nie le&#380;a&#322;a w charakterze masen&#243;w.

I na pewien, na szcz&#281;&#347;cie, do&#347;&#263; kr&#243;tki okres nawet im si&#281; to uda&#322;o  przyzna&#322; Jessie.  Tym niemniej od tej pory mam zamiar zachowa&#263; du&#380;o wi&#281;ksz&#261; ostro&#380;no&#347;&#263;. Teraz ju&#380; wiem &#380;e w tej grze postanowili nie przebiera&#263; w &#347;rodkach.

Masen zrobi&#322; jak&#261;&#347; dziwn&#261; min&#281; i spyta&#322;:

O co tym &#322;ajdakom chodzi, panie Blake?

W tej chwili nie ma czasu na wyja&#347;nianie sytuacji  odpar&#322; Jessie.  Musimy dzia&#322;a&#263;, p&#243;ki jeszcze trop jest &#347;wie&#380;y.

No tak, rozumiem  powiedzia&#322; Galiotor Fils.  Ale mo&#380;e m&#243;g&#322;bym w czym&#347; pom&#243;c?

W tej chwili raczej nie  odpar&#322; Jessie.  Ale niech pan b&#281;dzie spokojny, w ci&#261;gu najbli&#380;szych kilku godzin b&#281;dziemy zajmowali si&#281; w&#322;a&#347;nie t&#261; spraw&#261; i tym razem ju&#380; na powa&#380;nie. Spr&#243;bujemy j&#261; rozgry&#378;&#263; do ko&#324;ca.

No to w takim razie, powodzenia  rzuci&#322; masen.

Nied&#322;ugo si&#281; do pana odezw&#281;  zapewni&#322; go Jessie, odk&#322;adaj&#261;c s&#322;uchawk&#281;.

Ty masz niezwyk&#322;y talent do za&#322;atwiania klient&#243;w  stwierdzi&#322;a Helena.  Stajesz si&#281; wtedy zupe&#322;nie innym cz&#322;owiekiem  sam cukier i mi&#243;d.

Mniejsza w tej chwili o klient&#243;w  odezwa&#322; si&#281; Brutus.  W jaki spos&#243;b mamy zamiar rozgry&#378;&#263; spraw&#281; Tesseraxa i to w ci&#261;gu najbli&#380;szych kilku godzin?

Jessie u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281;.

Mo&#380;emy zacz&#261;&#263; od rozkopania jego grobu i sprawdzenia co si&#281; w nim kryje.



9

Jessie zdecydowa&#322;, &#380;e przejd&#261; przez murowany parkan cmentarza od strony w&#261;skiego zau&#322;ka, gdzie nie by&#322;o lamp ulicznych, i wys&#322;a&#322; przodem Brutusa, by sprawdzi&#322; po obu stronach ogrodzenia czy nie ma tam przypadkiem jakich&#347; wartownik&#243;w. Brytan przenikn&#261;&#322; przez wysok&#261; na osiem st&#243;p, kamienn&#261; &#347;cian&#281; i dopiero po d&#322;ugiej chwili wy&#322;oni&#322; si&#281; z niej z powrotem.

Ani &#380;ywego, ani ducha  oznajmi&#322;.

Jaka szkoda, &#380;e nie mo&#380;emy przechodzi&#263; przez &#347;ciany tak jak ty, Brutusie  zawo&#322;a&#322;a Helena.

Brutus zachichota&#322;.

To wcale nie takie &#322;atwe i nie mog&#281; tego robi&#263; zbyt cz&#281;sto, ale od czasu do czasu ta umiej&#281;tno&#347;&#263; okazuje si&#281; bardzo przydatna. Ale je&#347;li b&#281;dziesz porz&#261;dnie grzeszy&#263;, to mo&#380;e po &#347;mierci dostaniesz si&#281; do piek&#322;a i zostaniesz zamieniona w zwiadowc&#281; piekie&#322; tak jak ja.

Co ty nie powiesz mrukn&#281;&#322;a Helena.  Przejd&#281; jako&#347; g&#243;r&#261;.

Jessie stan&#261;&#322; na wprost muru, podskoczy&#322;, zaczepi&#322; si&#281; palcami o jego kraw&#281;d&#378;, podci&#261;gn&#261;&#322; w g&#243;r&#281;, po czym przerzuci&#322; jedn&#261; nog&#281; na drug&#261; stron&#281;, usiad&#322; i odwr&#243;ciwszy si&#281; z powrotem do towarzyszy, popatrzy&#322; na nich z g&#243;ry. Wyci&#261;gn&#261;&#322; r&#281;k&#281; najni&#380;ej w d&#243;&#322; jak m&#243;g&#322; i powiedzia&#322;:

No, Heleno, chod&#378;.

Dziewczyna podesz&#322;a z wahaniem, chwyci&#322;a jego d&#322;o&#324;, opar&#322;a stop&#281; na mokrych od deszczu kamieniach i cho&#263; z ogromnym trudem to jednak wspi&#281;&#322;a si&#281; na mur i usiad&#322;a obok Jessiego.

W pi&#281;&#263; minut p&#243;&#378;niej wszyscy troje znajdowali si&#281; ju&#380; na terenie obcego cmentarza, gdzie wi&#281;kszo&#347;&#263; wybitnych obywateli miasta  zar&#243;wno masen&#243;w jak i ludzi  mia&#322;a swoje grobowce; jedni zajmowali je ju&#380; teraz, inni mieli w nich dopiero spocz&#261;&#263;.

W czasie, kiedy przebywali w biurze Agencji rozmawiaj&#261;c z Zeke Kanastorousem i Galiotorem Filsem, spad&#322; deszcz, i teraz od ziemi bi&#322; zapach wilgoci, a str&#261;cone w czasie ulewy palmowe li&#347;cie rozsiewa&#322;y, w stoj&#261;cym niemal bez mchu powietrzu, przedziwn&#261; wo&#324; jako&#347; zupe&#322;nie nie pasuj&#261;c&#261; do rze&#347;kiego ch&#322;odu nocy.

W p&#322;askim &#347;wietle ksi&#281;&#380;yca  czy to przypadkiem nie pe&#322;nia, zastanowi&#322; si&#281; Jessie wygl&#261;daj&#261;cego przez szpar&#281; w grubej warstwie chmur, ujrzeli zarysy obu wzg&#243;rk&#243;w cmentarza niezwykle podobnych do wspania&#322;ego biustu Heleny i r&#243;wnie&#380;  tak jak u niej  nie byli w stanie dostrzec, co kryje ciemna dolinka mi&#281;dzy nimi. Mauzoleum sta&#322;o na dalszym ze wzg&#243;rk&#243;w, widoczne z tej odleg&#322;o&#347;ci jako kwadrat bia&#322;ego, kamienia, kt&#243;ry zdawa&#322; si&#281; chwyta&#263; bia&#322;&#261; po&#347;wiat&#281; ksi&#281;&#380;yca, wzmacnia&#263; j&#261; i zatrzymywa&#263;. Oba wzg&#243;rza pokrywa&#322;y plamki ludzkich i mase&#324;skich grob&#243;w, po&#322;o&#380;onych mi&#281;dzy k&#281;pami wspaniale utrzymanych krzew&#243;w i egzotycznych gatunk&#243;w palm, i zag&#281;szczaj&#261;cych si&#281; w kierunku nieprzeniknionych ciemno&#347;ci zasnuwaj&#261;cych wn&#281;trze dolinki niby struga rozlanego atramentu.

Powinni&#347;my byli spyta&#263; Galiotora Filsa gdzie dok&#322;adnie jego jajeczny brat jest pochowany  odezwa&#322;a si&#281; Helena.  Nie przysz&#322;o mi do g&#322;owy, &#380;e w ci&#261;gu zaledwie dziesi&#281;ciu lat tak bardzo si&#281; tu zape&#322;ni.

Ludzie umieraj&#261; do&#347;&#263; systematycznie  zauwa&#380;y&#322; Jessie.

A i wampiry wydzier&#380;awi&#322;y sporo kwater  doda&#322; Brutus.

Cmentarz by&#322; obrz&#281;dowym luksusem, bez kt&#243;rego miasto zmuszone by&#322;o si&#281; obchodzi&#263; przez wiele lat poprzedzaj&#261;cych l&#261;dowanie masen&#243;w. W tamtych t&#322;ocznych czasach ka&#380;da stopa kwadratowa gruntu by&#322;a tak cenna, &#380;e nie mo&#380;na ich by&#322;o przeznacza&#263; na magazynowanie zw&#322;ok. Teraz jednak, gdy zmarli i umieraj&#261;cy wstrz&#261;sowcy, a tak&#380;e wszystkie potencjalne dzieci, kt&#243;re nie zosta&#322;y sp&#322;odzone, nie przeludniali ju&#380; miasta, utrzymywanie cmentarza sta&#322;o si&#281; zn&#243;w mo&#380;liwe, i spo&#322;ecznie wskazane. Pomimo bowiem tego, &#380;e ceremoni&#281; pogrzebow&#261; odarto z ca&#322;ej religijnej ornamentacji, kt&#243;ra czyni&#322;a j&#261; w og&#243;le niepotrzebn&#261;, ludzie chcieli, &#380;eby im j&#261; wyprawiano i gotowi byli za to dobrze p&#322;aci&#263;. Wielu z nich uwa&#380;a&#322;o, &#380;e pogrzeb niesie z sob&#261; co&#347; w rodzaju nobilitacji, niepodwa&#380;alne potwierdzenie wysokiego statusu. Jessie nie podziela&#322; tego pogl&#261;du, a sam pogrzeb zupe&#322;nie go nie interesowa&#322;. Mia&#322; zamiar kaza&#263; si&#281; po &#347;mierci spali&#263;, a prochy wrzuci&#263; do pierwszego z brzegu zsypu lub pojemnika na &#347;mieci.

Sentymentalny to Jessie nie by&#322;.

Z kt&#243;rego miejsca zaczynamy?  spyta&#322;a Helena.

Jessie wyj&#261;&#322; z torby z narz&#281;dziami dwie latarki, jedn&#261; wr&#281;czy&#322; kobiecie, a drug&#261; zatrzyma&#322; dla siebie.

Brutus nie potrzebowa&#322; &#380;adnych dodatkowych urz&#261;dze&#324;, &#380;eby widzie&#263; dobrze w ciemno&#347;ci; jego oczy nabiera&#322;y wtedy tylko g&#322;&#281;bszej czerwieni, rozjarzy&#322;y si&#281; jeszcze ja&#347;niej i to wystarczy&#322;o, by m&#243;g&#322; porusza&#263; si&#281; gdzie chcia&#322; z r&#243;wn&#261; &#322;atwo&#347;ci&#261; jak w pe&#322;nym s&#322;o&#324;cu.

Powinni&#347;my si&#281; rozdzieli&#263;, wzi&#261;&#263; ka&#380;dy po jednym rz&#281;dzie, po doj&#347;ciu do ko&#324;ca por&#243;wna&#263; swoje spostrze&#380;enia i zabra&#263; si&#281; za trzy nast&#281;pne  zaproponowa&#322; Jessie,  Nagrobki le&#380;&#261; chyba w do&#347;&#263; r&#243;wnych rz&#281;dach, g&#322;&#243;wnie r&#243;wnolegle do boku cmentarza.

Rozdzieli&#263; si&#281;?  zdziwi&#322;a si&#281; Helena.

A dlaczego nie?

Wychodz&#261;c z biura Helena, za&#322;o&#380;y&#322;a d&#380;insy, sweter i cienk&#261; wiatr&#243;wk&#281;; teraz postawi&#322;a nylonowy ko&#322;nierz kurtki.

Znajdujemy si&#281; na cmentarzu, jest druga w nocy, mamy zamiar odkopa&#263; trupa przypomnia&#322;a,  I dlatego w&#322;a&#347;nie  nie.

B&#261;d&#378;&#380;e rozs&#261;dna- perswadowa&#322; Jessie,  W ten spos&#243;b mo&#380;emy wszystko zrobi&#263; trzy razy szybciej.

Jestem rozs&#261;dna  o&#347;wiadczy&#322;a Helena  tak rozs&#261;dna, &#380;e a&#380; si&#281; sama sobie dziwi&#281;. Ju&#380; samo to, &#380;e w og&#243;le zgodzi&#322;am si&#281; tutaj przyj&#347;&#263; pokazuje, jaka jestem rozs&#261;dna. Ale, ja jestem tylko twoj&#261; sekretark&#261;, a nie wsp&#243;lnikiem.

Chyba nie masz zamiaru nas opu&#347;ci&#263;?  zaniepokoi&#322; si&#281; Jessie.  S&#322;uchaj, Heleno, twoja pomoc jest mi niezb&#281;dna. Brutus ma co prawda mocne pazury, ale przy odkopywaniu grobu nie na wiele si&#281; one przydadz&#261;. Ty jeste&#347; du&#380;&#261; siln&#261; dziewczyn&#261;, dasz sobie rad&#281; z &#322;opat&#261;, kiedy ja b&#281;d&#281; musia&#322; troch&#281; odpocz&#261;&#263;.

Je&#347;li tylko do tego jestem ci potrzebna  odci&#281;&#322;a si&#281;  to trzeba by&#322;o raczej zabra&#263; firmowego robota.

I pozwoli&#263;, &#380;eby wszystko zanotowa&#322; w pami&#281;ci? A poza tym &#322;omot, kt&#243;rego by narobi&#322; przy przechodzeniu przez mur, s&#322;ycha&#263; by&#322;oby w ca&#322;ym Los Angeles.

Skoro a&#380; tak bardzo ci jestem potrzebna  uci&#281;&#322;a Helena  to b&#281;dziesz musia&#322; pogodzi&#263; si&#281; z my&#347;l&#261;, &#380;e nie mam najmniejszego zamiaru kr&#281;ci&#263; si&#281; nigdzie sama w tych ciemno&#347;ciach i potyka&#263; si&#281; o jakie&#347; cholerne nagrobki.

S&#322;uchaj, Modrooka  odezwa&#322; si&#281; Brutus  nic ci si&#281; tutaj nie mo&#380;e sta&#263;.

Nie m&#243;w do mnie takim protekcjonalnym tonem  warkn&#281;&#322;a Helena.  niech ci si&#281; nie zdaje, &#380;e m&#243;j strach wynika wy&#322;&#261;cznie z potrzeby odgrywania roli s&#322;abej kobiety; ja po prostu my&#347;l&#281; racjonalnie. Sk&#261;d mo&#380;ecie wiedzie&#263; co si&#281; tutaj czai?  Potoczy&#322;a wzrokiem po drzewach, wi&#281;kszych kamiennych nagrobkach, wszystkim, co by&#322;o do&#347;&#263; du&#380;e, by mog&#322;o skrywa&#263; przeciwnika.

Je&#380;eli ju&#380; natkniesz si&#281; na wampira  uspakaja&#322; j&#261; Jessie  b&#281;dzie ci musia&#322; przeczyta&#263; list&#281; twoich praw i zada&#263; wszystkie pytania przewidziane Postanowieniem Ko&#322;czaka-Blissa, bez twojej wyra&#378;nej zgody nie mo&#380;e ci&#281; uk&#261;si&#263;. Z wilko&#322;akami jest niemal dok&#322;adnie tak samo. A wi&#281;kszo&#347;&#263; innych stworze&#324; musi podpisa&#263; z tob&#261; kontrakt Kr&#243;tko m&#243;wi&#261;c, nikt nie zaatakuje ci&#281; bez ostrze&#380;enia jak za dawnych czas&#243;w.

Helena w&#322;&#261;czy&#322;a latark&#281;, przesun&#281;&#322;a &#347;wiat&#322;em po najbli&#380;szym grobie i rz&#281;dzie p&#322;yt pami&#261;tkowych; snop &#347;wiat&#322;a kierowany jej r&#281;k&#261; porusza&#322; si&#281; szybko i nerwowo jak podniecony upi&#243;r przeskakuj&#261;cy z jednego zawirowania nocnego powietrza na drugie.

Panowa&#322;a absolutna cisza.

I absolutny spok&#243;j.

Nawet jeden li&#347;&#263; palmy nie zaszele&#347;ci&#322; w wisz&#261;cej bez ruchu ciemno&#347;ci.

Nie zmieni&#281; zdania  upar&#322;a si&#281; Helena.

Detektyw westchn&#261;&#322; ci&#281;&#380;ko i powiedzia&#322;.

W porz&#261;dku, Heleno. Brutus zajmie si&#281; jednym rz&#281;dem, a my drugim  razem.

To ju&#380; lepiej  odpar&#322;a Helena.

No to do roboty  warkn&#261;&#322; brytan.

Ksi&#281;&#380;yc skry&#322; si&#281; za zas&#322;on&#261; g&#281;stych chmur; Jessie i Helena musieli oboje w&#322;&#261;czy&#263; latarki, by m&#243;c posuwa&#263; si&#281; wzd&#322;u&#380; szeregu grobowc&#243;w i odczytywa&#263; wyryte na nich nazwiska.

Ten nie ma &#380;adnego napisu  zauwa&#380;y&#322;a Helena wskazuj&#261;c na czwarty z kolei nagrobek. Po co mieliby stawia&#263; nagrobek bez nazwiska zmar&#322;ego?

T&#281; kwater&#281; wynaj&#261;&#322; wampir lubi&#261;cy anonimowo&#347;&#263;  wyja&#347;ni&#322; Jessie.  Patrz. Cofnij si&#281; na chwil&#281;.

Kiedy odsun&#281;&#322;a si&#281; na bok, Jessie przeszuka&#322; po omacku fundament nagrobka i znalaz&#322;szy odpowiedni&#261; d&#378;wigni&#281;, poci&#261;gn&#261;&#322; za ni&#261;.

Po&#322;a&#263; darni przed p&#322;yt&#261; unios&#322;a si&#281; g&#322;adko i bezszelestnie, ukazuj&#261;c wn&#281;trze grobu, a w nim modn&#261;, metalow&#261; trumn&#281;.

Kiedy w ci&#261;gu dnia zamyka si&#281; w tej trumnie  wyja&#347;ni&#322; detektyw  blokuje zamek zewn&#281;trznych drzwi, by mie&#263; zupe&#322;n&#261; pewno&#347;&#263;, &#380;e dowcipni&#347; nie wpu&#347;ci mu do &#347;rodka promieni s&#322;o&#324;ca.

Helena wstrz&#261;sn&#281;&#322;a si&#281;.

Zamknij to, Jessie prosz&#281; Ci&#281;.

Detektyw przesun&#261;&#322; d&#378;wigni&#281; w poprzednie po&#322;o&#380;enie, po czym zatrzyma&#322; si&#281; jeszcze chwil&#281; obserwuj&#261;c jak kawa&#322; r&#281;cznie sianej darni wraca na swoje miejsce, tworz&#261;c z otaczaj&#261;cym go trawnikiem idealnie g&#322;adk&#261; powierzchni&#281;; absolutnie nic nie wskazywa&#322;o na to, &#380;e cokolwiek si&#281; pod ni&#261; kryje.

My&#347;l&#281;, &#380;e to nie by&#322;by taki najgorszy los  powiedzia&#322; Jessie.

Chyba &#380;artujesz.

Po pierwsze &#380;adnych k&#322;opot&#243;w przez ca&#322;&#261; wieczno&#347;&#263;, poza unikaniem osinowego ko&#322;ka i niespodziewanych promieni s&#322;o&#324;ca. A po drugie, ca&#322;y styl &#380;ycia wampir&#243;w przepe&#322;niony jest zmys&#322;owo&#347;ci&#261;. Mo&#380;na trafi&#263; znacznie gorzej.

Na przyk&#322;ad?

No c&#243;&#380;, chyba nie chcia&#322;bym umrze&#263; i zosta&#263; zwyk&#322;ym duchem, kt&#243;ry nawiedza&#322;by biuro Agencji Detektywistycznej Zwiadowca Piekie&#322; ka&#380;dej nocy przez kilkaset lat, j&#281;cz&#261;c i zawodz&#261;c o wszystkich sprawach prowadzonych przeze mnie za &#380;ycia, przesiaduj&#261;c w moim fotelu To by by&#322;o ma&#322;o zabawne.

Chyba masz racj&#281; przyzna&#322;a Helena.

Kiedy poczuj&#281;, &#380;e m&#243;j czas nadchodzi  ci&#261;gn&#261;&#322; Jessie  nie mam zamiaru siedzie&#263; z za&#322;o&#380;onymi r&#281;kami i liczy&#263; na los szcz&#281;&#347;cia. Znajd&#281; sobie ma&#322;&#261;, sympatyczn&#261; wampirzyc&#281; z dobrym biustem i pobar&#322;o&#380;&#281; z ni&#261; kilka dni dop&#243;ki nie b&#281;d&#281; mia&#322; pewno&#347;ci &#380;e zosta&#322;em nawr&#243;cony.  Spojrza&#322; na Helen&#281; i doda&#322;:  A ty? Co masz zamiar robi&#263;, kiedy dostaniesz ostrze&#380;enie, &#380;e nadchodzi &#347;mier&#263;?

Nie my&#347;la&#322;am o tym  odpar&#322;a Helena.

Och, tak nie mo&#380;na!  zaprotestowa&#322; Jessie.  Musisz to sobie przemy&#347;le&#263;: to nie mniej wa&#380;ne, ni&#380; spisanie testamentu. Prawd&#281; m&#243;wi&#261;c nawet znacznie wa&#380;niejsze.

Chyba masz racj&#281;  zgodzi&#322;a si&#281; Helena.  Zastanowi&#281; si&#281;.

W tym momencie podbieg&#322; do nich Brutus, kt&#243;ry zd&#261;&#380;y&#322; ju&#380; przejrze&#263; ca&#322;y rz&#261;d grob&#243;w. Stan&#261;&#322; przed Jessiem i Helen&#261;, wlepiaj&#261;c w rozz&#322;oszczone spojrzenie swoich czerwonych &#347;lepi&#243;w.

Czy to wszystko czego uda&#322;o si&#281; wam we dw&#243;jk&#281; dokona&#263;?  warkn&#261;&#322; opuszczaj&#261;c ku ziemi ci&#281;&#380;ki &#322;eb.

No

Co&#347;cie robili? Pieprzyli&#347;cie si&#281; na jakim&#347; gustownym grobie?

Zagadali&#347;my si&#281;.

Nie przyszli&#347;my tutaj wdawa&#263; si&#281; w gadki  stwierdzi&#322; ogar.  Przyszli&#347;my tutaj obrabowa&#263; ten cholerny gr&#243;b.

Prychn&#261;&#322; z niesmakiem wyrzucaj&#261;c z wilgotnych, czarnych nozdrzy smug&#281; ektoplazmy, kt&#243;ra unios&#322;a si&#281; nad jego g&#322;ow&#261; i utworzy&#322;a ma&#322;y ob&#322;oczek rozp&#322;ywaj&#261;cy si&#281; w powietrzu.

Przepraszam  sk&#322;oni&#322;a si&#281; Helena  To moja wina.

Ruszajcie si&#281;  rozkaza&#322; ogar.  Sko&#324;cz&#281; ten rz&#261;d, a wy zabierajcie si&#281; za nast&#281;pny.

Przeszli powoli wzd&#322;u&#380; rz&#281;du kamiennych p&#322;yt, opadaj&#261;cego a&#380; na samo dno dolinki mi&#281;dzy dwoma wzg&#243;rkami, odczytuj&#261;c z mozo&#322;em wyryte na nich nazwiska, z kt&#243;rych ledwie kilka niegdy&#347; s&#322;yszeli a niekt&#243;rych  w przypadku masen&#243;w  nie potrafili nawet wym&#243;wi&#263;.

Ksi&#281;&#380;yc zn&#243;w wychyn&#261;&#322; na chwil&#281; zza chmur, zalewaj&#261;c cmentarz zimn&#261; po&#347;wiat&#261;. Ju&#380; po kilku sekundach skry&#322; si&#281; jednak z powrotem wielki, okr&#261;g&#322;y, purpurowo-czarny.

Czuj&#281; si&#281; tak jakby kto&#347; nas obserwowa&#322;  wstrz&#261;sn&#281;&#322;a si&#281; Helena, kiedy przeszli do grob&#243;w w dziewi&#261;tym rz&#281;dzie.

Obserwowa&#322;?

Nikogo nie widz&#281;  szepn&#281;&#322;a dziewczyna  ale nie mog&#281; si&#281; oprze&#263; wra&#380;eniu

Dwa rz&#281;dy przed nimi rozleg&#322;o si&#281; d&#322;ugie, &#380;a&#322;obne wycie Brutusa.

Znalaz&#322; gr&#243;b Tesseraxa  zawo&#322;a&#322; Jessie.  Chod&#378;!



10

Jessie poda&#322; Helenie r&#281;k&#281;, wyci&#261;gn&#261;&#322; j&#261; z grobu, po czym kucn&#261;&#322;, by pom&#243;c jej otrzepa&#263; d&#380;insy z mokrych grudek ziemi, szczeg&#243;lnie du&#380;o uwagi po&#347;wi&#281;caj&#261;c jej kr&#261;g&#322;ej, ma&#322;ej pupce, cho&#263; na siedzeniu spodnie nie by&#322;y nawet w po&#322;owie tak brudne jak w okolicy kolan czy kostek.

Mam nadziej&#281;  rzek&#322;  &#380;e to ostatni raz musisz mnie zast&#281;powa&#263; przy tej robocie. Dziewczyna usiad&#322;a na brzegu do&#322;u, spu&#347;ci&#322;a nogi przez jego kraw&#281;d&#378; i otoczy&#322;a ramieniem szyj&#281; psa, kt&#243;ry przygl&#261;da&#322; si&#281; bezczynnie jak na zmian&#281; rozkopuj&#261; gr&#243;b.

B&#281;d&#281; jedyn&#261; piersiast&#261; dziewczyn&#261; jak&#261; znam  stwierdzi&#322;a z przek&#261;sem  z bicepsami ci&#281;&#380;arowca.

Przydadz&#261; ci si&#281; przy odstraszaniu niepo&#380;&#261;danych adorator&#243;w  za&#380;artowa&#322; Jessie. Zegniesz rami&#281;, napniesz musku&#322;y i ka&#380;dy niedosz&#322;y gwa&#322;ciciel czmychnie w pop&#322;ochu.

To wcale nie jest &#347;mieszne  oburzy&#322;a si&#281; Helena, obmacuj&#261;c bicepsy przez sweter i kurtk&#281;, jakby chcia&#322;a sprawdzi&#263;, czy przypadkiem ju&#380; nie zacz&#281;&#322;y jej rosn&#261;&#263;.

Jessie zeskoczy&#322; do grobu i wzi&#261;&#322; do r&#281;ki sk&#322;adan&#261; &#322;opat&#281;, kt&#243;ra wraz z latarkami stanowi&#322;a wyposa&#380;enie jego podr&#281;cznej torby z narz&#281;dziami.

Dokopali&#347;my si&#281; do g&#322;&#281;boko&#347;ci czterech st&#243;p  powiedzia&#322;.  Mniej wi&#281;cej tak ich tutaj chowaj&#261;. Wi&#281;c

Wbi&#322; szpadel w tward&#261; ziemi&#281; i z dna wykopu dobieg&#322; nieprzyjemny zgrzyt. Przedmiot, na kt&#243;ry natrafi&#322;, by&#322; du&#380;y i metalowy.

Helena podnios&#322;a latark&#281; i skierowa&#322;a silny snop &#347;wiat&#322;a pod nogi Jessiego; w ciemno&#347;ci zal&#347;ni&#322;a zygzakowata wst&#261;&#380;ka srebrzystego metalu jak przecinaj&#261;ca ziemi&#281; &#380;y&#322;a cennej rudy. Pokrywa trumny by&#322;a wyra&#378;nie nowa i g&#322;adko polerowana.

Eureka  zakpi&#322; Brutus.  Grupa nie znaj&#261;cych strachu poszukiwaczy trumien natrafi&#322;a na nowe z&#322;o&#380;e.

Dzi&#281;ki Bogu  mrukn&#281;&#322;a Helena, obmacuj&#261;c swoje bicepsy.

Jessie zabra&#322; si&#281; do roboty ze zdwojonym zapa&#322;em, usuwaj&#261;c szybko ostatnie kilka cali ziemi, a&#380; ukaza&#322;o si&#281; ca&#322;e wieko trumny. Skrzynia by&#322;a zupe&#322;nie zwyk&#322;ego modelu, bez jakichkolwiek ozd&#243;b i ornamentacji, ca&#322;kowicie odbiega&#322;a od wyobra&#380;e&#324; o tym, w czym powinien by&#263; pochowany zast&#281;pca szefa ambasady mase&#324;skiej w Los Angeles. By&#322;a zupe&#322;nie g&#322;adka, lekko wypuk&#322;a i stoj&#261;c na niej  tak jak to zmuszony by&#322; robi&#263; Jessie  niezwykle trudno by&#322;o zachowa&#263; r&#243;wnowag&#281;. Zaczynaj&#261;c od prawego g&#243;rnego rogu detektyw zabra&#322; si&#281; za oczyszczanie z brudu ca&#322;ej kraw&#281;dzi lekko owalnego wieka, by w odpowiednim momencie mo&#380;na je by&#322;o unie&#347;&#263;. Kwadrans po czwartej rano Jessie wyrzuci&#322; &#322;opat&#281; na brzeg wykopu i z westchnieniem ulgi powiedzia&#322;:

Gotowe.

Czy b&#281;dziemy musieli zakopa&#263; to z powrotem?  spyta&#322;a Helena z kwa&#347;n&#261; min&#261;, delikatnie obmacuj&#261;c palcami jednej r&#281;ki bicepsy drugiej.

O to b&#281;dziemy si&#281; martwi&#263; p&#243;&#378;niej  odpar&#322; detektyw.

Ja martwi&#281; si&#281; o to ju&#380; teraz.

W torbie jest kawa&#322;ek liny  odezwa&#322; si&#281; Jessie, po chwili.  Czy mog&#322;aby&#347; mi go rzuci&#263;?

Ja to zrobi&#281;  zaproponowa&#322; Brutus.

Jeste&#347; wielki  oznajmi&#322;a dziewczyna.

Brytan podni&#243;s&#322; si&#281;, podszed&#322; do otwartej torby, zajrza&#322; do &#347;rodka i chwyciwszy w z&#281;by zw&#243;j liny, zani&#243;s&#322; go na brzeg grobu i wrzuci&#322; do &#347;rodka.

Dlaczego&#347; mnie nie ostrzeg&#322;, na mi&#322;o&#347;&#263; bosk&#261;?!  zawo&#322;a&#322; Jessie, schylaj&#261;c si&#281;, by podnie&#347;&#263; lin&#281;, a drug&#261; r&#281;k&#261; rozcieraj&#261;c g&#322;ow&#281;.  Ta kryta nylonem stal&#243;wka wa&#380;y nieco wi&#281;cej ni&#380; pi&#243;rko.

A dlaczego&#347; nie uwa&#380;a&#322;?  odwarkn&#261;&#322; Brutus siadaj&#261;c obok Heleny.

Ogl&#261;da&#322;em podw&#243;jne zamki przy pokrywie trumny  odpar&#322; Jessie, ci&#261;gle jeszcze tr&#261;c g&#322;ow&#281;.  My&#347;la&#322;em, &#380;e b&#281;d&#281; je musia&#322; odbi&#263; m&#322;otem, ale wygl&#261;da na to, &#380;e wcale nie s&#261; zamkni&#281;te.

Zakopali j&#261; otwart&#261;?

Na to wygl&#261;da.

Rozwin&#261;&#322; lin&#281;, kt&#243;r&#261; Brutus zrzuci&#322; mu na g&#322;ow&#281;, uwi&#261;za&#322; jeden jej koniec do uchwytu do niesienia trumny, drugi koniec rzuci&#322; Helenie i wygramoli&#322; si&#281; z grobu.

No dobra  mrukn&#261;&#322;.  Teraz ja po prostu podci&#261;gn&#281; wieko do g&#243;ry &#380;eby&#347;my mogli zobaczy&#263; co jest wewn&#261;trz trumny. Unosz&#261;ce si&#281; wieko zas&#322;oni mi pole widzenia, wi&#281;c mo&#380;e przeszliby&#347;cie na drug&#261; stron&#281;, &#380;eby bez przeszk&#243;d zajrze&#263; do &#347;rodka.

Zupe&#322;nie mi si&#281; to nie podoba  zaprotestowa&#322;a Helena, wstaj&#261;c.  Nie podoba mi si&#281; to od samego pocz&#261;tku, a teraz podoba mi si&#281; jeszcze mniej. Jestem absolutnie pewna, &#380;e kto&#347; nas obserwuje.

Jessie rozejrza&#322; si&#281; po pustym cmentarzu.

Niemo&#380;liwe  o&#347;wiadczy&#322;.

Prosz&#281; ci&#281;, sta&#324; tylko po drugiej stronie i powiedz, czy Tesserax zosta&#322; pochowany w normalny spos&#243;b.

Kiedy dziewczyna i pies znale&#378;li si&#281; po drugiej stronie grobu, Jessie otar&#322; pot z czo&#322;a, wytar&#322; r&#281;k&#281; o spodnie, po czym okr&#281;ci&#322; sobie lin&#281; wok&#243;&#322; nadgarstka, &#380;eby mu si&#281; nie wy&#347;lizgn&#281;&#322;a. Odchyli&#322; si&#281; do ty&#322;u, zapar&#322; z ca&#322;ych si&#322; i zacz&#261;&#322; cofa&#263; pochrz&#261;kuj&#261;c, dla dodania sobie animuszu i za ka&#380;dym razem unosz&#261;c wieko o p&#243;&#322; cala.

Musi wa&#380;y&#263; kilkaset funt&#243;w  sapn&#261;&#322; do Brutusa i Heleny  Widzicie ju&#380; co&#347;?

Helena kucn&#281;&#322;a i po&#347;wieci&#322;a w g&#322;&#261;b grobu swoj&#261; latark&#261;, mru&#380;&#261;c &#347;licznie oczy albo po to, &#380;eby lepiej widzie&#263;, albo po to &#380;eby da&#263; wyraz swemu obrzydzeniu.

B&#281;dziesz musia&#322; poci&#261;gn&#261;&#263; jeszcze troch&#281;, Jess  zawo&#322;a&#322; pies wodz&#261;c wzrokiem za snopem &#347;wiat&#322;a latarki.

Jessie czu&#322;, &#380;e stopy &#347;lizgaj&#261; mu si&#281; po mokrej trawie, i pomy&#347;la&#322; &#380;e zadanie mo&#380;e okaza&#263; si&#281; znacznie trudniejsze ni&#380; pocz&#261;tkowo s&#261;dzi&#322;. Tym niemniej zacisn&#261;&#322; z&#281;by i pr&#243;bowa&#322; cofn&#261;&#263; si&#281; jeszcze kawa&#322;ek.

Na dnie wykopu co&#347; g&#322;o&#347;no zaskrzypia&#322;o.

Mm  st&#281;kn&#261;&#322; Jessie.  Co to by&#322;o?

Mam nadziej&#281;, &#380;e tylko nienaoliwiony zawias wieka trumny  stwierdzi&#322;a Helena, a cisz&#281; nocy zak&#322;&#243;ci&#322; delikatny szcz&#281;k jej &#347;licznych z&#261;bk&#243;w.

Ile je podnios&#322;em  spyta&#322; z wysi&#322;kiem Jessie.

Cztery cale.

Jessie wbi&#322; pi&#281;ty mocniej w ziemi&#281; i jeszcze raz ruszy&#322; do ty&#322;u, czuj&#261;c jak lina napr&#281;&#380;a si&#281; pod ca&#322;ym ci&#281;&#380;arem metalowej pokrywy.

Dobrze, dobrze!  zawo&#322;a&#322; brytan.

Widzisz co&#347;?

Jeszcze kilka cali  pogania&#322;a Helena.

Jeszcze kilka cali i dostan&#281; ruptury  j&#281;cza&#322; detektyw, lecz mimo to nie przestawa&#322; ci&#261;gn&#261;&#263;.

Jeszcze troch&#281;, no, jeszcze troszk&#281;  zawodzi&#322; Brutus, a jego d&#322;ugi ogon porusza&#322; si&#281; rytmicznie jak metronom wskazuj&#261;cy Jessiemu tempo, w jakim powinien dokonywa&#263; swego wysi&#322;ku. Ugi&#261;&#322; przednie &#322;apy i zni&#380;y&#322; &#322;eb do poziomu kraw&#281;dzi grobu, jakby zacz&#261;&#322; w&#322;a&#347;nie dostrzega&#263; pierwszy fragment wn&#281;trza trumny.

No i co?  sapn&#261;&#322; Jessie.

Mam ci pom&#243;c?  spyta&#322;a Helena.

Och, nie, nie  wyst&#281;ka&#322; Jessie.- Dam sobie rad&#281;.

Prawd&#281; m&#243;wi&#261;c, wcale nie by&#322; tego taki pewny; serce wali&#322;o mu jak m&#322;otem, a zamiast skroni mia&#322; ju&#380; dwa dudni&#261;ce b&#281;bny. Czu&#322; jednak, &#380;e nie mo&#380;e dopu&#347;ci&#263; do tego, by Helena to zauwa&#380;y&#322;a; za wszelk&#261; cen&#281; powinien sprawia&#263; wra&#380;enie &#380;e to dla niego b&#322;ahostka, i tak ju&#380;, nie wiedz&#261;c o tym, zmusza&#322;a go do nieustannego wsp&#243;&#322;zawodnictwa, i to do tego stopnia, &#380;e w mniemaniu Jessiego m&#281;sko-damski podzia&#322; r&#243;l w ich zwi&#261;zku by&#322; nieco nazbyt wyr&#243;wnany. Jessie urodzi&#322; si&#281; i wychowa&#322; w czasach, kiedy ruch r&#243;wnouprawnienia kobiet nie by&#322; ju&#380; ruchem, lecz og&#243;lnie przyj&#281;t&#261; regu&#322;&#261; spo&#322;eczn&#261;, tym niemniej w jego domu rodzinnym nie ho&#322;dowano socjologicznym nowinkom. Ani ojciec, ani matka nie uznawali seksualnego r&#243;wnouprawnienia czy wyzwolenia, st&#261;d by&#263; mo&#380;e niepokoje Jessiego nie by&#322;y takie zupe&#322;nie niezrozumia&#322;e.

Wystarczy, Jessie  zawo&#322;a&#322;a Helena.

Co widzicie?

Ani kobieta, ani piekielny pies nie odpowiedzieli; zastygli w bezruchu wlepiwszy wzrok w czarn&#261;, czelu&#347;&#263; wn&#281;trza uchylonej trumny.

Jessie poczu&#322;, &#380;e zaczyna si&#281; poci&#263; jeszcze bardziej. Prze&#378;roczyste krople sp&#322;ywa&#322;y coraz obficiej z jego czo&#322;a, &#322;&#261;cz&#261;c si&#281; w stru&#380;ki &#322;echc&#261;ce go w policzki i nios&#261;ce s&#322;ony smak do k&#261;cik&#243;w ust.

Czy to a&#380; takie straszne?  rzuci&#322; niepewnie.

Straszne to chyba nie jest najbardziej odpowiednie s&#322;owo  odrzek&#322;a Helena. -. Lepsze by&#322;oby co&#347; w rodzaju o, ju&#380; mam  frustruj&#261;ce.

Czy zw&#322;oki zosta&#322;y a&#380; tak bardzo zmasakrowane  dopytywa&#322; si&#281; Jessie. Widzia&#322; ju&#380; w swoim &#380;yciu zmasakrowane zw&#322;oki  Czy s&#261; cho&#263; odrobin&#281; podobne do zdj&#281;cia Tessesaxa. kt&#243;re da&#322; nam Galiotor Fils?

Nie  stwierdzi&#322; Brutus.  Zw&#322;oki nie s&#261; bardzo zmasakrowane. Prawd&#281; m&#243;wi&#261;c, nie s&#261; wcale zmasakrowane. Prawd&#281; m&#243;wi&#261;c nie ma w og&#243;le &#380;adnych zw&#322;ok; pochowano pust&#261; trumn&#281;.

Och  wyrwa&#322;o si&#281; Jessiemu.

Chryste Panie  odetchn&#261;&#322; Brutus z ogromn&#261; ulg&#261;.  Co za szcz&#281;&#347;cie, &#380;e to nie ja odwali&#322;em ca&#322;&#261; t&#281; robot&#281; na darmo.

To wcale nie by&#322;o na darmo  st&#281;kn&#261;&#322; Jessie.

Detektyw pu&#347;ci&#322; lin&#281; i w tym samym momencie opadaj&#261;ce wieko zwali&#322;o go z n&#243;g. Upad&#322; w mokr&#261; traw&#281;, twarz&#261; do przodu, z rozci&#281;tymi wargami, ze smakiem krwi w ustach i dopiero po chwili obr&#243;ci&#322; si&#281; na plecy i potoczy&#322; dooko&#322;a oszo&#322;omionym wzrokiem.

Chyba zapomnia&#322;e&#347;, &#380;e koniec liny okr&#281;ci&#322;e&#347; sobie wok&#243;&#322; nadgarstk&#243;w  zauwa&#380;y&#322; Brutus.

Jessie spojrza&#322; na swoje r&#281;ce, skin&#261;&#322; nieprzytomnie g&#322;ow&#261; i uwalniaj&#261;c odruchowo d&#322;o&#324; z p&#281;tli liny, usiad&#322;. Lina wyprysn&#281;&#322;a mu z palc&#243;w i znikn&#281;&#322;a na dnie wykopu, z kt&#243;rego rozleg&#322;o si&#281; grobowe &#322;up! zatrzaskuj&#261;cego si&#281; wieka trumny.

Zacz&#261;&#322;e&#347; m&#243;wi&#263;, &#380;e nasza ekspedycja nie posz&#322;a jednak na darmo  przypomnia&#322; Brutus.

Jessie podpe&#322;z&#322; do kraw&#281;dzi grobu i spojrzawszy na Brutusa przez ca&#322;&#261; jego szeroko&#347;&#263;. powiedzia&#322;:

Zgadza si&#281;.

Z bia&#322;ego mauzoleum stoj&#261;cego na szczycie dalszego ze wzg&#243;rk&#243;w cmentarza wylecia&#322;o bezszelestnie stadko nietoperzy, licz&#261;ce pewnie ko&#322;o dwudziestu sztuk. O&#347;wietlone niespodziewanym promieniem ksi&#281;&#380;yca, umkn&#281;&#322;y z powrotem w ciemno&#347;&#263; wydaj&#261;c z siebie kilka przenikliwych pisk&#243;w. Ksi&#281;&#380;yc, kt&#243;ry tylko na chwil&#281; wy&#322;oni&#322; je z mroku, w&#347;lizn&#261;&#322; si&#281; z powrotem za burzowe chmury, niby twarz Hiszpanki wstydliwie przes&#322;oni&#281;ta wachlarzem.

Ale przecie&#380; nic nie znale&#378;li&#347;my  zaprotestowa&#322;a Helena.

Owszem, znale&#378;li&#347;my  stwierdzi&#322; Jessie.  Znale&#378;li&#347;my pust&#261; trumn&#281; w grobie Tesseraxa.

To na jedno wychodzi.

Jessie podni&#243;s&#322; si&#281; i otrzepa&#322;, cho&#263; w&#322;a&#347;ciwie ci&#261;gle jeszcze wola&#322;by le&#380;e&#263;.

Nie, nie na jedno  t&#322;umaczy&#322; z cierpliwo&#347;ci&#261; starszego brata, wycieraj&#261;c krew z przegryzionej wargi.

To znaczy, &#380;e nie nadaj&#281; si&#281; na detektywa  stwierdzi&#322;a Helena.

Nietoperze z mauzoleum przemkn&#281;&#322;y nad ich g&#322;owami z wilgotnym &#322;opotem b&#322;onowatych skrzyde&#322;, a powietrze wype&#322;ni&#322;y ich w&#347;ciek&#322;e piski.

Jessie podni&#243;s&#322; &#322;opat&#281; i sk&#322;adaj&#261;c j&#261; przed w&#322;o&#380;eniem do torby, zacz&#261;&#322; wyja&#347;nia&#263;:

Mam &#347;wiadomo&#347;&#263;, &#380;e w tych sprawach nie jeste&#347; tak bystra jak ja. Nikt nie mo&#380;e tego od ciebie wymaga&#263;; nie masz mojego do&#347;wiadczenia.

By&#322; wyra&#378;nie zadowolony, &#380;e ich role powraca&#322;y do umiarkowanego equilibrum, kt&#243;re nie wymyka&#322;o si&#281; spod jego kontroli; nareszcie przesta&#322; czu&#263; si&#281; tak idiotycznie g&#322;upio.  A jednak musisz to przecie&#380; dostrzega&#263; sama Mamy ju&#380; do&#347;&#263; dowod&#243;w dla Galiotora Filsa, by m&#243;g&#322; on wnie&#347;&#263; oskar&#380;enie przeciwko urz&#281;dnikom ambasady. Od tej chwili wszystko zale&#380;y od policji i s&#261;d&#243;w. Oni ju&#380; dowiedz&#261; si&#281;, co naprawd&#281; sta&#322;o si&#281; z Tesseraxem i dlaczego spraw&#281; t&#281; zatuszowano w tak wymy&#347;lny spos&#243;b. Nam pozostaje ju&#380; tylko porozmawia&#263; z Galiotorem Filsem i przedstawi&#263; mu wszystkie fakty.

Z ciemno&#347;ci zza plec&#243;w Jessiego, dobieg&#322; znajomy, chrapliwy g&#322;os, kt&#243;ry powiedzia&#322;:

Tym niemniej, &#380;eby to zrobi&#263;, panie Blake, b&#281;dzie pan musia&#322; najpierw uj&#347;&#263; z &#380;yciem z tego cmentarza.

Jessie odwr&#243;ci&#322; si&#281; gwa&#322;townie do ty&#322;u, w&#322;&#261;czaj&#261;c swoj&#261; latark&#281;; w miejscu, gdzie jeszcze przed chwil&#261; zalega&#322;y ca&#322;kowite ciemno&#347;ci nocy, sta&#322;o kilkana&#347;cie wampir&#243;w. Ich oczy migoc&#261;ce w &#347;wietle krzy&#380;uj&#261;cych si&#281; snop&#243;w dw&#243;ch r&#281;cznych latarek nie pr&#243;bowa&#322;y nawet skry&#263; rado&#347;ci, a na wszystkich twarzach go&#347;ci&#322; u&#347;miech.

Upiorem przewodz&#261;cym grupie, wy&#380;szym i znacznie przystojniejszym od pozosta&#322;ych, by&#322; bez w&#261;tpienia hrabia S&#322;awek, krwiopijca, kt&#243;ry omal nie dokona&#322; niezgodnego z prawem nadgryzienia pani Renee Cuyler ledwie noc czy dwie wcze&#347;niej.

Nietoperze, kt&#243;re w&#322;a&#347;nie s&#322;yszeli&#347;my  zacz&#261;&#322; Jessie.

To my  wszed&#322; mu w s&#322;owo hrabia.

Jessie?  zaniepokoi&#322;a si&#281; Helena.  Co oni maj&#261; zamiar nam zrobi&#263;?

Nic  odpowiedzia&#322; Jessie.

Hrabia S&#322;awek roze&#347;mia&#322; si&#281; g&#322;o&#347;no.

Je&#380;eli nie b&#281;dziesz chcia&#322;a da&#263; si&#281; nawr&#243;ci&#263;, Heleno  ci&#261;gn&#261;&#322; Jessie  to &#380;aden wampir ci&#281; nie tknie. Takie jest prawo.

No tak  przyzna&#322; hrabia S&#322;awek.  Ale w ostatecznym rozrachunku prawo to tylko zwyk&#322;y &#347;wistek papieru.

Zapomnij o tym &#347;wistku papieru, a zobaczysz co si&#281; z tob&#261; stanie  pogrozi&#322; Jessie. Urz&#281;dowy ko&#322;ek prosto w serce i b&#322;yskawiczna przemiana w kup&#281; pozbawionych &#380;ycia proch&#243;w.

Hrabia S&#322;awek post&#261;pi&#322; krok do przodu; jego towarzysze uczynili to samo, wype&#322;niaj&#261;c powietrze szelestem czarnych peleryn.

S&#322;awek, nie warto &#322;ama&#263; prawa dla kogo&#347; takiego jak Renee Cuyler, zw&#322;aszcza, &#380;e w ca&#322;ej tej sprawie racja by&#322;a po mojej stronie.

S&#322;awek zrobi&#322; nast&#281;pny krok.

Bladolicy krwiopijcy za jego plecami rozst&#261;pili si&#281; na obie strony, tworz&#261;c p&#243;&#322;kole.

Wszyscy &#322;ypali po&#380;&#261;dliwie na Helen&#281;.

To nie ma najmniejszego zwi&#261;zku z Renee Cuyler  oznajmi&#322; hrabia S&#322;awek.  Och, pewnie, &#380;e to bardzo apetyczna ma&#322;a. Ale &#347;wiat a&#380; si&#281; roi od apetycznych ma&#322;ych, takich jak, na przyk&#322;ad, twoja Helena, kt&#243;ra jest jedn&#261; z najbardziej apetycznych sztuk, jakie widzia&#322;em w ca&#322;ym swoim &#380;yciu, a mo&#380;esz mi wierzy&#263;, &#380;e widzia&#322;em i smakowa&#322;em ich sporo.  Co powiedziawszy, u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; niegodziwie.

Och, odpierdol si&#281;  mrukn&#281;&#322;a Helena.

S&#322;awek przymkn&#261;&#322; oczy z wyra&#378;nym zaskoczeniem; w swej zdominowanej przez m&#281;ski szowinizm spo&#322;eczno&#347;ci wampiry nie przywyk&#322;y do wys&#322;uchiwania takich s&#322;&#243;w od kobiet. Spojrza&#322; z powrotem na Jessiego, pr&#243;buj&#261;c odzyska&#263; sw&#261; poprzedni&#261; pewno&#347;&#263; siebie i powiedzia&#322;:

Nie chowam &#380;adnych uraz za Renee Cuyler. Poza niezaprzeczalnymi walorami nie grzeszy&#322;a m&#261;dro&#347;ci&#261;. Widzisz, w zasadzie wol&#281; odrobin&#281; pustog&#322;owia cwaniactwo przeci&#281;tnej dziewuchy z college'u Ale wszystko ma swoje granice. Ja ustali&#322;em je na minimum 115 punkt&#243;w w te&#347;cie inteligencji i maksimum 120. Zreszt&#261; mniejsza oto, Blake; to nie jest prywatna vendetta.

No to co

Zosta&#322;em tu wys&#322;any, by powstrzyma&#263; ca&#322;&#261; wasz&#261; tr&#243;jk&#281; od mieszania si&#281; do sprawy Tesseraxa. Tw&#243;j brytan zostanie unieszkodliwiony przy pomocy talentu kilku czarownic, kt&#243;re obserwuj&#261; was od momentu wej&#347;cia na teren cmentarza.

A nie m&#243;wi&#322;am!  zawo&#322;a&#322;a Helena.

A tymczasem zar&#243;wno ty jak i twoja przyjaci&#243;&#322;ka zostaniecie hm, powiedzmy nawr&#243;ceni zgodnie ze swoj&#261; wol&#261;  doko&#324;czy&#322; hrabia.  I mog&#281; stwierdzi&#263;, &#380;e schrupanie szyjki tej wspania&#322;ej dziewczyny b&#281;dzie dla mnie prawdziw&#261; przyjemno&#347;ci&#261;. Oczywi&#347;cie na przystawk&#281; bo i inne partie jej niezwyk&#322;ego cia&#322;a obiecuj&#261; zgo&#322;a nieziemskie rado&#347;ci.

Jessie, r&#243;b co&#347;  za&#380;&#261;da&#322;a Helena z przeciwnej strony grobu.

Uciekaj!  zawo&#322;a&#322; bez namys&#322;u Jessie.



11

Z&#322;o&#380;ona wcze&#347;niej &#322;opata pos&#322;u&#380;y&#322;a teraz Blake'owi do odwr&#243;cenia uwagi hrabiego S&#322;awka. Cz&#281;&#347;&#263; metalow&#261; z ostrzem cisn&#261;&#322; hrabiemu w twarz, a drewnian&#261; r&#261;czk&#261; uderzy&#322; w kostki n&#243;g. Kiedy wampir skrzy&#380;owa&#322; r&#281;ce, by zas&#322;oni&#263; si&#281; przed ostrzem i cofn&#261;&#322; si&#281; o krok, nogi zapl&#261;ta&#322;y mu si&#281; w wiruj&#261;c&#261; r&#261;czk&#281;. Hrabia krzykn&#261;&#322; z b&#243;lu, zrobi&#322; niezdarny krok w bok, po czym przewr&#243;ci&#322; si&#281; na plecy, wprowadzaj&#261;c tym totalne zamieszanie w szeregach swych kompan&#243;w.

Jessie odwr&#243;ci&#322; si&#281; na pi&#281;cie natychmiast czekaj&#261;c nawet by sprawdzi&#263; jaki wywo&#322;a&#322;o ono skutek. Nie zawracaj&#261;c sobie g&#322;owy podnoszeniem latarki, da&#322; pot&#281;&#380;nego susa na drug&#261; stron&#281; rozkopanego grobu, z&#322;apa&#322; za r&#281;k&#281; Helen&#281; i rzuci&#322; si&#281; do ucieczki  nie w jakim&#347; okre&#347;lonym kierunku, lecz po prostu przed siebie.

Brutus bieg&#322; tu&#380; przed nimi, sadz&#261;c ogromnymi skokami i wiod&#261;c ich z rozmys&#322;em ku g&#322;&#243;wnej bramie cmentarza. Jessie wiedzia&#322;, &#380;e piekielny brytan z &#322;atwo&#347;ci&#261; m&#243;g&#322; dopa&#347;&#263; kt&#243;rego&#347; z mur&#243;w cmentarza i po prostu przenikn&#261;&#263; na drug&#261; stron&#281;, i poczu&#322; wdzi&#281;czno&#347;&#263; dla swego wsp&#243;lnika, &#380;e nie opu&#347;ci&#322; ich w tak ci&#281;&#380;kich opa&#322;ach. Przypomnia&#322; sobie tak&#380;e, &#380;e to w&#322;a&#347;nie dotkni&#281;cie Brutusa odczarowa&#322;o go z kamienia w Mie&#347;cie tysi&#261;clecia i

Zza plec&#243;w dobieg&#322; go narastaj&#261;cy trzepot skrzyde&#322;.

Szybciej!  rykn&#261;&#322; Jessie.

Helena chwyci&#322;a go tylko mocniej za r&#281;k&#281; i bez s&#322;owa sprzeciwu przy&#347;pieszy&#322;a tempo biegu. Kiedy wybiegli na szerok&#261; alejk&#281;, gdzie nie by&#322;o &#380;adnych granitowych nagrobk&#243;w, na kt&#243;re musia&#322;by uwa&#380;a&#263;, spojrza&#322; uwa&#380;nie na Helen&#281; uzna&#322;, &#380;e trzyma si&#281; zupe&#322;nie dzielnie. Wida&#263; by&#322;o, &#380;e si&#281; troch&#281; boi, ale nie uleg&#322;a panice, tylko zagryzaj&#261;c swe &#347;liczne usta pr&#243;bowa&#322;a wycisn&#261;&#263; ze swych d&#322;ugich n&#243;g ca&#322;&#261; szybko&#347;&#263; na jak&#261; j&#261; by&#322;o sta&#263;. I w tym momencie zauwa&#380;y&#322; latark&#281;, kt&#243;r&#261; zaciska&#322;a w drugiej r&#281;ce: latarka b&#322;yska&#322;a ca&#322;y czas w&#322;&#261;czona, a jej &#347;wiat&#322;o ta&#324;czy&#322;o dok&#322;adnie przed nimi doskonale wskazuj&#261;c S&#322;awkowi i jego bandzie kierunek ich ucieczki. Dopiero teraz uzmys&#322;owi&#322; sobie jak bardzo sam musi by&#263; przera&#380;ony, skoro do tej pory tego nie dostrzeg&#322;.

Helena!  krzykn&#261;&#322;.

Nie przerywaj&#261;c biegu, z piersiami podanymi do przodu niczym zderzaki wy&#347;cigowej limuzyny, z blond w&#322;osami ci&#261;gn&#261;cymi si&#281; za ni&#261; jak sie&#263; za trawlerem, trzymaj&#261;c si&#281; kurczowo jego r&#281;ki, Helena spojrza&#322;a z ukosa na Jessiego.

Latarka!

Nie zrozumia&#322;a o co mu chodzi.

Wyrzu&#263; latark&#281;!

Dziewczyna podnios&#322;a do g&#243;ry d&#322;o&#324; z latark&#261;, zwalniaj&#261;c tempo ucieczki i tym samym zmuszaj&#261;c i jego do przyhamowania biegu, popatrzy&#322;a ze zdziwieniem na trzymany przyrz&#261;d i dopiero po chwili zorientowa&#322;a si&#281;, co Jessie mia&#322; na my&#347;li. Bez namys&#322;u cisn&#281;&#322;a latark&#281; w prawo, jakby, w tym w&#322;a&#347;nie momencie nagle zacz&#281;&#322;a j&#261; parzy&#263;, snop &#347;wiat&#322;a wykr&#281;ci&#322; zwariowanego m&#322;y&#324;ca niczym lanca ba&#347;niowego rycerza odcinaj&#261;ca kromki ciemno&#347;ci z bochenka nocy, po czym o&#347;wietli&#322; z bliska jaki&#347; nagrobek, zadr&#380;a&#322; i zgas&#322;.

Ponownie nabrali szybko&#347;ci, p&#281;dz&#261;c co tchu w piersiach po zdradziecko wilgotnej murawie cmentarza.

A jednak zza plec&#243;w ci&#261;gle dobiega&#322; ich &#322;opot skrzyde&#322; i je&#380;&#261;ce w&#322;os na g&#322;owie piski wielu male&#324;kich stworze&#324;  nietoperzy.

W przodzie Brutus zatrzyma&#322; si&#281; gwa&#322;townie z d&#322;ugim ogonem uniesionym do g&#243;ry, ze szpiczastymi uszami nastawionymi czujnie do przodu, ze zje&#380;on&#261; sier&#347;ci&#261;.

W kilka sekund znale&#378;li si&#281; obok niego.

Co jest?  wysapa&#322; Jessie. Serce w piersi wali&#322;o mu tak g&#322;o&#347;no, &#380;e ledwie sam siebie s&#322;ysza&#322;.

Czarownik  warkn&#261;&#322; ochryple pies.

Gdzie?

Brutus pokaza&#322; czubkiem swego pyska.

Czarownik by&#322; stary, do&#347;&#263; wysoki i chudy jak tyczka; sta&#322; dok&#322;adnie na wprost g&#322;&#243;wnej bramy cmentarza z wyci&#261;gni&#281;tymi przed siebie r&#281;kami i rozczapierzonymi palcami jakby w&#322;a&#347;nie mia&#322; rzuci&#263; urok albo zakl&#281;cie, a d&#322;uga k&#281;dzierzawa broda si&#281;gaj&#261;ca mu niemal do pasa falowa&#322;a lekko w podmuchach nocnej bryzy. Otacza&#322;a go kula niezwyk&#322;ego kobaltowo niebieskiego &#347;wiat&#322;a, kt&#243;re zdawa&#322;o si&#281; wydobywa&#263; z niego samego.

Ubrany by&#322; w d&#322;ugie czarne szaty udekorowane szkar&#322;atnymi p&#243;&#322;ksi&#281;&#380;ycami i srebrnymi gwiazdami. Na g&#322;owie mia&#322; szpiczasty kapelusz tego samego koloru i w te same wzory.

On jest niebezpieczny dla nas wszystkich  warkn&#261;&#322; Brutus.  Na was dwoje m&#243;g&#322;by rzuci&#263; jaki&#347; urok a mnie  gdyby chcia&#322; i gdyby mia&#322; w nosie prawo  m&#243;g&#322;by unicestwi&#263;. Najwyra&#378;niej brytanowi stan&#261;&#322; w pami&#281;ci spos&#243;b w jaki potraktowa&#322; kilka zaledwie godzin wcze&#347;niej Zeke Kanastorousa i chyba teraz zacz&#261;&#322; tego odrobin&#281; &#380;a&#322;owa&#263;.

No to nie wychodzimy g&#322;&#243;wn&#261; bram&#261;  powiedzia&#322; Jessie.

Wszystko jedno kt&#243;r&#281;dy, ale wychodzimy, i to, cholera szybko! -zawo&#322;a&#322;a Helena zwracaj&#261;c ich uwag&#281; z powrotem na alejk&#281;, kt&#243;r&#261; w&#322;a&#347;nie przybiegli.  S&#322;awek dopadnie nas lada chwila!

I tak si&#281; te&#380; sta&#322;o.

Z ciemno&#347;ci za ich plecami wyprysn&#281;&#322;o stadko piszcz&#261;cych nietoperzy  ma&#322;ych, ruchliwych cieni, kt&#243;re b&#322;yskawicznie przekszta&#322;ci&#322;y si&#281; w na wp&#243;&#322; bezpostaciowe stwory z ogromnymi skrzyd&#322;ami stanowi&#261;ce znacznie wi&#281;ksze zagro&#380;enie ni&#380; ich poprzednie drobne wcielenie. Ich ciemne, pomarszczone twarze, niegdy&#347; &#347;ci&#261;gni&#281;te i wyst&#281;pne, rozd&#281;&#322;y si&#281; gwa&#322;townie, zrobi&#322;y najpierw &#380;&#243;&#322;te, a potem bia&#322;e, &#347;miertelnie bia&#322;e jak nadmuchiwane balony trac&#261;ce sw&#261; g&#322;&#281;bok&#261; barw&#281;. Szpony zmieni&#322;y im si&#281; w r&#281;ce, ludzkie r&#281;ce z drapie&#380;nymi paznokciami migoc&#261;cymi odbitym &#347;wiat&#322;em ksi&#281;&#380;yca. Na koniec ko&#347;ciste nogi wyd&#322;u&#380;y&#322;y im si&#281; do ziemi i przeobra&#380;enie w ludzk&#261; posta&#263; zosta&#322;o zako&#324;czone.

W powietrzu zawirowa&#322; tuman zimnej mg&#322;y, jakby wessany przez wampiry, a Helena przysun&#281;&#322;a si&#281; bli&#380;ej Jessiego.

T&#281;dy!  zawo&#322;a&#322; Jessie.

Odwr&#243;ci&#322; si&#281; i przebieg&#322; w kierunku dolinki z kt&#243;rej wyp&#322;yn&#281;&#322;a mg&#322;a, mi&#281;dzy dwa kr&#261;g&#322;e pag&#243;rki, na kt&#243;rych znajdowa&#322;a si&#281; wi&#281;kszo&#347;&#263; mase&#324;skich grob&#243;w.

Ale tam jest za ciemno!  zaprotestowa&#322;a Helena, biegn&#261;c o p&#243;&#322; kroku za Jessiem i z ka&#380;dym oddechem wyrzucaj&#261;c przed siebie ob&#322;oczki pary.

Wiem  odkrzykn&#261;&#322; Jessie.

Mg&#322;a stawa&#322;a si&#281; coraz g&#281;stsza i ju&#380; po kilku chwilach otuli&#322;a ich szczelnie nieprzeniknionym k&#322;&#281;bem waty.

A wampiry widz&#261; lepiej ni&#380; wy  doda&#322; Brutus  zw&#322;aszcza w ciemno&#347;ci.

Wiem  powt&#243;rzy&#322; Jessie.

We mgle za ich plecami ponownie rozleg&#322;y si&#281; piski nietoperzy  wampiry zn&#243;w wzbi&#322;y si&#281; w powietrze.

Ale je&#380;eli si&#281; po&#347;pieszymy  ci&#261;gn&#261;&#322; detektyw  to mo&#380;e uda nam si&#281; dopa&#347;&#263; tylnej bramy. Mo&#380;e jej nie obstawili.

Pobo&#380;ne &#380;yczenie  warkn&#261;&#322; Brutus, ale powstrzyma&#322; si&#281; od dalszych sarkastycznych uwag. Pomkn&#261;&#322; do przodu w nieprzeniknion&#261; ciemno&#347;&#263; i zimn&#261; mg&#322;&#281;, kt&#243;ra pokry&#322;a granitowe nagrobki jak &#347;miertelny ca&#322;un.



12

Groby wy&#322;ania&#322;y si&#281; z mg&#322;y jak zepsute z&#281;by &#380;uj&#261;ce owocow&#261; landrynk&#281;. Jessie i Helena nadal kurczowo trzymaj&#261;c si&#281; za r&#281;ce, uskakiwali na prawo i lewo, by omin&#261;&#263; pojawiaj&#261;ce si&#281; przeszkody, &#347;lizgaj&#261;c si&#281; przy tym niebezpiecznie na zdradliwie mokrej trawie. Nie s&#322;yszeli ju&#380; za sob&#261; pisk&#243;w i nieludzkich wrzask&#243;w wampir&#243;w-nietoperzy, lecz pewnie tylko dlatego, &#380;e ich w&#322;asne oddechy sta&#322;y si&#281; tak g&#322;o&#347;ne, i&#380; skutecznie g&#322;uszy&#322;y wszystkie inne d&#378;wi&#281;ki nocy.

U podn&#243;&#380;a pag&#243;rka po raz niewiadomo kt&#243;ry zaryli pi&#281;tami, by nie wpa&#347;&#263; na rz&#261;d kamiennych p&#322;yt wy&#322;aniaj&#261;cych si&#281; znienacka wprost przed nimi i wtedy Helena powiedzia&#322;a:

Jessie, poczekaj.

O co chodzi?

Musz&#281; odpocz&#261;&#263;.

Tak w&#322;a&#347;nie my&#347;la&#322;em  odezwa&#322; si&#281; Brutus, majacz&#261;c w p&#322;ynnej, g&#281;stej jak syrop mgle, w kt&#243;rej tylko jego oczy by&#322;y wyra&#378;nie widoczne, p&#322;on&#261;c w ciemno&#347;ci niczym dwie ka&#322;u&#380;e fluoryzuj&#261;cej krwi.  Znalaz&#322;em tu niedaleko kilka wielkich p&#322;yt pami&#261;tkowych. Powinny was zabezpieczy&#263; przed wypatrzeniem z powietrza.

Jeste&#347; cudowny  westchn&#281;&#322;a Helena.

Wiem  odpar&#322; ogar.

Odwr&#243;ci&#322; si&#281; i poprowadzi&#322; ich na drug&#261; stron&#281; dolinki, do miejsca gdzie wznosi&#322;a si&#281; grupa siedmiostopowych nagrobk&#243;w i ponad-naturalnej wielko&#347;ci rze&#378;b rzucaj&#261;cych, na smoliste &#347;ciany nocy  cienie, jeszcze o ton ciemniejsze.

Helena podesz&#322;a do najwi&#281;kszego pomnika pokrytego g&#322;&#281;boko kutymi mase&#324;skimi literami i ci&#281;&#380;ko si&#281; o niego opar&#322;a. Pochyli&#322;a si&#281; do przodu i z grymasem b&#243;lu zacz&#281;&#322;a rozmasowywa&#263; sforsowane uda.

Nie do&#347;&#263; &#380;e b&#281;d&#281; mia&#322;a pot&#281;&#380;ne bicepsy od rozkopywania tamtego pustego grobu stwierdzi&#322;a  to jeszcze od tego pieprzonego biegania w k&#243;&#322;ko, porobi&#261; mi si&#281; musku&#322;y i &#380;ylaki na nogach.

I tak ci&#281; b&#281;dziemy kocha&#263;  zapewni&#322; Jessie.

Lubi&#281; kobiety z krzep&#261;  doda&#322; Brutus.

Wysoko w g&#243;rze, poza zasi&#281;giem wzroku, cisz&#281; nocy rozdar&#322;o zwierz&#281;ce zawodzenie. Spad&#322;o ono na pokryty ca&#322;unem mg&#322;y cmentarz jak sygna&#322; precyzyjnie obrobionego, male&#324;kiego srebrnego rogu.

Przelecieli prosto nad nami  mrukn&#261;&#322; Brutus.

Tym razem si&#281; uda&#322;o  szepn&#261;&#322; Jessie.  Ale nie na d&#322;ugo.

Helena wyprostowa&#322;a si&#281; i odesz&#322;a kilka krok&#243;w od granitowej rze&#378;by, przytrzymuj&#261;c ka&#380;d&#261; r&#281;k&#261; jeden ze swoich po&#347;ladk&#243;w jakby wypr&#243;bowywa&#322;a nowy spos&#243;b chodzenia i nie by&#322;a pewna, czy pozostan&#261; na swoim miejscu.

Czuj&#281; si&#281; ju&#380; troch&#281; lepiej  oznajmi&#322;a.

No to ruszajmy, zanim

Z ciemno&#347;ci obok dobieg&#322; upiorny j&#281;k, przed&#347;miertelne rz&#281;&#380;enie, od kt&#243;rego w&#322;osy stan&#281;&#322;y mi d&#281;ba. Ten dudni&#261;cy, zgrzytliwy charkot nie m&#243;g&#322; si&#281; dobywa&#263; z gard&#322;a cz&#322;owieka, lecz jakiej&#347; innej istoty, z pewno&#347;ci&#261; wielkiego doros&#322;ego m&#281;&#380;czyzny albo wi&#281;kszej.

Co to by&#322;o?  wyszepta&#322;a Helena.

Nie wiem  odrzek&#322; Jessie, cho&#263; mia&#322; niejasne wra&#380;enie, &#380;e ju&#380; gdzie&#347; co&#347; podobnego s&#322;ysza&#322;.

Rz&#281;&#380;enie rozleg&#322;o si&#281; ponownie.

Tym razem towarzyszy&#322; mu odg&#322;os podobny do szurania, jakby co&#347; bardzo du&#380;ego i ledwo odrywaj&#261;cego nogi od ziemi posuwa&#322;o si&#281; do przodu, rozgarniaj&#261;c nimi na boki opad&#322;e, zeschni&#281;te li&#347;cie palm.

Zabierajmy si&#281; st&#261;d w diab&#322;y  wymamrota&#322;a Helena, kul&#261;c si&#281; w sobie i wstrz&#261;saj&#261;c w reakcji, na nast&#281;pny j&#281;k niewidzialnej bestii.

Jessie nie skuli&#322; si&#281; w sobie, ale zadr&#380;a&#322;, poniewa&#380; wydawa&#322;o mu si&#281; &#380;e gdzie&#347; na samym dnie tego &#380;a&#322;o&#347;nie nieludzkiego g&#322;osu us&#322;ysza&#322; dojmuj&#261;ce, opanowane i beznadziejne cierpienie, rozpacz tak bezgraniczn&#261;, &#380;e cho&#263; by&#322;a zupe&#322;nie nieludzka, porusza&#322;a w nim co&#347; do g&#322;&#281;bi.

T&#281;dy  zawo&#322;a&#322; Brutus.

Odwr&#243;ci&#322; si&#281;, machn&#261;&#322; swym ogromnie d&#322;ugim ogonem i skoczy&#322; p&#322;ynnie w kierunku drugiego usianego grobami pag&#243;rka, znikaj&#261;c w atramentowej, otulonej mg&#322;&#261; nocy, rozp&#322;ywaj&#261;c si&#281; w niej bez jednego d&#378;wi&#281;ku, zostawiaj&#261;c Jessiego i Helen&#281; samych.

Zd&#261;&#380;yli zrobi&#263; ledwie dwa szybkie kroki w tym samym kierunku, kiedy co&#347; olbrzymiego wyros&#322;o tu&#380; przed nimi, po lewej stronie Heleny  ja&#347;niejszy cie&#324; na czarnej jak sadza kurtynie nocy. Cie&#324; wysun&#261;&#322; si&#281; spomi&#281;dzy dw&#243;ch wysokich mase&#324;skich pomnik&#243;w nagrobnych, j&#281;cz&#261;c coraz g&#322;o&#347;niej, na jak&#261;&#347; now&#261;, przebiegle niegodziw&#261; nut&#281; i nagle Helena ujrza&#322;a, &#380;e wyci&#261;gaj&#261; si&#281; ku niej dwie monstrualne, zniekszta&#322;cone, pokryte rogowatymi naro&#347;lami r&#281;ce.

Wstrzyma&#322;a w przera&#380;eniu oddech i wtuli&#322;a si&#281; rozpaczliwie w Jessiego, zupe&#322;nie tak samo jak on w ni&#261;.

Monstrum ruszy&#322;o do przodu niby faluj&#261;ca ameboidalna masa, wysun&#281;&#322;o si&#281; w ca&#322;o&#347;ci na otwart&#261; przestrze&#324; i zawis&#322;o nad nimi jak wie&#380;a. W tym momencie ci&#281;&#380;kie, burzowe chmury  rozst&#261;pi&#322;y si&#281; odrobin&#281; i przepu&#347;ci&#322;y promie&#324; ksi&#281;&#380;ycowego &#347;wiat&#322;a, kt&#243;ry o&#347;wietli&#322; miejsce gdzie si&#281; znajdowali na kilka sekund nim zala&#322;y je z powrotem ciemno&#347;ci r&#243;wnie nieprzeniknione jak przedtem.

Zjawa wzdrygn&#281;&#322;a si&#281; przed b&#322;yskiem &#347;wiat&#322;a, po czym wyda&#322;a z siebie ochryp&#322;y d&#378;wi&#281;k i natar&#322;a na nich jeszcze raz, przypieraj&#261;c oboje do nast&#281;pnego rz&#281;du pami&#261;tkowych g&#322;az&#243;w.

Jessie, co to jest?  zatrwo&#380;y&#322;a si&#281; Helena wstrzymuj&#261;c oddech i wysuwaj&#261;c przed siebie r&#281;ce z d&#322;o&#324;mi na p&#322;ask jakby chcia&#322;a odepchn&#261;&#263; potwora od siebie.

Mabel?  powiedzia&#322; Jessie pytaj&#261;co.

&#379;e co?  spyta&#322;a z niedowierzaniem Helena.

Mabel?  powt&#243;rzy&#322; Jessie, robi&#261;c ostro&#380;nie krok w kierunku tego czego&#347;, mimo i&#380; Helena wczepi&#322;a mu si&#281; rozpaczliwie w rami&#281;, pr&#243;buj&#261;c w tym przeszkodzi&#263;.

Monstrum zatrzyma&#322;o si&#281;, jego c&#281;tkowany, brunatno-czarny kad&#322;ub zafalowa&#322; pokrywaj&#261;c si&#281; naro&#347;lami i wypustkami, kt&#243;re natychmiast ust&#261;pi&#322;y miejsca wkl&#281;s&#322;o&#347;ciom. same pojawiaj&#261;c si&#281; jednocze&#347;nie w zupe&#322;nie innym miejscu, co nieodmiennie przywodzi&#322;o na my&#347;l worek &#380;ywych w&#281;gorzy.

Czy to ty, Mabel?  dopytywa&#322; si&#281; Jessie, post&#281;puj&#261;c jeszcze jeden krok do przodu i czuj&#261;c, &#380;e cz&#281;&#347;&#263; przera&#380;enia go opu&#347;ci&#322;a.

U&#380;ywam tego imienia, owszem  odpar&#322;a Chwieja.  Ale jako&#347; zupe&#322;nie nie mog&#281; pana umiejscowi&#263;, sir.

Zdaje si&#281;, &#380;e zwariowa&#322;am  stwierdzi&#322;a Helena.

Sk&#261;d&#380;e znowu  wyja&#347;ni&#322; Jessie:  Mabel jest hostess&#261; w Czterech &#346;wiatach  wiesz, w tej kawiarni w mie&#347;cie.

Hostess&#261;?

Nocn&#261; hostess&#261;. W ci&#261;gu dnia musi przebywa&#263; w ukryciu.

Inaczej uleg&#322;abym unicestwieniu  doda&#322;a Mabel.

Nie widzia&#322;a&#347; jej nigdy w Czterech &#346;wiatach?  zdziwi&#322; si&#281; Jessie.

Nie  odpar&#322;a Helena.  A chodz&#281; tam niemal w ka&#380;d&#261; sobot&#281;.

Mabel ma wolne weekendy  przypomnia&#322; sobie Jessie.

Mam wolne weekendy ze wzgl&#281;du na dzieci  potwierdzi&#322;a Mabel.

Dzieci?  spyta&#322;a Helena.

Ona je straszy  wyja&#347;ni&#322; Jessie.

Swoje w&#322;asne dzieci?

Och, nie, nie  zaprzeczy&#322;a Mabel,  Dzieci w og&#243;le, ka&#380;de dzieci, na jakie tylko podpisz&#261; ze mn&#261; kontrakt.

Mabel jest mase&#324;skim za&#347;wiatowcem -ci&#261;gn&#261;&#322; Jessie podczas gdy chwieja gulgota&#322;a, przelewa&#322;a si&#281; i nieustannie zmienia&#322;a kszta&#322;ty.  Zgodnie ze swym mitem straszy niegrzeczne dzieci.

Ach tak  odetchn&#281;&#322;a Helena  rozumiem. To znaczy, nie rozumiem. Przecie&#380; my nie jeste&#347;my dzie&#263;mi, wi&#281;c

Mabel westchn&#281;&#322;a g&#322;o&#347;no i osadzi&#322;a na ziemi sw&#243;j wielki kad&#322;ub. Jej nogi przesta&#322;y po prostu istnie&#263; oblane ze wszystkich stron galaretowatym brzuchem, co nada&#322;o ca&#322;emu cia&#322;u kszta&#322;t bardzo zbli&#380;ony do kropli do&#347;&#263; g&#281;stego kleju.

Wiem, &#380;e nie jeste&#347;cie dzie&#263;mi  powiedzia&#322;a. I s&#322;owo daj&#281;, &#380;e ja te&#380; nie bardzo si&#281; tu dzisiaj ubawi&#322;am.

Co tu si&#281; dzieje?  odezwa&#322; si&#281; nagle Brutus, wy&#322;aniaj&#261;c si&#281; z mg&#322;y z prawej strony, z oczyma rozjarzonymi w&#347;ciek&#322;&#261; purpur&#261;. Spojrza&#322; na Mabel i powiedzia&#322;:  Jak si&#281; masz, Mabel?

Nie najlepiej  odpar&#322;a chwieja.

Dlaczego nie straszysz dzieci?

W&#322;a&#347;nie j&#261; o to pytali&#347;my  wtr&#261;ci&#322;a si&#281; Helena.

Dzi&#347; w nocy przydzielili mi cmentarz.  zacz&#281;&#322;a wyja&#347;nia&#263; Mabel. Wypu&#347;ci&#322;a z kad&#322;uba wielk&#261; ba&#324;kowat&#261; g&#322;ow&#281;, po czym wessa&#322;a j&#261; szybko do wn&#281;trza, zaczynaj&#261;c jednocze&#347;nie przekszta&#322;ca&#263; inne partie swego cia&#322;a.  Przyszli i powiedzieli, &#380;e dzi&#347; moje us&#322;ugi potrzebne b&#281;d&#261; tutaj i &#380;e mam postraszy&#263; dw&#243;jk&#281; doros&#322;ych.

Jacy oni?

Kilku takich bardzo wysoko postawionych w hierarchii mase&#324;skich za&#347;wiatowc&#243;w rzek&#322;a Mabel.  Takich, co to znaj&#261; zakl&#281;cia, kt&#243;re mog&#322;yby mnie unicestwi&#263;, nie grozili mi wprost, ale wyra&#378;nie dali do zrozumienia, &#380;e je&#380;eli nie b&#281;d&#281; z nimi wsp&#243;&#322;pracowa&#263;, to &#378;le sko&#324;cz&#281;.

To zwyk&#322;e &#347;wi&#324;stwo  zauwa&#380;y&#322; Brutus.

Mabel zatrz&#281;s&#322;a si&#281; z oburzenia: zadygota&#322;a z oburzenia i zafalowa&#322;a z oburzenia.

Prawda?  mrukn&#281;&#322;a,  Dok&#322;adnie tak w&#322;a&#347;nie sobie pomy&#347;la&#322;am: zwyk&#322;e cholerne &#347;wi&#324;stwo.  Przela&#322;a si&#281; nieco na bok. jakby po to, by spojrze&#263; bezpo&#347;rednio na Jessiego, cho&#263; nie mia&#322;a &#380;adnych oczu, kt&#243;rymi mog&#322;aby patrze&#263; i pewnie wyczuwa&#322;a go doskonale ka&#380;d&#261; stron&#261; swego cia&#322;a.

Ju&#380; wiem, sir  powiedzia&#322;a,  Pan by&#322; w Czterech &#346;wiatach nie dalej ni&#380; dwie noce temu i jad&#322; obiad z demonem chyba Kanastorousem, prawda? Dosta&#322;am od pana niezwykle hojny napiwek.

Dwadzie&#347;cia st&#243;p ponad nimi przemkn&#261;&#322; niewidzialny w nieprzeniknionych ciemno&#347;ciach wampir-nietoperz, kt&#243;rego przelot zdradzi&#322;, jedynie szereg rozgor&#261;czkowanych, niezwykle przenikliwych pisk&#243;w, pozwalaj&#261;cych mu komunikowa&#263; si&#281; z reszt&#261; jego piekielnych towarzyszy zaprz&#261;tni&#281;tych poszukiwaniami w innych cz&#281;&#347;ciach cmentarza, nie wypatrzy&#322; ich tym razem skrytych pod podw&#243;jnym rz&#281;dem nachylonych ku sobie mase&#324;skich nagrobk&#243;w.

Nie by&#322;o jednak w&#261;tpliwo&#347;ci, &#380;e nast&#281;pnym razem przeleci ni&#380;ej, by przeszuka&#263; ju&#380; najg&#322;&#281;bsze z ciemno&#347;ci, z kt&#243;rymi nawet jego wampirze oczy mia&#322;y pewne k&#322;opoty; i wtedy zostan&#261; schwytani.

S&#322;uchaj  zwr&#243;ci&#322; si&#281; Jessie do chwiei  nie ma chwili do stracenia. Lada moment S&#322;awek i jego kompani nas dopadn&#261;, za pi&#281;&#263; minut zostaniemy okr&#261;&#380;eni przez band&#281; krwiopijc&#243;w, czarownik&#243;w i wszystkiego, co tam jeszcze maj&#261; dla nas tej nocy w zanadrzu. Mo&#380;e mog&#322;aby&#347; nam jako&#347; pom&#243;c.

Ale jak, prosz&#281; pana?  zastanawia&#322;a si&#281; chwieja.  Pomog&#281; panu, o ile tylko sama nie nara&#380;&#281; si&#281; przez to na jakie&#347; niebezpiecze&#324;stwo. To &#322;amanie prawa, kt&#243;re odbywa si&#281; tutaj tej nocy wcale mi si&#281; nie podoba. I nie chcia&#322;abym opu&#347;ci&#263; w potrzebie tak hojnego klienta; nie sta&#263; mnie na to, je&#380;eli chc&#281; cho&#263; raz w tygodniu zap&#322;aci&#263; za przywilej straszenia niegrzecznych dzieciak&#243;w. Z drugiej jednak strony, bardzo bym nie chcia&#322;a, &#380;eby si&#281; wyda&#322;o, &#380;e panu pomaga&#322;am. Nie chc&#281;, &#380;eby mnie unicestwiono.

To absolutnie zrozumia&#322;e  stwierdzi&#322; Jessie.  wcale nie chc&#281;, &#380;eby&#347; si&#281; z nami bezpo&#347;rednio wi&#261;za&#322;a. Dostarcz nam po prostu pewnej informacji, a potem mo&#380;esz sobie odej&#347;&#263; i udawa&#263;, &#380;e nas w og&#243;le nie spotka&#322;a&#347;.

Mabel zacz&#281;&#322;a rozwa&#380;a&#263; t&#281; propozycj&#281;, a galaretowata masa jej cia&#322;a k&#322;&#281;bi&#322;a si&#281; r&#243;wnie ci&#281;&#380;ko jak nurtuj&#261;ce chwiej&#281; my&#347;li, gulgoc&#261;c przy tym delikatnie zara&#378;liwym, synkopowanym rytmem.

Co chcia&#322;by pan wiedzie&#263;?  spyta&#322;a w ko&#324;cu.

Co to za tajemnica kryje si&#281; za spraw&#261; tego Galiotora Tesseraxa? Co a&#380; tak niezwyk&#322;ego wydarzy&#322;o si&#281; ostatnio, &#380;e zmusi&#322;o uczciwych sk&#261;din&#261;d za&#347;wiatowc&#243;w do &#322;amania prawa?

Nie mam najmniejszego poj&#281;cia  odpar&#322;a Mabel z ci&#281;&#380;kim westchnieniem.

Ale s&#322;ysza&#322;a&#347; o tym Tesseraxie?

Och tak!  o&#380;ywi&#322;a si&#281; bry&#322;a amorficznej ektoplazmy.  Za&#347;wiaty a&#380; si&#281; trz&#281;s&#261; od plotek. Ale w&#322;a&#347;nie tylko od plotek; tak naprawd&#281; nikt nie wie nic konkretnego. Je&#347;li chce pan pozna&#263; prawd&#281;, b&#281;dzie pan musia&#322; zapyta&#263; o to znacznie wy&#380;ej postawionych w mase&#324;skiej hierarchii za&#347;wiatowc&#243;w. Wymusili na mnie udzia&#322; w tej sprawie, nie m&#243;wi&#261;c o co chodzi.

W porz&#261;dku  rzek&#322; Jessie  Prawd&#281; m&#243;wi&#261;c, wcale nie spodziewa&#322;em si&#281;, &#380;e b&#281;dziesz to wiedzia&#322;a, ale zadawanie pyta&#324; wesz&#322;o mi ju&#380; w na&#322;&#243;g. Przejd&#378;my do spraw bardziej praktycznych. Czy wiesz jak strze&#380;ona jest tylna brama?

Postawili tam czarownika- wyzna&#322;a chwieja.  Tak samo jak przed wej&#347;ciem g&#322;&#243;wnym.

W takim razie odpada  stwierdzi&#322; Brutus.

S&#322;uchajcie  zaproponowa&#322;a Helena,  A mo&#380;e wys&#322;aliby&#347;cie samego Brutusa, &#380;eby przenikn&#261;&#322; gdzie&#347; przez mur i sprowadzi&#322; pomoc. Gdyby

To nie wszystko  przerwa&#322;a jej chwieja.

Tak?  spyta&#322; Jessie. Zdawa&#322; sobie spraw&#281;, &#380;e Mabel ma zamiar ostudzi&#263; zapa&#322; Heleny, a jednocze&#347;nie nie mia&#322; w&#261;tpliwo&#347;ci, &#380;e propozycja Heleny, jest ju&#380; jedynym sensownym wyj&#347;ciem jakie im pozosta&#322;o.

Musieli si&#281; spodziewa&#263;, &#380;e wcze&#347;niej czy p&#243;&#378;niej pojawicie si&#281; na cmentarzu, poniewa&#380; zawczasu wystawili stra&#380;e. Kiedy wchodzili&#347;cie tutaj, uda&#322;o wam si&#281; jako&#347; mi&#281;dzy nimi prze&#347;lizn&#261;&#263;, ale namierzyli was jeszcze zanim sko&#324;czyli&#347;cie rozkopywa&#263; tamten gr&#243;b. Zawezwali ci&#281;&#380;k&#261; artyleri&#281;, w tym tak&#380;e polewaczk&#281;, kt&#243;ra obje&#380;d&#380;a wko&#322;o mur cmentarza i spryskuje go od zewn&#261;trz wod&#261; &#347;wi&#281;con&#261;. &#379;aden ziemski za&#347;wiatowiec nie przeniknie przez t&#281; &#347;cian&#281;, dop&#243;ki oni na to nie zezwol&#261;.

No to wpadli&#347;my  warkn&#261;&#322; ponuro Brutus.

Nie mogli przecie&#380; pomy&#347;le&#263; o wszystkim!  zawo&#322;a&#322; Jessie.  Musieli co&#347; przeoczy&#263;.

Zacz&#261;&#322; chodzi&#263; w t&#281; i z powrotem, zaciskaj&#261;c r&#281;ce w kieszeniach w pi&#281;&#347;ci i kopi&#261;c ze z&#322;o&#347;ci k&#281;pki trawy porastaj&#261;cej zaokr&#261;glone kopczyki mogi&#322;.

Obawiam si&#281;, &#380;e pomy&#347;leli o wszystkim  westchn&#281;&#322;a chwieja. W ci&#261;gu ostatniej minuty zn&#243;w sta&#322;a si&#281; niezwykle wysoka, formuj&#261;c pod sob&#261; nogi i wypuszczaj&#261;c z brunatnoczarnej masy swego cia&#322;a co&#347; na kszta&#322;t ko&#324;czyn g&#243;rnych.  I chyba lepiej ju&#380; sobie p&#243;jd&#281;, zanim mnie tutaj znajd&#261; i zorientuj&#261; si&#281;, &#380;e przesz&#322;am na stron&#281; wroga.

Dzi&#281;ki za pomoc, Mabel  wymamrota&#322;a Helena.

Drobiazg i tak w niczym wam nie pomog&#322;am.

Ruszy&#322;a przed siebie chwiejnie, zgarbiona, z masywn&#261; g&#322;ow&#261; wtulon&#261; w monstrualne ramiona, z d&#322;ugimi r&#281;kami zwisaj&#261;cymi tak nisko, &#380;e bezkszta&#322;tnymi d&#322;o&#324;mi zamiata&#322;a niemal ziemi&#281; i ju&#380; w nast&#281;pnej chwili rozp&#322;yn&#281;&#322;a si&#281; w ciemno&#347;ciach mi&#281;dzy grobami.

I co teraz?  zastanawia&#322;a si&#281; Helena.

Je&#380;eli b&#281;dziemy pr&#243;bowali wydosta&#263; si&#281; z cmentarza  odpar&#322; Jessie  natychmiast nas zlokalizuj&#261; i wyko&#324;cz&#261;. Unicestwi&#261; dusz&#281; biednego Brutusa, a nam

 zafunduj&#261; zupe&#322;nie legalne uk&#261;szenie w szyj&#281;  doko&#324;czy&#322;a za niego Helena, dotykaj&#261;c r&#281;k&#261; pulsuj&#261;cej &#380;y&#322;y szyjnej.

W&#322;a&#347;nie  potwierdzi&#322; Jessie.  Z drugiej strony, je&#380;eli b&#281;dziemy siedzie&#263; tutaj, to tak&#380;e nas zlokalizuj&#261; i wyko&#324;cz&#261;, tyle tylko, &#380;e zajmie im to kilka minut wi&#281;cej.  Zawiesi&#322; g&#322;os dla podkre&#347;lenia wagi swych s&#261;d&#243;w i w tym samym momencie chmury rozsun&#281;&#322;y si&#281; nieco, pozwalaj&#261;c w&#261;skiej wi&#261;zce ksi&#281;&#380;ycowej po&#347;wiaty zala&#263; oba pogr&#261;&#380;one w ciemno&#347;ciach cmentarne wzg&#243;rza. Ca&#322;a tr&#243;jka przysun&#281;&#322;a si&#281; odruchowo do wielkiego mase&#324;skiego grobowca, by unikn&#261;&#263; wypatrzenia przez powietrznych zwiadowc&#243;w.  Musimy zosta&#263; gdzie&#347; tutaj, gdzie&#347; na terenie cmentarza  doko&#324;czy&#322; Jessie  a jednocze&#347;nie zmusi&#263; ich, by uwierzyli, &#380;e mimo wszystkich ich wysi&#322;k&#243;w uda&#322;o nam si&#281; jako&#347; wydosta&#263;.

Ale jak to zrobi&#263;?  spyta&#322;a Helena wieczna pragmatyczka.

Je&#380;eli, ukryjemy si&#281; gdzie&#347;, gdzie do g&#322;owy im nie przyjdzie nas szuka&#263;, dojd&#261; pewnie do wniosku, &#380;e ca&#322;y ich wysi&#322;ek poszed&#322; na marne. Za godzin&#281; b&#281;d&#261; przekonani, &#380;e jako&#347; si&#281; wydostali&#347;my i spr&#243;buj&#261; wykorzysta&#263; ostatnie godziny nocy, by nas znale&#378;&#263;  ale na zewn&#261;trz cmentarza. Kiedy przenios&#261; si&#281; z poszukiwaniami gdzie&#347; indziej, wymkniemy si&#281; st&#261;d cichaczem.

Teoretycznie  stwierdzi&#322;a Helena  brzmi to &#347;wietnie.

W praktyce  doda&#322; Brutus  to kupa bzdur.

W&#322;a&#347;nie  westchn&#281;&#322;a Helena.

Wasz entuzjazm rozczuli&#322; mnie do &#322;ez  mrukn&#261;&#322; Jessie.

Gdzie na tym ca&#322;ym cmentarzu jest takie miejsce, w kt&#243;rym S&#322;awkowi nie przysz&#322;oby do g&#322;owy nas szuka&#263;?  zastanawia&#322;a si&#281; Helena.

No

Jedyne za czym tutaj si&#281; mo&#380;na schowa&#263;, to nagrobki  ci&#261;gn&#281;&#322;a dziewczyna.  Mogliby&#347;my mo&#380;e

I nie ma mowy, &#380;eby&#347;my si&#281; mogli schowa&#263; za nimi przez ca&#322;&#261; noc  doda&#322;a.

Zanim zd&#261;&#380;y&#322;a jeszcze co&#347; dopowiedzie&#263;, Jessie zawo&#322;a&#322; w nag&#322;ym ol&#347;nieniu, wskazuj&#261;c na szczyt drugiego wzg&#243;rza:

Mo&#380;emy si&#281; ukry&#263; tam!

Na wierzcho&#322;ku czarnego jak smo&#322;a wzniesienia, na otwartej przestrzeni, na kt&#243;rej nie by&#322;o &#380;adnych grob&#243;w, w k&#322;&#281;bowisku g&#281;stej mg&#322;y sp&#322;ywaj&#261;cej w d&#243;&#322; jak miazmaty z kot&#322;a czarownicy, majaczy&#322;o bia&#322;e mauzoleum. W zawirowaniach opar&#243;w przes&#322;aniaj&#261;cych i ukazuj&#261;cych wci&#261;&#380; inne fragmenty jego kontur&#243;w wygl&#261;da&#322;o zupe&#322;nie nieziemsko, eterycznie, jak zjawa rodem z nocnego koszmaru, kt&#243;r&#261; jedno mrugni&#281;cie powiek mog&#322;oby rozwia&#263; na zawsze

Ale to w&#322;a&#347;nie stamt&#261;d wylecia&#322; S&#322;awek i jego kumple, Jessie  zaprotestowa&#322;a Helena.  To ich dom, ich gr&#243;b.

Owszem, niekt&#243;rzy z nich przebywaj&#261; tam za dnia.

Oba okna mauzoleum by&#322;y czarne i puste, jak dwoje niewidz&#261;cych oczu wpatruj&#261;cych si&#281; w nich ze szczytu wzg&#243;rza. Po obu jego stronach pe&#322;ni&#322;y stra&#380; wysokie palmy, kt&#243;rych d&#322;ugie li&#347;cie sm&#281;tnie zwiesza&#322;y si&#281; ku ziemi. Ca&#322;o&#347;&#263; przywodzi&#322;a na my&#347;l ostatni posterunek cywilizacji gdzie&#347; na samym ko&#324;cu wszech&#347;wiata. Surowe nie ozdobione niczym &#347;ciany, sprawia&#322;y ogromnie pos&#281;pne wra&#380;enie, tak masywne, a jednocze&#347;nie tak zwiewnie l&#347;ni&#261;ce w blakn&#261;cej po&#347;wiacie ksi&#281;&#380;yca jakby wyrze&#378;biono je z jednej bry&#322;y lodu.

Czy S&#322;awek i ta ca&#322;a reszta nie wr&#243;ci tutaj i nie wpadnie prosto na nas?  upewnia&#322;a si&#281; Helena.

Z ca&#322;&#261; pewno&#347;ci&#261; nikt z nich nie wr&#243;ci tutaj przed &#347;witem.

Nie wiem sk&#261;d masz t&#281; pewno&#347;&#263;.

Nie spoczn&#261; dop&#243;ki nie b&#281;d&#261; absolutnie przekonani, &#380;e nie stanowimy zagro&#380;enia dla sprawy Galiotora Tesseraxa  bez wzgl&#281;du na to o co w tej cholernej sprawie chodzi. A to oznacza, &#380;e spr&#243;buj&#261; wykorzysta&#263; ka&#380;d&#261; minut&#281; ciemno&#347;ci, &#380;eby nas odnale&#378;&#263;. Zjawi&#261; si&#281; tutaj dopiero w ostatniej chwili, tu&#380; przed &#347;witem, a nas ju&#380; wtedy tu nie b&#281;dzie. Posiedzimy tu tylko do momentu, kiedy zabior&#261; si&#281; za poszukiwania poza terenem cmentarza i wtedy natychmiast si&#281; st&#261;d ulotnimy.

Helena nadal trzyma&#322;a r&#281;k&#281; na swej t&#281;tnicy szyjnej.

Nic si&#281; nie martw.  uspakaja&#322;, j&#261; Jessie.

Dobrze ci m&#243;wi&#263;. Nie mog&#281; si&#281; opanowa&#263;. Ja

Ze szczytu pierwszego wzg&#243;rza tu&#380; za ich plecami rozleg&#322;o si&#281; &#380;a&#322;obne wycie wilka. Pos&#281;pne zawodzenie pop&#322;yn&#281;&#322;o na falach k&#322;&#281;bi&#261;cej si&#281; mg&#322;y, roznios&#322;o szeroko po ca&#322;ym cmentarzu i powr&#243;ci&#322;o zwielokrotnione echem.

Wilko&#322;ak  stwierdzi&#322; Brutus.

Mo&#380;e jeden z wielu.

Nie znosz&#281; wilko&#322;ak&#243;w  skar&#380;y&#322;a si&#281; Helena.  Nie ma w nich nawet krzty twojego uroku, Brutusie. A poza tym tak si&#281; strasznie &#347;lini&#261;.

Je&#380;eli sprowadzili posi&#322;ki  odezwa&#322; si&#281; Jessie  to musimy rusza&#263;  bez chwili zw&#322;oki.

Zastanowi&#322; si&#281; czy sprowadzono tak&#380;e mitycznych W&#322;och&#243;w i Czarnuch&#243;w i wstrz&#261;sn&#261;&#322; si&#281; na sam&#261; my&#347;l o spotkaniu kt&#243;rego&#347; z nich  ociekaj&#261;cego sosem pomidorowym i sokiem z arbuza  tutaj w absolutnych ciemno&#347;ciach, mi&#281;dzy rz&#281;dami mogi&#322;

Wilko&#322;ak zani&#243;s&#322; si&#281; wyciem po raz drugi.

Odpowiedzia&#322; mu ch&#243;r bli&#378;niaczo brzmi&#261;cych zawodze&#324;.

Chod&#378;my  szepn&#261;&#322; Jessie.

Brutus rzuci&#322; si&#281; ogromnym susem ku wierzcho&#322;kowi wzniesienia.

Ju&#380; id&#281;  zgodzi&#322;a si&#281; Helena, obdarzaj&#261;c mauzoleum ostatnim badawczym spojrzeniem, nim ksi&#281;&#380;yc jeszcze raz skry&#322; si&#281; za czarnymi, burzowymi chmurami.



13

Ci&#281;&#380;kie odrzwia mauzoleum  prasowane i pomalowane na zupe&#322;nie przyzwoit&#261; imitacj&#281; starego d&#281;bu  by&#322;y zamkni&#281;te, ale tylko na klamk&#281;. Kiedy Jessie nacisn&#261;&#322; kut&#261; w &#380;elazie r&#261;czk&#281;, rozleg&#322; si&#281; szcz&#281;k skobla i drzwi uchyli&#322;y si&#281; na kilka cali z nieprzyjemnym zgrzytem. Ledwie mie&#347;ci&#322;y si&#281; w futrynie i przy otwieraniu szorowa&#322;y ha&#322;a&#347;liwie po betonowej posadzce. Ten szorstki d&#378;wi&#281;k przetoczy&#322; si&#281; obok ca&#322;ej tr&#243;jki uciekinier&#243;w, pogr&#261;&#380;y&#322; we mgle i rozni&#243;s&#322; po niej szeroko, mo&#380;e nawet a&#380; do nastawionych pilnie uszu, czaj&#261;cego si&#281; gdzie&#347; w pobli&#380;u, wilko&#322;aka.

Id&#378; przodem  szepn&#261;&#322; Jessie.

Brutus wszed&#322; ostro&#380;nie przez wysoki pr&#243;g do pogr&#261;&#380;onego w absolutnych ciemno&#347;ciach wn&#281;trza; jego, obdarzone niezwykle d&#322;ugimi i ostrymi pazurami, &#322;apy czyni&#322;y na ch&#322;odnej posadzce mauzoleum zaskakuj&#261;co ma&#322;o ha&#322;asu.

Jessie i Helena, ci&#261;gle jeszcze trzymaj&#261;c si&#281; za r&#281;ce, ruszyli tu&#380; za nim, nie widz&#261;c dos&#322;ownie nic, wymacuj&#261;c drog&#281; przed sob&#261; nogami, jak dwoje &#347;lepc&#243;w.

Widzisz. co&#347;?  spyta&#322; Jessie zwiadowc&#281;.

Wi&#281;cej ni&#380; ty, wygl&#261;da na opuszczone.

Na zewn&#261;trz, ksi&#281;&#380;yc zn&#243;w przedar&#322; si&#281; przez zas&#322;on&#281; chmur, zalewaj&#261;c ca&#322;y szczyt wzg&#243;rza wok&#243;&#322; mauzoleum upiorn&#261; po&#347;wiat&#261;.

Wiedzione wsp&#243;lnym impulsem wilko&#322;aki unios&#322;y &#322;eb i zawy&#322;y do p&#281;dz&#261;cego, nisko nad nimi zawieszonego nieba.

Lepiej zamknij drzwi  szepn&#281;&#322;a Helena.

Detektyw odwr&#243;ci&#322; si&#281; i popchn&#261;&#322; masywn&#261; p&#322;yt&#281; a&#380; skobel zn&#243;w zaskoczy&#322; na swoje miejsce. G&#322;osy wilko&#322;ak&#243;w sta&#322;y si&#281; natychmiast znacznie bardziej odleg&#322;e, znacznie mniej przera&#380;aj&#261;ce.

Strasznie tu &#347;mierdzi  grymasi&#322;a Helena.

No c&#243;&#380;, w ko&#324;cu to rzeczywi&#347;cie jest dom pewnie ze dwudziestu &#380;ywych trup&#243;w stwierdzi&#322; Jessie.  Lekki odorek, zapaszek zepsucia, jest tu zupe&#322;nie naturalny.

Dziewczyna taka jak ja nie powinna pracowa&#263; u kogo&#347;, kto prowadzi j&#261; w takie miejsca.

Je&#380;eli chcesz z&#322;o&#380;y&#263; wym&#243;wienie

Na mi&#322;o&#347;&#263; bosk&#261;, przecie&#380; mam wszystko, co trzeba i wi&#281;cej! Jestem wystrza&#322;ow&#261; dziewczyn&#261;! My&#347;la&#322;am, &#380;e to si&#281; liczy, nawet w dzisiejszych czasach. Tymczasem tylko sp&#243;jrz! Stoj&#281; jak kretynka w tym &#347;mierdz&#261;cym grobowcu, o krok od nielegalnego pok&#261;sania przez wampiry, kryj&#261;c si&#281; jak szczur w norze

 I bawi&#261;c si&#281; jak nigdy w &#380;yciu  wszed&#322; jej w s&#322;owo Jessie.  Sama doskonale wiesz, &#380;e w tej robocie trzyma ci&#281; nie tylko nies&#322;ychanie wysoka pensja i moje fenomenalne techniki seksualne, stanowi&#261;ce pozap&#322;acowy dodatek do twego uposa&#380;enia, pracujesz u nas, bo jeden dzie&#324; pracy w Agencji Detektywistycznej Zwiadowca Piekie&#322; niesie ze sob&#261; wi&#281;cej emocji ni&#380; trzydzie&#347;ci lat pracy gdzie indziej. Ty &#322;akniesz emocji, Heleno, jak kania d&#380;d&#380;u.

W tej chwili &#322;akn&#281; tylko chwili ciszy i spokoju.

A gdzie masz wi&#281;ksze szanse je znale&#378;&#263; jak nie w opuszczonym grobowcu?  odparowa&#322; detektyw.

Oczy zacz&#281;&#322;y im si&#281; stopniowo przyzwyczaja&#263; do otaczaj&#261;cych ciemno&#347;ci. Blask ksi&#281;&#380;yca wpadaj&#261;cy przez dwa niewielkie okna ujawni&#322; kontury ci&#281;&#380;kich sarkofag&#243;w ustawionych wok&#243;&#322; ca&#322;ego pomieszczenia na betonowych postumentach.

Jednocze&#347;nie z tym jak przyzwyczaja&#322;y si&#281; do ciemno&#347;ci oczy Jessiego i Heleny, coraz lepiej widzia&#322;y tak&#380;e oczy psa, wi&#281;c jego wzrok ca&#322;y czas zachowywa&#322; sw&#261; wy&#380;szo&#347;&#263;. Brutus ruszy&#322; do przodu, pomi&#281;dzy trumny, lecz uszed&#322;szy zaledwie kilka krok&#243;w, stan&#261;&#322; jak wryty i powiedzia&#322;:

A jednak nie jeste&#347;my tu sami.

Na te s&#322;owa zab&#322;ys&#322;y w mauzoleum &#347;wiat&#322;a: przy&#263;mione, &#380;&#243;&#322;te, rzucaj&#261;ce pl&#261;tanin&#281; cieni, wyt&#322;umione przez brudny sufit, zas&#322;ony paj&#281;czyn i druciane klatki, niezbyt jasne, a jednak wystarczaj&#261;co jasne, by zmusi&#263; Jessiego do zmru&#380;enia oczu i ochronienia ich uniesion&#261; r&#281;k&#261;.

Kto kto to jest?  wyszepta&#322;a Helena, cofaj&#261;c si&#281; ku zamkni&#281;tym drzwiom mauzoleum i tak&#380;e mru&#380;&#261;c swe pi&#281;kne oczy.

Ma&#322;y, przysadzisty, blady facet z zapadni&#281;tymi oczami w fatalnie wygniecionym ubraniu  oznajmi&#322; Brutus.

A co, na mi&#322;o&#347;&#263; bosk&#261;, robi tutaj ma&#322;y, przysadzisty, blady facet z zapadni&#281;tymi oczami i w fatalnie wygniecionym ubraniu?  spyta&#322;a, przys&#322;aniaj&#261;c oczy od &#347;wiat&#322;a i wyt&#281;&#380;aj&#261;c wzrok  Chyba nie jest wampirem, prawda? Z tego opisu zupe&#322;nie nie wygl&#261;da na wampira.

Nie jest  stwierdzi&#322; Brutus.  Ten facet ma na to za ma&#322;o klasy.

Jessie pogrzeba&#322; w kieszeni i wyci&#261;gn&#261;&#322; z niej tani, kolorowy, po&#322;yskuj&#261;cy krucyfiks.

Nie wygl&#261;da na krwiopijc&#281;  zauwa&#380;y&#322;  ale ostro&#380;no&#347;ci nigdy nie za wiele.

Nie jestem wampirem  powiedzia&#322; przysadzisty facet.  Nazywam si&#281; Whitlock. William Whitlock.

Co pan tutaj robi?  zdziwi&#322; si&#281; Jessie.

Mieszkam.

Ze S&#322;awkiem i jego band&#261;?

Owszem  przyzna&#322; William Whitlock.

Dlaczego?

Bladolicy u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281;, opar&#322; na brzegu otwartej trumny  lakierowany maho&#324; z mosi&#281;&#380;nymi okuciami  kt&#243;ra go od nich oddziela&#322;a i popatrzy&#322; na nich przebiegle. W jego oczach by&#322;o co&#347; dziwnego: albo iskierka ob&#322;&#281;du, albo plamka kurzu.

Jestem ghulem  rzek&#322; wci&#261;&#380; si&#281; u&#347;miechaj&#261;c.  Uwielbiam mieszka&#263; na cmentarzach, zw&#322;aszcza z tak spokojnymi s&#261;siadami. Te nowatorskie prawa, kt&#243;re wesz&#322;y w &#380;ycie po l&#261;dowaniu na Ziemi masen&#243;w, nie zezwalaj&#261; mi na ekshumowanie &#347;wie&#380;o pochowanych zw&#322;ok i na konsumowanie ich, tak jak to robi&#322;em niegdy&#347;, ale wolno mi mieszka&#263; w&#347;r&#243;d cudownego rozk&#322;adu i niewiarygodnie wspania&#322;ego gnicia, co dostarcza niezwykle skutecznej namiastki, pozwalaj&#261;c mi pogodzi&#263; si&#281; z niemo&#380;liwo&#347;ci&#261; zaspokajania swej &#380;&#261;dzy.

O Bo&#380;e,  j&#281;kn&#281;&#322;a Helena.

Mo&#380;e pan sobie schowa&#263; ten sw&#243;j tandetny krucyfiks  ci&#261;gn&#261;&#322; William Whitlock, kieruj&#261;c, jedno ze swoich nabieg&#322;ych &#380;&#243;&#322;ci&#261; oczu na trzymany przez Jessiego przedmiot. Musi pan przecie&#380; wiedzie&#263;, &#380;e ghulowi nie mo&#380;e on zaszkodzi&#263; w najmniejszym nawet stopniu. A poza tym, jest to naprawd&#281; zupe&#322;nie pozbawiony gustu, groteskowy rupie&#263;, kt&#243;rego jaskrawe kolory zupe&#322;nie nie pasuj&#261; do nastroju tego wn&#281;trza.

Jessie opu&#347;ci&#322; niech&#281;tnie sw&#261; plastykow&#261; bro&#324; i wepchn&#261;&#322; j&#261; do kieszeni marynarki.

William Whitlock obliza&#322; swe lubie&#380;ne wargi i u&#347;miechaj&#261;c si&#281; sardonicznie, pochyli&#322; si&#281; jeszcze bardziej nad otwart&#261; trumn&#261;. Wpatrywa&#322; si&#281; w ca&#322;&#261; tr&#243;jk&#281; bez mrugni&#281;cia powiek&#261;, za&#347;niedzia&#322;y i odpychaj&#261;cy, z kilkudniow&#261; szczecin&#261; na brodzie z twarz&#261; przypominaj&#261;c&#261; do z&#322;udzenia kulk&#281; zgniecionego papieru.

Obrabowali&#347;cie dzisiaj gr&#243;b, nieprawda&#380;?

Jessie odchrz&#261;kn&#261;&#322; niepewnie i powiedzia&#322;:

W&#322;a&#347;ciwie nie. Nie by&#322;o z czego obrabowa&#263;; gr&#243;b by&#322; pusty.

Mimo wszystko musieli&#347;cie przecie&#380; odkopa&#263; trumn&#281; i unie&#347;&#263; jej wieko, prawda?

Owszem, ale

Och, opowiedzcie mi jak to by&#322;o!  zawo&#322;a&#322; ghul g&#322;osem natarczywie przymilnym, pozbawionym wszelkiej godno&#347;ci, a jednak rozkazuj&#261;cym. Oczy zal&#347;ni&#322;y mu jeszcze bardziej ob&#322;&#261;ka&#324;czo ni&#380; przedtem,  C&#243;&#380; to musia&#322;o by&#263; za cudowne, podniecaj&#261;ce prze&#380;ycie! Tak, po prostu cudowne! C&#243;&#380; za pech, &#380;e nie mog&#281; by&#263; po waszej stronie.

Prawd&#281; m&#243;wi&#261;c, to by&#322;o raczej okropne  stwierdzi&#322; Jessie.

Niech pan opowie, niech pan opowie!  b&#322;aga&#322; William Whitlock pochylaj&#261;c si&#281; nad otwartym sarkofagiem tak g&#322;&#281;boko, &#380;e tylko w&#322;os dzieli&#322; go od wpadni&#281;cia do &#347;rodka.

Jest pan nadpsutym, ma&#322;ym bladolicym &#347;wintuchem  rzek&#322;a Helena, g&#322;osem ociekaj&#261;cym pogard&#261;  Jest pan absolutnie obrzydliwy. A pa&#324;ski garnitur od wiek&#243;w nie widzia&#322; &#380;elazka.

Willie Whitlock reagowa&#322; na ka&#380;dy z tych epitet&#243;w ruchem ca&#322;ego cia&#322;a, jakby by&#322;y one ciosami spadaj&#261;cymi na jego g&#322;ow&#281;. Twarz oblek&#322;a mu si&#281; w wyraz ponurej powagi.

No, no, moja damo  mitygowa&#322; j&#261;.  Jestem tylko tym, czym te cholerne podania ka&#380;&#261; mi by&#263;. Mity powiadaj&#261;, &#380;e ghul m u s i by&#263; nadpsuty, i bladolicy. I musi mie&#263; zapadni&#281;te oczy,skoro ju&#380; o tym mowa. Jestem pewien, &#380;e zauwa&#380;yli pa&#324;stwo b&#322;ysk ob&#322;&#281;du w moim oku. Czasami przeszkadza mi nawet w widzeniu. Ja wcale nie prosi&#322;em si&#281; o ten cholerny b&#322;ysk, ale go mam! A kiedy mieszka si&#281; w&#347;r&#243;d cudownego rozk&#322;adu i niewiarygodnie wspania&#322;ego gnicia, to nie da rady zachowa&#263; czysto&#347;ci.  Popatrzy&#322; na swoje pogniecione ubranie.  Odnosi si&#281; to tak&#380;e do tego garnituru. Nosz&#281; go do pralni, do jednej z tych ultrad&#378;wi&#281;kowych maszyn, kt&#243;re wykonuj&#261; swoj&#261; robot&#281; w dwie minuty, ale natychmiast po za&#322;o&#380;eniu wszystkie te zagniecenia pojawiaj&#261; si&#281; z powrotem.  Popatrzy&#322; ponownie na Helen&#281; z min&#261; jeszcze bardziej odra&#380;aj&#261;c&#261; ni&#380; przedtem i dorzuci&#322;:

Je&#347;li si&#281; pani zdaje, &#380;e to &#322;atwe &#380;ycie, to powinna go pani sama spr&#243;bowa&#263;.  Po czym zwracaj&#261;c si&#281; do Jessiego powiedzia&#322;:  Ta kobieta to prawdziwa zdzira. Nigdy w &#380;yciu nie odkopa&#322;bym jej grobu, nie m&#243;wi&#261;c o zjedzeniu jej zw&#322;ok, nawet gdyby prawo na to zezwala&#322;o; jak nic dosta&#322;bym po niej zgagi.

Degenerat!  rzuci&#322;a zajadle Helena, robi&#261;c szybko kilka krok&#243;w od drzwi mauzoleum i wyci&#261;gaj&#261;c przed siebie swoje &#347;liczne pi&#261;stki, jakby szykowa&#322;a si&#281; do przemierzenia tego, zastawionego trumnami, pokrytego warstw&#261; kurzu, pomieszczenia i spuszczenia Williemu Whitlockowi manta, kt&#243;re popami&#281;ta&#322;by ca&#322;e &#380;ycie  czy jak tam nazwa&#263; stan w jakim si&#281; znajdowa&#322;.

O, tego ju&#380; za wiele!  zawo&#322;a&#322; dyszkantem ghul.  Wi&#281;c degenerat? Mia&#322;em zamiar p&#243;j&#347;&#263; wam tutaj na r&#281;k&#281;. Mia&#322;em zamiar da&#263; wam kilka minut wytchnienia i pozwoli&#263;, by&#347;cie pozostali na wolno&#347;ci jak d&#322;ugo opowiadaliby&#347;cie mi o rozkopywaniu tamtego grobu. Ale t&#261; ostatni&#261; zniewag&#261; sami wszystko zaprzepa&#347;cili&#347;cie!  Si&#281;gn&#261;&#322; do stoj&#261;cej przed nim otwartej trumny i podni&#243;s&#322; s&#322;uchawk&#281; aparatu sieci komunikacyjnej za&#347;wiat&#243;w. Nim ktokolwiek zd&#261;&#380;y&#322; si&#281; zorientowa&#263;, co si&#281; dzieje, ghul nakr&#281;ci&#322; jeden pojedynczy numer i powiedzia&#322; do s&#322;uchawki:  S&#261; tutaj, w mauzoleum. Odwo&#322;ajcie poszukiwania.

Powstrzymajcie go!  krzykn&#261;&#322; Jessie.

Brytan rzuci&#322; si&#281; przed siebie ogromnym susem, przesadzi&#322; pokryw&#281; czarnej trumny, odbi&#322; si&#281; jeszcze raz od jej drugiej kraw&#281;dzi i wyl&#261;dowa&#322; na ghulu, posy&#322;aj&#261;c ma&#322;ego upiora do wn&#281;trza nast&#281;pnej trumny, kt&#243;ra zwali&#322;a si&#281; z postumentu z potwornym hukiem dudni&#261;cym w mauzoleum, jak grzmot pioruna w beczce. S&#322;uchawka za&#347;wiatowego telefonu wypad&#322;a z r&#281;ki ghula, ale na naprawienie szkody by&#322;o ju&#380; za p&#243;&#378;no. Ob&#322;awa wiedzia&#322;a ju&#380; gdzie s&#261;.

Na zewn&#261;trz rozleg&#322;o si&#281; ob&#322;&#261;ka&#324;cze wycie wilko&#322;ak&#243;w.

Wyobra&#378;nia podsun&#281;&#322;a Jessiemu tak&#380;e w&#347;ciek&#322;y &#322;opot nietoperzych skrzyde&#322; m&#322;&#243;c&#261;cych w zapami&#281;taniu wilgotne nocne powietrze.

Drzwi!  zawo&#322;a&#322;.

Helena natychmiast domy&#347;li&#322;a si&#281; o co mu chodzi, obr&#243;ci&#322;a si&#281; na pi&#281;cie, dopad&#322;a drzwi i jednym ruchem zamkn&#281;&#322;a je na ci&#281;&#380;k&#261; metalow&#261; zasuw&#281;. Nast&#281;pnie chwyci&#322;a obiema r&#281;kami za klamk&#281; i zacz&#281;&#322;a j&#261; szarpa&#263; z ca&#322;ych si&#322;, by si&#281; upewni&#263;, aby na pewno zasuwa trzyma. Trzyma&#322;a. Cho&#263; prawd&#281; m&#243;wi&#261;c nie mia&#322;o to chyba wi&#281;kszego znaczenia, bo hrabia S&#322;awek i inni mieszka&#324;cy mauzoleum mieli pewnie klucze

Jessie podbieg&#322; do trumny, z kt&#243;rej dynda&#322;a s&#322;uchawka za&#347;wiatowego telefonu. Na poplamionej, zawilgoconej, r&#243;&#380;owej satynie obicia sta&#322; w niej tak&#380;e normalny telefon sieci miejskiej. Wyda&#322;o si&#281; to do&#347;&#263; dziwne, doszed&#322; jednak do wniosku, &#380;e ghul mieszkaj&#261;cy w mauzoleum z kilkunastoma wampirami odczuwa&#322; pewnie od czasu do czasu potrzeb&#281; kontaktu ze &#347;wiatem zewn&#281;trznym

Na nic wam si&#281; to nie zda! Ju&#380; po was!  zapiszcza&#322; przera&#378;liwie Willie Whitlock, przyci&#347;ni&#281;ty plecami do pod&#322;ogi przez piekielnego brytana, kt&#243;ry sta&#322; mu na klatce piersiowej i na biodrach. Brutus warkn&#261;&#322; nieprzyjemnie na ten wybuch ghula i przejecha&#322; mu k&#322;ami po szyi nie zupe&#322;nie dla zabawy.

Co robimy?  denerwowa&#322;a si&#281; Helena, podbiegaj&#261;c do Jessiego pochylonego nad trumn&#261; pe&#322;n&#261; telefon&#243;w.

Wzywamy policj&#281;  oznajmi&#322; Jessie, nakr&#281;caj&#261;c numer.

A je&#380;eli policja tak&#380;e macza w tym palce?  podsun&#281;&#322;a Helena.

Nie wydaje mi si&#281;. Realni mieszka&#324;cy miasta tak&#380;e, co prawda nie chc&#261; &#380;eby&#347;my wykryli co kryje si&#281; za zagini&#281;ciem tego Tesseraxa, ale chyba nie posun&#261; si&#281; a&#380; do morderstwa. Jak do tej pory spotkali&#347;my si&#281; z przemoc&#261; jedynie ze strony za&#347;wiatowc&#243;w.

Co&#347; uderzy&#322;o gwa&#322;townie w drzwi mauzoleum.

Ju&#380; s&#261;!  zawo&#322;a&#322;a Helena.

Pogotowie policyjne miasta Los Angeles  odezwa&#322; si&#281; w s&#322;uchawce spokojnie, rzeczowy g&#322;os.  Sier&#380;ant Bode przy aparacie.

Nazywam si&#281; Jessie Blake, jestem prywatnym detektywem koncesjonowanym w Los Angeles. Moja sekretarka i ja jeste&#347;my zamkni&#281;ci w mauzoleum na mase&#324;skim cmentarzu. Potrzebujemy natychmiastowej pomocy.

Zatrzasn&#281;li si&#281; pa&#324;stwo w &#347;rodku?  spyta&#322; sier&#380;ant z os&#322;upieniem w glosie.

Nie, nie. Na zewn&#261;trz znajduje si&#281; kilkana&#347;cie wampir&#243;w, pr&#243;buj&#261;cych dosta&#263; si&#281; do nas i wykona&#263; nielegalne uk&#261;szenie.

Nie mieli&#347;my przypadku nielegalnego uk&#261;szenia od ponad dw&#243;ch lat  stwierdzi&#322; niepewnie sier&#380;ant.  I nigdy nie s&#322;ysza&#322;em, &#380;eby tyle wampir&#243;w na raz

Ja te&#380; nie  przerwa&#322; mu Jessie.  Ale oni s&#261; tam naprawd&#281;.

Sier&#380;ant Bode zawaha&#322; si&#281;, po czym spyta&#322;:

Z jakiego numeru pan dzwoni? Jessie wiedzia&#322;, &#380;e dyskutowanie na nic si&#281; nie zda, wi&#281;c odczyta&#322; numer umieszczony na aparacie.

Co&#347; uderzy&#322;o ci&#281;&#380;ko w zamkni&#281;te drzwi, a spoza &#347;cian mauzoleum dobieg&#322;y setki przenikliwych wrzask&#243;w.

Kilkana&#347;cie wampir&#243;w?  dopytywa&#322; si&#281; sier&#380;ant Bode.

Albo wi&#281;cej.

Czy kt&#243;re&#347; z pa&#324;stwa jest ranne? Czy mam wezwa&#263; karetk&#281; pogotowia  albo mo&#380;e ksi&#281;dza?

Jeszcze nie  odpar&#322; spokojnie Jessie.  Ale je&#380;eli si&#281; pan nie po&#347;pieszy, b&#281;dzie za p&#243;&#378;no na jedno i na drugie!  Dorzuci&#322;, po czym od&#322;o&#380;y&#322; s&#322;uchawk&#281;.

Spoza imitacji d&#281;bowych drzwi dobieg&#322; nieludzki wrzask:

Jessie Black, Jessie Black!,

Jessie, okno  zawo&#322;a&#322;a Helena, pokazuj&#261;c palcem.

Za szyb&#261; zamajaczy&#322; jaki&#347; cie&#324; pr&#243;buj&#261;cego zajrze&#263; do &#347;rodka za&#347;wiatowca.

Jessie Black Jessie Black Jessie Black  zaj&#281;cza&#322; zn&#243;w nieludzki g&#322;os tak g&#281;sty od przepe&#322;niaj&#261;cego go z&#322;a, &#380;e sprawia&#322; wra&#380;enie s&#322;yszalnego syropu.

Nie nazywam si&#281; Black  wrzasn&#261;&#322; Jessie, robi&#261;c z d&#322;oni tr&#261;bk&#281; wok&#243;&#322; ust, by mie&#263; pewno&#347;&#263;, &#380;e jego g&#322;os przedostanie si&#281; przez grube drzwi.  Nazywam si&#281; Jessie B 1 a k e, barany!

Za drzwiami podnios&#322;a si&#281; wrzawa kilkunastu spieraj&#261;cych si&#281; skonsternowanych g&#322;os&#243;w, lecz ju&#380; po chwili zapad&#322;a wzgl&#281;dna cisza. I wtedy zn&#243;w rozleg&#322; si&#281; natr&#281;tny j&#281;k, g&#322;uchy i tak odleg&#322;y, jakby dochodzi&#322; echem zza niesko&#324;czenie szerokiego morza: Jessie Blake, Jessie Blake

Czego chcecie?  spyta&#322; detektyw.

Nie mo&#380;esz nam uciec Wi&#281;c mo&#380;e otworzy&#322;by&#347; drzwi, wpu&#347;ci&#322; do &#347;rodka i u&#322;atwi&#322; wszystkim spraw&#281;?

Nigdy!

Nie b&#261;d&#378; niem&#261;dry  j&#281;kn&#261;&#322; straszliwie, nieludzki g&#322;os.  Co masz zamiar zyska&#263; tym swoim uporem w obliczu tak przyt&#322;aczaj&#261;cej przewagi przeciwnika? B&#261;d&#378;&#380;e rozs&#261;dny.

Jeste&#347;cie band&#261; pozbawionych skrupu&#322;&#243;w zbir&#243;w  oznajmi&#322; Jessie.

Je&#380;eli nas zmusisz do w&#322;amania si&#281; do &#347;rodka si&#322;&#261;, mo&#380;esz by&#263; pewien, &#380;e potraktujemy ci&#281; dwa razy gorzej ni&#380; na razie mamy zamiar.

A tej damie nie oka&#380;emy ju&#380; w og&#243;le &#380;adnej &#322;aski.

Jessie dozna&#322; wra&#380;enia, &#380;e gra w filmie, w takim gdzie zbuntowani wi&#281;&#378;niowie zamykaj&#261; si&#281; w celi z wzi&#281;tym na zak&#322;adnika stra&#380;nikiem, a gubernator wi&#281;zienia stoi na zewn&#261;trz i b&#322;aga ich, by wyszli bez broni i poddali si&#281;.

No dobra, niech b&#281;dzie po twojemu  wyj&#281;cza&#322; w ko&#324;cu nieludzki g&#322;os. Do jakiegokolwiek stworzenia nale&#380;a&#322;  do wampira, wilko&#322;aka czy czego&#347; jeszcze znacznie bardziej dziwnego  pe&#322;en by&#322; nieskrywanej urazy, jakby d&#261;sa&#322; si&#281; za spotykaj&#261;c&#261; go odmow&#281;.  B&#281;dziemy musieli wej&#347;&#263; do &#347;rodka w spos&#243;b nieco sprzeczny z utartym zwyczajem, panie Black.

B 1 a k e!  rykn&#261;&#322; Jessie.

Zanim g&#322;os zd&#261;&#380;y&#322; si&#281; poprawi&#263;, wszystkie okna mauzoleum wylecia&#322;y z og&#322;uszaj&#261;cym trzaskiem. Tysi&#261;ce kawa&#322;k&#243;w brudnego szk&#322;a spad&#322;o ulew&#261; na rz&#281;dy otwartych trumien i szar&#261;, betonow&#261; posadzk&#281;. Jessiemu i Helenie nic si&#281; jednak nie sta&#322;o, bo okna znajdowa&#322;y si&#281; za daleko od nich.

Kiedy spad&#322; ostatni kawa&#322;ek szk&#322;a, zapad&#322;a grobowa cisza. Na kr&#243;ciutk&#261; chwil&#281;. Bo ju&#380; w nast&#281;pnym momencie zak&#322;&#243;ci&#322;o j&#261; upiorne mlaskanie b&#322;oniastych skrzyde&#322; nietoperzy wpadaj&#261;cych przez wybite okna do zat&#281;ch&#322;ego pomieszczenia, obijaj&#261;cych si&#281; o drewniane futryny, i nawzajem o siebie, w gor&#261;czkowym zapale, by dopa&#347;&#263; swych ofiar.

Jessie si&#281;gn&#261;&#322; rozpaczliwie po sw&#243;j odblaskowy krucyfiks, chwyci&#322; go w zdenerwowaniu przez podszewk&#281; swojej marynarki i pr&#243;buj&#261;c wyci&#261;gn&#261;&#263; go na zewn&#261;trz. rozdar&#322; ca&#322;&#261; kiesze&#324;, krucyfiks wypad&#322; mu na pod&#322;og&#281;. Poczu&#322; si&#281; jak Zeke Kanastorous, jakby nie mia&#322; kciuk&#243;w. Pochyli&#322; si&#281; b&#322;yskawicznie i podni&#243;s&#322; plastykowy krzy&#380;yk, w sam&#261; por&#281;, by stawi&#263; czo&#322;a hrabiemu S&#322;awkowi, kt&#243;ry w&#322;a&#347;nie przeobrazi&#322; si&#281; z nietoperza w m&#281;&#380;czyzn&#281;. Hrabia post&#261;pi&#322; krok do przodu, wyci&#261;gaj&#261;c po nich r&#281;ce i szczerz&#261;c si&#281; w u&#347;miechu, do przesady demonstruj&#261;cym wszystkie jego k&#322;y.

Ani kroku dalej!  rozkaza&#322; detektyw wyci&#261;gaj&#261;c przed siebie rami&#281; uzbrojone w plastykowy or&#281;&#380;.

Krwiopijca dostrzeg&#322; krucyfiks i cofn&#261;&#322; si&#281; przed nim gwa&#322;townie, z g&#322;o&#347;nym szelestem podbitej satyn&#261; peleryny.

Jessie jeszcze raz machn&#261;&#322; krzy&#380;em, by to co powiedzia&#322; na pewno trafi&#322;o hrabiemu do przekonania.

S&#322;awek zasycza&#322; przez z&#281;by i wyci&#261;gn&#261;&#322; przed siebie d&#322;o&#324; bia&#322;&#261; jak brzuch &#347;ni&#281;tej ryby, wskazuj&#261;c smuk&#322;ym palcem na znienawidzony przedmiot, zupe&#322;nie jakby liczy&#322; na to, &#380;e uda mu si&#281; tym gestem jako&#347; go zniszczy&#263;.

Potem przyjrza&#322; si&#281; baczniej krzy&#380;ykowi i g&#322;osem pe&#322;nym najg&#322;&#281;bszej pogardy powiedzia&#322;:

Jakie&#380; to ordynarne. Jakie tandetne. Jak&#380;e prostackie i w z&#322;ym gu&#347;cie. Tul&#261;c Helen&#281; do swego boku, Jessie odpar&#322;:

No c&#243;&#380;, w sklepie z dewocjonaliami kosztowa&#322; zaledwie dwa kredyty, za te pieni&#261;dze nie mo&#380;na si&#281; spodziewa&#263; arcydzie&#322;a.

Pozosta&#322;e wampiry tak&#380;e przekszta&#322;ci&#322;y si&#281; ju&#380; w m&#281;&#380;czyzn, ich ma&#322;e, zwierz&#281;ce pyszczki ust&#261;pi&#322;y miejsca twarzom ludzkim, nie staj&#261;c si&#281; jednak przez to mniej przera&#380;aj&#261;cymi, mniej wyst&#281;pnymi, nie trac&#261;c wyra&#378;nego pi&#281;tna bezgranicznego z&#322;a. Oczy wszystkich wpatrzone by&#322;y w detektywa i dziewczyn&#281;, w &#380;&#243;&#322;tym przy&#263;mionym &#347;wietle pob&#322;yskiwa&#322;o wiele par ociekaj&#261;cych &#347;lin&#261; k&#322;&#243;w. Te oczy by&#322;y bardziej nabieg&#322;e krwi&#261; ni&#380; oczy byk&#243;w jeleni w czasie rykowiska.

Przez wybite okno wskoczy&#322; do &#347;rodka jeden z wilko&#322;ak&#243;w ociekaj&#261;c pian&#261; p&#322;yn&#261;c&#261; z otwartego pyska. Podni&#243;s&#322; si&#281; na tylne nogi i przeora&#322; powietrze, podobnymi do ludzkich, r&#281;kami, kt&#243;rych pazury musia&#322;y mierzy&#263; co najmniej sze&#347;&#263; cali.

Nie oprzecie nam si&#281; d&#322;ugo  o&#347;wiadczy&#322; hrabia S&#322;awek.

To si&#281; jeszcze oka&#380;e  odpar&#322; Jessie &#347;ciskaj&#261;c krucyfiks tak mocno, &#380;e zacz&#261;&#322; si&#281; obawia&#263;, czy go przypadkiem nie rozgniecie w d&#322;oni. Po prostu nie m&#243;g&#322; jednak rozlu&#378;ni&#263; chwytu, mia&#322; nadziej&#281;, &#380;e wykonano go z hartowanego plastyku,  Ten ma&#322;y przyrz&#261;d, kt&#243;ry trzymam w r&#281;ku, nie dopu&#347;ci do nas ani was, ani wilko&#322;ak&#243;w.

Ale nie powstrzyma czarownika  zauwa&#380;y&#322; S&#322;awek.  B&#281;dzie tu lada chwila, &#380;eby rzuci&#263; na was zakl&#281;cie, Po zahipnotyzowaniu, ka&#380;e panu wypu&#347;ci&#263; z r&#281;ki krzy&#380;yk. A wtedy wkroczymy my.

S&#322;owom S&#322;awka towarzyszy&#322;y podniecone szepty pozosta&#322;ych krwiopijc&#243;w. Wielu z tych, kt&#243;rzy nie odrywali wzroku od Heleny oblizywa&#322;o si&#281; ze smakiem.

Ledwie hrabia sko&#324;czy&#322;, przez najbli&#380;sze wybite okno wlewitowa&#322; czarownik. Unosi&#322; si&#281; w powietrzu le&#380;&#261;c p&#322;asko na plecach r&#281;kami skrzy&#380;owanymi na ko&#347;cistej piersi. Jego czarne szaty zwiesza&#322;y si&#281; z niego pionowo w d&#243;&#322;. Natomiast broda stercza&#322;a mu prosto w g&#243;r&#281;, tak wi&#281;c cho&#263; czarodziej porusza&#322; si&#281; w pozycji horyzontalnej jego broda zachowywa&#322;a pozycj&#281; pionow&#261;; tworzy&#322;a z ko&#347;cist&#261; postaci&#261; idealny k&#261;t prosty. Starzec obr&#243;ci&#322; si&#281; powoli, dop&#243;ki sam nie przybra&#322; pozycji pionowej, a jego stopy nie dotyka&#322;y ziemi. Teraz jego trzystopowa broda stercza&#322;a prosto do przodu i horyzontalnie w stosunku do ziemi, nadal prostopadle do ca&#322;ego cia&#322;a. Uderzy&#322; j&#261; karc&#261;co obiema r&#281;kami, co jednak nie przynios&#322;o &#380;adnego skutku. Chwyci&#322; j&#261; zatem pe&#322;nymi gar&#347;ciami i z ca&#322;ych si&#322; poci&#261;gn&#261;&#322; w d&#243;&#322;, a&#380; zawis&#322;a jak nale&#380;y. Kiedy jednak zwolni&#322; uchwyt, broda ponownie wyprysn&#281;&#322;a w g&#243;r&#281;, wysuwaj&#261;c si&#281; na trzy stopy przed niego samego.

Bardzo pa&#324;stwa przepraszam  wymamrota&#322; brodaty starzec,  Zawsze mam jakie&#347; k&#322;opoty z tym zakl&#281;ciem; obawiam si&#281;, &#380;e nie osi&#261;gn&#261;&#322;em w lewitacji mistrzostwa niekt&#243;rych z moich koleg&#243;w.  Odwr&#243;ci&#322; si&#281; ty&#322;em do wszystkich zgromadzonych w mauzoleum, zgarbi&#322; si&#281; w sobie i wymrucza&#322; jakie&#347; zakl&#281;cie w j&#281;zyku, kt&#243;rego Jessie nie potrafi&#322; rozpozna&#263;.

Kiedy zn&#243;w stan&#261;&#322; twarz&#261; do pozosta&#322;ych, jego broda zawis&#322;a prosto w d&#243;&#322;, dok&#322;adnie tak jak powinna.

No nareszcie  ucieszy&#322; si&#281;.  Teraz mo&#380;emy przyst&#261;pi&#263; do roboty.

Zabierz ze mnie tego bydlaka!  wrzasn&#261;&#322; natychmiast Willie Whitlock, po kolejnym k&#322;apni&#281;ciu paszcz&#281;k Brutusa ko&#322;o jego &#347;miertelnie bladego nosa.

Obawiam si&#281;, &#380;e tych dwoje m&#322;odych ludzi posiada niezaprzeczalny priorytet  odpar&#322; spokojnie czarownik.  Czy od&#322;o&#380;y pan dobrowolnie ten krucyfiks, panie Blake?

Nie.

Wi&#281;c b&#281;d&#281; musia&#322; pana do tego zmusi&#263;  oznajmi&#322; staruch, podnosz&#261;c w g&#243;r&#281; wyci&#261;gni&#281;te ramiona i zaczynaj&#261;c intonowa&#263; nowe zakl&#281;cie.

Niech pan pos&#322;ucha  odezwa&#322; si&#281; Jessie.  Sprawa tego Tesseraxa nie mo&#380;e by&#263; a&#380; tak wa&#380;na, by warto by&#322;o dla niej &#322;ama&#263; prawo.

Czarownik nie przerwa&#322; swego mamrotania.

Przecie&#380; chyba musicie sobie zdawa&#263; spraw&#281;, &#380;e nie uda wam si&#281; w niesko&#324;czono&#347;&#263; ukrywa&#263; tego skandalicznego pogwa&#322;cenia prawa. Musicie wiedzie&#263;, &#380;e pewnego dnia wszyscy poniesiecie surow&#261; kar&#281; za to, co w tej chwili z nami wyprawiacie. Niekt&#243;rzy z was mog&#261; nawet zosta&#263; unicestwieni. Pomy&#347;lcie o tym! Potem nie b&#281;dzie ju&#380; &#380;adnych nadgryzie&#324;  ani legalnych, ani nielegalnych!

Czarownik niewzruszenie kontynuowa&#322; wypowiadanie zakl&#281;cia.

Jessie  przerwa&#322;a mu Helena.  Zaczynam dr&#281;twie&#263;.

W tym samym momencie poczu&#322;, &#380;e jego w&#322;asne stopy zaczynaj&#261; zamienia&#263; si&#281; w dwie bry&#322;y lodu. Kiedy fala ch&#322;odu dop&#322;yn&#281;&#322;a ponad kolana, powiedzia&#322;:

Ci&#261;gle jeszcze macie panowie czas wszystko to sobie rozwa&#380;y&#263;.

S&#322;awek u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; szata&#324;sko i sprawdzi&#322; opuszkiem kciuka ostro&#347;&#263; swych poka&#378;nych k&#322;&#243;w. Wygl&#261;da&#322;o na to, &#380;e jest z wyniku tego badania zadowolony.

Ch&#322;&#243;d dotar&#322; Jessiemu do bioder.

Brutusie, czy nie mo&#380;esz im w tym przeszkodzi&#263;?  zawo&#322;a&#322; detektyw.  Nie m&#243;g&#322;by&#347; skoczy&#263; temu staruchowi do gard&#322;a?

Zrobi&#322;bym to z rozkosz&#261;  warkn&#261;&#322; brytan  ale wtedy musia&#322;bym pu&#347;ci&#263; Willego, kt&#243;ry natychmiast rzuci&#322;by si&#281; na was; wiele by pewnie nie zdzia&#322;a&#322;, ale krucyfiks na pewno by wam wytr&#261;ci&#322;.

Och, Jessie, nie!  krzykn&#281;&#322;a rozdzieraj&#261;co Helena.

Detektyw doskonale wiedzia&#322;, co by&#322;o przyczyn&#261; tego tak pe&#322;nego przera&#380;enia krzyku. Ch&#322;&#243;d dociera&#322; ju&#380; tak&#380;e do jego w&#322;asnych ramion. Jeszcze chwila i spe&#322;znie wzd&#322;u&#380; ramion, mro&#380;&#261;c dzier&#380;&#261;c&#261; krucyfiks d&#322;o&#324;.

Ju&#380; wkr&#243;tce  cieszy&#322; si&#281; hrabia S&#322;awek, przenosz&#261;c spojrzenie z piersi Heleny na jej smuk&#322;&#261; szyj&#281;, co najwyra&#378;niej przywodzi&#322;o mu na my&#347;l Renee Cuyler.

Ch&#322;&#243;d zaw&#322;adn&#261;&#322; d&#322;o&#324;mi Jessiego.

Szeroko otwartymi oczami patrzy&#322; jak rozwiera mu si&#281; zaci&#347;ni&#281;ta d&#322;o&#324;.

Krucyfiks upad&#322; na pod&#322;og&#281;.

Pisn&#261;wszy z rado&#347;ci, hrabia S&#322;awek rzuci&#322; si&#281; do przodu.

Nie rusza&#263; si&#281; z miejsc! Policja!  rozleg&#322; si&#281; tubalny g&#322;os dochodz&#261;cy zza wybitych okien, zza plec&#243;w wampir&#243;w i dw&#243;ch wilko&#322;ak&#243;w.

Jessie podni&#243;s&#322; wzrok i ujrza&#322; umundurowanych m&#281;&#380;czyzn z pistoletami o d&#322;ugich lufach, wychylonych do po&#322;owy cia&#322; do wn&#281;trza mauzoleum.

Otworzyli ogie&#324; do wszystkich zgromadzonych, zar&#243;wno do napastnik&#243;w jak i ich ofiar. Jedne z pistolet&#243;w wyrzuca&#322;y narkotyczne strza&#322;ki  tych u&#380;ywano do obezw&#322;adniania ludzi, pozosta&#322;e rozpyla&#322;y kropelki oleju czosnkowego, przed kt&#243;rym oszala&#322;e wampiry pr&#243;bowa&#322;y umkn&#261;&#263; jak w&#281;&#380;e przed ichneumonem. Zobaczy&#322; hrabiego S&#322;awka rzucaj&#261;cego si&#281; w ucieczce przez dwa rz&#281;dy trumien i wylatuj&#261;cego w zupe&#322;nym przera&#380;eniu w najdalsz&#261; ze &#347;cian i w tym samym momencie on sam osun&#261;&#322; si&#281; do przodu, pogr&#261;&#380;aj&#261;c si&#281; w otch&#322;a&#324; nie&#347;wiadomo&#347;ci za spraw&#261; narkotycznych strza&#322;ek.



14

Niski sufit o fakturze wafla by&#322; bia&#322;y, a &#347;ciany leciutko niebieskawe. Jedyne wyposa&#380;enie pokoju stanowi&#322;o wygodne, lecz w&#261;skie &#322;&#243;&#380;ko, na kt&#243;rym le&#380;a&#322;. Nie by&#322;o &#380;adnych okien i tylko jedyne drzwi, szerokie i obite grubym, pikowanym materacem. Pomieszczenie sprawia&#322;o wra&#380;enie celi jakiego&#347; wi&#281;zienia. &#346;wiat&#322;o dobiega&#322;o z przed&#322;u&#380;onego wg&#322;&#281;bienia w suficie, zabezpieczonego p&#322;yt&#261; plexiglasu. Usiad&#322;szy na &#322;&#243;&#380;ku, Jessie zobaczy&#322;, &#380;e pod&#322;oga mia&#322;a ten sam przyjemny odcie&#324; b&#322;&#281;kitu co &#347;ciany. By&#322;a r&#243;wnie nieskazitelnie czysta i l&#347;ni&#261;ca, jak wszystko w tym pokoju.

Kiedy spr&#243;bowa&#322; wsta&#263;, zakr&#281;ci&#322;o mu si&#281; lekko w g&#322;owie i poczu&#322; si&#281; dziwnie s&#322;aby, jakby od kilku dni nic nie jad&#322;. Przypomniawszy sobie wydarzenia, kt&#243;re doprowadzi&#322;y go do znalezienia si&#281; w tym odosobnionym miejscu, doszed&#322; do wniosku, &#380;e rzeczywi&#347;cie tak w&#322;a&#347;nie mog&#322;o by&#263;. Jak d&#322;ugo spa&#322; tym kamiennym snem? Je&#347;li trafi&#322;o go kilka narkotycznych pocisk&#243;w z policyjnej broni, skumulowany efekt ich dzia&#322;ania pozbawi&#322;by go przytomno&#347;ci na co najmniej dwana&#347;cie godzin.

I co przez ca&#322;y ten czas dzia&#322;o si&#281; z Helen&#261;?

I z Brutusem?

Obudzi&#322; si&#281; pan, prawda, panie Blake?  rozleg&#322; si&#281; jaki&#347; g&#322;os dochodz&#261;cy ze &#347;rodka sufitu, gdzie&#347; spoza oprawy lampy. Detektyw spojrza&#322; w g&#243;r&#281;, mru&#380;&#261;c oczy przed &#347;wiat&#322;em.

Kto to?  spyta&#322;.

Och, tylko komputer wi&#281;zienny  odpar&#322; g&#322;os,  Jednym z moich obowi&#261;zk&#243;w jest dogl&#261;danie pensjonariuszy i witanie ich, kiedy si&#281; budz&#261;.

Wi&#281;c jestem w wi&#281;zieniu?

Och, nie ma powodu do przygn&#281;bienia, prosz&#281; pana  pociesza&#322; go komputer. Odnosi&#322;o si&#281; nieodparte wra&#380;enie, i&#380; jego ta&#347;my g&#322;osowe nagra&#322;a jaka&#347; stara panna, nauczycielka szko&#322;y &#380;e&#324;skiej w Altoona.  Nie znajduje si&#281; pan we w&#322;a&#347;ciwym wi&#281;zieniu, tylko w skrzydle prewencyjnego odosobnienia.

Ach tak. A reszta?

Zostali umieszczeni w specjalnym, podziemnym pomieszczeniu wi&#281;ziennym, w trumnach z federalnymi zamkami, z niewielk&#261; ilo&#347;ci&#261; ziemi z rodzinnych stron, kt&#243;ra umo&#380;liwi im przetrwanie do zachodu s&#322;o&#324;ca, kiedy to zostan&#261; poddani przes&#322;uchaniu.

Nie chodzi mi o wampir&#243;w  sprostowa&#322; Jessie.  W tej chwili obchodz&#261; mnie mniej ni&#380; zesz&#322;oroczny &#347;nieg, interesuje mnie moja sekretarka, Helena i m&#243;j wsp&#243;lnik, zwiadowca piekie&#322; o imieniu Brutus.

Och, czuj&#261; si&#281; &#347;wietnie, prosz&#281; pana, &#347;wietnie  odpar&#322; komputer.

Ju&#380; od pewnego czasu s&#261; gotowi na spotkanie z odpowiednimi w&#322;adzami. Wszyscy czekali&#347;my na pa&#324;skie przebudzenie.

Trzeba mi by&#322;o da&#263; &#347;rodek znosz&#261;cy dzia&#322;anie narkotyku. Obudzi&#322;bym si&#281; znacznie wcze&#347;niej.

No c&#243;&#380;  odrzek&#322; s&#322;odko komputer  i tak trzeba by&#322;o poczyni&#263; pewne ustalenia i zorganizowa&#263; przybycie os&#243;b, kt&#243;re mog&#322;yby z panem rozmawia&#263;. Wi&#281;c mo&#380;e nawet dobrze si&#281; z&#322;o&#380;y&#322;o, &#380;e w tym czasie pan spa&#322;.

Kt&#243;ra godzina?

Si&#243;dma wieczorem, prosz&#281; pana.

Wi&#281;c przespa&#322;em ca&#322;y dzie&#324;?

Tak w&#322;a&#347;nie, prosz&#281; pana.

No to bierzmy si&#281; do tego spotkania z osobami, kt&#243;rych przybycie musieli&#347;cie zorganizowa&#263;.

Kto&#347; ma si&#281; tu zjawi&#263; lada chwila, prosz&#281; pana, by przeprowadzi&#263; z panem rozmow&#281;. Tymczasem mo&#380;e chcia&#322;by pan obejrze&#263; jaki&#347; tr&#243;jwymiarowy program rozrywkowy.  Na &#347;cianie z lewej strony odsun&#281;&#322;a si&#281; spora p&#322;yta, ukazuj&#261;c ukryty za ni&#261; odbiornik tr&#243;jwymiarowej telewizji. Kiedy ciche pikni&#281;cie da&#322;o zna&#263;, &#380;e zosta&#322; uruchomiony, komputer powiedzia&#322;.

W tym pokoju nie me &#380;adnych przyrz&#261;d&#243;w reguluj&#261;cych prac&#281; odbiornika  w przesz&#322;o&#347;ci niekt&#243;rzy wi&#281;&#378;niowie rozbijali je w napadzie sza&#322;u lub w pr&#243;bie wykorzystania ich jako czego&#347; w rodzaju broni  ale ja nastawi&#281; go na cokolwiek pan sobie &#380;yczy. W tej chwili nadawany jest popo&#322;udniowy show Robota Pritcharda. Mo&#380;e chcia&#322;by go pan obejrze&#263;. Ma&#322;o kto tego nie lubi.

Jessie przeni&#243;s&#322; spojrzenie z oprawy lampy na obite materacem drzwi.

Kiedy b&#281;d&#281; m&#243;g&#322; si&#281; z kim&#347; zobaczy&#263;?

Dos&#322;ownie za kilka minut, prosz&#281; pana. Najwy&#380;ej za kwadrans.

&#379;&#261;dam widzenia z moim adwokatem.

Ale pan nie jest przecie&#380; aresztowany, prosz&#281; pana, st&#261;d te&#380; nie mamy &#380;adnego obowi&#261;zku uczyni&#263; pana &#380;&#261;daniu zado&#347;&#263;.

Ale c z u j &#281; si&#281; tak jakbym by&#322; aresztowany.

Do tonu jakim przemawia&#322; komputer w&#347;lizn&#281;&#322;a si&#281; nuta irytacji.

Nie, prosz&#281; pana, nie jest pan aresztowany, bez wzgl&#281;du na to jak pan si&#281; czuje. Jak ju&#380; to wyja&#347;ni&#322;am znajduje si&#281; pan w skrzydle prewencyjnego odosobnienia, a nie we w&#322;a&#347;ciwym wi&#281;zieniu.

A jaki cel ma ta prewencja? Chronicie mnie przed kim&#347; czy kogo&#347; przede mn&#261;? zaciekawi&#322; si&#281; Jessie. Zauwa&#380;y&#322; ju&#380; &#380;e w drzwiach od wewn&#261;trz nie ma klamki i nie spos&#243;b je otworzy&#263; inaczej ni&#380; z korytarza.

Chronimy pana przed sob&#261; samym.

Chronicie mnie przede mn&#261; samym?

W&#322;a&#347;nie, prosz&#281; pana. Uwa&#380;a si&#281;, &#380;e w ci&#261;gu ostatnich dw&#243;ch dni wyzwoli&#322; pan niewiarygodn&#261; ilo&#347;&#263; przemocy, z kt&#243;rej wi&#281;kszo&#347;&#263; skierowa&#322;a si&#281; w ko&#324;cu przeciwko panu.

Musicie mnie wypu&#347;ci&#263;  o&#347;wiadczy&#322; Jessie, naciskaj&#261;c bezskutecznie na obite drzwi,

Jak&#380;e mo&#380;ecie mnie chroni&#263; przed samym sob&#261;, skoro jestem tutaj w&#322;a&#347;nie ze sob&#261;, i to sam na sam?

Komputer zachowa&#322; milczenie.

No, przecie&#380; zada&#322;em ci pytanie.

Kiedy maszyna si&#281; odezwa&#322;a, wola&#322;a zmieni&#263; temat.

Czy chcia&#322;by pan obejrze&#263; show Robota Pritcharda?

Z westchnieniem rezygnacji detektyw odwr&#243;ci&#322; si&#281; twarz&#261; do ekranu i ujrza&#322; s&#322;ynne na ca&#322;y &#347;wiat rysy Robota Pritcharda. W wypolerowanej, metalowej g&#322;owie odbija&#322;y si&#281; &#347;wiat&#322;a studyjnych reflektor&#243;w, a imitant pochyla&#322; si&#281; w&#322;a&#347;nie nad swoim biurkiem, celuj&#261;c w swego rozm&#243;wc&#281; pi&#281;ciocalowym palcem o kulkowych stawach.

Z kim dzisiaj prowadzi wywiad?  spyta&#322; Jessie.

W tej chwili rozmawia z Bogiem  odpar&#322; komputer  z obserwacji tego co si&#281; dzieje w innych celach i reakcji na show pozosta&#322;ych wi&#281;&#378;ni&#243;w wnosz&#281;, &#380;e to jeden z jego bardziej udanych wywiad&#243;w.

Jessie usiad&#322; na brzegu &#322;&#243;&#380;ka i wbi&#322; pos&#281;pne spojrzenie w &#347;wiec&#261;cy ekran.

Zr&#243;b troch&#281; g&#322;o&#347;niej  poleci&#322;.

Na ekranie Robot Pritchard patrzy&#322; na swego go&#347;cia z tym samym bezdennym, metalicznym wyrazem twarzy, kt&#243;ry nie zmienia&#322; si&#281; nigdy od czasu, kiedy go zbudowano, i m&#243;wi&#322;:

Wi&#281;c nie ro&#347;ci pan sobie pretensji do tytu&#322;u najwy&#380;szego Boga, Boga wszechmocnego, figury numer jeden w niebie, najgrubszej ryby &#347;wiata, spryciarza, kt&#243;ry go stworzy&#322;? Kamera dojecha&#322;a do pot&#281;&#380;nego, muskularnego m&#281;&#380;czyzny, z poka&#378;n&#261; czupryn&#261; siwych w&#322;os&#243;w i niezwykle bujn&#261;, kr&#281;con&#261; brod&#261;. Pomimo swego wieku by&#322; uderzaj&#261;co przystojny, tryskaj&#261;cy energi&#261; i pe&#322;en wigoru.

Nigdy niczego podobnego nie twierdzi&#322;em, z czego musi pan sobie doskonale zdawa&#263; spraw&#281;, Pritchard.

Prosz&#281; do mnie m&#243;wi&#263; panie Robocie  upomnia&#322; go Pritchard.

A niech mnie, pomy&#347;la&#322; Jessie, jak nic zanosi si&#281; na jeden z tych jego odbr&#261;zawiaj&#261;cych pojedynk&#243;w. Zrobi&#322;o mu si&#281; &#380;al Boga, ale pochyli&#322; si&#281; do przodu, ciekaw w jaki spos&#243;b Pritchard za&#322;atwi starego.

Niech mi pan powie, panie Bo&#380;e, czy nie jest prawd&#261;, &#380;e jest pan bogiem zar&#243;wno chrze&#347;cijan jak i &#379;yd&#243;w?

Stanowi&#281; tylko jedn&#261; trzeci&#261; chrze&#347;cija&#324;skiego panteonu  o&#347;wiadczy&#322; B&#243;g, najwyra&#378;niej dotkni&#281;ty poprzednim upomnieniem robota.

Ale s&#322;u&#380;y pan odpowiednim celom w obu teologiach?  zgrzytliwy a jednak ujmuj&#261;cy g&#322;os Robota Pritcharda nie dopuszcza&#322; &#380;adnego sprzeciwu.

Owszem  zgodzi&#322; si&#281; B&#243;g.

Jak&#380;e to mo&#380;liwe, by by&#263; jednocze&#347;nie Bogiem gniewu i Bogiem mi&#322;osierdzia?

Zaraz, zaraz  stopowa&#322; B&#243;g.

Czy nieoznacza to, &#380;e zwodzi pan albo jednych, albo drugich? Chrze&#347;cijan lub &#379;yd&#243;w?

To ludzie napisali Bibli&#281;, to istoty z krwi i ko&#347;ci wysuwaj&#261; takie twierdzenia. To oni stworzyli ten konflikt, nie ja. Ja nie mia&#322;em w tym &#380;adnego udzia&#322;u.  Starzec przeczesa&#322; palcami brod&#281;.  Jak pan dobrze wie, nie mia&#322;em &#380;adnego wp&#322;ywu na to czym mnie uczyniono.

Czy nie mia&#322; pan tak&#380;e &#380;adnego wp&#322;ywu na potworno&#347;ci i okrucie&#324;stwa, kt&#243;re za pa&#324;sk&#261; spraw&#261; spada&#322;y na ludzko&#347;&#263; przez tak wiele stuleci?  dopytywa&#322; si&#281; Pritchard podnosz&#261;c g&#322;os.  Chce mi pan powiedzie&#263;, &#380;e do zes&#322;ania na Ziemi&#281; Potopu zosta&#322; pan zmuszony?!

No c&#243;&#380;, raczej, nie  przyzna&#322; B&#243;g tonem pokonanego.  Ale kiedy ju&#380; narzucili mi rol&#281; Boga gniewu, nie mog&#322;em zawie&#347;&#263; ich oczekiwa&#324;.

Czy nie uwa&#380;a pan  czy nie zgodzi si&#281; pan ze mn&#261;, panie Bo&#380;e &#380;e si&#281; pan nieco zagalopowa&#322; w odgrywaniu swej mitologicznej roli?

Czy nie wykorzystywa&#322; jej pan w cyniczny i bezwzgl&#281;dny spos&#243;b jako pretekstu do dokonania najbardziej niegodziwych i sadystycznych czyn&#243;w jakie znaj&#261; anna&#322;y historii? Czy nie przeszar&#380;owa&#322; pan, panie Bo&#380;e, w tym rzekomym spe&#322;nianiu oczekiwa&#324;? Czy z rozmys&#322;em i diabelsk&#261; przewrotno&#347;ci&#261; nie sprofanowa&#322; pan ca&#322;ej Ziemi? Czy nie pope&#322;ni&#322; pan tych wszystkich okrucie&#324;stw wy&#322;&#261;cznie dlatego, &#380;e podnieca&#322;y one i dostarcza&#322;y zadowolenia pa&#324;skiemu, by&#263; mo&#380;e, choremu, umys&#322;owi?

Wyrzucaj&#261;c z siebie ostatnie s&#322;owa tego niezwykle ostrego oskar&#380;enia, Pritchard tak si&#281; zapali&#322;, &#380;e zacz&#281;&#322;o mu si&#281; dymi&#263; zza uszu.

Popada pan w ogromn&#261; przesad&#281; i rzuca niezwykle krzywdz&#261;ce oskar&#380;enia  uspokaja&#322; go B&#243;g.  Jak ju&#380; m&#243;wi&#322;em, jestem tylko jednym z bog&#243;w. Wszyscy pozostali tak&#380;e musieli spe&#322;nia&#263; &#380;&#261;dania stawiane im przez ich mitologie, mnie po prostu postawiono &#380;&#261;dania ci&#281;&#380;sze ni&#380; innym i to wszystko.

Zatem uwa&#380;a pan, &#380;e potop nie by&#322; wynikiem pa&#324;skiej nadgorliwo&#347;ci w wype&#322;nianiu swej mitycznej roli?

Uwa&#380;am, &#380;e zmie&#347;ci&#322;em si&#281; w wyznaczonych mi granicach  stwierdzi&#322; B&#243;g, poruszaj&#261;c si&#281; w fotelu i poprawiaj&#261;c swe szaty.  W tamtych czasach by&#322;em wy&#322;&#261;cznie bogiem gniewu i &#380;eby nie wypa&#347;&#263; z roli musia&#322;em ukara&#263; ludzko&#347;&#263;.

Ukara&#263; ludzko&#347;&#263;  powt&#243;rzy&#322; robot.

Tak.

Za jakie grzechy?

Za rozpust&#281;, orgie, brak poszanowania dla rodzic&#243;w, gwa&#322;towny wzrost wska&#378;nika przest&#281;pczo&#347;ci, prowadzenie nieustannych wojen.

I metod&#261; na ukaranie ludzko&#347;ci, kt&#243;ra przysz&#322;a panu do g&#322;owy, na danie ludzko&#347;ci nauczki by&#322;o unicestwienie ca&#322;ej rasy poza jedn&#261; jedyn&#261; rodzin&#261; Noego?

W owych czasach metoda ta wydawa&#322;a si&#281; odpowiednia  potwierdzi&#322; B&#243;g, przesuwaj&#261;c palcem pod swym klerykalnym ko&#322;nierzykiem jakby go pi&#322; w szyj&#281;.

A niech mi pan powie, panie Bo&#380;e, czy w niebie nigdy nie zdarza&#322;y si&#281; orgie?  spyta&#322; Robot Pritchard.

No c&#243;&#380;, od czasu do czasu, jak pan to mo&#380;e wyczyta&#263;  w Biblii

Zakas&#322;a&#322; i wytar&#322; pot, kt&#243;ry zaczyna&#322; perli&#263; si&#281; na jego czole.

W ko&#324;cu niekt&#243;re z anielic s&#261; zupe&#322;nie niczego, wcale nie gorsze ni&#380;

I po tym wszystkim  ci&#261;gn&#261;&#322; bezlito&#347;nie Pritchard  ma pan czelno&#347;&#263; siedzie&#263; tutaj i twierdzi&#263;, &#380;e potop by&#322; dla ludzko&#347;ci odpowiedni&#261; kar&#261;!

Hm

A teraz prosz&#281; pa&#324;stwa ma&#322;a przerwa na reklam&#243;wk&#281;  powiedzia&#322; robot, zwracaj&#261;c sw&#261; metaliczn&#261; twarz do kamery.  Po tym przerywniku wr&#243;cimy do naszych wywiad&#243;w. Drugim go&#347;ciem naszego wieczoru b&#281;dzie mityczna istota, dostarczaj&#261;ca pa&#324;stwu wspania&#322;ej zabawy zawsze, ilekro&#263; ma czas wyst&#261;pi&#263; przed naszymi kamerami  Uczciwy Polityk. A teraz

Tr&#243;jwymiarowy obraz utraci&#322; nagle trzeci wymiar po czym zacz&#261;&#322; szybko ciemnie&#263;, a os&#322;ona maskuj&#261;ca ekran powr&#243;ci&#322;a na dawne miejsce ca&#322;a &#347;ciana zn&#243;w zmieni&#322;a si&#281; w g&#322;adk&#261; p&#322;yt&#281; l&#347;ni&#261;cego b&#322;&#281;kitu.

Tym samym g&#322;osem starej panny, nauczycielki z &#380;e&#324;skiej szko&#322;y w Altoona komputer powiedzia&#322;:

Przykro mi, &#380;e musz&#281; przerwa&#263; show Robota Pritcharda, prosz&#281; pana, ale ma pan urz&#281;dowego go&#347;cia. Pomy&#347;la&#322;am sobie, &#380;e to powinno mie&#263; pierwsze&#324;stwo.

Jessie odwr&#243;ci&#322; twarz w kierunku obitych materacem drzwi i natychmiast poderwa&#322; si&#281; na nogi, poniewa&#380; otworzy&#322;y si&#281; one na ca&#322;&#261; szeroko&#347;&#263;, a do celi wszed&#322; rozko&#322;ysanym krokiem jaki&#347; mase&#324;ski biurokrata, ubrany w p&#322;omiennie pomara&#324;czowe szaty i czarny naszyjnik.

Przepraszam, &#380;e musia&#322; pan na mnie czeka&#322;, panie Blake.

By&#322;o w nim co&#347; dokuczliwie znajomego, cho&#263; Jessie zupe&#322;nie nie m&#243;g&#322; si&#281; zorientowa&#263; co. Uzna&#322;, &#380;e nie warto zawraca&#263; sobie tym g&#322;owy i powiedzia&#322;:

Chcia&#322;bym zobaczy&#263; si&#281; ze swoj&#261; sekretark&#261;, Helen&#261;, i moim wsp&#243;lnikiem. Chcia&#322;bym mie&#263; pewno&#347;&#263;, &#380;e nic im si&#281; nie sta&#322;o.

Och, czuj&#261; si&#281; &#347;wietnie  stwierdzi&#322; masen, zginaj&#261;c si&#281; lekko w pasie, po czym zn&#243;w wyprostowa&#322; si&#281; na ca&#322;&#261; wysoko&#347;&#263; niemal zawadzaj&#261;c g&#322;ow&#261; o sufit.  Ostatniej nocy nie dokonano &#380;adnych niezgodnych z prawem uk&#261;sze&#324; ani nielegalnych unicestwie&#324;.

Mimo to chcia&#322;bym si&#281; z nimi zobaczy&#263;.

Oczywi&#347;cie, &#380;e si&#281; pan z nimi zobaczy  rzek&#322; przybysz, podkre&#347;laj&#261;c swe zapewnienie lekkim ruchem r&#281;ki i falowaniem sze&#347;ciu d&#322;ugich czu&#322;k&#243;w.  Pa&#324;ska sekretarka obudzi&#322;a si&#281; ju&#380; jakie&#347; trzy godziny temu i wyrazi&#322;a podobne &#380;yczenie. A pan Brutus, od czasu waszego uratowania ostatniej nocy, przejawia fatalny humor i wci&#261;&#380; wysuwa nowe nierozs&#261;dne &#380;&#261;dania, zupe&#322;nie nie rozumiej&#261;c, &#380;e najlepiej dla pana by&#322;o odespa&#263; dzia&#322;anie narkotyk&#243;w  co jednocze&#347;nie da&#322;o nam czas na poczynienie pewnych ustale&#324; i zorganizowanie wszystkiego co trzeba.

S&#322;ysza&#322;em ju&#380; o tych ustaleniach i organizowaniu od wi&#281;ziennego komputera -powiedzia&#322; Jessie.  Ale mo&#380;e dowiem si&#281; wreszcie co takiego konkretnie dzia&#322;o si&#281; kiedy by&#322;em nieprzytomny?

Przede wszystkim  ci&#261;gn&#261;&#322; ko&#347;cisty m&#281;&#380;czyzna  musia&#322;em przeby&#263; przestrze&#324; dziel&#261;c&#261; Ziemi&#281; od mojej ojczystej planety, oczywi&#347;cie pojazdem ekspresowym, bez czego nie m&#243;g&#322;bym z&#322;o&#380;y&#263; panu odpowiednich wyja&#347;nie&#324;.

Wyja&#347;nie&#324;?

Tak w&#322;a&#347;nie  potwierdzi&#322; masen. Wyci&#261;gn&#261;&#322; do Jessiego sw&#261; sze&#347;cioczu&#322;kow&#261; d&#322;o&#324; i powiedzia&#322;:  Bardzo mi mi&#322;o pana pozna&#263;, panie Blake. Nazywam si&#281; Galiotor Tesserax.



15

Ale pan przecie&#380; nie &#380;yje!  zawo&#322;a&#322;a Helena, kiedy Jessie przedstawi&#322; jej Galiotora Tesseraxa kilka minut p&#243;&#378;niej.

To by&#322;o tylko bardzo wygodne k&#322;amstwo  rzek&#322; masen, u&#347;miechaj&#261;c si&#281; i mrugaj&#261;c male&#324;kimi bursztynowymi oczami.

Ale jak

Zanim przejdziemy do tego wszystkiego, mo&#380;e zechc&#261; pa&#324;stwo usi&#261;&#347;&#263; i si&#281; nieco rozgo&#347;ci&#263;  przerwa&#322; jej Tesserax, wskazuj&#261;c r&#281;k&#261; kszta&#322;tozmienne fotele, kt&#243;re kaza&#322; ustawi&#263; wok&#243;&#322; sto&#322;u konferencyjnego w gabinecie dyrektora wi&#281;zienia.  Pozwoli&#322;em sobie zam&#243;wi&#263; dla pa&#324;stwa nieco drink&#243;w, &#380;eby&#347;my wszyscy mogli poczu&#263; si&#281; troch&#281; swobodniej  doda&#322;, potakuj&#261;c nerwowo ka&#380;demu swemu s&#322;owu.

Drzwi do gabinetu rozsun&#281;&#322;y si&#281; i z brz&#281;kiem wkroczy&#322; do &#347;rodka robot-gosposia. Wni&#243;s&#322; tac&#281; zastawion&#261; trzema butelkami r&#243;&#380;nych trunk&#243;w, dwoma mikserami i mieszade&#322;kami do koktajli, pojemnikiem z lodem i plasterkami pomara&#324;czy. Zgi&#261;&#322; si&#281; niezdarnie w przegubie biodrowym, postawi&#322; tac&#281; na stole, odwr&#243;ci&#322; kieliszek i spyta&#322;:

Wszystko ju&#380; to czy, prosz&#281; pana?

Tak, to wszystko, dzi&#281;kuj&#281;  odpar&#322; Tesserax.

Prosz&#281; wybaczy&#263; mojemu pomocnikowi  rozleg&#322; si&#281; z sufitowego g&#322;o&#347;nika g&#322;os wi&#281;ziennego komputera,  Po ostatnich ci&#281;ciach bud&#380;etowych musz&#281; sobie radzi&#263; wykorzystuj&#261;c nawet zupe&#322;nie zdezelowany sprz&#281;t.

Dzi&#281;kuj&#281; panu kuje  rzek&#322; robot do Tesseraxa, odwr&#243;ci&#322; si&#281; i zgrzytaj&#261;c przegubami wytelepa&#322; z pokoju.

Masen zapyta&#322; co pij&#261;, przyrz&#261;dzi&#322; zam&#243;wione koktajle i dopilnowa&#322;, &#380;eby wszyscy byli mo&#380;liwie najbardziej zadowoleni. Dola&#322; szczodr&#261; miark&#281; bourbona do miski Brutusa, kt&#243;ry poskar&#380;y&#322; si&#281;, &#380;e jego koktajl jest o wiele za s&#322;aby, a sobie samemu przygotowa&#322; mieszanin&#281; szkockiej z w&#243;dk&#261;  p&#243;&#322; na p&#243;&#322;, razem sporo ponad &#263;wier&#263; litra  obywaj&#261;c si&#281; bez lodu, pomara&#324;czy i pomocy miksera. Uj&#261;&#322; kieliszek z t&#261; piorunuj&#261;c&#261; mikstur&#261; lew&#261; r&#281;k&#261; i przez ca&#322;y czas trwania rozmowy nie poci&#261;gn&#261;&#322; z niego nawet jednego &#322;yka. Chwa&#322;a Bogu, pomy&#347;la&#322; z ulg&#261; Jessie, kt&#243;ry co prawda niewiele wiedzia&#322; o mo&#380;liwo&#347;ciach i zdolno&#347;ciach adaptacyjnych systemu trawiennego masen&#243;w, ale nie uwa&#380;a&#322;, by by&#322; to najlepszy moment na pog&#322;&#281;bienie tej dziedziny wiedzy.

Przede wszystkim  zacz&#261;&#322; Tesserax  chcia&#322;bym bardzo przeprosi&#263; za spos&#243;b w jaki zostali pa&#324;stwo potraktowani. Zacz&#261;&#263; nale&#380;a&#322;oby od tego &#380;e m&#243;j jajeczny brat Fils nigdy nie powinien by&#322; zwraca&#263; si&#281; w tej sprawie do pa&#324;stwa. A skoro to zrobi&#322;, odpowiednie w&#322;adze powinny by&#322;y skontaktowa&#263; si&#281; z wami i poinformowa&#263; pana, panie Blake, o nieprawdziwo&#347;ci mojego aktu zgonu. Nie wolno by&#322;o dopu&#347;ci&#263;, by potraktowano pa&#324;stwa w tak niezwykle karygodny spos&#243;b. Jest mi z tego powodu niewymownie przykro, jeszcze raz przepraszam.

Przyjmuj&#281; pa&#324;skie przeprosiny  u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281; Helena i poci&#261;gn&#281;&#322;a male&#324;ki &#322;yk swego koniaku.

Brutus uni&#243;s&#322; &#322;eb znad swego bourbona i prychn&#261;&#322; g&#322;o&#347;no, by zdmuchn&#261;&#263; kropelki brunatno-czerwonego p&#322;ynu, kt&#243;re osiad&#322;y mu na szczecinie brody.

A ja nie  warkn&#261;&#322;.

No c&#243;&#380;  mrukn&#261;&#322; Jessie.  Ja podobnie jak Helena je przyjmuj&#281;, ale same przeprosiny mnie nie satysfakcjonuj&#261;, zdawa&#322;o mi si&#281;, &#380;e mieli&#347;my otrzyma&#263; tak&#380;e jakie&#347; wyja&#347;nienia.

Owszem, prosz&#281;, pana, oczywi&#347;cie, ju&#380; do nich przechodz&#281;  zapewni&#322; go szybko masen.  Widzi pan, jakie&#347; sze&#347;&#263; czy siedem tygodni temu na naszej ojczystej planecie zasz&#322;y pewne nieprzewidziane i do&#347;&#263; gro&#378;ne wypadki. Ich natura wymaga&#322;a utrzymania ich w &#347;cis&#322;ej tajemnicy. Kiedy w&#322;adze naszej planety dosz&#322;y do wniosku, &#380;e kilku pracownik&#243;w tutejszej ambasady mog&#322;oby pom&#243;c w rozwi&#261;zaniu zaistnia&#322;ego kryzysu, zostali&#347;my sekretnie odwo&#322;ani, a nasz&#261; nieobecno&#347;&#263; mia&#322;y t&#322;umaczy&#263; sfa&#322;szowane akty zgonu.

Czy jedn&#261; z tych odwo&#322;anych os&#243;b by&#322;a tak&#380;e Pelinorie Mesa?  spyta&#322; Jessie, przypominaj&#261;c sobie kr&#243;tk&#261; rozmow&#281; przeprowadzon&#261; z ma&#322;ym, pyzatym Myerem Hanlonem, z kt&#243;rego us&#322;ug chcia&#322; skorzysta&#263; na pocz&#261;tku sprawy.

Tesserax wyra&#378;nie si&#281; zmiesza&#322;. Uni&#243;s&#322; d&#322;o&#324; i sze&#347;cioma faluj&#261;cymi czu&#322;kami pr&#243;bowa&#322; zas&#322;oni&#263; rozdziawione usta, by ukry&#263; swoje zaskoczenie. Nie najlepiej mu si&#281; to uda&#322;o.

Wi&#281;c wiecie ju&#380; tak&#380;e o innych?

O niekt&#243;rych  sk&#322;ama&#322; Jessie, pr&#243;buj&#261;c sprawi&#263; wra&#380;enie, &#380;e jego lichy bank danych, a&#380; trzeszczy w szwach od nadmiaru informacji.

Pan jest niezwykle utalentowanym cz&#322;owiekiem  stwierdzi&#322; masen.

Sko&#324;czmy z tymi dyrdyma&#322;ami  gniewnie przerwa&#322; Brutus. Fatalny humor w dalszym ci&#261;gu jeszcze go nie opu&#347;ci&#322;, pomimo tego, i&#380; znalaz&#322; si&#281; zn&#243;w w towarzystwie Jessie i Heleny i mia&#322; przed sob&#261; misk&#281; bourbona z wod&#261; sodow&#261;,  Co to takiego si&#281; tam u was w&#322;a&#347;ciwie wydarzy&#322;o?

W&#322;a&#347;nie mia&#322;em do tego przej&#347;&#263;.  Tesserax odchrz&#261;kn&#261;&#322; (zabrzmia&#322;o to tak, jakby nagle nasta&#322; marzec, a pod sto&#322;em dwie kotki wo&#322;a&#322;y swego kocura), po czym powiedzia&#322;:

Na naszej ojczystej planecie natkn&#281;li&#347;my si&#281; na nowy gatunek za&#347;wiatowc&#243;w, istot, kt&#243;re nie pochodz&#261; ani z naszej mitologii, ani z mitologii &#380;adnej ze znanych nam ras. Co wi&#281;cej, nasi socjologowie utrzymuj&#261;, &#380;e ostatnio nie pojawi&#322;y si&#281; &#380;adne masowe przes&#261;dy, na kt&#243;rych karb mo&#380;na by&#322;oby z&#322;o&#380;y&#263; powstanie tych istot.

Czy m&#243;g&#322;by je pan opisa&#263;  dopytywa&#322; si&#281; Jessie.

Niestety na ten temat nie wiemy nic pewnego  pokiwa&#322; g&#322;ow&#261; Tesserax.  Jak do tej pory nie ma nikogo, kto ujrza&#322;by to stworzenie i prze&#380;y&#322;.

Chce pan powiedzie&#263;, &#380;e ono zabija mieszka&#324;c&#243;w waszej planety?  zdziwi&#322;a si&#281; Helena.

Niestety tak  potwierdzi&#322; masen smutno, wpatruj&#261;c si&#281; pos&#281;pnie w swoj&#261; nietkni&#281;t&#261; szkock&#261; z w&#243;dk&#261;.  Zabija, i to nie tylko realnych masen&#243;w, ale tak&#380;e wielu naszych nadprzyrodzonych braci, bezlito&#347;nie unicestwiaj&#261;c eteryczne podstawy ich bytu.

Ale czy to mo&#380;liwe?  spyta&#322; Jessie z niedowierzaniem w g&#322;osie.  Przecie&#380; za&#347;wiatowiec nie mo&#380;e w zasadzie wyrz&#261;dzi&#263; &#380;adnej powa&#380;nej krzywdy innej istocie nadprzyrodzonej.

Zawsze tak, prosz&#281; pana, uwa&#380;ali&#347;my. Oczywi&#347;cie poza czarownikami i ich odpowiednikami. Ale ta bestia nie jest czarownikiem. Ta istota &#347;ciera z powierzchni ziemi ca&#322;e wioski i zostawia po sobie odciski st&#243;p wielko&#347;ci sporego domu.

Czy pr&#243;bowano ju&#380; j&#261; wytropi&#263;?  odezwa&#322;a si&#281; Helena.

Owszem  odpad Tesserax.  Nie ustajemy w pr&#243;bach zastawienia na ni&#261; jakiej&#347; pu&#322;apki. Ale bestia uderza zawsze tam, gdzie si&#281; tego najmniej spodziewamy, nie zostawia nikogo przy &#380;yciu i znika. Pr&#243;bowali&#347;my wytropi&#263; j&#261; po &#347;ladach, ale zawsze prowadz&#261; one tylko ma&#322;y kawa&#322;ek, po czym stopniowo staj&#261; si&#281; coraz mniej wyra&#378;ne, a&#380; wreszcie trop si&#281; urywa.

To wszystko jest rzeczywi&#347;cie do&#347;&#263; koszmarne  przyzna&#322; Jessie.

Ale dlaczego zadali&#347;cie sobie tyle trudu, &#380;eby zachowa&#263; to w &#347;cis&#322;ej tajemnicy?

Przecie&#380; to w ko&#324;cu my t&#322;umaczyli&#347;my zawsze mieszka&#324;com Ziemi, &#380;e istoty z krwi i ko&#347;ci potrafi&#261; &#380;y&#263; w doskona&#322;ej harmonii z istotami nadprzyrodzonymi; gdyby wyda&#322;o si&#281;, &#380;e my sami mamy jakie&#347; powa&#380;ne k&#322;opoty z w&#322;asnym zbrodniczym za&#347;wiatowcem, to Nieska&#380;eni Ziemianie zatarliby r&#281;ce z rado&#347;ci. Podnie&#347;liby wrzaw&#281;, kt&#243;ra cofn&#281;&#322;aby rozw&#243;j stosunk&#243;w ludzko-mase&#324;skich o ca&#322;e dziesi&#281;&#263; lat.

To prawda  przytakn&#261;&#322; Jessie.  Tym niemniej S&#322;awek i ta jego banda posun&#281;li si&#281; chyba nieco za daleko w tej swojej pr&#243;bie utrzymania nas w

Ale&#380; prosz&#281; pana, ani przez chwil&#281; nie powinien pan przypuszcza&#263;, &#380;e ich dzia&#322;anie by&#322;o cz&#281;&#347;ci&#261; oficjalnego planu zatuszowania tej sprawy. Oni dzia&#322;ali wy&#322;&#261;cznie na w&#322;asn&#261; r&#281;k&#281;, bez aprobaty, a nawet wiedzy, legalnych w&#322;adz doczesnego &#347;wiata masen&#243;w.

Jessie doko&#324;czy&#322; swego drinka i zrobi&#322; szklank&#261; ma&#322;e k&#243;&#322;ko na wilgotnym blacie stolika.

Ale c&#243;&#380; takiego mieliby tutaj do stracenia za&#347;wiatowcy  zastanawia&#322; si&#281;  co zmusi&#322;oby ich do przedsi&#281;wzi&#281;cia a&#380; tak bardzo drastycznych &#347;rodk&#243;w?

Sami zadajemy sobie to pytanie, panie Blake  stwierdzi&#322; masen. Podni&#243;s&#322; si&#281; ze swego fotela, nie wypuszczaj&#261;c z d&#322;oni nietkni&#281;tego drinka i zacz&#261;&#322; si&#281; przechadza&#263; po gabinecie z g&#322;ow&#261; niebezpiecznie blisko sufitu  Wszystkie wysi&#322;ki, kt&#243;re poczynili&#347;my na rodzinnej planecie, zmierzaj&#261;ce do odkrycia natury i pochodzenia tej nowej bestii napotyka&#322;y na przeciwdzia&#322;anie ze strony naszych w&#322;asnych duch&#243;w. A tutaj, na Ziemi, w dzia&#322;aniu na rzecz ukrycia przed wami ca&#322;ej tajemnicy wsp&#243;&#322;dzia&#322;ali r&#281;ka w r&#281;k&#281; zar&#243;wno mase&#324;scy jak i ludzcy za&#347;wiatowcy. Jest zupe&#322;nie jasne, &#380;e musz&#261; oni wiedzie&#263; o tej sprawie znacznie wi&#281;cej ni&#380; my, ale nie ma sposobu by nak&#322;oni&#263; ich do m&#243;wienia.

Sprawili&#347;my sobie zupe&#322;nie szykown&#261;, ma&#322;&#261; tajemnic&#281;  odezwa&#322;a si&#281; Helena. Wypi&#322;a ju&#380; wszystko, co mia&#322;a w szklance i teraz ssa&#322;a plasterek pomara&#324;czy, kt&#243;ry do&#322;o&#380;ono do drinka.

W&#322;a&#347;nie  przytakn&#261;&#322; Tesserax.  Oto czym jest ca&#322;a ta sprawa  tajemnic&#261;. Dlatego w&#322;a&#347;nie zdecydowali&#347;my si&#281; zapozna&#263; pa&#324;stwa z zaistnia&#322;&#261; sytuacj&#261; i zaprosi&#263; wszystkich troje do z&#322;o&#380;enia wizyty na naszej rodzinnej planecie w celu jej rozwik&#322;ania.

Jessie uni&#243;s&#322; ze zdumienia brwi.  Mamy zabra&#263; si&#281; za wytropienie bestii, kt&#243;ra rozdeptuje ca&#322;e wioski i nikogo nie zostawia przy &#380;yciu?

To rzeczywi&#347;cie mo&#380;e by&#263; bardzo niebezpieczne  przyzna&#322; Tesserax.  Ale gotowi jeste&#347;my dobrze zap&#322;aci&#263;.

Co to znaczy dobrze?  odezwa&#322; si&#281; znad swej miski Brutus.

Pi&#281;&#263;set kredyt&#243;w dziennie.

Czy tyle ma wynosi&#263; honorarium dla ca&#322;ej tr&#243;jki?

Tesserax wyra&#378;nie nie mia&#322; ochoty wdawa&#263; si&#281; w rozmow&#281; z piekielnym psem. Podni&#243;s&#322; d&#322;o&#324; do ust, odchrz&#261;kn&#261;&#322;  wrzask kotek  po czym powiedzia&#322;:

Uznali&#347;my to za godziw&#261;

Powiedzmy pi&#281;&#263;set dziennie w tym tak&#380;e za dni podr&#243;&#380;y, ale na g&#322;ow&#281;  warkn&#261;&#322; Brutus.  Tak&#261; propozycj&#281; b&#281;dziemy mogli w og&#243;le rozwa&#380;y&#263;.

Masen spojrza&#322; niepewnie na Jessiego i spyta&#322;:

Czy ten pies m&#243;wi tak&#380;e w pana imieniu, panie Blake?

Owszem, i to m&#243;wi nieg&#322;upio.

Tesserax rozwa&#380;a&#322; przez chwil&#281; propozycj&#281; Brutusa i w ko&#324;cu powiedzia&#322;:

A wi&#281;c dobrze. Pi&#281;&#263;set kredyt&#243;w dziennie dla ka&#380;dego z was, razem tysi&#261;c pi&#281;&#263;set dziennie.

Powr&#243;ci&#322; do swego fotela i zapad&#322; w niego, sk&#322;adaj&#261;c si&#281; jak akordeon.

Przypuszczam, &#380;e wi&#281;zienny komputer zanotowa&#322; ca&#322;&#261; nasz&#261; rozmow&#281;- upewnia&#322; si&#281;.

Owszem, panie Tesserax, zanotowa&#322;em  odezwa&#322; si&#281; s&#322;odko komputer.

Tesserax przesun&#261;&#322; spojrzeniem swych bursztynowych oczu po ca&#322;ej tr&#243;jce i zatrzyma&#322; je na Jessiem.

Czy wydruk z komputera b&#281;dzie dla pana wystarczaj&#261;cym dowodem zawarcia kontraktu?  spyta&#322;.

Owszem, wystarczy  potwierdzi&#322; Jessie.

Czy komputer s&#322;ysza&#322;?  zapyta&#322; Tesserax sufitu.

Za minut&#281; przy&#347;l&#281; do pa&#324;stwa pomocnika z dwoma egzemplarzami, wydruku  rozleg&#322;o si&#281; z g&#322;o&#347;nika.

Dzi&#281;kuj&#281;.

To drobnostka, prosz&#281; pana  powiedzia&#322; uprzejmie komputer.

Jessie spojrza&#322; na g&#322;o&#347;nik ukryty za opraw&#261; sufitowego o&#347;wietlenia i spyta&#322;:

Czy m&#243;g&#322;bym si&#281; przy okazji dowiedzie&#263;, czyjego g&#322;osu u&#380;yto do nagrania twoich ta&#347;m g&#322;osowych?

Moje ta&#347;my g&#322;osowe  odpar&#322; natychmiast komputer  stanowi&#261;ce cz&#281;&#347;&#263; kompletnego oprogramowania dostarczonego przez firm&#281; Big Brother Building Systems zawieraj&#261; dwie&#347;cie nagra&#324; z zapisem wszystkich d&#378;wi&#281;k&#243;w jakie mog&#261; powsta&#263; przy u&#380;yciu g&#322;osu ludzkiego, a ponadto niemal dwie&#347;cie tysi&#281;cy s&#322;&#243;w w trzech ziemskich j&#281;zykach. Ich nagrania dokona&#322;a panna Tessie Alica Armbruster, emerytowana nauczycielka szko&#322;y &#380;e&#324;skiej w Holidaysburgu; w Pensylwanii, dnia dziewi&#261;tego lipca 1987 roku. Ta sama kobieta nagra&#322;a ta&#347;my suplementu do mojego systemu  poza ta&#347;mami zawieraj&#261;cymi j&#281;zyki masen&#243;w, kt&#243;re wprowadzono do mnie ju&#380; wcze&#347;niej  i to dwukrotnie, to jest trzeciego sierpnia 1994 roku i pierwszego listopada 1999. G&#322;osu panny Armbruster u&#380;yto po konsultacji z psychologami zatrudnionymi w firmie BBBC, kt&#243;rzy uwa&#380;ali, i&#380; posiada on skal&#281; i spos&#243;b modulacji &#322;&#261;cz&#261;ce w sobie czu&#322;o&#347;&#263;, trosk&#281; i macierzy&#324;sk&#261; dba&#322;o&#347;&#263; a jednocze&#347;nie d&#378;wi&#281;czy w nim nuta nakazuj&#261;ca bezdyskusyjny pos&#322;uch.

Czy Holidaysburg le&#380;y gdzie&#347; w pobli&#380;u Altoony?  dopytywa&#322; si&#281; Jessie.

Owszem, prosz&#281; pana. Jest w zasadzie przedmie&#347;ciem tego miasta.

Pan jest zdumiewaj&#261;cy!  zawo&#322;a&#322; Tesserax.  Po prostu zdumiewaj&#261;cy!

W tym momencie otworzy&#322;y si&#281; drzwi do gabinetu. Jeden z mechanicznych pomocnik&#243;w komputera potkn&#261;&#322; si&#281; na progu i run&#261;&#322; jak d&#322;ugi na pod&#322;og&#281; niczym komik z jakiego&#347; niesmacznego, starego filmu. Co&#347; zagrzechota&#322;o nieprzyjemnie i z wn&#281;trza robota dobieg&#322; &#380;a&#322;osny, j&#281;kliwy d&#378;wi&#281;k.

Je&#347;li jeszcze troch&#281; obetn&#261; mi bud&#380;et  rozleg&#322; si&#281; g&#322;os Tessie Alice Armbruster  to umywam r&#281;ce od tego co si&#281; stanie z wi&#281;zieniem.

Robot podni&#243;s&#322; si&#281; niezdarnie z pod&#322;ogi i zrobi&#322; kilka chwiejnych krok&#243;w, a&#380; wreszcie odzyska&#322; pe&#322;n&#261; r&#243;wnowag&#281;.

Mibaczy&#263; wyzechc&#261; panowie  wyst&#281;ka&#322;.

Nic nie szkodzi  odpar&#322; Tesserax, strzelaj&#261;c niecierpliwie wszystkimi sze&#347;cioma czu&#322;kami prawej r&#281;ki, co w efekcie dawa&#322;o odg&#322;os bardzo podobny do p&#281;kania pra&#380;onej kukurydzy.  Daj mi tylko wreszcie te papiery, dobrze?

Wi&#347;cie oczy pana prosz&#281;  oznajmi&#322; robot, ale nie ruszy&#322; si&#281; z miejsca.

Tesserax zamruga&#322; nerwowo zdezorientowany odpowiedzi&#261; i zachowaniem maszyny i rzuci&#322; ponaglaj&#261;co.

No?!

Zgi&#261;&#322; mi si&#281; prosz&#281; staw kolanowy pana troch&#281;  odpar&#322; robot &#380;a&#322;o&#347;nie. Uczyni&#322; wyra&#378;ny wysi&#322;ek i prze&#322;ama&#322; chwilowy parali&#380;, ruszaj&#261;c niepewnie w kierunku masena. Prodzo barsz&#281;  doda&#322;, wr&#281;czaj&#261;c mu plik pogniecionych wydruk&#243;w.  Ju&#380; &#380;e wypuszcz&#281; my&#347;la&#322;em je.

Ale nie wypu&#347;ci&#322;e&#347;.

Robot sprawia&#322; wra&#380;enie ogromnie z siebie zadowolonego.

Nie, prosz&#281; pana powiedzia&#322;.  Jema&#322;em trzy mocno i nie si&#281; wyg&#322;upi&#322;em.

Doskonale  o&#347;wiadczy&#322; Tesserax, rozdzielaj&#261;c wydruki na dwie kupki.

Raptem robot zarz&#281;zi&#322; nieprzyjemnie i ogromnie wystraszy&#322; Helen&#281; padaj&#261;c obok niej na st&#243;&#322; i zrzucaj&#261;c na ziemi&#281; wszystkie butelki z trunkami. Osun&#261;&#322; si&#281; z wolna na pod&#322;og&#281; jak pijak trac&#261;cy przytomno&#347;&#263;, wyl&#261;dowa&#322; na siedzeniu i w ko&#324;cu run&#261;&#322; na plecy, wal&#261;c z niebywa&#322;ym ha&#322;asem metalow&#261; g&#322;ow&#261; o b&#322;&#281;kitne kafelki.

Kiedy nadejdzie czas debaty bud&#380;etowej  rozleg&#322; si&#281; g&#322;os i Tessie Alice Armbruster  mam zamiar wszystkich pa&#324;stwa powo&#322;a&#263; na &#347;wiadk&#243;w.

Tesserax przesun&#261;&#322; kompletny zestaw wydruk&#243;w na drug&#261; stron&#281; sto&#322;u do Jessiego.

Prosz&#281; bardzo  rzek&#322;  Pi&#281;&#263;set dziennie dla ka&#380;dego.

Chyba wszystko w porz&#261;dku  stwierdzi&#322; Jessie, przegl&#261;daj&#261;c papiery.

Obaj m&#281;&#380;czy&#378;ni podnie&#347;li si&#281; ze swych kszta&#322;tozmiennych foteli, a Jessie obszed&#322; st&#243;&#322;, by wymieni&#263; u&#347;cisk d&#322;oni z mase&#324;skim dyplomat&#261;.

Mam nadziej&#281;, &#380;e nie b&#281;dzie pan musia&#322; uzna&#263; tych pieni&#281;dzy za wyrzucone w b&#322;oto. panie Galiotor  stwierdzi&#322;.

I ja mam tak&#261; nadziej&#281;  przyzna&#322; Galiotor Tesserax.  Nie tylko przez wzgl&#261;d na kiesze&#324; mase&#324;skich podatnik&#243;w, ale tak&#380;e przez wzgl&#261;d na &#380;ycie wszystkich potencjalnych ofiar bestii i dobro stosunk&#243;w ludzko-mase&#324;skich.

Po tych s&#322;owach wypu&#347;ci&#322; d&#322;o&#324; Jessiego, jakby dotyk palc&#243;w wyposa&#380;onych w szkielet kostny nie sprawia&#322; mu zbytniej przyjemno&#347;ci.

Jutro rano  doda&#322;  opuszcz&#261; pa&#324;stwo Ziemi&#281; na pok&#322;adzie statku kosmicznego Poogai.

&#379;owodzenia wa&#324;stwu picz&#281;!  o&#347;wiadczy&#322; robot, wpatruj&#261;c si&#281; w ca&#322;&#261; czw&#243;rk&#281; z pod&#322;ogi i machaj&#261;c im niezdarnie pi&#281;ciopalczast&#261;, metalow&#261; d&#322;oni&#261;.



Cz&#281;&#347;&#263; II. BESTIA O P&#211;&#321;NOCY



16

Zje&#380;d&#380;aj&#261;c ruchomymi schodami w d&#243;&#322; d&#322;ugiego r&#281;kawa wy&#322;adowczego Poogai do najwi&#281;kszego terminalu ojczystej planety masen&#243;w, Tesserax nagle powiedzia&#322;:

A niech to!  Zapomnia&#322;em ostrzec was przed Protektorem.

Przed kim?  zdziwi&#322; si&#281; Jessie.

Tesserax klepn&#261;&#322; si&#281; po swej pozbawionej ow&#322;osienia bulwiastej g&#322;owie.

Niech to piorun strzeli i szlag trafi!  zawo&#322;a&#322;  zupe&#322;nie nie wiem jak mog&#322;em o tym zapomnie&#263;. To naprawd&#281; do&#347;&#263; wstrz&#261;saj&#261;ce prze&#380;ycie, je&#347;li si&#281; nie jest uprzedzonym, a prawd&#281; m&#243;wi&#261;c, nawet wtedy gdy si&#281; jest.  Popatrzy&#322; z niepokojem na szybko zbli&#380;aj&#261;ce si&#281; drzwi wej&#347;ciowe do terminala i doda&#322;  W ka&#380;dym razie prosz&#281; spr&#243;bowa&#263; si&#281; nie niepokoi&#263;, kiedy zaatakuje pa&#324;stwa tymi wszystkimi k&#322;ami i pazurami.

K&#322;ami i pazurami?  powt&#243;rzy&#322;a pytaj&#261;co Helena.

K&#322;ami i pazurami?  powt&#243;rzy&#322; jak drugie echo Jessie, chwytaj&#261;c Helen&#281; za rami&#281; i zastanawiaj&#261;c si&#281; gor&#261;czkowo, czy nie powinni przypadkiem zrobi&#263; w ty&#322; zwrot i ruszy&#263; pod pr&#261;d, w g&#243;r&#281; ruchomych schod&#243;w.

Protektor?  warkn&#261;&#322; Brutus.  A c&#243;&#380; to za uz&#281;biony skurwysyn.

Protektor to jedna z naszych najbarwniejszych postaci mitycznych  odpar&#322; masen. Ka&#380;dy port kosmiczny ma u siebie przynajmniej jednego z nich. Widzicie pa&#324;stwo, w samych pocz&#261;tkach ery podr&#243;&#380;y kosmicznych

Ale w tym momencie schody si&#281; sko&#324;czy&#322;y i napieraj&#261;cy t&#322;um pozosta&#322;ych pasa&#380;er&#243;w Poogai wepchn&#261;&#322; ich w drzwi wej&#347;ciowe terminalu. Zanim Tesserax zd&#261;&#380;y&#322; cokolwiek doda&#263;, znale&#378;li si&#281; w hali przylot&#243;w.

Hala przylot&#243;w by&#322;a arcydzie&#322;em estetycznej in&#380;ynierii, mia&#322;a pi&#281;&#263;set st&#243;p d&#322;ugo&#347;ci, a jej boczne &#347;ciany przecina&#322;y rz&#281;dy olbrzymich okien, przypominaj&#261;cych kszta&#322;tem okna &#347;redniowiecznych katedr i bij&#261;cych w g&#243;r&#281; od pod&#322;ogi do samego sufitu na wysoko&#347;&#263; niemal ca&#322;ych stu st&#243;p. Grube, prze&#378;roczyste kolumny podtrzymywa&#322;y opalizuj&#261;ce &#322;uki, na kt&#243;rych wspiera&#322;o si&#281; kopu&#322;owe sklepienie. Wszystko to by&#322;y elementy nie tylko czysto konstrukcyjne. Okna, podobnie jak okna katedr, zrobione by&#322;y z tysi&#281;cy kawa&#322;k&#243;w kolorowego szk&#322;a, zespolonych w abstrakcyjne wzory, kt&#243;re rzuca&#322;y na bia&#322;&#261; pod&#322;og&#281; feeri&#281; barwnych plam. Prze&#378;roczyste kolumny i wisz&#261;ce setk&#281; st&#243;p w g&#243;rze bia&#322;e, opalizuj&#261;ce &#322;uki pokrywa&#322;y p&#322;askorze&#378;by setek i tysi&#281;cy ma&#322;ych postaci, zar&#243;wno masen&#243;w z krwi i ko&#347;ci jak i mieszka&#324;c&#243;w mase&#324;skich za&#347;wiat&#243;w; tworzy&#322;y jeden ogromny, panoramiczny relief, tak przedziwnie spl&#261;tany i przesycony filtrowanym przez witra&#380;e &#347;wiat&#322;em, &#380;e patrz&#261;c na niego zatyka&#322;o dech w piersiach, odnosi&#322;o si&#281; bowiem wra&#380;enie, i&#380; kolumny poruszaj&#261; si&#281; nieustannie, a wraz z nimi wyginaj&#261; si&#281; i faluj&#261; &#322;uki sklepienia, jakby pod wp&#322;ywem zmaga&#324; tysi&#281;cy male&#324;kich stworze&#324;

Co to jest ten Protektor  dopytywa&#322; si&#281; Jessie, kt&#243;remu ca&#322;e to pi&#281;kno zapar&#322;o co prawda dech w piersiach, ale nie do tego stopnia, by zapomnia&#322; wzmiank&#281; Tesseraxa o k&#322;ach i szponach.

Niestety nim Tesserax zd&#261;&#380;y&#322; otworzy&#263; usta, jakie&#347; ogromne monstrum o ciemnobrunatnych skrzyd&#322;ach usadowione do tej pory na jednym z &#322;uk&#243;w sklepienia oderwa&#322;o si&#281; od jego opalizuj&#261;cej bieli i run&#281;&#322;o w d&#243;&#322; jak kamie&#324;, prosto na nich, wydaj&#261;c przera&#378;liwie wysoki i przenikliwy d&#378;wi&#281;k, do z&#322;udzenia przypominaj&#261;cy odg&#322;os nurkuj&#261;cego samolotu odrzutowego

Dobry Bo&#380;e!  zawo&#322;a&#322; Jessie, zapomniawszy zupe&#322;nie, &#380;e Robot Pritchard niezbicie udowodni&#322;, &#380;e B&#243;g wcale nie jest dobry. Cofn&#261;&#322; si&#281; o krok w t&#322;um pasa&#380;er&#243;w napieraj&#261;cych na niego z ty&#322;u.

Prosz&#281; si&#281; nie obawia&#263;  uspokaja&#322; ich Tesserax,  To rzeczywi&#347;cie do&#347;&#263; przera&#380;aj&#261;cy widok, ale to stworzenie nie wyrz&#261;dzi wam &#380;adnej krzywdy.

Potw&#243;r dor&#243;wnywa&#322; wielko&#347;ci&#261; s&#322;oniowi, lecz jego wygl&#261;d by&#322; znacznie bardziej przera&#380;aj&#261;cy. Sk&#243;r&#281; mia&#322; grubsz&#261; i twardsz&#261; ni&#380; najbardziej grubosk&#243;rne ze zwierz&#261;t, &#322;eb przywodz&#261;cy na my&#347;l rozw&#347;cieczonego lwa, o wielko&#347;ci sporego ko&#322;a, a w nim paszcz&#281; W&#322;a&#347;ciwie ca&#322;y &#322;eb stanowi&#322; jedn&#261; paszcz&#281;, tak wielk&#261;, &#380;e jednym k&#322;apni&#281;ciem potwornych szcz&#281;k m&#243;g&#322; po&#380;re&#263; ca&#322;&#261; tr&#243;jk&#281; i jeszcze nie bardzo co mia&#322;oby mu nawchodzi&#263; mi&#281;dzy z&#281;by wielko&#347;ci p&#322;yt nagrobkowych. Oczy niby dwa sto&#322;owe p&#243;&#322;miski p&#322;on&#281;&#322;y ognist&#261; czerwieni&#261; i cho&#263; pozbawione by&#322;y jakichkolwiek &#378;renic, zdawa&#322;y si&#281; by&#263; wlepione prosto w Jessiego i Helen&#281;. Skrzyd&#322;a bestii otwar&#322;y si&#281; z og&#322;uszaj&#261;cym &#322;opotem, by przyhamowa&#263; nieco tempo jej pikowania, lecz i tak tempo to by&#322;o o wiele za szybkie, by rokowa&#322;o nadziej&#281; na jak&#261;kolwiek ucieczk&#281;. Na sekund&#281; przed dopadni&#281;ciem swych ofiar potw&#243;r wyrzuci&#322; przed siebie nogi wielko&#347;ci s&#322;up&#243;w telegraficznych zako&#324;czone szponami d&#322;u&#380;szymi ni&#380; z&#281;by wide&#322; i grubszymi ni&#380; dorodne lodowe sople. I wtedy

wtedy bestia nadzia&#322;a si&#281; na niewidzialn&#261; barier&#281;, ci&#261;gn&#261;c&#261; si&#281; pi&#281;&#263; st&#243;p powy&#380;ej g&#322;owy Jessiego, i zatrzepota&#322;a rozpaczliwie skrzyd&#322;ami jak w przed&#347;miertelnych drgawkach.

To w&#322;a&#347;nie jest Protektor  oznajmi&#322; Tesserax.

Znajdowali si&#281; dok&#322;adnie pod monstrum; ju&#380; w nast&#281;pnej chwili otrz&#261;sn&#281;&#322;o si&#281; ono z oszo&#322;omienia wywo&#322;anego impetem zderzenia i wbi&#322;o wzrok rozjarzonych na czerwono oczu prosto w Helen&#281;, z tej odleg&#322;o&#347;ci wygl&#261;da&#322;o nawet jeszcze bardziej upiornie. Zacz&#281;&#322;o drapa&#263; i szarpa&#263; szponami niewidzialn&#261; barier&#281;, sycz&#261;c i prychaj&#261;c na swe niedosz&#322;e ofiary przez niewiarygodn&#261; ilo&#347;&#263; rz&#281;d&#243;w ostrych jak brzytwa z&#281;b&#243;w, zza kt&#243;rych ukazywa&#322; si&#281; od czasu do czasu j&#281;zyk koloru i kszta&#322;tu stalowej sztaby.

Pozostali pasa&#380;erowie Poogai min&#281;li tr&#243;jk&#281; Ziemian bez zwracania najmniejszej uwagi, na przera&#380;aj&#261;c&#261; besti&#281;, kt&#243;ra zdawa&#322;a si&#281; le&#380;e&#263; na cieniutkiej warstewce powietrza ledwie kilka st&#243;p nad ich g&#322;owami.

W samych pocz&#261;tkach mase&#324;skich lot&#243;w kosmicznych  ci&#261;gn&#261;&#322; Tesserax, spogl&#261;daj&#261;c w pa&#322;aj&#261;ce &#380;&#261;dz&#261; mordu, czerwone oczy bestii  napotkali&#347;my pewn&#261; ras&#281; nieco wy&#380;ej rozwini&#281;t&#261; ni&#380; my, lecz bardzo nieprzyja&#378;nie do nas nastawion&#261;. Wynik&#322;a z tego galaktyczna wojna, w kt&#243;rej zostali&#347;my niemal pokonani, Wrogowie, rasa przypominaj&#261;ca waszych mitologicznych centaur&#243;w, tyle &#380;e znacznie bardziej wojownicza i krwio&#380;ercza, zepchn&#281;li nas na nasz&#261; ojczyst&#261; planet&#281;, a nast&#281;pnie nawet wyl&#261;dowali na niej, by w ten spos&#243;b ukoronowa&#263; swoje zwyci&#281;stwo i wymordowa&#263; wszystkich masen&#243;w. I wtedy wydarzy&#322;a si&#281; rzecz niezwykle dziwna. Ot&#243;&#380; &#380;aden z naje&#378;d&#378;c&#243;w nie m&#243;g&#322; pozostawa&#263; na powierzchni naszej planety d&#322;u&#380;ej ni&#380; kilka minut; natychmiast potem umierali w straszliwych m&#281;czarniach. Z pocz&#261;tku uwa&#380;ano, &#380;e to jaka&#347; bakteria lub &#347;ladowy gaz naszej atmosfery jest tak niezwykle toksyczny dla naszych wrog&#243;w. Ale po zastosowaniu kosmicznych skafandr&#243;w i butli z powietrzem ze swej rodzinnej planety naje&#378;d&#378;cy nadal umierali w kilka minut po postawieniu stopy na naszej ziemi, i tylko jeden z nich przetrwa&#322; nieco d&#322;u&#380;ej, pe&#322;nych osiem godzin, lecz niemal przez ca&#322;y ten czas pozostawa&#322; w g&#322;&#281;bokiej malignie, majacz&#261;c o potwornych stalowych szponach, kt&#243;re szarpi&#261; mu wn&#281;trzno&#347;ci, o ogromnych, rozjuszonych, czerwonych oczach wpatrzonych w niego bezlito&#347;nie, o ciemnych skrzyd&#322;ach, o nieprzebranej ilo&#347;ci ostrych jak brzytwa k&#322;&#243;w Jednym s&#322;owem by&#322;o to zwyk&#322;e bredzenie stworzenia, kt&#243;re b&#243;l przywi&#243;d&#322; do ob&#322;&#281;du. A jednak da&#322;o ono pocz&#261;tek mitowi o Protektorach, kt&#243;ry na przestrzeni tysi&#281;cy lat przybra&#322; konkretne kszta&#322;ty, rozr&#243;s&#322; si&#281; i &#380;yje nadal, zw&#322;aszcza w&#347;r&#243;d mniej wykszta&#322;conych warstw naszego spo&#322;ecze&#324;stwa. I w taki oto spos&#243;b pojawi&#322;y si&#281; Protektory.

Protektor rykn&#261;&#322; na najwy&#380;szych rejestrach odbieranych przez ludzkie ucho i zacz&#261;&#322; szarpa&#263; niewidzialn&#261; barier&#281; ze zdwojon&#261; furi&#261;.

A jaka by&#322;a prawdziwa przyczyna &#347;mierci waszych wrog&#243;w?  zainteresowa&#322; si&#281; Jessie.

Nigdy si&#281; tego nie dowiedzieli&#347;my  odpar&#322; Tesserax.  Obecnie najpowszechniej przyjmuje si&#281; teori&#281;, &#380;e pola s&#322;oneczne i grawitacyjne naszej planety by&#322;y w jaki&#347; dziwny spos&#243;b zab&#243;jcze dla tej jednej, konkretnej rasy. Jak sami pa&#324;stwo widzieli zjawiaj&#261; si&#281; tu u nas przedstawiciele wielu innych ras i nikomu z nich niewidzialny zab&#243;jca nie wyrz&#261;dza &#380;adnej szkody. Zapewne co&#347; w fizjologii tamtych centaur&#243;w sprawia&#322;o, &#380;e nie byli w stanie znie&#347;&#263; &#347;rodowiska naszej planety.

To znaczy, &#380;e w ko&#324;cu oni przegrali wojn&#281;?  dopytywa&#322; si&#281; Brutus.

Oczywi&#347;cie  rzek&#322; Tesserax.  Poddali&#347;my ich ca&#322;kowitej eksterminacji.

Protektor stan&#261;&#322; na swych wszystkich czterech pot&#281;&#380;nych nogach i zacz&#261;&#322; skaka&#263; po niewidzialnej barierze, wydaj&#261;c przera&#378;liwe d&#378;wi&#281;ki, pluj&#261;c i bij&#261;c powietrze ciemnymi. skrzyd&#322;ami.

Czy on atakuje ka&#380;dego, kto przybywa na wasz&#261; planet&#281;?  zdziwi&#322; si&#281; detektyw, przeszukuj&#261;c uwa&#380;nie wzrokiem kopu&#322;&#281; pola, by sprawdzi&#263;, czy nie ma w niej przypadkiem jakiej&#347; szczeliny, kt&#243;rej wcze&#347;niej nie dostrzeg&#322;.

No c&#243;&#380;, nie ma zbytniego wyboru  mrukn&#261;&#322; Tesserax.  Musi wype&#322;nia&#263; sw&#261; mitologiczn&#261; rol&#281;. Musi podejmowa&#263; pr&#243;b&#281; zniszczenia ka&#380;dego przybysza z obcej planety, kt&#243;ry postawi stop&#281; na naszej ziemi, bo mit nie precyzuje, &#380;e powinien atakowa&#263; tylko tych, kt&#243;rzy maj&#261; wrogie zamiary. Istnieje trzysta Protektor&#243;w, po jednym w ka&#380;dym porcie kosmicznym naszej planety, i wszystkie one bezustannie rozbijaj&#261; sobie &#322;by o pola sitowe, kt&#243;re musieli&#347;my zainstalowa&#263;, by uchroni&#263; naszych go&#347;ci.

Czy nigdy do nich nie dotrze, &#380;e to bez sensu? Czy nie potrafi&#261; zrozumie&#263;, &#380;e ta bariera jest zainstalowana na sta&#322;e?  spyta&#322;a Helena.

Och, przypuszczam, &#380;e dotar&#322;o to do nich ju&#380; bardzo dawno, ale nic na to nie mog&#261; poradzi&#263;. Mit powiada: atakowa&#263;, wi&#281;c atakuj&#261;.

Biedactwa  mrukn&#281;&#322;a Helena.

Durne skurwysyny  warkn&#261;&#322; Brutus.

Och, nie litowa&#322;bym si&#281; nad nimi  stwierdzi&#322; Tesserax.  Mit nie m&#243;wi ani s&#322;owa na temat inteligencji Protektor&#243;w. Obdarza ich wy&#322;&#261;cznie zdolno&#347;ci&#261; nieomylnego rozpoznawania przybysz&#243;w z obcych planet i ich niszczenia. One chyba nie potrafi&#261; w og&#243;le my&#347;le&#263;, s&#261; raczej stworami zupe&#322;nie bezrozumnymi. Nie trzeba wi&#281;c si&#281; nad nimi litowa&#263;. Odwr&#243;ci&#322; wzrok od zawieszonego nad jego g&#322;ow&#261; potwora i doda&#322;:  Mo&#380;e przejdziemy ju&#380; do odprawy celnej, &#380;eby Protektor m&#243;g&#322; wr&#243;ci&#263; na swoj&#261; grz&#281;d&#281;? Co prawda jest zupe&#322;nie niegro&#378;ny, ale wydaje przera&#378;liwe d&#378;wi&#281;ki, kt&#243;re dzia&#322;aj&#261; na nerwy pracownikom portu.

Pi&#281;&#263; minut p&#243;&#378;niej, przeszed&#322;szy odpraw&#281; celn&#261; bez otwierania baga&#380;y, wsiedli do wspania&#322;ej limuzyny oczekuj&#261;cej na nich przed g&#322;&#243;wnym wej&#347;ciem hali przylot&#243;w. Cz&#281;&#347;&#263; pasa&#380;erska pojazdu mie&#347;ci&#322;a dwie, niezwykle wygodne &#322;awy do siedzenia, ustawione naprzeciwko siebie w odleg&#322;o&#347;ci co najmniej dw&#243;ch jard&#243;w, co pozwala&#322;o na zupe&#322;nie swobodne wyci&#261;gni&#281;cie n&#243;g. Tesserax i Brutus usiedli jak najdalej od siebie na &#322;awie zwr&#243;conej w kierunku jazdy, a Jessie i Helena zaj&#281;li miejsca twarz&#261; do nich, jak najbli&#380;ej jedno drugiego.

Mase&#324;ski robot, bardzo sprawny i &#347;wietnie utrzymany, za&#322;adowa&#322; walizki do pojemnego baga&#380;nika i wsun&#261;&#322; si&#281; do niszy dla kierowcy, umieszczonej tam, gdzie w r&#281;cznie kierowanym poje&#378;dzie znajdowa&#322;oby si&#281; przednie siedzenie, po czym pod&#322;&#261;czy&#322; si&#281; do przewod&#243;w, zwisaj&#261;cych z deski rozdzielczej, steruj&#261;cych przy&#347;pieszeniem, hamulcami, uk&#322;adem kierowniczym, sygnalizacj&#261; i wszelkimi wszystkimi przyrz&#261;dami. Limuzyna ruszy&#322;a, w&#322;&#261;czy&#322;a si&#281; w szeroki strumie&#324; st&#322;oczonych pojazd&#243;w i szybko przyspieszy&#322;a do ponad dwustu mil na godzin&#281;.

Jest nam ogromnie mi&#322;o, &#380;e zdecydowali&#347;cie si&#281; z nami wsp&#243;&#322;dzia&#322;a&#263;, przyjaciele odezwa&#322; si&#281; masen.  Uwa&#380;amy, &#380;e wasze &#347;wie&#380;e spojrzenie, przybysz&#243;w z obcej planety, mo&#380;e znakomicie dopom&#243;c w rozwik&#322;aniu tej sprawy.

Dok&#261;d jedziemy?  zainteresowa&#322; si&#281; Jessie.  W tamte g&#243;ry?  Wskaza&#322; palcem ci&#261;g o&#347;nie&#380;onych szczyt&#243;w, kt&#243;re zaczyna&#322;y otacza&#263; samoch&#243;d z obu stron, k&#322;uj&#261;c o&#322;owiane niebo daleko na wsch&#243;d i zach&#243;d, za rozleg&#322;ymi trawiastymi r&#243;wninami przez kt&#243;re w&#322;a&#347;nie przeje&#380;d&#380;ali.

Zgadza si&#281;, drogi przyjacielu  potwierdzi&#322; Tesserax, M&#243;wi&#322; teraz we w&#322;asnym j&#281;zyku i wsz&#281;dzie tam, gdzie po angielsku u&#380;ywa si&#281; zwrotu prosz&#281; pana, wstawia&#322; drogi przyjacielu. Jessie, Brutus i Helena poddani zostali, po drodze z Ziemi, przy&#347;pieszonemu hipnopedycznemu kursowi j&#281;zyka mase&#324;skiego i w ci&#261;gu zaledwie dw&#243;ch dni nauczyli si&#281; tyle, by do&#347;&#263; swobodnie nim si&#281; pos&#322;ugiwa&#263;.  Te g&#243;ry nale&#380;&#261; do najwy&#380;szych na naszej planecie i nazywaj&#261; si&#281; Gilorelamans, co w dawnej mowie oznacza Dom Bog&#243;w.

Czy to tam w&#322;a&#347;nie grasuje ta bestia?  upewnia&#322;a si&#281; Helena. Pochyli&#322;a si&#281; do okna samochodu, wpatruj&#261;c w poszarpane zbocza, kt&#243;re wed&#322;ug niej stanowi&#322;y idealn&#261; sceneri&#281; dla jakiego&#347; niewidzialnego olbrzyma, lubi&#261;cego sia&#263; spustoszenie w&#347;r&#243;d niespodziewaj&#261;cej si&#281; niczego ludno&#347;ci. G&#243;ry wygl&#261;da&#322;y niego&#347;cinnie i gro&#378;nie, sprawia&#322;y wra&#380;enie bardziej niedost&#281;pnych i obcych ni&#380; wszystko co do tej pory widzia&#322;a na tej planecie, cho&#263; prawd&#281; m&#243;wi&#261;c, nie r&#243;&#380;ni&#322;y si&#281; wcale tak bardzo od skalistych szczyt&#243;w Ziemi.

Owszem, w&#322;a&#347;nie tam, droga przyjaci&#243;&#322;ko  odpar&#322; Tesserax,  Wymordowa&#322;a prawie pi&#281;ciuset realnych masen&#243;w i ponad czterystu naszych za&#347;wiatowc&#243;w. Wszystko to byli stali mieszka&#324;cy Gilorelamans.

Mechaniczny szofer skr&#281;ci&#322; kilka razy, wprowadzaj&#261;c samoch&#243;d na boczne autostrady, kt&#243;re po jakim&#347; czasie doprowadzi&#322;y ich mi&#281;dzy &#322;agodne wzg&#243;rza le&#380;&#261;ce u podn&#243;&#380;y &#322;a&#324;cucha g&#243;rskiego. Zacz&#281;li wspina&#263; si&#281; dwupasmow&#261; drog&#261; g&#281;sto obro&#347;ni&#281;t&#261; rz&#281;dami drzew o czarnych pniach i bia&#322;ych li&#347;ciach, kt&#243;re chwia&#322;y si&#281; na wietrze jak kruche tancerki, pochylaj&#261;c od czasu do czasu ku sobie, by przykry&#263; drog&#281; baldachimem pierzastej koronki &#347;nie&#380;nobia&#322;ych li&#347;ci.

Mniej wi&#281;cej po godzinie jazdy przez wzg&#243;rza wyprzedzi&#322; ich jaki&#347; samoch&#243;d, p&#281;dz&#261;cy z szybko&#347;ci&#261; znacznie przekraczaj&#261;c&#261; stateczne sto mil na godzin&#281;, kt&#243;re wyci&#261;ga&#322;a ich limuzyna. Rykiem klaksonu zmusi&#322; ich do zjechania na pobocze, po czym &#347;mign&#261;&#322; obok nich i znikn&#261;&#322; im z oczu.

Widz&#281;, &#380;e wy te&#380; macie pirat&#243;w drogowych  zauwa&#380;y&#322; Jessie.

Kiedy dotarli na szczyt wzniesienia, za kt&#243;rym znikn&#261;&#322; samoch&#243;d, stwierdzili, &#380;e niewiele dalej jego kierowca zawr&#243;ci&#322; i teraz p&#281;dzi&#322; z powrotem, wprost na nich, po niew&#322;a&#347;ciwej stronie drogi.

Robot zjecha&#322; natychmiast na przeciwne pasmo szosy.

Niezidentyfikowany kierowca wzi&#261;&#322; poprawk&#281;, wr&#243;ci&#322; na w&#322;a&#347;ciw&#261; dla siebie jezdni&#281; i z pe&#322;n&#261; szybko&#347;ci&#261; ruszy&#322; prosto na nich.

On nas wszystkich pozabija! = zawo&#322;a&#322;a Helena.

W ostatniej chwili robot rzuci&#322; limuzyn&#261; w bok, wr&#243;ci&#322; na odpowiedni&#261; stron&#281; szosy i dos&#322;ownie o w&#322;os unikn&#261;&#322; zderzenia.

Kiedy p&#281;dz&#261;cy z naprzeciwka samoch&#243;d &#347;miga&#322; obok nich, Jessiemu wyda&#322;o si&#281;, &#380;e dostrzega w nim &#322;ysego m&#281;&#380;czyzn&#281; w &#347;rednim wieku o nalanej twarzy zwr&#243;conej w ich stron&#281; i wykrzywionej w u&#347;miechu.

Czy to by&#322; cz&#322;owiek?  zwr&#243;ci&#322; si&#281; do Galiotora Tesseraxa.

Wydaje mi si&#281;  zacz&#261;&#322; masen.

M&#281;&#380;czyzna o nalanej, czerwonej twarzy przemkn&#261;&#322; ponownie obok nich, zawr&#243;ciwszy widocznie na drodze za nimi; i znikn&#261;&#322; za nast&#281;pnym grzbietem wzniesienia.

To na pewno by&#322; cz&#322;owiek  zawo&#322;a&#322;a Helena.  Czy to tak w&#322;a&#347;nie zachowuj&#261; si&#281; nasi naukowcy, gdy przyje&#380;d&#380;aj&#261; tutaj bada&#263; mase&#324;skie spo&#322;ecze&#324;stwo?

Kiedy dotarli do wierzcho&#322;ka nast&#281;pnego wzg&#243;rza, stwierdzili, &#380;e nieznajomy jeszcze raz zawr&#243;ci&#322; i dok&#322;adnie tak samo jak przedtem, p&#281;dzi wprost na nich, rycz&#261;c klaksonem i zajmuj&#261;c sam &#347;rodek w&#261;skiej jezdni.

Nie mog&#281; na to patrze&#263;  j&#281;kn&#281;&#322;a Helena.

Kr&#243;lestwo za misk&#281; bourbona  zawt&#243;rowa&#322; jej brytan.

Obcy samoch&#243;d min&#261;&#322; ich o w&#322;os, nie wiadomo w&#322;a&#347;ciwie w jaki spos&#243;b unikaj&#261;c kolizji, i znikn&#261;&#322; w tyle z cichn&#261;cym rykiem klaksonu; a&#380; wreszcie zupe&#322;nie przesta&#322;o by&#263; go s&#322;ycha&#263;.

Wydaje mi si&#281;, &#380;e to nie by&#322; &#380;ywy cz&#322;owiek  powiedzia&#322; Tesserax.  Mam wra&#380;enie, &#380;e to posta&#263; z jednego z naszych najnowszych mit&#243;w.

Wy, masenowie, macie posta&#263; mityczn&#261;, kt&#243;ra do z&#322;udzenia przypomina cz&#322;owieka?  spyta&#322; z niedowierzaniem Jessie, nie spuszczaj&#261;c wzroku z kamiennie szarych powiek masena opadaj&#261;cych i unosz&#261;cych si&#281; nad g&#322;&#281;boko osadzonymi &#380;&#243;&#322;tymi oczami.

Owszem, drogi przyjacielu  odpar&#322; Tesserax. Poprawi&#322; u&#322;o&#380;enie swych pomara&#324;czowych szat.  Jak wam zapewne wiadomo, my, masenowie, nie jeste&#347;my w stanie ulec dzia&#322;aniu alkoholu. Nawiasem m&#243;wi&#261;c, w&#347;r&#243;d wszystkich napotkanych przez nas do tej pory cywilizacji nasza rasa stanowi pod tym wzgl&#281;dem zupe&#322;ny wyj&#261;tek. Rzecz jasna mamy pewne substancje, kt&#243;re wprowadzaj&#261; nas w stan czego&#347; w rodzaju upojenia. Ale zawsze zachowujemy pe&#322;n&#261; kontrol&#281; zmys&#322;&#243;w, racjonaln&#261; ocen&#281; sytuacji i zdolno&#347;ci do podejmowania r&#243;wnie trafnych i obiektywnych decyzji, jak przed przyj&#281;ciem tych substancji. Moi rodacy s&#261; zupe&#322;nie zafascynowani tym, &#380;e mo&#380;na si&#281; upi&#263; do utraty przytomno&#347;ci. Wiadomo&#347;&#263; o tym, &#380;e na waszych autostradach pijani kierowcy s&#261; przyczyn&#261; &#347;mierci dziesi&#261;tk&#243;w tysi&#281;cy ludzi rocznie pobudza wyobra&#378;ni&#281; masen&#243;w. Pijany kierowca jest dla nas istot&#261; zupe&#322;nie tajemnicz&#261; i niewyt&#322;umaczaln&#261;. Dlatego w&#322;a&#347;nie, w ci&#261;gu ostatnich kilku lat, powsta&#322; nowy mit, maj&#261;cy t&#322;umaczy&#263; przyczyny wypadk&#243;w na naszych w&#322;asnych drogach.

Mit o Pijanym Kierowcy?  dziwi&#322; si&#281; Jessie, nie bardzo mog&#261;c si&#281; pogodzi&#263; z tym co us&#322;ysza&#322;.

Tak  potwierdzi&#322; Tesserax.  w istnienie Pijanego Kierowcy uwierzy&#322;a wystarczaj&#261;ca ilo&#347;&#263; przes&#261;dnych masen&#243;w, by sta&#322; si&#281; on rzeczywisto&#347;ci&#261; i naprawd&#281; zacz&#261;&#322; istnie&#263;  Cho&#263; mit powiada, &#380;e to w&#322;a&#347;nie on jest przyczyn&#261; wszystkich wypadk&#243;w na naszych drogach, to na szcz&#281;&#347;cie jest to m&#322;oda istota nadprzyrodzona i zd&#261;&#380;ono ju&#380; ustanowi&#263; prawa, zakazuj&#261;ce jej wyrz&#261;dzania komukolwiek szkody. Wolno mu tylko szale&#263; na drogach i straszy&#263; ich u&#380;ytkownik&#243;w, tak jak to w&#322;a&#347;nie widzieli&#347;cie, drodzy przyjaciele.

Przez chwil&#281; nikt si&#281; nie odzywa&#322; rozmy&#347;laj&#261;c nad s&#322;owami Tesseraxa. W ko&#324;cu detektyw powiedzia&#322;:

Nie przysz&#322;o mi do g&#322;owy, &#380;e dyplomatyczne i kulturowe stosunki mi&#281;dzy naszymi rasami mog&#261; zaowocowa&#263; powstaniem nowych przes&#261;d&#243;w i wierze&#324;.

O tak, drogi przyjacielu, oczywi&#347;cie, &#380;e mog&#261;. Prawd&#281; m&#243;wi&#261;c, to nawet dziwne, &#380;e u was na Ziemi nie ma jeszcze nowych mit&#243;w wywo&#322;anych wp&#322;ywami naszej kultury.

A mo&#380;e ten potw&#243;r grasuj&#261;cy w g&#243;rach  zastanawia&#322; si&#281; Jessie.  jest w&#322;a&#347;nie istot&#261; z jednego z takich nowych mit&#243;w?

Tesserax pokr&#281;ci&#322; ze smutkiem swoj&#261; wielk&#261; g&#322;ow&#261;.

To do&#347;&#263; ma&#322;o prawdopodobne  rzek&#322;,  Przeprowadzili&#347;my dog&#322;&#281;bne, komputerowe badania wszystkich nowych trend&#243;w i zjawisk wyst&#281;puj&#261;cych w naszym spo&#322;ecze&#324;stwie i nie znale&#378;li&#347;my niczego, co mog&#322;oby wyja&#347;ni&#263; pojawienie si&#281; tego krwio&#380;erczego, g&#243;rskiego olbrzyma.

Ale

Nie chcia&#322;bym w &#380;aden spos&#243;b wp&#322;ywa&#263; na wasze &#347;wie&#380;e spojrzenie  przerwa&#322; mu masen.  Ale wed&#322;ug mnie rozwa&#380;anie tej mo&#380;liwo&#347;ci to naprawd&#281; czysta strata czasu. Rosn&#261;ce po obu stronach drogi drzewa o czarnych pniach i &#347;nie&#380;nobia&#322;ych li&#347;ciach zag&#281;&#347;ci&#322;y si&#281;, wzg&#243;rza sta&#322;y si&#281; znacznie bardziej strome, a o&#322;owiane chmury zasnu&#322;y stopniowo ca&#322;e niebo, zawisaj&#261;c nisko nad ziemi&#261; i opatulaj&#261;c wszystko szczelnie jak gruby &#347;piw&#243;r. Zajechali przed staro&#380;ytny hotel. Gilorelamans Inn, po&#322;o&#380;ony na zboczach jednego z wy&#380;szych szczyt&#243;w, kt&#243;ry mia&#322; im s&#322;u&#380;y&#263; za baz&#281; operacyjn&#261; a&#380; do momentu zako&#324;czenia sprawy.



17

Gilorelamans po&#322;o&#380;ona by&#322;a w&#347;r&#243;d bujnej zieleni porastaj&#261;cej ni&#380;sze zbocza najwy&#380;szego szczytu ca&#322;ego &#322;a&#324;cucha, Piotimkina. By&#322;a najdalszym punktem, do kt&#243;rego mogli dotrze&#263; bez zapuszczania si&#281; mi&#281;dzy same skaliste g&#243;ry, lecz i tak widok z okien hotelu by&#322; zupe&#322;nie fantastyczny, bez wzgl&#281;du na to, na kt&#243;r&#261; stron&#281; wychodzi&#322;y. Z ty&#322;u ci&#261;gn&#281;&#322;y si&#281; &#347;nie&#380;ne lasy, za nimi nagie granitowe ska&#322;y i urwiska i w ko&#324;cu lodowce i po&#322;acie wiecznych &#347;nieg&#243;w. Z pozosta&#322;ych trzech stron otwiera&#322;a si&#281; rozleg&#322;a panorama ni&#380;szych teren&#243;w: wzg&#243;rz, park&#243;w, las&#243;w, r&#243;wnin i uprawianych przez roboty p&#243;l.

Sam hotel tak&#380;e by&#322; budynkiem bardzo przyjemnym dla oka. Zbudowano go z drewna drzew iglastych, kt&#243;re wraz ze wzrostem wysoko&#347;ci i spadkiem temperatury zast&#281;powa&#322;y, powszechne ni&#380;ej, drzewa o czarnych pniach, Jego dach mia&#322; trzy szczyty, mi&#281;dzy kt&#243;rymi tworzy&#322;y si&#281; dwie strome doliny, a kryj&#261;ce go deszczu&#322;ki gont&#243;w by&#322;y niemal czarne od zaciek&#243;w &#380;ywicy i smo&#322;y. W osadzonych g&#322;&#281;boko i okolonych okiennicami oknach odbija&#322;y si&#281; p&#281;dz&#261;ce przez niebo &#322;awice chmur i ostatnie, nasycone barw&#261;, promienie zachodz&#261;cego s&#322;o&#324;ca. Naturalnego pi&#281;kna hotelu nie szpeci&#322;a nawet jedna plama farby.

Dwupasmowa droga prowadzi&#322;a prosto do hotelowego pojazdu. Mechaniczny szofer objecha&#322; wko&#322;o tryskaj&#261;c&#261; wysoko w g&#243;r&#281; fontann&#281; i zatrzyma&#322; limuzyn&#281; dok&#322;adnie na wprost frontowego wej&#347;cia, kt&#243;re mia&#322;o pe&#322;ne dziesi&#281;&#263; st&#243;p wysoko&#347;ci i co najmniej sze&#347;&#263; szeroko&#347;ci i pyszni&#322;o si&#281; b&#322;yszcz&#261;c&#261;, miedzian&#261; klamk&#261; i tak&#261; sam ko&#322;atk&#261;, tak wielkimi, i&#380; wydawa&#322;o si&#281;, &#380;e trzeba co najmniej dw&#243;ch r&#261;k, by je poruszy&#263;.

C&#243;&#380; za przepi&#281;kny hotel  zachwyci&#322;a si&#281; Helena. Musi by&#263; bardzo stary.

Ca&#322;y budynek pochodzi z naszej mitologii wyja&#347;ni&#322; Tesserax.  Jego wiek szacuje si&#281; na wiele setek lat. A poniewa&#380; jest tworem mitycznym nie ulega &#380;adnym zmianom, dzia&#322;aniu czasu, pogody, opiera si&#281; wszelkiemu zniszczeniu.

Kiedy wysiedli ze swego pojazdu, ogromne, frontowe drzwi rustykalnego hotelu rozwar&#322;y si&#281; na boki z odpowiednim do swego wygl&#261;du ha&#322;asem, a ich zgrzyt z powodzeniem &#347;ci&#261;gn&#261;&#322; na nie uwag&#281; ca&#322;ej czw&#243;rki. Na powitanie wyszed&#322; im masen w d&#322;ugich, czarnych szatach. Pochyli&#322; si&#281; do przodu, sk&#322;adaj&#261;c czu&#322;ki obu d&#322;oni i przyciskaj&#261;c je do piersi w taki spos&#243;b, &#380;e przywodzi&#322; na my&#347;l mandaryna z pewnego ziemskiego cesarstwa, z zupe&#322;nie innej epoki. Sk&#322;oni&#322; si&#281; przed ka&#380;dym z osobna  przed Helen&#261; dwukrotnie  po czym powiedzia&#322;:

Witajcie w Gilorelamans.

Dzie&#324; dobry  pozdrowi&#322;a go Helena.

Nazywam si&#281; Tooner Hogar  oznajmi&#322; mandaryn  i mi&#322;o mi b&#281;dzie pa&#324;stwu s&#322;u&#380;y&#263;. Czy macie pa&#324;stwo swego w&#322;asnego mechanicznego s&#322;u&#380;&#261;cego, czy te&#380; mam wezwa&#263; kogo&#347; do pomocy w przeniesieniu pa&#324;stwa baga&#380;y?

Mamy w&#322;asnego robota  odrzek&#322; Tesserax.

Doskonale  powiedzia&#322; Hogar,  Kiedy b&#281;d&#261; pa&#324;stwo gotowi prosz&#281; zg&#322;osi&#263; si&#281; w recepcji. B&#281;d&#281; tam czeka&#322;.

Sk&#322;oni&#322; si&#281; ponownie i znikn&#261;&#322; wewn&#261;trz.

Nie podoba mi si&#281; ten facet  mrukn&#261;&#322; Brutus.

Och, jest zupe&#322;nie uroczy  zaprotestowali Helena.

Po prostu szczwany  warkn&#261;&#322; Brutus.

Ot&#243;&#380; to, szczwany  pokiwa&#322; g&#322;ow&#261; Tesserax.  W mase&#324;skiej mitologii Tooner Hogar znany jest tak&#380;e pod przezwiskiem Hogar Truciciel.

Truciciel?  zdziwi&#322; si&#281; Jessie.

Truciciel Bog&#243;w  wyja&#347;ni&#322; Tesserax.

Wydawa&#322; mi si&#281; jaki&#347; taki g&#322;adki, &#380;e a&#380; ob&#347;lizg&#322;y  stwierdzi&#322; Brutus.

Prosz&#281; nam powiedzie&#263; co&#347; wi&#281;cej  poprosi&#322;a Helena, gdy robot zabra&#322; si&#281; za wyjmowanie waliz z baga&#380;nika pojazdu.

Wed&#322;ug jednego z najdawniejszych mit&#243;w te g&#243;ry s&#261; siedzib&#261; naszych wszystkich bog&#243;w. A ten zajazd, Gilorelamans Inn, zarz&#261;dzany przez Toonera Hogara  Hogara Truciciela  jest g&#322;&#243;wnym miejscem ich spotka&#324;. Tutaj nasi wielcy mog&#261; zbiera&#263; si&#281;, by zawiera&#263; umowy, dobija&#263; targ&#243;w lub po prostu obchodzi&#263; jakie&#347; swoje boskie &#347;wi&#281;to. Teren gospody czy te&#380; zajazdu, dzi&#347; pe&#322;ni&#261;cego funkcje hotelu, jest neutralny, to znaczy &#380;aden b&#243;g nie mo&#380;e tutaj podnie&#347;&#263; r&#281;ki na &#380;adnego innego.

Ale Hogara ten zakaz nie dotyczy?  zapyta&#322; Jessie.

Szybko pan chwyta  zauwa&#380;y&#322; Tesserax.

W swoim &#380;yciu mia&#322;em do czynienia z tyloma &#347;wirami  rzek&#322; Jessie  &#380;e zwykle od razu potrafi&#281; ich przejrze&#263; na wylot.

Jak powiadaj&#261; stare mity  ci&#261;gn&#261;&#322; Tesserax  cho&#263; bogowie nie mogli szkodzi&#263; sobie nawzajem, kiedy znajdowali si&#281; w gospodzie, to cz&#281;sto do wykonywania brudnej roboty wynajmowali Hogara. Hogar gustowa&#322; w zabijaniu jedn&#261; z setek egzotycznych trucizn. Wielu bog&#243;w zmar&#322;o z r&#281;ki Hogara, inni, bardziej wytrzymali, umierali tylko na pewien czas, po czym wracali do &#380;ycia.

Robot wyj&#261;&#322; z baga&#380;nika sk&#322;adany, samobie&#380;ny w&#243;zek baga&#380;owy i za&#322;adowa&#322; na&#324; wszystkie walizki.

Teraz zajmiemy pokoje  powiedzia&#322; Tesserax.  Ale zapami&#281;tajcie moje ostrze&#380;enie: nie jedzcie i nie pijcie niczego, co przygotowa&#322; Tooner Hogar.

Ale przecie&#380; prawo na pewno nie zezwala mu ju&#380; nikogo tru&#263;  zauwa&#380;y&#322;a Helena.

To prawda  przytakn&#261;&#322; Tesserax.  Wolno mu tru&#263; tylko tych bog&#243;w, kt&#243;rzy w&#322;adaj&#261; dostateczn&#261; moc&#261;, by wr&#243;ci&#263; do &#380;ycia. Lecz zgodnie z prawem, wolno mu podawa&#263; tak&#380;e wszystkim innym pewne substancje dra&#380;ni&#261;ce, w miejsce stosowanych niegdy&#347; trucizn. M&#243;g&#322;by na przyk&#322;ad poda&#263; pa&#324;stwu jab&#322;ko, kt&#243;re cho&#263; nie zatrute, naszpikowane by&#322;oby jakim&#347; silnym &#347;rodkiem wymiotnym lub przeczyszczaj&#261;cym. Prawo hamuje jego zap&#281;dy, ale oczywi&#347;cie nie odmawia mu ca&#322;kowicie prawa do zaspakajania swych &#380;&#261;dz.

Ale w takim razie co b&#281;dziemy jedli?  zaniepokoi&#322; si&#281; Jessie.

Nasz robot zabra&#322; przyrz&#261;dy do gotowania i odpowiedni&#261; ilo&#347;&#263; zapas&#243;w  uspokoi&#322; go Tesserax.  Przez ca&#322;y czas pobytu b&#281;dziemy jedli wy&#322;&#261;cznie to, co on dla nas przygotuje.  Wyci&#261;gn&#261;&#322; r&#281;k&#281; w kierunku otwartych drzwi hotelu i powiedzia&#322;:  Mo&#380;e wejdziemy do &#347;rodka, drodzy przyjaciele?

G&#322;&#243;wny hall Gilorelamans Inn by&#322; niezwykle obszerny, jak niemal wszystkie pomieszczenia wykorzystywane przez masen&#243;w, mia&#322; co najmniej dwie&#347;cie st&#243;p d&#322;ugo&#347;ci i sto pi&#281;&#263;dziesi&#261;t szeroko&#347;ci, lecz mimo to sprawia&#322; przytulne wra&#380;enie. Osi&#261;gni&#281;to to g&#322;&#243;wnie przez zastosowanie surowego, naturalnie &#347;ciemnia&#322;ego drewna, kt&#243;rym wy&#322;o&#380;one by&#322;y sufit i posadzka. Pod&#322;og&#281; pokrywa&#322; dodatkowo puszysty kasztanowy dywan, a szerokie, mi&#281;kkie sofy i fotele, kt&#243;re dla wygody go&#347;ci rozstawiono wsz&#281;dzie dooko&#322;a, obite by&#322;y materia&#322;em w odpowiednim odcieniu koloru starego wina. Kolumny z surowego drewna podtrzymywa&#322;y, zawieszony na wysoko&#347;ci trzydziestu st&#243;p, belkowany strop, a kryszta&#322;owe kandelabry dostarcza&#322;y tylko tyle &#347;wiat&#322;a, by mo&#380;na by&#322;o czyta&#263;, nie zalewaj&#261;c sali o&#347;lepiaj&#261;cym blaskiem tak typowym dla nowoczesnych, ziemskich hoteli.

Buduj&#261;c w swoich mitach zajazd dla bog&#243;w, masenowie wykazywali, mn&#243;stwo dobrego smaku.

Przeszli na drug&#261; stron&#281; hallu, do recepcji, gdzie czeka&#322; na nich Tooner Hogar ze swym nieod&#322;&#261;cznym u&#347;miechem i uni&#380;onym pochyleniem g&#322;owy, z r&#281;kami w dalszym ci&#261;gu z&#322;o&#380;onymi na piersi, z czu&#322;kami splecionymi nabo&#380;nie ze sob&#261;.

To dla nas wielki zaszczyt m&#243;c go&#347;ci&#263; w Gilorelamans Inn tych wybitnych Ziemian  o&#347;wiadczy&#322; Hogar, podsuwaj&#261;c im ksi&#281;g&#281; go&#347;ci hotelowych i miseczk&#281; z mi&#281;tusami.  Zechc&#261; pa&#324;stwo z&#322;o&#380;y&#263; tu podpisy i pocz&#281;stowa&#263; si&#281; okoliczno&#347;ciowymi cukierkami.

Jessie wpisa&#322; si&#281; do ksi&#281;gi, nie wzi&#261;&#322; jednak &#380;adnego cukierka.

Nie lubi pan s&#322;odyczy?  dziwi&#322; si&#281; Hogar, u&#347;miechaj&#261;c si&#281; przymilnie i spogl&#261;daj&#261;c na detektywa bursztynowymi oczami, w kt&#243;rych zapali&#322;y si&#281; jakie&#347; niezwyk&#322;e iskierki.

No c&#243;&#380;, prawd&#281; m&#243;wi&#261;c, nie bardzo  odpar&#322; Jessie.

Mo&#380;e pani  zaproponowa&#322; Hogar, podsuwaj&#261;c miseczk&#281; Helenie.

Dziewczyna odm&#243;wi&#322;a, wzi&#281;&#322;a do r&#281;ki pi&#243;ro i wpisa&#322;a do rejestru siebie i Brutusa. Kiedy podnios&#322;a wzrok, ujrza&#322;a, &#380;e najwyra&#378;niej poczu&#322; si&#281; dotkni&#281;ty jej odmow&#261;, wi&#281;c b&#281;d&#261;c sob&#261; powiedzia&#322;a:  Prosz&#281; si&#281; nie gniewa&#263;, ale w&#322;a&#347;nie zjad&#322;am obiad i w tej chwili nie mam ju&#380; zupe&#322;nie ochoty na jakiekolwiek s&#322;odycze.

Hogar zmarszczy&#322; czo&#322;o i spojrza&#322; uwa&#380;niej na mi&#281;tusy.

Chyba nie s&#261; zakurzone  mrukn&#261;&#322;.  W mitycznych budowlach takich jak ta osadza si&#281; czasami tu i &#243;wdzie troch&#281; kurzu. Gdy zapomn&#281; rano zmieni&#263; cukierki na &#347;wie&#380;e, zaraz zaczynaj&#261; si&#281; lepi&#263; od brudu.

Och, nie  zawo&#322;a&#322;a Helena  cukierki s&#261; zupe&#322;nie w porz&#261;dku. Tyle tylko, &#380;e jak m&#243;wi&#281;, w&#322;a&#347;nie jad&#322;am

W takim razie prosz&#281;  namawia&#322; Tooner Hogar, podaj&#261;c jej miseczk&#281; z cukierkami.  prosz&#281; wzi&#261;&#263; i zje&#347;&#263; p&#243;&#378;niej, w swoim pokoju. W imieniu firmy &#380;ycz&#281; pani smacznego.

Och, nie mog&#281; przecie&#380;

B&#281;d&#281; nalega&#322;  powiedzia&#322;a posta&#263; z mase&#324;skiej mitologii u&#347;miechaj&#261;c si&#281; s&#322;u&#380;alczo.

No c&#243;&#380;, dzi&#281;kuj&#281;  odpar&#322;a Helena, bior&#261;c do r&#281;ki miseczk&#281; w taki spos&#243;b, jakby to by&#322;a bomba zegarowa.

Tesserax wpisa&#322; si&#281; do ksi&#281;gi i odebra&#322; klucze od pokoj&#243;w.

Prosz&#281; nie przysy&#322;a&#263; nam boya  zwr&#243;ci&#322; si&#281; do Hogara.  Nasz robot zajmie si&#281; wszystkimi baga&#380;ami, a pokoje odnajdziemy sami.

Ruszyli za robotem, kt&#243;ry skierowa&#322; w&#243;zek baga&#380;owy do windy, jednego z doczesnych dodatk&#243;w do mitycznej budowli, poniewa&#380;  jak wyja&#347;ni&#322; Galiotor Tesserax  w czasach tworzenia mitu o Gilorelamans Inn wind jeszcze nie by&#322;o.

Wystr&#243;j pierwszego pi&#281;tra przypomina&#322; sw&#261; atmosfer&#261; parter, cho&#263; dywany mia&#322;y tutaj kolor g&#322;&#281;bokiej, zimnej zieleni. Jessie, Helena i Brutus otrzymali apartament z dwiema sypialniami przy samym ko&#324;cu d&#322;ugiego, g&#322;&#243;wnego korytarza, a jednoosobowy pok&#243;j Tesseraxa znajdowa&#322; si&#281; tu&#380; obok. Salonik apartamentu by&#322; niezwykle elegancki, &#347;ciany mia&#322; obite z&#322;ot&#261; tkanin&#261;, okna przys&#322;oni&#281;te kotarami z materia&#322;u podobnego do aksamitu, a ca&#322;o&#347;&#263; dope&#322;nia&#322;y solidne, bardzo wygodne meble i niewielka fontanna w kszta&#322;cie trzech mase&#324;skich, mitologicznych postaci, chlustaj&#261;cych sobie wod&#261; na g&#322;owy. Jak wszystkie pomieszczenia masen&#243;w pok&#243;j by&#322; bardzo obszerny, znacznie wi&#281;kszy ni&#380; tego potrzebowali, mia&#322; co najmniej czterna&#347;cie st&#243;p wysoko&#347;ci, a zdawa&#322; si&#281; jeszcze wy&#380;szy, dzi&#281;ki sufitowi ozdobionemu, budz&#261;c&#261; zachwyt, szachownic&#261; kaseton&#243;w z ciemnego i jasnego drewna. Sypialnie by&#322;y identyczne, r&#243;wnie przestronne i zbytkownie urz&#261;dzone.  Musz&#281; przyzna&#263;, &#380;e mi si&#281; tu podoba!  zawo&#322;a&#322;a Helena, rzucaj&#261;c si&#281; na &#322;&#243;&#380;ko, kt&#243;re mia&#322;o pewnie z dziesi&#281;&#263; st&#243;p d&#322;ugo&#347;ci i siedem szeroko&#347;ci.

Tesserax pokaza&#322; im &#322;azienki.

To tak&#380;e s&#261; dodatki  wyja&#347;ni&#322;  wtr&#281;ty rzeczywisto&#347;ci w &#347;wiat istniej&#261;cej iluzji, bo po co komu mity, z kt&#243;rych nie ma &#380;adnego po&#380;ytku?

A jaki&#380; by&#322;by po&#380;ytek z hotelu bez &#322;azienek? W naszych czasach?

Fakt  przyzna&#322; Jessie.

Kiedy opu&#347;cili trzeci&#261; &#322;azienk&#281; i wr&#243;cili do saloniku, rozleg&#322;o si&#281; pukanie do drzwi.

Prosz&#281;  zawo&#322;a&#322; Tesserax.

Do pokoju wkroczy&#322; Tooner Hogar z wielkim wiklinowym koszykiem owoc&#243;w popakowanych w plastykowe torebki.

Z pozdrowieniami od dyrekcji  o&#347;wiadczy&#322;, u&#347;miechaj&#261;c si&#281; o&#347;lizgle i podaj&#261;c koszyk Jessiemu.

Ach, hm, c&#243;&#380; dzi&#281;kuj&#281;  wyduka&#322; detektyw.

Prosz&#281; koniecznie spr&#243;bowa&#263; tych  poleci&#322; Hogar, wskazuj&#261;c na owoc wygl&#261;daj&#261;cy jak po&#322;&#261;czenie ziemskiego jab&#322;ka z ziemsk&#261; truskawk&#261;, du&#380;y, ciemnoczerwony i z gruze&#322;kowat&#261; powierzchni&#261;.

Mo&#380;e za chwil&#281;  powiedzia&#322; Jessie.

A mo&#380;e pani ma na co&#347; ochot&#281;  zwr&#243;ci&#322; si&#281; Hogar do Heleny, kt&#243;ra wysz&#322;a w&#322;a&#347;nie z &#322;azienki zobaczy&#263; o co chodzi.

A na co mia&#322;abym mie&#263; ochot&#281;?  spyta&#322;a Helena, podchodz&#261;c bli&#380;ej.

Hogar si&#281;gn&#261;&#322; r&#281;k&#261;, rozdar&#322; jedn&#261; z plastykowych torebek i sk&#322;oniwszy lekko g&#322;ow&#261; przed Helen&#261; powiedzia&#322;:

To niekt&#243;re z naszych, mase&#324;skich owoc&#243;w, droga pani. Sam dokona&#322;em ich wyboru, s&#261; naprawd&#281; pyszne, &#347;wie&#380;e i czyste.

Doprawdy nie wiem czy powinnam je&#347;&#263; jakie&#347; tutejsze

Och, nie ma obawy  zapewni&#322; j&#261; szybko Hogar,  Wasz system trawienny doskonale przyswaja wszystkie nasze owoce. Czy na Ziemi nigdy nie jad&#322;a pani &#380;adnych produkt&#243;w spo&#380;ywczych importowanych z naszej planety?

Nie, ja  zaj&#261;kn&#281;&#322;a si&#281; Helena.

Hogar wydoby&#322; z torebki jab&#322;ko-truskawk&#281;, przetar&#322; j&#261; delikatnie r&#281;kawem i poda&#322; Helenie.

Prosz&#281;  powiedzia&#322; z jowialn&#261; serdeczno&#347;ci&#261;.  Niech pani je, niech pani spr&#243;buje. Naprawd&#281; nie ma si&#281; czego obawia&#263;. Nim Helenie uda&#322;o si&#281; wymy&#347;li&#263; jaki&#347; nowy pretekst pozwalaj&#261;cy jej wykr&#281;ci&#263; si&#281; od przyj&#281;cia podarku truciciela, rozmow&#281; ich przerwa&#322; wybuch dudni&#261;cego &#347;miechu tak g&#322;o&#347;ny, &#380;e zadr&#380;a&#322;y szyby w ich apartamencie. Tu&#380; potem rozleg&#322; si&#281; odg&#322;os mia&#380;d&#380;&#261;cego uderzenia, kt&#243;ry zatrz&#261;s&#322; budynkiem hotelu, niczym eksplozja &#322;adunku umieszczonego w jego fundamentach.

Rany boskie, co to  zacz&#281;&#322;a Helena.

To zn&#243;w Perlamon i Gonius!  pokiwa&#322; g&#322;ow&#261; Hogar. Od&#322;o&#380;y&#322; do koszyka jab&#322;kotruskawk&#281;, odwr&#243;ci&#322; si&#281; i wyszed&#322; po&#347;piesznie do g&#322;&#243;wnego hallu, powiewaj&#261;c po&#322;ami czarnych szat.

Kim s&#261; ci Perlamon i Gonius?  zainteresowa&#322; si&#281; Jessie

Dwoma bogami  poinformowa&#322; go Tesserax.

Po&#347;pieszyli za Hogarem na korytarz i natychmiast ujrzeli &#378;r&#243;d&#322;o piekielnego ha&#322;asu, kt&#243;ry nie ucich&#322; ani na chwil&#281;. W po&#322;owie drogi do wind, po&#347;rodku hallu walczy&#322;o ze sob&#261; dw&#243;ch pot&#281;&#380;nych, muskularnych masen&#243;w, odzianych jedynie w w&#261;skie przepaski biodrowe i metalowe obr&#281;cze na g&#322;owach. Mocowali si&#281; ze sob&#261; bez pardonu, ciskaj&#261;c si&#281; nawzajem o &#347;ciany, kopi&#261;c si&#281;, ok&#322;adaj&#261;c pi&#281;&#347;ciami, ci&#261;gn&#261;c za w&#322;osy, uszy i nosy a nawet gryz&#261;c gdzie popadnie.

Mase&#324;scy bogowie to istoty pe&#322;ne &#380;ycia i tryskaj&#261;ce energi&#261;  wyja&#347;ni&#322; Tesserax.

Ani na chwil&#281; nie usiedz&#261; spokojnie. Ca&#322;y czas sp&#281;dzaj&#261; na zapasach, boksie, urz&#261;dzaniu bieg&#243;w sztafetowych, &#347;piewach, pija&#324;stwie, zabawach

No tak  mrukn&#261;&#322; Jessie.  Co by nie powiedzie&#263;, nudno nam tu nie b&#281;dzie.



18

Tej samej nocy Jessie obudzi&#322; si&#281; nagle w ciemnej sypialni i stwierdzi&#322;, &#380;e usta wype&#322;nia mu co&#347; mi&#281;kkiego i ciep&#322;ego. Przez u&#322;amek sekundy my&#347;la&#322;, &#380;e kto&#347; pr&#243;buje mu wepchn&#261;&#263; do gard&#322;a poduszk&#281;, ale kiedy otrz&#261;sn&#261;&#322; si&#281; z resztek snu, poj&#261;&#322; co to by&#322;o naprawd&#281;. On i Helena usn&#281;li le&#380;&#261;c na bokach, twarzami zwr&#243;ceni do siebie, od tamtej pory musia&#322; zsun&#261;&#263; si&#281; nieco w nogi &#322;&#243;&#380;ka, bo tym co trzyma&#322; w ustach by&#322;a jedna z pysznych, kr&#261;g&#322;ych piersi dziewczyny. A w ka&#380;dym razie jej cz&#281;&#347;&#263;. Obj&#281;cie ustami ca&#322;ej piersi Heleny, cho&#263;by tylko jednej, by&#322;o  jak wiedzia&#322; z do&#347;wiadczenia  niezmiernie trudne, je&#380;eli nie wr&#281;cz niemo&#380;liwe. Odetchn&#261;&#322; z ulg&#261;, kiedy uzmys&#322;owi&#322; sobie, &#380;e nikt nie pr&#243;buje go udusi&#263;.

Z wielk&#261; przyjemno&#347;ci&#261; pozosta&#322;by w tej pozycji do samego rana, z wezbranym dojrza&#322;ym sutkiem na j&#281;zyku, gdyby nie d&#378;wi&#281;k, kt&#243;ry go obudzi&#322;  zda&#322; sobie z tego spraw&#281;, gdy us&#322;ysza&#322; go ponownie  a mianowicie zduszony j&#281;k.

Zesztywnia&#322;, usi&#322;uj&#261;c przebi&#263; wzrokiem otaczaj&#261;ce go ciemno&#347;ci.

Cisza.

Mo&#380;e to tylko podszept wyobra&#378;ni?

I wtedy jego uszy pochwyci&#322;y to jeszcze raz: przeci&#261;g&#322;y j&#281;k konaj&#261;cego, dobiegaj&#261;cy z jakiego&#347; miejsca w salonie lub zza drzwi na korytarzu.

Zmrozi&#322; go on do szpiku ko&#347;ci i natychmiast z b&#322;ogiego rozespania wyrwa&#322;. Wypu&#347;ci&#322; z ust pier&#347; Heleny, odsun&#261;&#322; si&#281; od niej delikatnie, usiad&#322; na &#322;&#243;&#380;ku i zacz&#261;&#322; czujnie nas&#322;uchiwa&#263;.

J&#281;k rozleg&#322; si&#281; znowu, przepe&#322;niony jeszcze wi&#281;kszym cierpieniem ni&#380; przedtem brzmi&#261;cy &#380;a&#322;osn&#261; skarg&#261; m&#281;&#380;czyzny, kt&#243;ry wie, &#380;e raptownie uchodzi z niego &#380;ycie

Jessie wysun&#261;&#322; si&#281; z &#322;&#243;&#380;ka, pomaca&#322; stop&#261; po pod&#322;odze wok&#243;&#322; siebie i znalaz&#322;szy swoj&#261; szat&#281;, narzuci&#322; j&#261; przez g&#322;ow&#281; i spi&#261;&#322; mocno paskiem. Pistolet strza&#322;kowy le&#380;a&#322; na toaletce, wi&#281;c bez trudu uda&#322;o mu si&#281; go odszuka&#263;, sprawdzi&#263; czy jest na&#322;adowany i wsun&#261;&#263; do kieszeni na piersi. Nie budz&#261;c nikogo, wyszed&#322; najciszej jak potrafi&#322; do saloniku i stan&#261;wszy bez ruchu w ciemno&#347;ci zacz&#261;&#322; czeka&#263;.

Po chwili j&#281;k rozleg&#322; si&#281; ponownie.

Tym razem Jessie nie mia&#322; ju&#380; w&#261;tpliwo&#347;ci, &#380;e ten, kto go wyda&#322;, kimkolwiek lub czymkolwiek by&#322;  znajduje si&#281; na korytarzu przed drzwiami do saloniku. Ruszy&#322; szybko przez pok&#243;j, jednym szarpni&#281;ciem otworzy&#322; drzwi i wyjrza&#322; na sk&#261;po o&#347;wietlony korytarz. Na wprost wej&#347;cia do apartamentu le&#380;a&#322; jeden z bog&#243;w, z muskularnymi r&#281;kami rozrzuconymi bezw&#322;adnie na boki, z pot&#281;&#380;nymi nogami rozpostartymi szeroko i niezdarnie, niczym pozbawione &#380;ycia zwa&#322;y sad&#322;a wieloryba.

Jessie pochyli&#322; si&#281; nad upad&#322;ym olbrzymem i zajrza&#322; mu w bursztynowe oczy.

Co si&#281; sta&#322;o?  spyta&#322;.

Za&#322;atwili mnie  wyst&#281;ka&#322; b&#243;g.

Otruli?

Och, ten nikczemny Hogar  b&#243;g, j&#281;kn&#261;&#322; dwa razy g&#322;o&#347;niej ni&#380; do tej pory.  Nie ma rzeczy, kt&#243;rej by nie zrobi&#322; za pieni&#261;dze.

W jaki spos&#243;b mog&#281; panu pom&#243;c?  pyta&#322; dalej Jessie.

Nic, zupe&#322;nie nic!  odpar&#322; powolny b&#243;g, a czu&#322;ki jego d&#322;oni zacz&#281;&#322;y wi&#263; si&#281; na wszystkie strony, zupe&#322;nie jakby &#380;y&#322;y swoim w&#322;asnym &#380;yciem.  Zadano mi zdradziecki cios w jelita, kt&#243;remu musz&#281; ulec. Ale wiem kto op&#322;aci&#322; tego &#322;ajdaka Hogara i poszukam zemsty w swoim nast&#281;pnym &#380;yciu! To by&#322; Perlamon, ta cuchn&#261;ca bry&#322;a pseudo-boskiego t&#322;uszczu, ten uzurpator miana prawdziwego boga!

Co tu si&#281; odbywa  odezwa&#322;a si&#281; nagle Helena. Sta&#322;a naga w drzwiach sypialni, mru&#380;&#261;c od &#347;wiat&#322;a swoje pi&#281;kne oczy.

Obok niej, bezszelestnie jak cie&#324; zjawi&#322; si&#281; Brutus i warkn&#261;&#322;:

Mordobicie!

Gorzej!  rykn&#261;&#322; z rozgoryczeniem b&#243;g.  W uczciwej walce ten &#347;mierdziel nie mia&#322;by szans! Napoili mnie wi&#281;c zatrutym bulionem. Zd&#261;&#380;y&#322;em prze&#322;kn&#261;&#263; ledwie jedn&#261; fili&#380;ank&#281;, gdy chwyci&#322;y mnie takie konwulsje, &#380;e w poszukiwaniu ratunku dowlok&#322;em si&#281; tylko tutaj i run&#261;&#322;em na ziemi&#281;. Teraz ju&#380; ca&#322;y jestem sparali&#380;owany i wiem, &#380;e nic nie mo&#380;e mi pom&#243;c. Umieram, umieram!

W tym momencie otworzy&#322;y si&#281; drzwi od pokoju Tesseraxa, mase&#324;ski dyplomata wyszed&#322; na korytarz i podszed&#322; bli&#380;ej, kiwaj&#261;c swoj&#261; bulwiast&#261; g&#322;ow&#261;.

Co ci si&#281; sta&#322;o, Gonius?  spyta&#322;.

A jak ci si&#281; zdaje?  j&#281;kn&#261;&#322; b&#243;g.  Sta&#322;em si&#281; ofiar&#261; tych, kt&#243;rych uwa&#380;a&#322;em za przyjaci&#243;&#322;. Pe&#322;nego ufno&#347;ci haniebnie mnie wykorzystano, zdradzono, podle oszukano, wbito mi n&#243;&#380; w plecy!

Czy on zawsze tyle gada?  warkn&#261;&#322; Brutus,  Bo je&#347;li tak, to nic dziwnego, &#380;e go kto&#347; otru&#322;.

Och, biada mi, biada!  zatka&#322; Gonius, czuj&#261;c, &#380;e trucizna ws&#261;cza mu si&#281; w ostatnie zakamarki cia&#322;a.

Prosz&#281; nie zwraca&#263; na niego &#380;adnej uwagi  poleci&#322; Tesserax.

Po &#347;mierci natychmiast wstanie, a potem jeszcze nie raz da si&#281; ponownie otru&#263;.

Co za znieczulica  j&#281;kn&#261;&#322; Gonius.

Tesserax pochyli&#322; si&#281; nad bogiem i zapytali

Ile razy Hogar ci&#281; ju&#380; otru&#322;?

Co najmniej dziesi&#281;&#263; tysi&#281;cy!  zawo&#322;a&#322; olbrzym.  Czy to nie wystarczaj&#261;cy dow&#243;d na to, jakim &#322;ajdakiem jest ten facet?

No tak, to prawda  przyzna&#322; Tesserax.  Dowodzi to jednak tak&#380;e, &#380;e nie ma si&#281; co twoim losem przejmowa&#263;, a ju&#380; na pewno nie ma co la&#263; nad tob&#261; &#322;ez.

C&#243;&#380; to za okrutny &#347;wiat  j&#281;kn&#261;&#322; Gonius  gdzie los boga nie obchodzi jego w&#322;asnych stworze&#324;.

Biedactwo, biedactwo  u&#380;ali&#322;a si&#281; Helena, wyci&#261;gaj&#261;c r&#281;k&#281;, by pog&#322;aska&#263; niezwykle g&#322;adk&#261;, woskow&#261; twarz giganta.

Ale sp&#243;&#378;ni&#322;a si&#281; ze swym wsp&#243;&#322;czuciem, bo Gonius sapn&#261;&#322; i zadygota&#322; po raz ostatni i wraz z ostatnim s&#322;owem krytyki tego &#347;wiata g&#322;adko z niego odszed&#322;.

Cia&#322;o zaczyna znika&#263;  zauwa&#380;y&#322; Jessie.

Pot&#281;&#380;ne zw&#322;oki stawa&#322;y si&#281; zupe&#322;nie przejrzyste i zabarwi&#322;y na zielono od prze&#347;wituj&#261;cego przez nie dywanu.

Za kilka minut zupe&#322;nie zniknie  stwierdzi&#322; Tesserax.  Ale ju&#380; rano zn&#243;w zasi&#261;dzie do &#347;niadania i jak zwykle b&#281;dzie si&#281; wydziera&#322; na Perlamona i Hogara. To do&#347;&#263; monotonny cykl.

Zw&#322;oki rozp&#322;yn&#281;&#322;y si&#281; w powietrzu i na korytarzu pozosta&#322; tylko pusty zielony dywan.

No c&#243;&#380;, chyba nic tu po nas  rzuci&#322; Jessie.

Prosz&#281; wraca&#263; do &#322;&#243;&#380;ek i spr&#243;bowa&#263; dobrze si&#281; wyspa&#263;  zaproponowa&#322; Tesserax. Jutro mamy w planie przepytanie okolicznych mieszka&#324;c&#243;w na temat naszej bestii.

W drodze do sypialni Helena powiedzia&#322;a:  Chyba nie uda mi si&#281; tak szybko zasn&#261;&#263;.

Jestem pewien, &#380;e wiem czego ci potrzeba  odpar&#322; Jessie, &#347;ci&#261;gaj&#261;c przez g&#322;ow&#281; sw&#261; tunik&#281;.  Czego&#347; na uspokojenie.

Helena u&#347;miechn&#281;&#322;a si&#281;, usiad&#322;a na &#322;&#243;&#380;ku i si&#281;gn&#261;wszy r&#281;k&#261;, by poprawi&#263; poduszki. znalaz&#322;a przypi&#281;t&#261; do nich kartk&#281;.

Co to jest?  zdziwi&#322;a si&#281; i natychmiast sama udzieli&#322;a odpowiedzi.  Jaki&#347; li&#347;cik do ciebie.

Li&#347;cik?  zainteresowa&#322; si&#281; Jessie.  Na mojej poduszce? Co tam napisano?

Helena odpi&#281;&#322;a karteczk&#281; i przeczyta&#322;a:

Panie Jessie Blake! Strze&#380; si&#281; pan wszystkiego co mase&#324;skie, Nie wtykaj pan nosa w nie swoje sprawy, bo zostaniesz pan nast&#281;pn&#261; ofiar&#261; bestii.  Odwr&#243;ci&#322;a kartk&#281; i spojrza&#322;a na jej drug&#261; stron&#281;, kt&#243;ra okaza&#322;a si&#281; pusta. To wszystko.

Tesserax przeczyta&#322; li&#347;cik i zamruga&#322; swymi &#380;&#243;&#322;tymi oczami, jakby spodziewa&#322; si&#281;, &#380;e po kt&#243;rym&#347; kolejnym mrugni&#281;ciu oka&#380;e si&#281;, &#380;e kartka jest czysta.

No c&#243;&#380;  mrukn&#261;&#322; w ko&#324;cu  najwyra&#378;niej jaka&#347; istota nadprzyrodzona dosta&#322;a si&#281; do waszej sypialni, kiedy obserwowali&#347;cie &#347;mier&#263; Goniusa. Pewnie przenikn&#281;&#322;a przez &#347;ciany albo mo&#380;e wywa&#380;y&#322;a okno od zewn&#261;trz. Bez wzgl&#281;du na to jak umieszczono tutaj ten li&#347;cik, spo&#322;eczno&#347;&#263; mase&#324;ska za&#347;wiatowc&#243;w najwyra&#378;niej nie &#380;yczy sobie, &#380;eby zajmowa&#322; si&#281; pan t&#261; spraw&#261;.

A wi&#281;c Goniusa otruto tylko dla odwr&#243;cenia naszej uwagi?  zastanawia&#322; si&#281; Jessie.

Prawdopodobnie.

Mo&#380;e powinni&#347;my go przes&#322;ucha&#263;.

Drogi przyjacielu, on pewnie nic w og&#243;le nie wie. A nawet gdyby wiedzia&#322;, to b&#281;dzie po prostu k&#322;ama&#322;. Wygl&#261;da na to, &#380;e stawka w tej sprawie jest wystarczaj&#261;co wysoka, by usprawiedliwi&#322;a wszelkie k&#322;amstwa i nie tylko. A poza tym istoty, kt&#243;re by&#322;y niegdy&#347; bogami, s&#261; niezwykle trudne, do przes&#322;uchiwania. Wszystkie cierpi&#261; na kompleks wy&#380;szo&#347;ci, kt&#243;ry sprawia, &#380;e zachowuj&#261; si&#281; niezno&#347;nie grubia&#324;sko i wynio&#347;le.

No to co w takim razie z tym zrobimy?  spyta&#322;a Helena.  S&#322;uchaj, Jessie, o ma&#322;y w&#322;os nie zostali&#347;my pok&#261;sani przez wampiry i wilko&#322;aki, napad&#322;a na nas chwieja, omal nie przyprawiaj&#261;c o zawa&#322; serca ze strachu, pewien czarodziej rzuci&#322; na nas parali&#380;uj&#261;cy urok, a teraz mamy si&#281; martwi&#263; perspektyw&#261; wdeptania w ziemi&#281; przez tego waszego g&#243;rskiego potwora. Ja nie mam zamiaru.

Prosz&#281; si&#281; nie niepokoi&#263;  mitygowa&#322; j&#261; Tesserax.  Jak ju&#380; m&#243;wi&#322;em monstrum zabija nie tylko za&#347;wiatowc&#243;w, ale tak&#380;e masen&#243;w z krwi i ko&#347;ci, jednym s&#322;owem wszystko co napotka na swej drodze. Ten kto napisa&#322; li&#347;cik nie ma nad besti&#261; &#380;adnej w&#322;adzy, co wi&#281;cej sam, mo&#380;e b&#281;dzie jej nast&#281;pn&#261; ofiar&#261;. To po prostu czysty blef, pr&#243;ba zastraszenia nas.

Ja nie jestem tego taka pewna  upiera&#322;a si&#281; Helena.

Prosz&#281; mi wierzy&#263;, droga przyjaci&#243;&#322;ko  ci&#261;gn&#261;&#322; Tesserax. poklepuj&#261;c j&#261; po nagim ramieniu sze&#347;cioma lekko transparentnymi czu&#322;kami.  To co m&#243;wi&#281; jest prawd&#261;, A poza tym nasze istoty nadprzyrodzone nigdy nie z&#322;ama&#322;yby prawa; a zw&#322;aszcza nigdy nie posun&#281;&#322;yby si&#281; do morderstwa. Oczywi&#347;cie z wyj&#261;tkiem tej nowej bestii. Na naszej planecie za&#347;wiatowcy &#380;yj&#261; w pe&#322;nej harmonii z realnymi istotami ju&#380; tak wiele wiek&#243;w, &#380;e akty mi&#281;dzyrasowej przemocy po prostu ju&#380; si&#281; nie zdarzaj&#261;.

No, nie wiem

Ale&#380; tak, wie pani, &#380;e mam racj&#281;  zawo&#322;a&#322; masen  A teraz chod&#378;my wszyscy spa&#263; i zapomnijmy o tym przykrym incydencie.

To nie b&#281;dzie takie proste  oznajmi&#322; Jessie. Wzi&#261;&#322; od masena kartk&#281; i jeszcze raz j&#261; przeczyta&#322;.  Jeszcze nigdy nie by&#322;em straszony potworem, kt&#243;ry wdeptuje w ziemi&#281; ca&#322;e wioski.

Kiedy rozmawia&#322;em z moim jajecznym bratem, Galiotorem Filsem, na dzie&#324; przed opuszczeniem Ziemi, poinformowa&#322; mnie, i&#380; podj&#281;li&#347;cie si&#281; pa&#324;stwo prowadzenia tej sprawy nie tylko dla pieni&#281;dzy. Prawd&#281; m&#243;wi&#261;c, m&#243;j brat uwa&#380;a&#322;, &#380;e wasze zainteresowanie moj&#261; &#347;mierci&#261; w najmniejszym stopniu nie wyp&#322;ywa z ch&#281;ci zysku. M&#243;wi&#322;, &#380;e jeste&#347;cie znudzeni, zm&#281;czeni codzienn&#261; monotoni&#261; prac dochodzeniowych w identycznych sprawach, &#380;e rozpaczliwie poszukujecie czego&#347; innego, odmiennego, czego&#347; niezwyk&#322;ego.

Pa&#324;ski jajeczny brat za du&#380;o gada  warkn&#261;&#322; Brutus.  Grozi&#322;em mu, &#380;e go capn&#281; za dup&#281; i powinienem by&#322; to zrobi&#263;.

Jak na mnie, to tych niezwyk&#322;o&#347;ci jest tu troch&#281; za du&#380;o  o&#347;wiadczy&#322;a Helena.  Och, jestem pewien, &#380;e si&#281; pa&#324;stwo nie wycofaj&#261;- odpar&#322; Tesserax.  &#379;adne z was nie jest tch&#243;rzem. A poza tym je&#347;li nie doprowadzicie tej sprawy do ko&#324;ca, nie zobaczycie nawet p&#243;&#322; kredytu.

Teraz mam ochot&#281; capn&#261;&#263; za dup&#281; c i e b i e  warkn&#261;&#322; Brutus zni&#380;aj&#261;c &#322;eb i ods&#322;aniaj&#261;c dwa rz&#281;dy, niezwykle licznych i ostrych jak brzytwa, k&#322;&#243;w.

Tesserax przesun&#261;&#322; d&#322;oni&#261; po bezwargich ustach i spojrza&#322; w g&#322;&#261;b krwistoczerwonej paszczy Brutusa, rozwartej specjalnie na jego benefis.

Och., drogi przyjacielu, to na pewno &#380;arty!  rzek&#322; niepewnie.

Brutus wyda&#322; z siebie przeci&#261;g&#322;e g&#322;&#281;bokie warczenie.

S&#261; rzeczy wa&#380;niejsze od pieni&#281;dzy, Tesserax  odezwa&#322; si&#281; Jessie.

W&#322;a&#347;nie  popar&#322;a go Helena.  Na przyk&#322;ad seks, zadowolenie, wewn&#281;trzny spok&#243;j, zdrowy sen, posiadanie obu r&#261;k i n&#243;g, posiadanie &#380;ycia w og&#243;le, s&#322;awa, zabawa, k&#261;piele w pianie i naparzanie si&#281; na poduszki.

Na waszym miejscu  nie dawa&#322; si&#281; zbi&#263; z tropu Tesserax  zwa&#380;y&#322;bym jaka by&#322;aby reakcja moich rodak&#243;w, masen&#243;w, gdyby&#347;cie teraz wycofali si&#281; z ca&#322;ej sprawy.

A jaka mia&#322;aby by&#263;?  zainteresowa&#322; si&#281; Jessie.

No c&#243;&#380;, podejrzewam, &#380;e na pocz&#261;tek wydaliby nakaz aresztowania was za obrabowanie grobu ich przedstawiciela dyplomatycznego na ziemi.

Po co mieliby wydawa&#263; nakaz aresztowania, skoro macie nas w swoich r&#281;kach?

Nie przypuszczam, &#380;eby&#347;my przyznali si&#281;, &#380;e ju&#380; tu jeste&#347;cie  u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281; Tesserax, czuj&#261;c, &#380;e wyszed&#322; z tej rozmowy g&#243;r&#261;, cho&#263;by wyszed&#322; znaczy&#322;o ledwie si&#281; wyczo&#322;ga&#322;, a g&#243;ra by&#322;a male&#324;kim pag&#243;rkiem.

Nie odwa&#380;yliby&#347;cie si&#281; zatrzyma&#263; nas wbrew naszej woli  zaryzykowa&#322; Jessie. Ale wiedzia&#322; &#380;e to tylko zwyk&#322;a brawura.

To zwyk&#322;a brawura  stwierdzi&#322; Tesserax.

Chcesz sprawdzi&#263;?  zawarcza&#322; Brutus.

Ziemianie dopiero zacz&#281;li budowa&#263; system transportu kosmicznego- warkn&#261;&#322; pewny siebie Tesserax  korzystaj&#261;c we wszystkim z naszych wskaz&#243;wek. Wyjecha&#263; st&#261;d mogliby&#347;cie wy&#322;&#261;cznie na statku nale&#380;&#261;cym do masen&#243;w. Czy naprawd&#281; uwa&#380;acie, &#380;e uda&#322;oby wam si&#281; dosta&#263; bilety?

Poddaj&#281; si&#281;  o&#347;wiadczy&#322; Jessie, rzucaj&#261;c kartk&#281; na stolik obok &#322;&#243;&#380;ka.

Na twarzy Tesseraxa rozla&#322; si&#281; promienny u&#347;miech, kt&#243;rym obdarzy&#322; ka&#380;dego z nich po kolei.

To &#347;wietnie, to &#347;wietnie  cieszy&#322; si&#281;.  No a teraz mo&#380;e przespaliby&#347;my si&#281; odrobin&#281;, &#380;eby&#347;my rankiem byli cho&#263; w miar&#281; wypocz&#281;ci?

Sk&#322;oni&#322; si&#281; i ruszy&#322; do saloniku, a na odchodnym odwr&#243;ci&#322; si&#281; jeszcze raz i doda&#322;:  Pami&#281;tajcie, &#380;eby nie je&#347;&#263; niczego, co wam Hogar przyniesie na &#347;niadanie.



19

Mase&#324;ski eremita nazywa&#322; si&#281; Kinibobur Biks i wygl&#261;da&#322; zupe&#322;nie zwyczajnie: jak wszyscy maseni mia&#322; siedem st&#243;p wzrostu, szokuj&#261;co bursztynowe oczy, bulwiaste czo&#322;o, woskow&#261; sk&#243;r&#281;, packowaty nos, bezwargie usta, czu&#322;ki zamiast palc&#243;w Natomiast jego str&#243;j by&#322; zupe&#322;nie niezwyk&#322;y. Ubrany by&#322; w pikowan&#261; damsk&#261; sukienk&#281; w czerwono-&#380;&#243;&#322;te pasy (si&#281;gaj&#261;c&#261; mu zaledwie do pierwszej pary kolan) i dwukrotnie za du&#380;e bambosze z ogromnymi r&#243;&#380;owymi puszkami; jedno i drugie niew&#261;tpliwie pochodzi&#322;o z Ziemi.

Mieszkaj&#261;c w pieczarze cholernie &#322;atwo si&#281; przezi&#281;bi&#263;  wyja&#347;ni&#322;, widz&#261;c, &#380;e wpatruj&#261; si&#281; w jego kapcie.

Mog&#281; to sobie wyobrazi&#263;  przyzna&#322; grzecznie Brutus.

A one grzej&#261; mi stopy jak dwa piecyki  stwierdzi&#322; Biks, a widz&#261;c, &#380;e w dalszym ci&#261;gu nie odrywaj&#261; od nich wzroku, zaperzy&#322; si&#281; i podniesionym g&#322;osem doda&#322;:

A poza tym uwa&#380;am, &#380;e s&#261; zupe&#322;nie klawe. Bardzo eleganckie. Prawdziwa klasa. Spos&#243;b, w jaki pustelnik Kinibobur Biks urz&#261;dzi&#322; swoje odosobnienie, t&#281; w&#322;a&#347;nie pieczar&#281;, by&#322; tak&#380;e do&#347;&#263; niezwyk&#322;y. Mia&#322; tu dwa osobne pokoje, po&#322;&#261;czone szerokim, sklepionym przej&#347;ciem, oba  jak to u masen&#243;w  bardzo obszerne i wygodne, je&#347;li ju&#380; przepe&#322;z&#322;o si&#281; na czworakach przez d&#322;ugi przedpok&#243;j. W pierwszej izbie sta&#322;a kszta&#322;tozmienna sofa i dwa fotele, telewizor na baterie, wie&#380;a stereo i sk&#322;adaj&#261;cy si&#281; z wielu punkt&#243;w zestaw o&#347;wietleniowy, zbudowany w kszta&#322;cie ziemskiej krowy.

To naprawd&#281; niezwyk&#322;e zwierz&#281;  stwierdzi&#322; Biks.  My, masenowie, nigdy nie mieli&#347;my &#380;adnego takiego stworzenia. Kszta&#322;t krowy to teraz ostatni krzyk mody w meblarstwie, gospodarstwie domowym, foremkach do ciast i lodu  dos&#322;ownie wsz&#281;dzie.

Po chwili zorientowa&#322; si&#281;, &#380;e na jego stereo patrz&#261; nie tyle z podziwem co z niedowierzaniem, wi&#281;c natychmiast powiedzia&#322;:

Mo&#380;e poka&#380;&#281; pa&#324;stwu reszt&#281; pieczary.

By&#322; to zupe&#322;nie oczywisty wybieg maj&#261;cy na celu odci&#261;gni&#281;cie uwagi od &#347;wiec&#261;cej krowy, tym niemniej ruszyli za nim do drugiego pomieszczenia.

Stanowi&#322;o ono wyposa&#380;on&#261; w wewn&#281;trzne zasilanie kuchni&#281;, z lod&#243;wk&#261; i zamra&#380;ark&#261;, dezintegratorem odpadk&#243;w, piekarnikiem, ro&#380;nem i bateri&#261; szybkowar&#243;w. Znajdowa&#322; si&#281; tu tak&#380;e st&#243;&#322; i kilka krzese&#322;. &#346;ciany zawieszone by&#322;y naturalnej wielko&#347;ci, barwnymi, tr&#243;jwymiarowymi fotografiami nagich, mase&#324;skich kobiet, wyci&#261;gni&#281;tych pon&#281;tnie na narzutach z futer lub w&#347;r&#243;d bujnych, soczystozielonych traw.

Pustelnik, jak ka&#380;dy, bywa g&#322;odny  wyja&#347;ni&#322; Kinibobur Biks, zauwa&#380;ywszy spojrzenia jakimi obrzucili jego &#347;wietnie wyposa&#380;on&#261; kuchni&#281;.

A kiedy zgromadzili si&#281; przed tr&#243;jwymiarowymi aktami doda&#322; do&#347;&#263; &#380;a&#322;o&#347;nie:

A czasami bywa tak&#380;e bardzo samotny.

Kiedy wr&#243;cili do g&#322;&#243;wnego pokoju i usiedli na wygodnych fotelach, Jessie powiedzia&#322;:

Panie Kinibobur, dlaczego zdecydowa&#322; si&#281; pan zamieszka&#263; w pieczarze, wysoko w g&#243;rach, jako pustelnik?

Masen skrzy&#380;owa&#322; swoje d&#322;ugie i chude, woskowe nogi, zsun&#261;&#322; z pi&#281;ty lewy bambosz, kt&#243;ry zawis&#322; na czu&#322;kach jego n&#243;g, i zacz&#261;&#322; nim lekko buja&#263;.

Dzisiejsze nasze spo&#322;ecze&#324;stwo  zacz&#261;&#322;  jest zepsute, zdeprawowane, do g&#322;&#281;bi przesi&#261;kni&#281;te &#380;&#261;dz&#261; zysku i niewiarygodnym egoizmem.

Dzisiejszy masen my&#347;li wy&#322;&#261;cznie o dobrach materialnych, nabywaniu, posiadaniu, oznakach statusu i wygodzie osobistej. Dzisiejszy masen wyzby&#322; si&#281; i wyrzek&#322; ca&#322;ej swojej indywidualno&#347;ci. Pozwala, by obs&#322;ugiwa&#322;y go i wyr&#281;cza&#322;y Roboty i by jego naturalne talenty uleg&#322;y atrofii.

Ale pan sam ma, tutaj mn&#243;stwo przer&#243;&#380;nych gad&#380;et&#243;w  zauwa&#380;y&#322; Jessie.  urz&#261;dzi&#322; pan tu sobie, w tej pieczarze, zupe&#322;nie nowoczesne mieszkanie, dok&#322;adnie takie w jakim mieszka niemal ka&#380;dy dzisiejszy masen.

Kinibobur Biks westchn&#261;&#322; ci&#281;&#380;ko.

Jest pan pierwsz&#261; osob&#261;, kt&#243;ra zauwa&#380;y&#322;a, &#380;e podawany przeze mnie pow&#243;d jest tylko zwyk&#322;&#261; wym&#243;wk&#261;  zamrucza&#322;.  Musz&#281; w tym miejscu pogratulowa&#263; panu daru obserwacji. Tak naprawd&#281; mieszkam tutaj poniewa&#380; zakocha&#322;em si&#281; do szale&#324;stwa w pewnej ziemskiej nimfie, kt&#243;ra zamieszkuje, wn&#281;trze tej g&#243;ry.

W ziemskiej nimfie?  powt&#243;rzy&#322;a Helena.

Twarz pustelnika rozpromieni&#322;a si&#281; niewys&#322;owionym szcz&#281;&#347;ciem.

Och, jaka&#380; ona jest rozkoszna, jaka niewinna, jaka smuk&#322;a  dziecko, a jednak kobieta. Tak czy inaczej, ona nie mo&#380;e opuszcza&#263; podziemnych grot i jaski&#324;, a zatem ja musia&#322;em przyj&#347;&#263; do niej. Poznali&#347;my si&#281; dwadzie&#347;cia lat temu, kiedy z kilkoma przyjaci&#243;&#322;mi, speleologami, wybrali&#347;my si&#281; na zwiedzanie jaski&#324;, i od tamtej pory jeste&#347;my kochankami. Co jaki&#347; czas ona przyzywa mnie do siebie, g&#322;osem s&#322;odszym ni&#380; coca cola, a wtedy ja schodz&#281; g&#322;&#281;biej pod powierzchni&#281; ziemi, by sp&#281;dzi&#263; z ni&#261; kilka upojnych chwil.

Rozumiem  rzek&#322; Jessie.

Jakie&#380; to pi&#281;kne  zawo&#322;a&#322;a Helena.

Taaak  mrukn&#261;&#322; Tesserax.  No c&#243;&#380;, drogi przyjacielu, od&#322;&#243;&#380;my na razie na bok pa&#324;skie &#380;ycie osobiste i porozmawiajmy o wydarzeniach, kt&#243;re mia&#322;y miejsce dok&#322;adnie czterdzie&#347;ci dni temu.

Kiedy zosta&#322;a zniszczona wioska  domy&#347;li&#322; si&#281; pustelnik.

Przecie&#380; pan ju&#380; wie, &#380;e tamtej nocy by&#322;em z Zemen&#261; i nie mia&#322;em zielonego poj&#281;cia, &#380;e tu si&#281; cokolwiek dzia&#322;o.

Zemena to ta ziemska nimfa?  upewni&#322; si&#281; Jessie.

Oczywi&#347;cie  odpar&#322; Kinibobur Biks.  Tamtego dnia przyzwa&#322;a mnie do siebie p&#243;&#378;nym popo&#322;udniem, wi&#281;c natychmiast ruszy&#322;em w g&#322;&#261;b g&#243;ry. Kochali&#347;my si&#281;, niezwykle nami&#281;tnie w basenie ciep&#322;ego, wulkanicznego szlamu.

Bosko  zawarcza&#322; t&#281;sknie Brutus.

Ale to pan pierwszy odnalaz&#322; ruiny wioski po jej zniszczeniu, prawda?  wypytywa&#322; dalej Tesserax.

Pustelnik skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261; i zachmurzy&#322; si&#281;.

Och, c&#243;&#380; to by&#322; za potworny widok!  zawo&#322;a&#322;  Cia&#322;a poniewieraj&#261;ce si&#281; dos&#322;ownie wsz&#281;dzie, zmieszane, porozrywane, poszarpane jakby ogromnymi szponami  miazga. Ka&#322;u&#380;e krwi, co ja m&#243;wi&#281;  jeziora krwi. Wszystkie domy zr&#243;wnane z powierzchni&#261; ziemi, sterty gruzu, zmia&#380;d&#380;one kamienie i ceg&#322;y, starta na proch zaprawa, drewno rozszczepione na drzazgi i prawie zupe&#322;nie zw&#281;glone. Pojazdy spasowane i rzucone bez&#322;adnie jedne na drugie, a wszystkie pozosta&#322;e przedmioty &#380;ycia codziennego wioski rozbite i rozrzucone dooko&#322;a lub zamienione w d&#322;ugie strumienie gor&#261;cego &#380;u&#380;lu. Po&#380;ar zd&#261;&#380;y&#322; strawi&#263; ju&#380; wszystko i nad tym co pozosta&#322;o wirowa&#322;y pasma dymu z pogorzeliska, niby z&#322;owieszcza i nienawistna mg&#322;a.

Widzia&#322; pan trop tej bestii?  wtr&#261;ci&#322; si&#281; Jessie.

Ogromne odciski st&#243;p  oznajmi&#322; pustelnik,  To w&#322;a&#347;nie na ich widok nie spos&#243;b by&#322;o si&#281; powstrzyma&#263; od ucieczki i szukania, jakiej&#347; pomocy.

Ale samej bestii pan nie widzia&#322;?

Nie. Zjawi&#322;em si&#281; tam za p&#243;&#378;no.

Czy pr&#243;bowa&#322; pan i&#347;&#263; za tymi &#347;ladami?

Szybko sta&#322;y si&#281; zupe&#322;nie niewyra&#378;ne, prowadzi&#322;y donik&#261;d.

Kinibobur Biks nic umia&#322; im powiedzie&#263; ju&#380; nic wi&#281;cej, ale z opisami okropno&#347;ci zrujnowanej wioski radzi&#322; sobie doskonale. Jessie skorzysta&#322; z tego, prosz&#261;c o podanie wielu szczeg&#243;&#322;&#243;w, zadaj&#261;c niezliczon&#261; ilo&#347;&#263; pyta&#324;, a&#380; nie pozosta&#322; nawet cie&#324; w&#261;tpliwo&#347;ci, &#380;e wyci&#261;gn&#261;&#322; z pustelnika wszystkie posiadane przez niego informacje.

Po wyj&#347;ciu z pieczary, id&#261;c w&#261;sk&#261; &#347;cie&#380;k&#261;, kt&#243;ra prowadzi&#322;a w d&#243;&#322;, do drogi i pogorzeliska pechowej wioski, Jessie odwr&#243;ci&#322; si&#281; do Tcsseraxa i powiedzia&#322;:

Niez&#322;y z niego dziwak.

W&#347;r&#243;d nas jest wielu dziwak&#243;w  przyzna&#322; Tesserax.  Zw&#322;aszcza tutaj, w okolicach tych g&#243;r. Powietrze i ziemia s&#261; tu przesycone tyloma mitami To zupe&#322;nie zwariowane miejsce. Ostatnio mamy tu grup&#281; ziemskich wampir&#243;w, kt&#243;re za&#322;o&#380;y&#322;y klinik&#281; dla swych pobratymc&#243;w pragn&#261;cych pozby&#263; si&#281; krwio&#380;erczego na&#322;ogu, bez wzgl&#281;du na to czego wymagaj&#261; od nich podania i legendy. Mieli&#347;my te&#380; couvai, nasz odpowiednik wilko&#322;aka, kt&#243;ry uda&#322; si&#281; do lekarza, by usun&#261;&#263; sobie nadmiar ow&#322;osienia, Jaka&#347; grupa starych bog&#243;w za&#322;o&#380;y&#322;a sekt&#281; wielbi&#261;c&#261; ludzi, kt&#243;rzy ich stworzyli cho&#263; doskonale zdaj&#261; sobie spraw&#281;, &#380;e zale&#380;no&#347;&#263; mi&#281;dzy cz&#322;owiekiem a mitem jest dok&#322;adnie taka sama jak mi&#281;dzy kur&#261; a jajkiem. A ledwie dwa tygodnie temu mieli&#347;my pierwszy w historii wypadek samob&#243;jstwa dwojga za&#347;wiatowc&#243;w.

Dwie istoty nadprzyrodzone same odebra&#322;y sobie &#380;ycie?  wr&#243;ci&#322; do tematu Jessie, kiedy zeszli na sam d&#243;&#322;.

Zgadza si&#281;. Usiad&#322;y naprzeciwko siebie i wym&#243;wi&#322;y zabronione prawem zakl&#281;cia z jednej ze starych ksi&#261;g. Musia&#322;y najwyra&#378;niej doskonale zsynchronizowa&#263; swoje g&#322;osy i wym&#243;wi&#263; ostatnie s&#322;owa w dok&#322;adnie tym samym momencie, bo unicestwi&#322;y si&#281; nawzajem.

Jessie nie odezwa&#322; si&#281; ju&#380; ani s&#322;owem dop&#243;ki nie dotarli do zniszczonej wioski i nie stan&#281;li w cieniu osmalonych szcz&#261;tk&#243;w &#347;cian, kt&#243;re stercza&#322;y jeszcze &#380;a&#322;o&#347;nie tu i &#243;wdzie. Ujrzawszy na w&#322;asne oczy pejza&#380; spieczonych kamieni i zw&#281;glonych drzew odwr&#243;ci&#322; si&#281; do Tesseraxa i powiedzia&#322;:

Chcia&#322;bym otrzyma&#263; dok&#322;adny raport na ten temat. Wszystkie szczeg&#243;&#322;y. Tesserax spojrza&#322; za Jessiem na wymar&#322;e pogorzelisko i spyta&#322; z niedowierzaniem:

Raport o tym? Analiz&#281; tych ruin?

Nie, nie. Na temat tamtych samob&#243;jstw. 

A na c&#243;&#380; to panu?

One mog&#261; mie&#263; z tym co&#347; wsp&#243;lnego. 

Bardzo w&#261;tpi&#281;.

Kto tu jest detektywem?  warkn&#261;&#322; Brutus.  Pan?

No c&#243;&#380;, zgoda  mrukn&#261;&#322; Tesserax.

W kr&#243;tkich odst&#281;pach czasu, na tym samym terenie zasz&#322;y dwa nieprawdopodobne wypadki  powiedzia&#322; Jessie.  Jaka&#347; nieznana bestia zmiot&#322;a z powierzchni ziemi ca&#322;&#261; wiosk&#281; i dwie istoty nadprzyrodzone pope&#322;ni&#322;y samob&#243;jstwo. Wed&#322;ug mnie nazwanie tego zbiegiem okoliczno&#347;ci by&#322;oby przejawem lekkomy&#347;lno&#347;ci i wr&#281;cz g&#322;upoty. Zbieg okoliczno&#347;ci to czysta wym&#243;wka tych, kt&#243;rzy s&#261; zbyt leniwi, by szuka&#263; prawdziwych przyczyn.

Dostanie pan ten raport jeszcze dzi&#347; wieczorem  o&#347;wiadczy&#322; Tesserax.



20

Reszt&#281; dnia sp&#281;dzili na rozmowach z czterema innymi masenami, kt&#243;rzy jako pierwsi znale&#378;li si&#281; na miejscu pierwszej lub drugiej katastrofy i wszyscy oni potwierdzali w&#322;asnymi s&#322;owami to co powiedzia&#322; pustelnik Kinibobur Biks. Jedyna r&#243;&#380;nica polega&#322;a na tym, &#380;e ci &#347;wiadkowie mieszkali w normalnych mase&#324;skich domach i nie nosili za du&#380;ych bamboszy z r&#243;&#380;owymi puszkami

P&#243;&#378;nym popo&#322;udniem spotkali si&#281; z osobami numer sze&#347;&#263; i siedem, ostatnimi &#347;wiadkami przewidzianej na ten dzie&#324;, i tych dwoje  ku og&#243;lnemu zaskoczeniu  wnios&#322;o co&#347; nowego do sprawy. Ale co  nie by&#322;o wcale takie oczywiste. Prawd&#281; m&#243;wi&#261;c w chwili prowadzenia rozmowy Jessie nie dostrzeg&#322; w ich zeznaniach nic szczeg&#243;lnego, dopiero p&#243;&#378;niej, roztrz&#261;saj&#261;c w my&#347;li wszystkie wydarzenia tego dnia, po&#322;&#261;czy&#322; sobie ich zachowanie z innymi fragmentami uk&#322;adanej przez siebie mozaiki, kt&#243;ra nagle zacz&#281;&#322;a przedstawia&#263; zupe&#322;nie zwariowany obraz

Ostatnimi &#347;wiadkami by&#322;o dwoje za&#347;wiatowc&#243;w, jeden rodem z mitologii mase&#324;skiej, drugi  z ziemskiej. Mase&#324;ski by&#322; to demon mg&#322;y o imieniu Yilio, bezkszta&#322;tna masa pary wodnej, b&#322;&#281;kitno-bia&#322;a i lodowato zimna, trzymaj&#261;ca si&#281; jako&#347; w ca&#322;o&#347;ci mimo, &#380;e si&#281; wzburzy&#322;a i wirowa&#322;a. Nie mia&#322; twarzy ani ust, ale to nie powstrzymywa&#322;o go od m&#243;wienia. Wypowiada&#322; s&#322;owa &#347;wiszcz&#261;cym szeptem, od kt&#243;rego Jessiemu chodzi&#322;y ciarki po grzbiecie. &#379;onie Yilio, ziemskiej anielicy imieniem Hanna, najwyra&#378;niej ani g&#322;os m&#281;&#380;a, ani dojmuj&#261;cy ch&#322;&#243;d, kt&#243;ry wnosi&#322; do ich niewielkiego mieszkania, w miasteczku po&#322;o&#380;onym nieca&#322;e p&#243;&#322; godziny drogi od Gilorelamans Inn, w niczym nie przeszkadza&#322;y. Przyj&#281;&#322;a ich spowita w jego wiruj&#261;cy k&#322;&#261;b, siedz&#261;c wygodnie na kanapie i od czasu do czasu poprawiaj&#261;c pi&#243;ra swych niezwykle zgrabnie wykrojonych, z&#322;ocistych skrzyde&#322;. U&#347;miech nie schodzi&#322; z jej twarzy, szeroki u&#347;miech, gdy rozleg&#322; si&#281; g&#322;os jej m&#281;&#380;a.

Najdziwniejsz&#261; rzecz&#261; u tej pary by&#322;a wyra&#378;na skwapliwo&#347;&#263;, z jak&#261; to oni wypytywali Jessiego, odwracaj&#261;c w ten spos&#243;b nieco role. Za ka&#380;d&#261; informacj&#281;, kt&#243;r&#261; otrzymywa&#322; od nich, musia&#322; im poda&#263; dwie. Chcieli wiedzie&#263; dos&#322;ownie wszystko: w jaki spos&#243;b ziemski detektyw wda&#322; si&#281; w t&#281; spraw&#281;, czy wie&#347;ci o istnieniu nowego monstrum dotar&#322;y ju&#380; do szerokiego spo&#322;ecze&#324;stwa Ziemian; jacy naprawd&#281; s&#261; Nieska&#380;eni Ziemianie. Kilkakrotnie powracali do g&#322;&#243;wnego pytania:

Je&#347;li sprawa nie zostanie rozwi&#261;zana, je&#347;li bestii nie uda si&#281; pojma&#263; lub zniszczy&#263;, i je&#347;li wie&#347;ci o jej istnieniu dotr&#261; na Ziemi&#281;, to w jaki spos&#243;b wp&#322;ynie to na stan stosunk&#243;w ludzko-mase&#324;skich?  zadanego tym razem przez Yilio.

Jessie przesun&#261;&#322; wzrokiem po demonie mg&#322;y, &#380;a&#322;uj&#261;c i&#380; nie ma on twarzy, z kt&#243;rej wyrazu mo&#380;na by odczyta&#263; wiele niewypowiedzianych my&#347;li.

Nieska&#380;eni Ziemianie podnios&#261; naturalnie wielk&#261; wrzaw&#281;  rzek&#322;.

Czy jest mo&#380;liwe, by dzi&#281;ki temu zwi&#281;kszyli szeregi swoich zwolennik&#243;w, zyskali w&#322;adz&#281; polityczn&#261;?  dopytywa&#322;a si&#281; Hanna, odrzucaj&#261;c z&#322;ociste loki ze swego anielskiego oblicza.

Nie  stwierdzi&#322; stanowczo Jessie.

Nieska&#380;eni Ziemianie to graniczni wstrz&#261;sowcy. Nikt nie mo&#380;e traktowa&#263; ich agitacji powa&#380;nie, nawet gdyby si&#281; roznios&#322;o, &#380;e masenowie maj&#261; k&#322;opoty z jakim&#347; krwio&#380;erczym za&#347;wiatowcem. Bramy zosta&#322;y ju&#380; otwarte, za p&#243;&#378;no by je zamyka&#263;. Rozw&#243;j stosunk&#243;w z naszymi nadprzyrodzonymi bra&#263;mi zosta&#322; ju&#380; zbyt zaawansowany, by&#347;my mogli teraz zacz&#261;&#263; udawa&#263;, &#380;e nie mamy poj&#281;cia o ich istnieniu.  Spojrza&#322; do notatnika, by przypomnie&#263; sobie, w kt&#243;rym miejscu przerwa&#322; swoje przes&#322;uchanie i powiedzia&#322;:

A teraz jeszcze tylko dwa pytania

Uzyskanie tych dw&#243;ch odpowiedzi powinno by&#322;o zaj&#261;&#263; oko&#322;o dziesi&#281;ciu minut, a zamiast tego trwa&#322;o ponad p&#243;&#322; godziny, poniewa&#380; Yilio i Hanna nie byli jeszcze w pe&#322;ni zadowoleni z uzyskanych od Jessiego informacji, zw&#322;aszcza co do charakteru ruchu Nieska&#380;onych Ziemian.

Ciekawo&#347;&#263; anielicy i demona irytowa&#322;a Jessiego, wprowadzaj&#261;c zam&#281;t do jego przes&#322;uchania, ale nie przywi&#261;zywa&#322; do niej w&#243;wczas &#380;adnego, specjalnego znaczenia. Przypuszcza&#322;, &#380;e s&#261; z natury w&#347;cibscy i gadatliwi. Dopiero p&#243;&#378;niej zda&#322; sobie spraw&#281;, &#380;e ich zachowanie, ich ciekawo&#347;&#263;, by&#322;y jeszcze jedn&#261; nitk&#261; w splataj&#261;cej si&#281; powoli linie wyja&#347;nienia.

Na godzin&#281; przed zapadni&#281;ciem zmroku ca&#322;a czw&#243;rka wr&#243;ci&#322;a do hotelu. Wysiedli ze swej limuzyny i wchodzili do wn&#281;trza mitycznego budynku w ponurych nastrojach, mocno przygn&#281;bieni faktem, &#380;e  jak si&#281; zdawa&#322;o ca&#322;y dzie&#324;, pracowicie sp&#281;dzony na wypytywaniu &#347;wiadk&#243;w, przyni&#243;s&#322; im tak ma&#322;o.

W g&#322;&#243;wnym hallu czeka&#322; na nich Hogar.

Witajcie zn&#243;w w mej gospodzie, szlachetni go&#347;cie  zawo&#322;a&#322;.  Mo&#380;e kilka solonych orzeszk&#243;w?  Wyci&#261;gn&#261;&#322; ku nim salaterk&#281; pe&#322;n&#261; male&#324;kich br&#261;zowych kulek.

Wszyscy odm&#243;wili. Nie b&#281;d&#261;c w nastroju do pob&#322;a&#380;ania komukolwiek, przecisn&#281;li si&#281; obok truciciela w kierunku wind. Kiedy byli od nich ju&#380; ledwie kilka krok&#243;w, drzwi najbli&#380;szej rozsun&#281;&#322;y si&#281; i wytoczy&#322; z nich si&#281; jeden z mase&#324;skich bog&#243;w  wysoki na ca&#322;e dziesi&#281;&#263; st&#243;p, kiedy sta&#322;  teraz zgi&#281;ty w p&#243;&#322; i trzymaj&#261;c si&#281; obur&#261;cz za brzuch; da&#322; krok do przodu i run&#261;&#322; na twarz z og&#322;uszaj&#261;cym rykiem.

Jessie obszed&#322; boga doko&#322;a i nacisn&#261;&#322; guzik, by przywo&#322;a&#263; inn&#261; wind&#281;.

Cze&#347;&#263;, Perlamon  rzuci&#322;.

Przero&#347;ni&#281;ta posta&#263; z mase&#324;skich mit&#243;w przetoczy&#322;a si&#281; na plecy i spojrza&#322;a w g&#243;r&#281;.

To ty jeste&#347; tym detektywem?  spyta&#322;a.  Aresztuj tego nikczemnego Toonera Hogara! Domiesza&#322; mi czego&#347; do mleka, jakiej&#347; straszliwej mikstury, jakiej&#347; potwornej trucizny, kt&#243;ra wypala mi wszystkie wn&#281;trzno&#347;ci!

Ju&#380; za kilka minut ci to przejdzie  odpar&#322; Jessie z u&#347;miechem wskazuj&#261;cym na kompletny brak zainteresowania, prawd&#281; m&#243;wi&#261;c, do&#347;&#263; g&#322;upkowatym.  B&#281;dziesz martwy.

Dzi&#347; nic nikogo nie obchodzi!  zawy&#322; olbrzym.

Zgadza si&#281;  przyzna&#322; Jessie.

Ten bezwzgl&#281;dny Gonius mo&#380;e sobie robi&#263; co mu si&#281; &#380;ywnie podoba, mo&#380;e sobie najmowa&#263; Hogara, &#380;eby mnie otru&#263;, i nikogo to nic nie obchodzi!

Tesserax i tr&#243;jka Ziemian st&#322;oczyli si&#281; w jednej windzie, kt&#243;rej drzwi rozsun&#281;&#322;y si&#281; w&#322;a&#347;nie bezszelestnie, i ruszyli w g&#243;r&#281;, zostawiaj&#261;c Perlamona w hotelowym hallu, w obj&#281;ciach czasowej &#347;mierci.



21

Dwie godziny p&#243;&#378;niej, kiedy zasiedli za sto&#322;em w salonie swego apartamentu i zabrali si&#281; do jedzenia obiadu przygotowanego dla nich przez robota i zbadanego na obecno&#347;&#263; wszystkich, najbardziej nawet wymy&#347;lnych trucizn, Hogar przyni&#243;s&#322; wiadomo&#347;&#263; dla Tesseraxa. Zapuka&#322; cicho do drzwi, a kiedy masen wpu&#347;ci&#322; go do &#347;rodka, wr&#281;czy&#322; mu oliwkowo-br&#261;zow&#261; kopert&#281;.

Przys&#322;ano to panu zaledwie kilka minut temu kurierem  powiedzia&#322;.  Kurier jest w tej chwili na dole, w barze, pije drinka, kt&#243;rego mu postawi&#322;em na koszt hotelu, wi&#281;c pomy&#347;la&#322;em &#380;e lepiej jak to panu przynios&#281;.

Tesserax wzi&#261;&#322; od niego kopert&#281; i podzi&#281;kowa&#322; lecz do&#347;&#263; ch&#322;odno, nie mia&#322; bowiem &#380;adnych w&#261;tpliwo&#347;ci, &#380;e ju&#380; za chwil&#281; biedny kurier rzuci si&#281; p&#281;dem do najbli&#380;szej &#322;azienki, gdzie przez d&#322;ugie godziny walczy&#263; b&#281;dzie z wymiotami i biegunk&#261;.

A w nadziei na to, &#380;e wasze wa&#380;ne dochodzenie post&#281;puje tak jak by&#347;cie sobie tego &#380;yczyli  doda&#322; Hogar  pozwoli&#322;em sobie przynie&#347;&#263; butelk&#281; wina, by to uczci&#263;.

Tesserax zawaha&#322; si&#281;.

To doskona&#322;y rocznik  Hogar pokaza&#322; mu nalepk&#281; kusz&#261;co.

Tesserax wybra&#322; najprostsze rozwi&#261;zanie, przyj&#261;&#322; butelk&#281; i powiedzia&#322;:

Dzi&#281;kuj&#281; bardzo, Hogarze.

Ale&#380; to drobnostka, zupe&#322;na drobnostka  odpar&#322; z rado&#347;ci&#261; truciciel,  Niech wam p&#243;jdzie na zdrowie!

Tesserax zamkn&#261;&#322; za nim drzwi, wrzuci&#322; butelk&#281; bez otwierania do najbli&#380;szego pojemnika na &#347;mieci i wr&#243;ci&#322; do sto&#322;u. Wr&#281;czy&#322; Jessiemu otrzyman&#261; od Hogara kopert&#281; i powiedzia&#322;:

To jest raport, o kt&#243;ry pan prosi&#322;, na temat samob&#243;jstwa tamtych dwojga za&#347;wiatowc&#243;w.

Jessie po&#322;o&#380;y&#322; j&#261; na stole, obok swego talerza.

Przeczytam go potem  oznajmi&#322;,  najpierw chcia&#322;bym przemy&#347;le&#263; to, co ju&#380; mam.

Nieco p&#243;&#378;niej, kiedy Tesserax poszed&#322; do siebie i zostali sami, Jessie si&#281;gn&#261;&#322; po raport, uj&#261;&#322; go w obie r&#281;ce i zacz&#261;&#322; mu si&#281; przygl&#261;da&#263;, nie otwieraj&#261;c go jeszcze, chc&#261;c mie&#263; ca&#322;kowit&#261; pewno&#347;&#263;, &#380;e nie zrobi tego za wcze&#347;nie. W prowadzeniu ka&#380;dej sprawy kierowa&#322; si&#281; wrodzon&#261; intuicj&#261;, kt&#243;ra nieomylnie podpowiada&#322;a mu kiedy nale&#380;y zabra&#263; si&#281; do rozwa&#380;ania nowych danych i w jakiej kolejno&#347;ci zestawia&#263; je w &#322;a&#324;cuch, by uzyska&#263; najpewniejsze rozwi&#261;zania.

W tej chwili nie by&#322; wcale pewny, czy m&#261;drze b&#281;dzie ju&#380; teraz przeczyta&#263; raport o samob&#243;jstwach. Czu&#322;, &#380;e nie uda&#322;o mu si&#281; jeszcze odpowiednio powi&#261;za&#263; pozosta&#322;ych element&#243;w tej zagmatwanej sprawy, &#380;e tre&#347;&#263; raportu mog&#322;a mu raczej zaciemni&#263; obraz, zamiast go skrystalizowa&#263;. Mia&#322; niejasne przeczucie, &#380;e na tym etapie powinien przedtem zrobi&#263; co&#347; innego.

Co by nie powiedzie&#263;, to rzeczywi&#347;cie, emocjonuj&#261;ca sprawa  odezwa&#322;a si&#281;, ze swego miejsca za sto&#322;em, Helena.

Detektyw podni&#243;s&#322; wzrok i ujrza&#322;, &#380;e zdj&#281;&#322;a sukni&#281;, jej pe&#322;ne piersi stercza&#322;y kusz&#261;co ponad brudnymi talerzami, poszturchuj&#261;c powietrze obrzmia&#322;ymi sutkami.

Pewnie  mrukn&#261;&#322;.

Lepsze to ni&#380; robota przy rozwodach  zgodzi&#322; si&#281; Brutus.

Ale z drugiej strony  doda&#322;a Helena  bardzo jednostajna.

Och?  zdziwi&#322; si&#281; Jessie.  A to dlaczego?

Swoim pytaniem dowodzisz, &#380;e mam racj&#281;. W tym ca&#322;ym nieustannym zamieszaniu zupe&#322;nie nie mamy czasu na igraszki w przys&#322;owiowym sianie, ani prawd&#281; m&#243;wi&#261;c  w niczym innym.

Wsta&#322;a zza sto&#322;u i przesun&#281;&#322;a d&#322;oni&#261; po swym p&#322;askim brzuchu, zapuszczaj&#261;c j&#261; w g&#281;stwin&#281; czarnych, kr&#281;conych w&#322;os&#243;w, porastaj&#261;cych powabnym tr&#243;jk&#261;cikiem sam jego d&#243;&#322;.

Jessie od&#322;o&#380;y&#322; kopert&#281; na st&#243;&#322;. Wiedzia&#322;, &#380;e przed przeczytaniem raportu powinien jeszcze co&#347; zrobi&#263;. Teraz, na widok podchodz&#261;cej do niego rozko&#322;ysanym krokiem Heleny, u&#347;wiadomi&#322; sobie co.

Poza Jessiem wszyscy ju&#380; spali. Detektyw usiad&#322; na &#322;&#243;&#380;ku i opar&#322; si&#281; plecami o jego ogromne wezg&#322;owie, pr&#243;buj&#261;c znale&#378;&#263; przyjemno&#347;&#263; w obserwowaniu mi&#281;kkich linii nagiego cia&#322;a Heleny, rozci&#261;gni&#281;tego niemal w poprzek &#322;&#243;&#380;ka: leciutko rozp&#322;aszczonych piersi, g&#322;&#281;bokiego wci&#281;cia w talii, stromej wypuk&#322;o&#347;ci bioder, &#322;agodnej fali ud, kolan, &#322;ydek i kostek Ale nie m&#243;g&#322; si&#281; na tym skupi&#263;; my&#347;li nieustannie b&#322;&#261;dzi&#322;y mu wok&#243;&#322; raportu o samob&#243;jstwach. Kiedy przy&#322;apa&#322; si&#281; na tym, &#380;e wpatruje si&#281; w szczyty ud Heleny, i jednocze&#347;nie zastanawia nad przypuszczaln&#261; tre&#347;ci&#261; raportu, zdecydowa&#322;, &#380;e ju&#380; najwy&#380;szy czas przeczyta&#263; to co da&#322; mu Tesserax. Wszystkie pozosta&#322;e sprawy zbada&#322; ju&#380; dog&#322;&#281;bnie.

Wsta&#322;, narzuci&#322; szlafrok i przeszed&#322; do salonu, zamykaj&#261;c za sob&#261; cicha drzwi od sypialni. Usiad&#322; za sto&#322;em, z kt&#243;rego robot sprz&#261;tn&#261;&#322; ju&#380; brudne talerze, rozdar&#322; kopert&#281; i znalaz&#322;szy w niej dwana&#347;cie kartek maszynopisu, zag&#322;&#281;bi&#322; si&#281; w lekturze.

Kiedy by&#322; w po&#322;owie raportu, Perlamon lub Gonius, a mo&#380;e kt&#243;ry&#347; z innych bog&#243;w mieszkaj&#261;cych na tym samym pi&#281;trze, wytoczy&#322; si&#281; z ha&#322;asem ze swego pokoju, j&#281;cz&#261;c g&#322;o&#347;no, i przeklinaj&#261;c Hogara. Jessie zignorowa&#322; histeryczne wo&#322;ana o ratunek, kt&#243;re zreszt&#261; wkr&#243;tce usta&#322;y. Czyta&#322; dalej. Kiedy sko&#324;czy&#322; i zestawi&#322; to, co w&#322;a&#347;nie przeczyta&#322;, z tym, co us&#322;ysza&#322; i zobaczy&#322; ju&#380; wcze&#347;niej, wiedzia&#322; ju&#380;, &#380;e zna odpowied&#378;. Wiedzia&#322; ju&#380; kim czy te&#380; czym by&#322;a krwio&#380;ercza bestia i sk&#261;d si&#281; wzi&#281;&#322;a.



22

Brutus sprowadzi&#322; Tesseraxa, kt&#243;ry zamkn&#261;&#322; za sob&#261; drzwi i usiad&#322; obok Heleny i Jessiego, przy stole stoj&#261;cym po&#347;rodku pokoju.

Czy to prawda, &#380;e wie pan ju&#380; co to za bestia?  zawo&#322;a&#322; z podnieceniem.

Owszem  odpar&#322; Jessie.

I wie pan jak j&#261; zniszczy&#263;?

Tak s&#261;dz&#281;  potwierdzi&#322; detektyw.  Dzi&#347; w nocy b&#281;d&#281; mia&#322; okazj&#281; tego dowie&#347;&#263; Je&#347;li si&#281; nie myl&#281;, bestia wie, &#380;e tu jeste&#347;my i jeszcze przed &#347;witem spr&#243;buje si&#281; do nas dobra&#263;.

Tesserax wyra&#378;nie nie czu&#322; si&#281; uszcz&#281;&#347;liwiony t&#261; rewelacj&#261;. Zamacha&#322; czu&#322;kami w okolicy ust, wyg&#322;adzi&#322; fa&#322;dy swoich szat, poklepa&#322; si&#281; nerwowo po czubku g&#322;owy.

No, no, no!  powiedzia&#322; z lekkim oszo&#322;omieniem.  To chyba lepiej ju&#380; teraz rozpakujemy NIESR&#280;.  Zwr&#243;ci&#322; si&#281; do robota i wyda&#322; mu odpowiednie polecenie.

Niesr&#281;?  powt&#243;rzy&#322; Jessie, wcale nie mniej oszo&#322;omiony.

Robot otworzy&#322; poka&#378;ny pojemnik, kt&#243;ry przywie&#378;li ze sob&#261; do Gilorelamans Inn, zerwa&#322; pr&#243;&#380;niow&#261; piecz&#281;&#263; i uruchomi&#322; zapakowan&#261; wewn&#261;trz maszyn&#281;.

NIESRA znaczy Niezawodny System Rejestracji Awaryjnej  wyja&#347;ni&#322; Tesserax. Jest to urz&#261;dzenie zaprojektowane specjalnie dla nas, z my&#347;l&#261; o zastosowaniu przy poszukiwaniu bestii.

Z pojemnika wygramoli&#322; si&#281; robot zbudowany w kszta&#322;cie  masena, lecz tylko czterostopowej wysoko&#347;ci, obr&#243;ci&#322; p&#322;ynnie g&#322;ow&#281;, by popatrze&#263; po kolei na ka&#380;dego z nich, podszed&#322; drobnymi kroczkami do jedynego wolnego krzes&#322;a i wdrapawszy si&#281; na nie, powiedzia&#322;:

Jestem gotowy.

Prosz&#281; zauwa&#380;y&#263; jak bardzo zwart&#261; ma budow&#281;  rzek&#322;  Tesserax.  Kr&#243;tkie, solidne nogi, kr&#243;tkie, solidne r&#281;ce i zupe&#322;ny brak wra&#380;liwej na uszkodzenie szyi.

Taaak  mrukn&#261;&#322; Brutus.  Wygl&#261;da jak robot krasnoludek.

Ta zwarta konstrukcja, wraz z grubym opancerzeniem kom&#243;r rejestruj&#261;cych NESRY, zapewnia mu niemal ca&#322;kowit&#261; niezniszczalno&#347;&#263;. Jest zdolna do prze&#380;ycia ataku monstrum. Gdyby&#347;my my wszyscy ulegli zag&#322;adzie NIESRA zanotuje wszystko, czego zd&#261;&#380;ymy przedtem dokona&#263; i przeka&#380;e te informacje nast&#281;pnej grupie badaczy by nie musieli zaczyna&#263; od zera.

Ale po co tu a&#380; taka wyszukana maszyna?  zdziwi&#322;a si&#281; Helena. Czy nie wystarczy&#322;by zwyk&#322;y zminiaturyzowany, mo&#380;e dobrze opancerzony magnetofon? Po co od razu pe&#322;ny automat, kt&#243;ry potrafi chodzi&#263; i m&#243;wi&#263;?

NIESRA nie jest zwyk&#322;ym automatem rejestruj&#261;cym  wyja&#347;nia Tesserax.  nie tylko zapisuje, ale tak&#380;e komentuje od siebie wyraz twarzy, towarzysz&#261;ce s&#322;owom gesty i ich znaczenie itd. My tych komentarzy nie b&#281;dziemy s&#322;ysze&#263;, ale ci, do kt&#243;rych s&#261; adresowane te nagrania, mog&#261; je uzna&#263; za niezwykle cenne.  Usiad&#322; i wreszcie oderwa&#322; wzrok od NIESRY.  Teraz mo&#380;emy ju&#380; chyba przej&#347;&#263; do sedna sprawy  oznajmi&#322; spogl&#261;daj&#261;c na Jessiego.  C&#243;&#380; to za bestia zabija dla samej przyjemno&#347;ci zabijania, panie Blake?

Jessie obdarzy&#322; przelotnym spojrzeniem przysadzistego NIESR&#280;, po czym rozpocz&#261;&#322; swoje szczeg&#243;&#322;owe wyja&#347;nienie.

Uwa&#380;a&#322; pan, &#380;e moje &#347;wie&#380;e spojrzenie przybysza z obcej planety mo&#380;e pom&#243;c w rozwi&#261;zaniu zagadki, z kt&#243;r&#261; nie mog&#322;y sobie poradzi&#263; najt&#281;&#380;sze umys&#322;y masen&#243;w, i mia&#322; pan racj&#281;. Wskaz&#243;wki by&#322;y zupe&#322;nie wyra&#378;ne. Niekt&#243;rymi z nich by&#322;y jednak rzeczy do kt&#243;rych tak przywykli&#347;cie, &#380;e nie zwr&#243;cili&#347;cie na nie najmniejszej uwagi. Ja zwr&#243;ci&#322;em, dla mnie by&#322;y to rzeczy zupe&#322;nie niezwyk&#322;e i wyj&#261;tkowe, i uwzgl&#281;dni&#322;em je przy poszukiwaniu rozwi&#261;zania.

Przepraszam pana  odezwa&#322; si&#281; NIESRA.

Tak, s&#322;ucham  mrukn&#261;&#322; Jessie spogl&#261;daj&#261;c na metalowego kar&#322;a.

Czy pa&#324;ska mina przy tamtych s&#322;owach mia&#322;a wyra&#380;a&#263; niezwyk&#322;e zadowolenie z siebie z domieszk&#261; zaspokojonej pr&#243;&#380;no&#347;ci, czy te&#380; bardziej naturalne, zawodowe zadowolenie z odniesionego sukcesu? To znaczy, czy mo&#380;emy przyj&#261;&#263;, &#380;e pa&#324;skie wyja&#347;nienie wolne jest od wszelkiej nuty egoizmu, czy te&#380; zawarty jest w nim pewien element ego?

Z pewno&#347;ci&#261; tak&#380;e pewien element ego  rzuci&#322; Tesserax,  Lecz s&#261;dz&#281;, &#380;e wyraz twarzy pana Blake'a nale&#380;a&#322;oby raczej okre&#347;li&#263; jako zawodowe zadowolenie ni&#380; zaspokojon&#261; pr&#243;&#380;no&#347;&#263;.

Prosz&#281; kontynuowa&#263;  powiedzia&#322; NIESRA.

Jessie przez kilka sekund nie m&#243;g&#322; och&#322;on&#261;&#263; po prze&#380;ytym szoku, w ko&#324;cu, jednak zacz&#261;&#322; m&#243;wi&#263; dalej:

Najpierw zwr&#243;ci&#322;a moj&#261; uwag&#281; wasza nowa posta&#263; mityczna, Pijany Kierowca. Zdawa&#322;em sobie spraw&#281; z tego, &#380;e nieustannie powstaj&#261; jakie&#347; nowe mity, nie wiedzia&#322;em jednak, &#380;e mog&#261; pojawi&#263; si&#281; mity wynikaj&#261;ce z kontakt&#243;w mi&#281;dzyrasowych. Od momentu, w kt&#243;rym zrozumia&#322;em, &#380;e jest to mo&#380;liwe, ani na chwil&#281; nie przestawa&#322;em o tym my&#347;le&#263;, zw&#322;aszcza w czasie rozm&#243;w ze &#347;wiadkami, co znacznie zawa&#380;y&#322;o na ocenie wszystkiego co s&#322;ysza&#322;em i widzia&#322;em. Wasi ludzie nie zwr&#243;cili na to pewnie &#380;adnej uwagi. Nast&#281;pnie, zastanowi&#322;a mnie brutalno&#347;&#263; i determinacja, z jak&#261; za&#347;wiatowcy pr&#243;bowali uniemo&#380;liwi&#263; nam rozszyfrowanie tej tajemnicy. Doszed&#322;em do wniosku, &#380;e musieli wiedzie&#263; o powstaniu jakiego&#347; nowego mitu stworzonego w wyniku nawi&#261;zania stosunk&#243;w ludzko-mase&#324;skich; lecz rozpaczliwie starali si&#281; zachowa&#263; to w sekrecie, a to z obawy przed jakimi&#347; straszliwymi konsekwencjami, kt&#243;re musieliby ponie&#347;&#263;, gdyby tajemnica wysz&#322;a na jaw. Podczas rozmowy z demonem mg&#322;y Yilio, i jego anielsk&#261; &#380;on&#261;, Hann&#261;, zacz&#261;&#322;em podejrzewa&#263;, &#380;e obawiaj&#261; si&#281; prawa  lub sk&#322;onno&#347;ci w&#322;adz Ziemi do ustanowienia takiego prawa  zabraniaj&#261;cego ma&#322;&#380;e&#324;stw mi&#281;dzy ziemskimi i mase&#324;skimi istotami nadprzyrodzonymi. Jedyn&#261; przyczyn&#261;, kt&#243;ra mog&#322;aby wywo&#322;a&#263; potrzeb&#281; ustanowienia takiego prawa, m&#243;g&#322;by by&#263; jaki&#347; katastrofalny rezultat skojarzenia takich istot, czyli kr&#243;tko m&#243;wi&#261;c, monstrualne i niebezpieczne potomstwo. Innymi s&#322;owy, obawiano si&#281;, &#380;e gdyby wiadomo&#347;&#263; o takim potomstwie dotar&#322;a do szerokiego spo&#322;ecze&#324;stwa ludzi, Nieska&#380;eni Ziemianie mogliby zdoby&#263; do&#347;&#263; w&#322;adzy, by przeforsowa&#263; prawo zakazuj&#261;ce w s z y s t k i c h mi&#281;dzyrasowych ma&#322;&#380;e&#324;stw.

Tesserax byt wyra&#378;nie pod wra&#380;eniem wywodu Jessiego.

Zatem uwa&#380;a pan, &#380;e ta bestia jest potomkiem mieszanego ludzko-mase&#324;skiego ma&#322;&#380;e&#324;stwa za&#347;wiatowc&#243;w?  spyta&#322; z niedowierzaniem.

Przepraszam bardzo  wtr&#261;ci&#322; si&#281; NIESRA.  Panie Galiotorze Tesserax, czy na pa&#324;skiej twarzy maluje si&#281; wyraz niezwyk&#322;ego podziwu, czy tylko zdumienia? Trudno jest mi poda&#263; jednoznaczn&#261; interpretacj&#281;. Przepraszam pa&#324;stwa za te zak&#322;&#243;caj&#261;ce rozmow&#281; pytania, ale mam wra&#380;enie, &#380;e jeden z moich obwod&#243;w wizyjnych rozregulowa&#322; si&#281; w czasie transportu.

Zdumienia i niezwyk&#322;ego podziwu  o&#347;wiadczy&#322; Tesserax.

Dzi&#281;kuj&#281;. Prosz&#281; kontynuowa&#263;.

Jessie wzi&#261;&#322; g&#322;&#281;boki wdech, och&#322;on&#261;&#322; nieco i powiedzia&#322;:

Owszem, wasza bestia jest dzieckiem jakiego&#347; mieszanego ma&#322;&#380;e&#324;stwa naszych i waszych istot nadprzyrodzonych. S&#261;dz&#281; te&#380;, &#380;e potrafi&#281; wyja&#347;ni&#263; dlaczego ma&#322;&#380;e&#324;stwo to sp&#322;odzi&#322;o zupe&#322;nie ob&#322;&#261;ka&#324;cz&#261; istot&#281; mityczn&#261;, psychopatycznego morderc&#281;. Przypomina pan sobie zapewne nasz&#261; rozmow&#281; o Protektorze. Powiedzia&#322; pan wtedy, &#380;e niekt&#243;rzy uwa&#380;aj&#261;, i&#380; tamci naje&#378;d&#378;cy sprzed setek lat nie byli w stanie prze&#380;y&#263; nawet pi&#281;ciu minut na tej planecie, z uwagi na jak&#261;&#347; jej osobliwo&#347;&#263; geofizyczn&#261; i jakie&#347;, zab&#243;jcze dla nich, oddzia&#322;ywanie p&#243;l magnetycznych.

Przypominam sobie  przyzna&#322; Tesserax.

A czy nie mo&#380;e by&#263; przypadkiem tak  ci&#261;gn&#261;&#322; detektyw  &#380;e ta sama osobliwo&#347;&#263; magnetyczna wywiera fatalny wp&#322;yw na potomstwo pewnych istot nadprzyrodzonych? Zwracam uwag&#281;, &#380;e nie twierdz&#281; wcale, i&#380; potomstwo ka&#380;dego mieszanego ma&#322;&#380;e&#324;stwa naszych i waszych za&#347;wiatowc&#243;w musi by&#263; r&#243;wnie wynaturzone. Ale czy nie wydaje si&#281; panu mo&#380;liwe, &#380;e zwi&#261;zek jakiego&#347; jednego, konkretnego gatunku waszych duch&#243;w z jakim&#347; jednym, konkretnym gatunkiem naszych postaci mitycznych daje, pod wp&#322;ywem tej ciekawostki magnetycznej, potworne potomstwo, patologiczne &#380;&#261;dne mordu?

To absolutnie mo&#380;liwe  zgodzi&#322; si&#281; Tesserax.

Panowie  odezwa&#322; si&#281; NIESRA.  mam w&#261;tpliwo&#347;ci czy

Tym razem byt to podziw  przerwa&#322; mu Tesserax.  &#380;adnego zdumienia, po prostu czysty podziw.

Dzi&#281;kuj&#281;  rzek&#322; mechaniczny karze&#322;.  Prosz&#281; kontynuowa&#263;.

Na koniec wreszcie  ci&#261;gn&#261;&#322; Jessie  raport o samob&#243;jstwach przekona&#322; mnie, &#380;e jestem na dobrym tropie. Dwa zupe&#322;nie niezwyk&#322;e, precedensowe w historii, wypadki wydarzaj&#261;ce si&#281; na tym samym terenie i w tak niewielkich odst&#281;pach czasu nie mog&#322;y by&#263; wed&#322;ug mnie czystym zbiegiem okoliczno&#347;ci. Mia&#322;em przeczucie, &#380;e te samob&#243;jstwa &#322;&#261;cz&#261; si&#281; jako&#347; z nasz&#261; gro&#378;n&#261; besti&#261;. Teraz sk&#322;onny jestem uwa&#380;a&#263;, &#380;e tamte dwa duchy, kt&#243;re pope&#322;ni&#322;y samob&#243;jstwo, by&#322;y rodzicami bestii n&#281;kaj&#261;cej mieszka&#324;c&#243;w waszych g&#243;r.  Podni&#243;s&#322; ze sto&#322;u maszynopis raportu, przewertowa&#322; kilka kartek i znalaz&#322;szy odpowiednie miejsce powiedzia&#322;:

Je&#347;li ci samob&#243;jcy rzeczywi&#347;cie byli rodzicami naszego monstrum, to jego matk&#261; by&#322;a Kekiopa, ma&#322;o znana karaibska bogini tajfun&#243;w, czczona przez niewielki kr&#261;g wyznawc&#243;w pewnego od&#322;amu kultu voodoo. A ojcem by&#322; mase&#324;ski Pan Gad&#243;w.

Fascynuj&#261;ce  stwierdzi&#322; Tesserax.

NIESRA  odezwa&#322; si&#281; Brutus  o mnie tak&#380;e mo&#380;esz napisa&#263;, &#380;e os&#322;upia&#322;em z podziwu.

Prosz&#281; kontynuowa&#263;.

W jaki spos&#243;b ma pan zamiar zlokalizowa&#263; miejsce pobytu tej bestii, tej morderczej krzy&#380;&#243;wki?  zainteresowa&#322; si&#281; Tesserax.

Wcale nie mam zamiaru tego robi&#263;  odpar&#322; spokojnie Jessie.  To ona nas zlokalizuje. Mit o bogini tajfun&#243;w powiada, &#380;e wie ona dok&#322;adnie o wszystkim co si&#281; dzieje w zasi&#281;gu jej podmuch&#243;w. Je&#347;li dziecko odziedziczy&#322;o po niej mityczne jasnowidztwo, to doskonale wie o wszystkich naszych dzisiejszych poczynaniach. Spr&#243;buje nas odnale&#378;&#263; i zniszczy&#263;. Wie o tym, &#380;e tu jeste&#347;my, tak samo jak wiedzia&#322;o o wszystkich pu&#322;apkach zastawianych przez was w ci&#261;gu ostatniego miesi&#261;ca.

Ale je&#347;li wie, &#380;e tu jeste&#347;my  zauwa&#380;y&#322; Tesserax  to wie tak&#380;e, &#380;e rozszyfrowali&#347;my jego tajemnic&#281; i &#380;e pewnie znajdziemy spos&#243;b, &#380;eby je unicestwi&#263;.

Tego nie mo&#380;e wiedzie&#263;  stwierdzi&#322; detektyw.  Nie mo&#380;e bo raczej niewiele z jego podmuch&#243;w dociera mi&#281;dzy cztery &#347;ciany, wewn&#261;trz pomieszcze&#324; jego moc nie dzia&#322;a, jego oczy i uszy tutaj nie si&#281;gaj&#261;.

Czy nie s&#261;dzicie, &#380;e skoro bestia jest ju&#380; w drodze, to powinni&#347;my szybko wymy&#347;li&#263; jaki&#347; spos&#243;b na stawienie jej czo&#322;a?  spyta&#322;a praktyczna Helena.

Jessie u&#347;miechn&#261;&#322; si&#281;, jakby tylko czeka&#322; na to pytanie, po czym zwr&#243;ci&#322; si&#281; do robota i powiedzia&#322;:

Owszem, moje ego daje o sobie zna&#263;. Ton&#281; w samozadowoleniu.

Tak w&#322;a&#347;nie my&#347;la&#322;em  odpar&#322; NIESRA.  Uczyni&#322;em ju&#380; odpowiedni komentarz na obwodzie wewn&#281;trznym.  Machn&#261;&#322; r&#281;k&#261; z palcami jak serdelki i doda&#322;:  Prosz&#281; kontynuowa&#263;.

Przekopa&#322;em swoje ksi&#281;gi na temat mitologii  zacz&#261;&#322; pos&#322;usznie m&#243;wi&#263; dalej Jessie i dowiedzia&#322;em si&#281; jak zniszczy&#263;, jak unicestwi&#263; dusz&#281; ka&#380;dego z rodzic&#243;w monstrum.

Ale oni ju&#380; przecie&#380; si&#281; unicestwili  wtr&#261;ci&#322; Tesserax.

Tym razem wyraz wielkiego zadowolenia zago&#347;ci&#322; na twarzy Heleny,  Owszem, to prawda, Tessie  oznajmi&#322;a.  Ale Jessiemu chodzi o to, &#380;e je&#380;eli wypowiemy jednocze&#347;nie odpowiednie zakl&#281;cie niszcz&#261;ce zar&#243;wno matk&#281; jak i ojca, to ich kombinacja powinna unicestwi&#263; tak&#380;e i dziecko  nasz&#261; besti&#281;.

W&#322;a&#347;nie  potwierdzi&#322; Jessie,  No wi&#281;c tak. Aby unicestwi&#263; bogini&#281; tajfun&#243;w trzeba tylko powt&#243;rzy&#263; to zakl&#281;cie voodoo  poklepa&#322; d&#322;oni&#261; jedn&#261; z otwartych ksi&#261;&#380;ek  i cisn&#261;&#263; w jej wiatry kilka kropel &#347;wie&#380;ej, ludzkiej krwi. &#379;eby zniszczy&#263; Pana Gad&#243;w, nale&#380;y wypowiedzie&#263; pewn&#261; mase&#324;sk&#261; modlitw&#281; i przebi&#263; go srebrn&#261; strza&#322;&#261;.

Dlatego te&#380;  wesz&#322;a mu w s&#322;owo Helena  kiedy staniemy twarz&#261; w twarz z besti&#261;, jedno z nas powie tamto co&#347; w voodoo i rzuci na wiatr kilka kropli krwi, a kto&#347; inny odm&#243;wi mase&#324;sk&#261; modlitw&#281; i wystrzeli w potwora srebrn&#261; strza&#322;&#281;.

Tesserax zerwa&#322; si&#281; na r&#243;wne nogi, poklepuj&#261;c w podnieceniu czubek swej bulwiastej g&#322;owy.

Natychmiast nasuwaj&#261; mi si&#281; dwa problemy  denerwowa&#322; si&#281;.  Sk&#261;d w tak kr&#243;tkim czasie, wytrza&#347;niemy srebrn&#261; strza&#322;&#281;?

Mam ze sob&#261; magazynek srebrnych, narkotycznych strza&#322;ek  odpar&#322; Jessie  kt&#243;rych u&#380;ywam na Ziemi w sytuacji, gdy mo&#380;e zaj&#347;&#263; konieczno&#347;&#263; strzelania jednocze&#347;nie do ludzi i wilko&#322;ak&#243;w, w strza&#322;kach jest za ma&#322;o srebra, by za&#347;wiatowca takiego jak wilko&#322;ak, zabi&#263;, ale jest go do&#347;&#263;, by go na d&#322;ugo obezw&#322;adni&#263;. Z tego co przeczyta&#322;em o waszym Panu Gad&#243;w, magazynek takich strza&#322;ek powinien wystarczy&#263; do jego ca&#322;kowitego unicestwienia.

A co z ludzk&#261; krwi&#261;?  dopytywa&#322; si&#281; Tesserax.

W jednym z tych pa&#324;skich kufr&#243;w znajduje si&#281; na pewno roboklinika  wyja&#347;ni&#322; Jessie.

Oczywi&#347;cie. W czasie wykonywania ka&#380;dego niebezpiecznego zadania roboklinika jest

Pa&#324;ski robot z pewno&#347;ci&#261; potrafi j&#261; obs&#322;ugiwa&#263;  przerwa&#322; mu Jessie.  A zatem ka&#380;e mu pan pobra&#263; mi krew do analizy i w ten spos&#243;b b&#281;dziemy mieli co rzuci&#263; na wiatr.

Czy ta ilo&#347;&#263; wystarczy dla zaspokojenia &#380;&#261;da&#324; stawianych przez mit?  upewni&#322; si&#281; Tesserax.

Zgodnie z tym co podaje m&#243;j ONZ-towski podr&#281;cznik, tak.

A wi&#281;c jeste&#347;my gotowi na przyj&#281;cie bestii  o&#347;wiadczy&#322; Tesserax. nie kryj&#261;c podniecenia.  Gdyby zjawi&#322;a si&#281; tu dzi&#347; w nocy

W tym momencie przerwa&#322; mu przeci&#261;g&#322;y, mro&#380;&#261;cy krew w &#380;y&#322;ach ryk, og&#322;uszaj&#261;cy jak huk grzmotu i tak pot&#281;&#380;ny, &#380;e zatrz&#281;s&#322;y si&#281; szyby w oknach, a ca&#322;y mityczny hotel zadygota&#322; w swych mitycznych posadach.

Ju&#380;?!  zapyta&#322;, nie wiedzie&#263; czemu szeptem, Tesserax.

Nie tra&#263;my lepiej ani chwili  powiedzia&#322; Jessie.

Wybaczcie mi, panowie  odezwa&#322; si&#281; NIESRA  ale czy nie zechcieliby&#347;cie mi podpowiedzie&#263;, czy ten ryk by&#322; tylko rykiem w&#347;ciek&#322;o&#347;ci, czy te&#380; d&#378;wi&#281;cza&#322;a w nim nuta ob&#322;&#281;du? Co&#347; mi si&#281; zdaje, &#380;e w transporcie uszkodzili mi tak&#380;e obwody foniczne



23

Dwa wielkie ksi&#281;&#380;yce ojczystej planety masen&#243;w zalewa&#322;y sw&#261; po&#347;wiat&#261; wszystkich zgromadzonych na tylnym tarasie hotelu, a by&#322;a ich wcale spora grupa: detektyw, Helena, piekielny, brytan, Tesserax, robot uniwersalny NIESRA, Hogar Truciciel i kilku ogromnych, odzianych jedynie w sk&#261;pe przepaski biodrowe, mase&#324;skich bog&#243;w. Wszyscy zbili si&#281; w ciasn&#261; gromadk&#281; i obserwowali z niepokojem mroczne lasy porastaj&#261;ce wy&#380;sze zbocza Gilorelamans. To w&#322;a&#347;nie stamt&#261;d dobiega&#321; ten nieludzki, dudni&#261;cy g&#322;os. Jeszcze chwila i pojawi si&#281; istota, kt&#243;ra go wyda&#322;a.

Mo&#380;e cukiereczka?  spyta&#322; Hogar posy&#322;aj&#261;c wko&#322;o barwne pude&#322;ko, pude&#322;ko wr&#243;ci&#322;o do niego bardzo szybko, nadal pe&#322;ne.

Przepraszam pana, panie Hogar  odezwa&#322; si&#281; NIESRA,  Czy w pa&#324;skich oczach czai si&#281; smutek zawiedzionej nadziei, czy te&#380; cierpi pan na zatwardzenie?

A &#380;eby&#347; si&#281; zatar&#322;  warkn&#261;&#322; grubia&#324;sko Hogar

Nie musia&#322;bym pyta&#263;  zaperzy&#322; si&#281; przysadzisty robot  gdyby mi w transporcie nie uszkodzili obwod&#243;w percepcyjnych.

Odrobol si&#281;, dobrze ci radz&#281;  rzuci&#322; Hogar g&#322;osem jeszcze mniej sympatycznym ni&#380; przedtem.

W tym momencie, z r&#243;&#380;nych zboczy, dobieg&#322; odg&#322;os wal&#261;cych si&#281; pokotem ogromnych drzew, &#322;amanych przez besti&#281; z tak&#261; &#322;atwo&#347;ci&#261;, jakby by&#322;y suchymi drewienkami na opa&#322;. Huk roz&#322;upywanych pni, kt&#243;re ciskane nast&#281;pnie potworn&#261; si&#322;&#261; musia&#322;y wyr&#261;bywa&#263; w lesie ca&#322;e przecinki, by&#322; niemal nie do zniesienia. Przera&#380;one zwierz&#281;ta le&#347;ne wybieg&#322;y stadem na otwart&#261; &#322;&#261;k&#281; dziel&#261;c&#261; zalesiony stok od hotelu.

Tam!  krzykn&#281;&#322;a nagle Helena.

Co&#347; gigantycznego zamajaczy&#322;o ponad pierwszymi rz&#281;dami sosen, kt&#243;re w nast&#281;pnej sekundzie run&#281;&#322;y na boki, i w jasnej po&#347;wiacie ksi&#281;&#380;yc&#243;w ukaza&#322;a si&#281; bestia w ca&#322;ej swej postaci.

Szkaradny sukinsyn, no nie?  mrukn&#261;&#322; Brutus.

Sam &#347;rodek huraganowego wiatru m&#322;&#243;ci&#322; powietrze jak &#322;opatki &#347;ruby gigantycznej motor&#243;wki, &#347;cina&#322; drzewa i wyrywa&#322; z &#322;&#261;ki k&#281;py darni, wielko&#347;ci ludzkiej g&#322;owy, ciskaj&#261;c je tak wysoko w niebo, &#380;e znika&#322;y z oczu.

Zwierz&#281;ta, kt&#243;re wybieg&#322;y na &#322;&#261;k&#281;, rzuci&#322;y si&#281; teraz z powrotem do lasu, wyj&#261;c, piszcz&#261;c, kwil&#261;c i zawodz&#261;c z przera&#380;enia. Kiedy bestia dotarta do po&#322;owy &#322;&#261;ki, oczom zgromadzonych na tarasie hotelu ukaza&#322;o si&#281; oko tego monstrualnego cyklonu, a w nim bardziej konkretny aspekt bestii: jaszczur trzydziestu st&#243;p, niezwykle podobny do swego ojca, tyle tylko, &#380;e dwa razy wi&#281;kszy i tysi&#261;c razy potworniejszy. Wlepiwszy w nich spojrzenie rozjarzonych w&#347;ciek&#322;&#261; zieleni&#261; oczu, przeci&#261;gn&#261;&#322; j&#281;zykiem po z&#281;bach wielko&#347;ci sporych szabel i ruszy&#322; oci&#281;&#380;ale w ich kierunku. Ka&#380;da z jego sze&#347;ciu n&#243;g zostawia&#322;a w ziemi wg&#322;&#281;bienie, jak wykop pod fundamenty jednorodzinnego domku.

Zupe&#322;nie nie potrafi&#281; zinterpretowa&#263; wyrazu twarzy bestii  odezwa&#322; si&#281; z wyra&#378;nym zak&#322;opotaniem NIESRA.  A bior&#261;c pod uwag&#281;, &#380;e jej ryk nie zawiera &#380;adnej tre&#347;ci, zupe&#322;nie nie wiem co mam umie&#347;ci&#263; w swoim zapisie, w dodatku nie przypuszczam, &#380;eby kt&#243;ry&#347; z pan&#243;w by&#322; w nastroju do po&#347;pieszenia mi z pomoc&#261;. A mo&#380;e jednak?

Ud&#322;aw si&#281; rdz&#261;  rzuci&#322; opryskliwie Hogar, nadal trzymaj&#261;c w pogotowiu swoje pude&#322;ko zatrutych s&#322;odyczy.

Podejrzewa&#322;em, &#380;e nikt nie b&#281;dzie w nastroju  zmartwi&#322; si&#281; Niezawodny System.

Helena zacz&#281;&#322;a wypowiada&#263; zakl&#281;cie voodoo, a Brutus czyta&#322; mase&#324;sk&#261; modlitw&#281;, kt&#243;ra mia&#322;a pom&#243;c w unicestwieniu dziedzictwa po ojcu.

Jessie trzyma&#322; fiolk&#281; krwi i pistolet za&#322;adowany srebrnymi strza&#322;kami.

Krew  prychn&#261;&#322; Hogar.  Wszyscy ze mnie szydz&#261;, ale powiem wam jedno  przy truciu nie brudzi si&#281; przynajmniej r&#261;k.

Potw&#243;r przeby&#322; ju&#380; dwie trzecie szeroko&#347;ci &#322;&#261;ki i nabiera&#322; coraz wi&#281;kszej szybko&#347;ci, wal&#261;c na swe ofiary z determinacj&#261; zranionego byka i impetem towarowego poci&#261;gu. Mase&#324;scy bogowie zacz&#281;li nonszalancko wycofywa&#263; si&#281; ze sceny z oczyma okr&#261;g&#322;ymi ze strachu, nie przera&#380;eni jednak jeszcze do tego stopnia, by zbruka&#263; sw&#261; bosk&#261; reputacj&#281; okazaniem tch&#243;rzostwa.

Szybciej z tymi zakl&#281;ciami!  zawo&#322;a&#322; Tesserax.

To by&#322; blady strach  o&#347;wiadczy&#322; NIESRA z ogromnym zadowoleniem.  Tak wyrazi&#347;cie odmalowanego na twarzy panicznego przera&#380;enia nie mia&#322;em jeszcze okazji ogl&#261;da&#263;, panie Galiotorze.

Tesserax nic nie odpowiedzia&#322;. Prawd&#281; m&#243;wi&#261;c, nie us&#322;ysza&#322; nawet uwagi robota, zag&#322;uszywszy j&#261; swoim w&#322;asnym krzykiem.

Ziemia zadygota&#322;a pod ci&#281;&#380;arem nadci&#261;gaj&#261;cej bestii. Huragan natar&#322; na nich ze zdwojon&#261; si&#322;&#261;, omal nie przewracaj&#261;c na ziemi&#281; i nie zdzieraj&#261;c op&#281;tanych wok&#243;&#322; cia&#322; ubra&#324;; pomara&#324;czowe szaty Tesseraxa zacz&#281;&#322;y &#322;opota&#263; na masenie jak chor&#261;giew na maszcie.

Kiedy Helena sko&#324;czy&#322;a swoje zakl&#281;cie, Jessie cisn&#261;&#322; w powietrze swoj&#261; krew, po czym przykl&#261;k&#322; na jednym kolanie i wystrzeli&#322; w brzuszysko smoka dwana&#347;cie srebrnych pocisk&#243;w, kt&#243;re dosi&#281;g&#322;y celu dok&#322;adnie w tym samym momencie, gdy Brutus wypowiada&#322; ostatnie s&#322;owo mase&#324;skiej modlitwy. Szar&#380;uj&#261;ca bestia drgn&#281;&#322;a gwa&#322;townie, zatoczy&#322;a si&#281; niezdarnie na swych sze&#347;ciu &#322;apach, pad&#322;a, przewr&#243;ci&#322;a na bok i stoczy&#322;a w d&#243;&#322; zbocza na tylne zabudowania hotelu. Mityczne belki zatrzeszcza&#322;y ci&#281;&#380;ko, mityczne deski prysn&#281;&#322;y jak zapa&#322;ki, mityczne szyby rozp&#281;k&#322;y si&#281; na tysi&#261;ce mitycznych kawa&#322;k&#243;w szk&#322;a.

Dzia&#322;a!  wrzasn&#261;&#322; Tesserax.

Wyra&#378;na ulga  skomentowa&#322; NIESRA.  A mo&#380;e zaskoczenie. Nie, raczej niedowierzanie z domieszk&#261; ulgi

Smok j&#281;cza&#322; i dysza&#322; ci&#281;&#380;ko, pr&#243;buj&#261;c odzyska&#263; pe&#322;ni&#281; w&#322;adzy nad swym potwornym cielskiem i stan&#261;&#263; na nogi. Ale pr&#243;&#380;ne by&#322;y jego wysi&#322;ki. Jego huraganowe wiatry ucich&#322;y ju&#380; zupe&#322;nie, a cia&#322;o jaszczura zaczyna&#322;o nabiera&#263; przejrzysto&#347;ci, upodabniaj&#261;c si&#281; w ksi&#281;&#380;ycowej po&#347;wiacie do modernistycznego odlewu z mlecznego szk&#322;a.

Kilka minut p&#243;&#378;niej Tesserax powiedzia&#322;:

Znikn&#261;&#322;! Uda&#322;o nam si&#281;! A raczej to panu si&#281; uda&#322;o, drogi przyjacielu.

To trzeba uczci&#263;!  zawo&#322;a&#322; Hogar.  Prosz&#281; na kolacj&#281; z winem, s&#322;odyczami i pysznymi egzotycznymi przyprawami! Oczywi&#347;cie wszystko na koszt Gilorelamans Inn.

Musz&#281; przyzna&#263;, panie Blake  odezwa&#322; si&#281; Perlamon  &#380;e wielu z nas wiedzia&#322;o o istnieniu bestii. Ale mieli&#347;my nadziej&#281;, &#380;e sami zdo&#322;amy znale&#378;&#263; jaki&#347; spos&#243;b na jej unicestwienie i dlatego nie chcieli&#347;my, &#380;eby tajemnica si&#281; wyda&#322;a.  Gryz&#322; w&#322;a&#347;nie jakie&#347; orzeszki, kt&#243;re wyj&#261;&#322; z mieszka przy swej przepasce biodrowej i st&#261;d m&#243;wi&#322; do&#347;&#263; niewyra&#378;nie:

Ale oto pan i pa&#324;scy dzielni przyjaciele  Przerwa&#322;, potoczy&#322; dooko&#322;a os&#322;upia&#322;ym wzrokiem i rzuciwszy na ziemi&#281; reszt&#281; orzeszk&#243;w, z&#322;apa&#322; si&#281; za gard&#322;o.  AAAAch!  j&#281;kn&#261;&#322;.

Hogar zachichota&#322;.

Ach, ach, ach  zarz&#281;zi&#322; Perlamon i run&#261;&#322; bez czucia na ziemi&#281;. Jessie odwr&#243;ci&#322; si&#281; od boga i powiedzia&#322; do Brutusa:

Wiesz, mia&#322;e&#347; racj&#281;, kiedy m&#243;wi&#322;e&#347;, &#380;e tkwi we mnie utajony strach przed zostaniem wstrz&#261;sowcem jak moi starzy. Teraz pozby&#322;em si&#281; ju&#380; tego strachu. Je&#347;li uda&#322;o mi si&#281; zachowa&#263; zdrowe zmys&#322;y w&#347;r&#243;d tej zwariowanej bandy, to jestem pewien, &#380;e nie ma takiej rzeczy na &#347;wiecie, do kt&#243;rej nie umia&#322;bym si&#281; przystosowa&#263;.

Nigdy nie ba&#322;am si&#281; zmian, niebezpiecznych przyg&#243;d czy zwariowanych stworze&#324; orzek&#322;a Helena.  Chce mi si&#281; wtedy tylko wi&#281;cej bzyka&#263; i tyle.

O tak!  zawo&#322;a&#322; NIESRA.  Doskonale rozpoznaj&#281; t&#281; min&#281;. No, no, no! Pani twarz przybra&#322;a wyraz nami&#281;tnego po&#380;&#261;dania.  Spojrza&#322; na Jessiego i dorzuci&#322;:  Och, i pa&#324;ska tak&#380;e, pa&#324;ska, tak&#380;e!  Urwa&#322; i zawaha&#322; si&#281; chwil&#281;, po czym doda&#322; ju&#380; mniej pewnie:  Cho&#263; u pana to mo&#380;e wcale nie po&#380;&#261;danie. Mo&#380;e cierpi pan na obstrukcj&#281;? Mam uszkodzone obwody interpretacyjne i trudno powiedzie&#263; dok&#322;adnie. A teraz, czy to nerwowy tik na lewym policzku? Czy te&#380; mo&#380;e Nie. Ju&#380; wiem co to jest. Dozna&#322; pan religijnego objawienia, cudownej Nie, to nie to. Ta mina wyra&#380;a raczej Cho&#263; mo&#380;e Z drugiej jednak strony



Dean R. Koontz



***




,        BooksCafe.Net: http://bookscafe.net

   : http://bookscafe.net/comment/koontz_dean-zwiadowca_piekiel-239651.html

  : http://bookscafe.net/author/koontz_dean-29966.html

